Posts Tagged „Polonia”<

Rozmowy w przerwie

24 paź 2010

Trzy pierwsze drużyny w tabeli przegrały swoje mecze, tracąc po cztery bramki (Jagiellonia i Korona) lub nawet pięć (Lechia). Wisła i Legia wysoko wygrały i gdyby jeszcze obudził się Lech, można by mówić o powrocie do normalności polegającej na dominacji tych trzech klubów. Ale jeszcze za wcześnie, by napisać, że Legia i Wisła wyszły z kryzysu. Jeśli w następnych spotkaniach będą równie skuteczne jak w tej kolejce, to może się nad tym zastanowię.

Z Lechem jest inny problem, bo jak wytłumaczyć to, że drużyna najlepsza w poprzednim sezonie, z tym samym trenerem, praktycznie bez jednego tylko zawodnika, ale z innymi, równoważącymi tę stratę, zajmuje trzecie miejsce od końca. A jednocześnie remisuje na stadionie Juventusu i nawiązuje przez długie minuty równorzędną grę z Manchesterem City. Nie potrafię tego wytłumaczyć.

Nie bardzo mogę też uwierzyć, że Korona, Lechia, Bełchatów czy Widzew, robiące dziś bardzo dobre wrażenie, są w stanie utrzymać wysoki poziom przez cały sezon. Więcej wiary pokładam w Jagiellonii, nawet mimo jej porażki w Łodzi.

Jeśli nie dojdzie do jakiegoś wstrząsu w Cracovii, jej szanse na pozostanie w ekstraklasie spadną do zera jeszcze w tym roku. Na początku rundy Cracovia też przegrywała, ale przynajmniej grała ładnie, z jakąś myślą i można było mieć nadzieję, że kiedyś zacznie zwyciężać. Dziś nic z tych nadziei nie zostało.

Konwiktorska jest innego rodzaju salonem dla stołecznych kibiców niż Łazienkowska. I bardzo dobrze, bo każdy może sobie wybrać stadion, jaki chce. W przerwie meczu Polonii z Cracovią kibice mogli posłuchać kulturalnych i rzadkich na stadionach rozmów pisarza Domana Nowakowskiego z aktorem Dominikiem Bąkiem, w trakcie których panowie zapraszali przy okazji na nowy film. To przeciwwaga dla spazmatycznych i szowinistycznych często okrzyków spikerów na wielu polskich stadionach.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Test na cierpliwość

16 sie 2010

Wyniki 3:0 nie są niczym nadzwyczajnym, ale w meczach Polonii z Legią zdarzają się raz na dziesięć lat. Stało się więc coś nieoczekiwanego.

Mecz dwóch drużyn, uważanych po wakacyjnych zakupach piłkarzy za głównych faworytów rozgrywek, miał nieoczekiwany przebieg. W pierwszej połowie kibice zastanawiali się, kto (zwłaszcza w Legii) wydał lekką ręką około dwóch i pół miliona euro na zawodników, którzy niczym się nie wyróżniają. W drugiej stres kibiców Legii, jej piłkarzy i trenerów jeszcze się pogłębił, bo z każdą kolejną bramką Polonii legioniści, zamiast brać się do odrabiania strat, chowali się głębiej do mysiej dziury. Czegoś takiego trudno się było spodziewać.

Rozeźlony kibic Legii z kręgów prasowych powiedział, że to i tak postęp, bo w meczu z Arsenalem legioniści stracili sześć bramek, a na Konwiktorskiej tylko trzy. I że z taką linią defensywy można zapomnieć o zwycięstwach, bo obrońcy zawsze więcej stracą, niż ich koledzy z przodu zdobędą.

Nie odważyłbym się po jednym meczu ligowym, nawet najbardziej nieudanym, odbierać Legii szans, jakie dawało się jej kilkanaście dni wcześniej. Ale po prawdzie też byłem zaskoczony jej niemocą. Myślałem, że w klubie wiedzą, na kogo wydają pieniądze, i po czterech sparingach z ligowcami francuskimi, a potem z Arsenalem, można ustawić drużynę tak, żeby nie dała sobie wbić trzech bramek w pół godziny. A jeśli już, to że sama też gola strzeli. A tu nic.

To jeszcze nie jest powód do bicia na alarm, może tylko test na cierpliwość. Jest piękny stadion, na Łazienkowską wraca doping, a tu sezon trzeba zaczynać z ostatniego miejsca. Do dzisiejszego, zaległego spotkania z Cracovią drużyna będzie wychodziła na miękkich nogach i jeśli nie wygra, to zrobi się niemiło.

Polonia po dwóch zwycięstwach jest liderem, czyli zajmuje pozycję, jakiej od niej oczekiwano. Położenie obydwu stołecznych drużyn pokazuje, jak zmieniła się liga. Legia długo liczyła się w walce o mistrzostwo, a Polonia broniła się przed spadkiem. Poważny problem ma też Lech. Mistrz Polski rozpoczął sezon wcześniej niż inni, a mimo to nie może złapać właściwego rytmu, więc na czwartkowy mecz o Ligę Europejską z Dnipro Dniepropietrowsk będzie jechał w kiepskich nastrojach. Po remisie z Widzewem Lech zremisował w Poznaniu z Arką. Trener zespołu z Gdyni Dariusz Pasieka, absolwent szkoły trenerskiej w Kolonii, nie miał na zakupy piłkarzy tylu pieniędzy co Legia, Polonia, Lech i Wisła, więc wziął za darmo takich, którzy zwrócili jego uwagę i chciało im się przyjechać do egzotycznej polskiej ligi. Holendra z Tillburga, Kongijczyka z Liechtensteinu, Chorwata z Ukrainy. W porównaniu z gwiazdami Lecha to są piłkarze anonimowi. I tacy wywieźli ze stadionu mistrza Polski jeden punkt.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Życie w czarnej koszuli

21 maj 2010

Sto lat temu, 19 maja 1910 roku, urodził się na Pradze Władysław Szczepaniak. Wkładał koszulkę tylko jednego klubu i była to koszulka czarna.

Rodowity warszawiak, mieszkał na Grójeckiej, grał w Polonii przed wojną i po jej zakończeniu. Był obrońcą polskiej reprezentacji na igrzyskach w Berlinie i kapitanem w legendarnym meczu na mistrzostwach świata z Brazylijczykami. Gdyby nie wojna, pobiłby wszelkie polskie futbolowe rekordy.

Przeszedł gehennę okupacji, brał udział w powstaniu i w konspiracyjnych rozgrywkach, za co groziła kara śmierci. W pierwszych mistrzostwach po wojnie, kiedy Polonia nie mogła grać na swoim boisku, bo je przeorały hitlerowskie czołgi, na Łazienkowskiej poprowadził Czarne Koszule do tytułu mistrza Polski.

Po tej wiktorii warszawski złotnik Stanisław Syrzycki (pracownia na Nowym Świecie) wykonał dla piłkarzy Polonii pamiątkowe złote sygnety. Ale Szczepaniak, który miał córkę i czterech synów (w tym trojaczki) i klepał biedę, poprosił zamiast sygnetu o szafę. Rzemieślnicy zrobili więc uwielbianemu mistrzowi mebel, a Syrzycki podarował sygnet młodemu chłopakowi, który był maskotką Polonii. Nazywał się Jerzy Piekarzewski, dziś jest prezesem honorowym, ostatnim łącznikiem z romantyczną przeszłością. Jego imię wciąż skandują kibice z trybuny „Kamiennej”.

Szczepaniak stał się częścią legendy o „mieście nieujarzmionym”, o drużynie porównywanej do Feniksa odrodzonego z popiołów. Nieprzypadkowo na stadionie Polonii wisi wciąż transparent „Warszawskiej ferajny”, a mecz kończy czasami wykonywana przez Stanisława Grzesiuka piosenka „Nie masz cwaniaka nad warszawiaka”.

Szczepaniak zmarł w roku 1979. Jest pochowany na Bródnie, cmentarzu prawobrzeżnej Warszawy. W sobotę na stadionie Polonii zostanie odsłonięta tablica ku jego czci.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Boisko zamiast piłkarzy

6 kwi 2010

Nie sztuka mieć bogatego właściciela czy sponsora i kupować piłkarzy, jakich się wskaże palcem.

Takich możliwości nie mają Michał Probierz w Białymstoku, Tomasz Kafarski w Gdańsku, Dariusz Pasieka w Gdyni ani Jurij Szatałow w Bytomiu. A mimo to kierowane przez nich drużyny zrobiły postępy. Lechia i Jagiellonia nie tylko wygrywają w lidze, ale doszły nawet do półfinału Pucharu Polski.

I nie ma w tym przypadku.

Jesteśmy w okresie zmiany pokoleniowej na trenerskich ławkach. Jeszcze skutecznie broni się Henryk Kasperczak, roli strażaka podejmuje się Stefan Białas, ale coraz częściej do głosu dochodzą młodsi trenerzy. Jeszcze popełniają błędy, jak Maciej Skorża czy Rafał Ulatowski, ale mają za sobą grę na Zachodzie, czytają tamtejszą literaturę czy, jak Dariusz Pasieka, kończą akademię trenerską w Kolonii.

Co z tego, że Jose Maria Bakero był wielkim piłkarzem Barcelony. To już przeszłość. Michał Probierz nie był, ale to jemu należałoby przyznać nagrodę za największy postęp, jaki w ostatnim sezonie zrobiła drużyna z Ekstraklasy. Dziś Jagiellonia jest groźnym przeciwnikiem dla każdego.

Wisła bardzo szczęśliwie zwyciężyła na Konwiktorskiej. Na zakończenie rozgrywek może się okazać, że o kolejnym mistrzostwie Wisły i spadku Polonii zadecydowały nie umiejętności zawodników, tylko nierówne boisko na stadionie w Warszawie. Bo różnice na górze i w dole tabeli będą minimalne.

Apel kibiców do właściciela Polonii Józefa Wojciechowskiego, żeby zamiast kupować kiepskich piłkarzy i trenerów, wydał pieniądze na remont boiska, nie jest pozbawiony sensu. Na dłuższą metę to się bardziej opłaca.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop