Posts Tagged „Widzew”<

W czarnej puszczy

3 sty 2011

Zacznę niebanalnie: koniec roku jest dobrą okazją do bilansów i rachunków sumienia. Ale czasami prowadzi to, niestety, do smutnych wniosków.

W moim wieku daje się np. zauważyć, że proces zużycia kory mózgowej postępuje szybciej, niżbym chciał, i efekty tego widać zarówno w pisaniu, jak i przyswajaniu różnych faktów.

Niedawno, chwaląc świetny film dokumentalny „Henio, idziemy na Widzew”, napisałem, że jego autorem jest Michał Woźniak. Byłem szczęśliwy, mogąc zrobić przyjemność człowiekowi, który zasłużył na dobrą recenzję. Poruszony felietonem reżyser bardzo mi w e-mailu podziękował, dodał jedynie na koniec, że wprawdzie na imię rzeczywiście ma Michał, ale na nazwisko Jóźwiak.

Rozmawiałem z nim osobiście i przez telefon, przede mną leżała jego wizytówka, po czym palnąłem gafę. Po czymś takim mam się ochotę pod stół schować. Tym bardziej że pod felietonem już znalazł się wpis czytelnika, nawet nie sugerujący, ale stwierdzający wprost moje upośledzenie umysłowe.

Dotychczas takie komentarze powodowały moją złość i gasiły zapał do pisania. Ale dziś już taki kategoryczny nie jestem, bo czy ktoś, kto myli jedno popularne polskie nazwisko z drugim, ma prawo wytykać czytelnikowi ignorancję i brak logiki?

To niejedyny powód do smutku i refleksji. Ostatnio przeczytałem, że Sebastian Madera przedłużył kontrakt z Widzewem. A ja nie miałem pojęcia, że wcześniej tam grał. Jakby tego było mało, na znanym portalu futbolowym zamieszczono informację pod tytułem „Księżyc piłkarzem Puszczy”. I znów ciemność widzę. Okazuje się, że Księżyc to doświadczony obrońca grający ostatnio w Kolejarzu Stróże. Przeszedł do Puszczy Niepołomice, a ja nic o tym nie wiedziałem. Dobrze, że rok 2010 już się skończył. W nowym będę pisał pod pseudonimem.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Trzymając się za ręce

10 gru 2010

W Poznaniu trwa 28. Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza „Ale kino!”

Po obejrzeniu dokumentu Michała Woźniaka „Henio, idziemy na Widzew”, nie mogłem złapać tchu, bo film jest wzruszający. Opowiada historię Marcina Kaczorowskiego, kibica i przez kilka lat masażysty Widzewa. Stracił wzrok, mając 16 lat, i dopiero wtedy zaczął chodzić na mecze. Dziś ma 32 lata. Niewidomy był jego dziadek i ojciec.

Kiedy synek Marcina Henio miał czwarte urodziny, tata kupił mu koszulkę Widzewa. Szczęśliwi, trzymając się za ręce, poszli razem na mecz ukochanego klubu. Marcin badał chodnik i schody białą laską, synek był jego oczami. Niestety, Henio też już nosi okulary. W filmie nie ma muzyki. Rytm wyznacza stukot laski, kół pociągu z kibicami, stadionowe śpiewy. Marcin w czerwonej koszulce Widzewa zawsze ma obok siebie kogoś do pomocy. Na stadionie Legii pomagał mu policjant. Gdzie indziej policjant przylał mu pałką, bo za wolno się poruszał.

Po projekcji Marcin opowiada o swoim życiu, pracy i kibicowaniu. Nie ma pretensji do Widzewa, z którego odszedł, kiedy się zorientował, że masuje nie tylko piłkarzy, ale też działaczy i ich rodziny. I w dodatku mu nie płacą. Kocha Widzew, a nie działaczy. Martwi się tylko o wzrok Henia.

Rozmawiamy o kibicowaniu w poznańskim pubie Meskal przez dwie godziny. Bohater filmu i reżyser z Łodzi, poeta Jacek Podsiadło z Opola, ja, wychowany na Legii, grupa organizatorów festiwalu i kibiców Lecha. Mówimy tym samym językiem, stukamy się szklankami piwa. Żal się rozstawać.

Być może jedynym miejscem, gdzie kibice nie mogą się porozumieć i poznać nawzajem, jest stadion. Może trzeba spotkać Marcina, żeby się nie wstydzić ludzkich odruchów.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop