Posts Tagged „Legia Warszawa”<

Pod własnym dachem

20 kwi 2012

Po remisie Polski z Portugalią 0:0 czekaliśmy na pierwsze bramki na Stadionie Narodowym w meczu Legia – Sewilla.

Nie zdobył ich Polak, tylko  Senegalczyk Papa Babacar Diawara, i o ile mi wiadomo, żadnej nagrody za to nie dostał. W lepszej sytuacji był w roku 1955 repatriant z Francji Czesław Ciupa, którego gol w meczu Warszawa – Stalinogród otworzył historię Stadionu Dziesięciolecia. Otrzymał teczkę ze świńskiej skóry i powołanie do wojska, które odsłużył w Legii, z czego zresztą bardzo się cieszył, ale dopiero po latach. Został bowiem przyjacielem Lucjana Brychczego i kierownikiem drużyny.

Stadion Narodowy jako jedyny w Polsce ma dach. W późnych latach 70. Górnik Zabrze w hali lekkoatletycznej miał wprawdzie wymiarowe boisko piłkarskie, na którym rozgrywano zimowe turnieje, ale było to boisko tartanowe. Przyjeżdżała m.in. Legia i Chemie Halle. Pamiętam pojedynki Leszka Ćmikiewicza z kapitanem reprezentacji NRD Berndem Branschem. Nie miały nic wspólnego z przyjaźnią i dziwiłem się, że obydwaj piłkarze schodzili do szatni o własnych siłach.

Stadion Wojska Polskiego pełnił od roku 1930 funkcję narodowego, jako drugi w Polsce (po Śląskim) otrzymał sztuczne oświetlenie. I właśnie przy Łazienkowskiej w 1962 roku Polska rozegrała swój pierwszy mecz przy świetle elektrycznym. Przeciwnikiem było Maroko, zremisowaliśmy 1:1.

Jako człowiek sentymentalny i pamiętający trochę z tych faktów, wciąż czekam na pierwszą bramkę Polaka na Stadionie Narodowym. Czekam na Euro – turniej, o jakim oglądając mecze na Stadionie Dziesięciolecia nawet nie marzyliśmy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Franiu, spójrz na Milę

26 wrz 2011

Maciej Skorża powiedział, że gdyby piłkarze Legii bali się wyjazdu do Bełchatowa, to byłoby dziwne. Tym razem miał rację. Legioniści męczyli się długo, ale ich zwycięstwo (a wiemy, jak chimeryczna może być Legia) było nieuniknione. Bełchatów, rozsprzedawany ponad miarę, płaci teraz cenę za niefrasobliwość swoich szefów. Tu nie pomogą żadne zmiany trenerów, bo choć zawodników w kadrze jest ponad 20, to graczy tylko kilku. Patrzę na ŁKS i myślę, że trener Michał Probierz podjął ryzyko jak ci, którzy przed walką Kliczko – Adamek stawiali u bukmacherów na Polaka. Łodzianie w meczu z Zagłębiem przeprowadzili kilka ładnych akcji, bo to są nieźli zawodnicy. Ale właściwszy byłby czas przeszły. Kiedy jeden – dwóch starszych graczy wchodzi do młodej drużyny, ma to sens. Kiedy średnia wieku jedenastki wynosi około 30 lat, to już nie jest drużyna ekstraklasy, tylko ośrodek pobytowy piłkarza weterana. Raz wygrają, raz przegrają, ale to jest wegetacja. Ja ich nawet lubię, jednak rzeczywistości to nie zmienia.

A propos moich sympatii: żałuję Adama Nawałki, ale cieszę się z powrotu Dariusza Pasieki do ekstraklasy. To nie jest trener strażak i po pierwszym zwycięskim meczu oczywiście nie dołączę do chóru piszącego w gazetach i na forach internetowych, że „trener odmienił oblicze Cracovii”. Ale widzę, że może to zrobić. Szkoda tylko, że Pasieka musi pracować z drużynami mającymi nóż na gardle. Jak nie w Arce, to w Cracovii. Zasługuje na coś lepszego.

Kilku piłkarzy Śląska Wrocław też. Drużyna gra, aż miło popatrzeć, nikt w ekstraklasie nie podaje i nie wykonuje wolnych czy kornerów tak jak Sebastian Mila, który w dodatku jest stuprocentowym Polakiem. A Franciszek Smuda szuka po świecie i po metrykach, robiąc wszystko, żeby do kadry nie powoływać zawodników z klubu, w którym akurat jest Orest Lenczyk.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nie ma co narzekać

31 lip 2011

O rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego pamiętali kibice Polonii podczas meczu z Lechią i Legii, która miała grać z Zagłębiem. Powstańczy mural na stadionie Polonii przy Konwiktorskiej szanują kibice obu warszawskich drużyn. On łączy i przypomina.

Polonia wspólnie z miastem po raz czwarty zorganizowała międzynarodowy turniej dziecięcy o Puchar Pamięci Małego Powstańca. To oczko w głowie jej honorowego prezesa, uczestnika powstania Jerzego Piekarzewskiego. Dzieci grają, zwiedzają Muzeum Powstania Warszawskiego, poznają Warszawę. Tak powinno być.

Ze Stadionem Narodowym i nowym stadionem Legii to już jest inna stolica. Kiedy za rok dzieci przyjadą tu ponownie, w programie zwiedzania będą miały stadion na Pradze, na którym odbyć się miało pięć meczów mistrzostw Europy.

Coraz więcej klubów gra na nowych stadionach, kilka na nie czeka. Jeśli ktoś po kilku latach wrócił do Polski, włączył telewizor, by zobaczyć mecz, może się nie zorientować, że to nasza ekstraklasa, a nie transmisja z Anglii czy Niemiec.

Przed dwoma miesiącami, kiedy z dziennikarzami z całej Europy zwiedzałem stadiony ukraińskie, a potem polskie, w Gdańsku usłyszałem od kolegi ze Szwajcarii: no, teraz wiemy, że są to mistrzostwa Europy.

Większość pierwszych meczów ekstraklasy stała na przyzwoitym poziomie. Ogląda je coraz więcej widzów, a będzie ich przybywało po oddaniu do użytku stadionów w Gdańsku, Wrocławiu i ostatniej trybuny w Krakowie.

Największym wygranym pierwszej kolejki jest Lech. Miał sześć okazji i strzelił pięć bramek. ŁKS zebrał kilku piłkarzy ekstraklasy niechcianych w innych klubach, więc trudno o nim mówić jak o typowym beniaminku. Ale warto sobie zadać pytanie,  co oznacza pięciobramkowa porażka zespołu mającego w swoim składzie m.in. Marka Saganowskiego, Sebastiana Szałachowskiego, Macieja Bykowskiego, Marcina Smolińskiego, Marcina Kaczmarka, Dariusza Kłusa. To trudno wytłumaczyć.

Gra się do końca. Bramki zmieniające wynik padły w ostatnich minutach lub w doliczonym czasie w Chorzowie, Krakowie i Łodzi. Kibice wiedzą, za co płacą.

Wisła ma szanse gry w Lidze Mistrzów, Legia i Śląsk wciąż walczą o Ligę Europejską. Mistrzostwa Europy przed nami. Mamy więcej powodów do radości niż do narzekań.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kiedyś będzie normalnie

22 maj 2011

Mecz Legii z Wisłą miał być przebojem kolejki, bo mistrz kraju spotykał się ze zdobywcą Pucharu Polski.

Ale Wisła już swoje zrobiła i przy Łazienkowskiej nie sprawiała wrażenia drużyny, której zależy na zwycięstwie za wszelką cenę. Legia była w sobotę bardziej zdeterminowana i zasłużenie wygrała.

Stadion Legii, najładniejszy teraz w Polsce, jest już gotowy w 99 procentach. Znane osobistości zasiadły w miękkich fotelach i popijały wino. Wiele z nich zjawia się na stadionach od wielkiego dzwonu, więc nie rozumiały, o co chodzi kibicom organizującym happening na trybunie za bramką. Po drugiej stronie, na miejsca zajmowane zwyczajowo przez kibiców gości, wpuszczono dzieci. One też niewiele rozumiały, ale były zachwycone, że mogą obejrzeć prawdziwy mecz. Za parę lat przeniosą się w jakieś inne miejsce na stadionie i może sprawią, że będzie przyjemniej niż dziś.

Jestem po stronie każdego, kto chce wyeliminować chuligaństwo z piłki nożnej. Nie uważam jednak, by zamykanie stadionów prowadziło do tego celu. Ubocznym skutkiem tej decyzji jest uwikłanie kibiców w politykę. A w wolnej Polsce kibicowanie było zawsze apolityczne.

Protesty kibiców też mnie nie przekonują, to po prostu walka w obronie własnych wpływów. Czekam raczej na protest piłkarzy. Oni mogliby zrobić najwięcej w walce o normalność, a wciąż milczą. Niech ogłoszą strajk przeciwko chamstwu, lżeniu ich, groźbom, potokowi bluzgów przez 90 minut. Taki protest bym poparł i myślę, że zdrowa część trybun, a więc zdecydowana większość – też.

Niestety, na konferencjach prasowych trenerzy nadal kokietują kibiców, piłkarze po meczach kłaniają się „żyletom”, „kotłom”, „młynom”, a atakowani przez chuliganów kładą uszy po sobie. Jakub Rzeźniczak niemal przeprosił „Starucha” za to, że ten uderzył go w twarz, a po zwycięskim finale w Bydgoszczy piłkarze Legii dali do potrzymania „Staruchowi” Puchar Polski. Mimo wszystko wierzę, że kiedyś jeszcze będzie normalnie. Nadzieja w dzieciach.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop