Posts Tagged „Juventus”<

Wypełnij chociaż kupon

28 lis 2010

Oglądanie lig zagranicznych w Canal+ na ogół powoduje stresy. Jest się od kogo uczyć i czego zazdrościć. Coś się jednak zmienia. Jutro do Poznania przylecą piłkarze Juventusu i trochę się zdziwią, kiedy zobaczą stadion. Większy i ładniejszy od ich Stadionu Olimpijskiego w Turynie. W Polsce już nie dojdzie do wstydliwych sytuacji, w jakich znalazła się przed 15 laty Legia, a niedawno Wisła. Mecze Legii w Lidze Mistrzów na przestarzałej Łazienkowskiej stanęły pod dużym znakiem zapytania, a spotkanie Wisły z Lazio trzeba było przełożyć. Dziś meczów nie zatrzyma nawet pierwszy śnieg.

Z poziomem gry na Zachodzie też różnie bywa. Oglądając sobotni mecz Manchesteru United z Blackburn 7:1 w najlepszej lidze świata można się było wyleczyć z kompleksów. Tak niemądrze jak obrońcy Blackburn w Polsce grają chyba tylko uczestnicy turniejów o Puchar Coca Coli i Tymbarku.

Mając przeciw sobie MU z Dymitarem Berbatowem, piłkarze Blackburn bardzo szybko stracili wiarę. A Lech nie przestraszył się Manchesteru City i w Poznaniu go pokonał.

Niby hasła o ambitnej grze do końca do banał, ale przecież w każdej kolejce ligowej się przekonujemy, że nie wszyscy rozumieją, ile to znaczy. Cracovia w tej kolejce zrozumiała. Przegrywała z Bełchatowem 0:2 do 86. minuty, a zwyciężyła 3:2. Nie tylko dlatego, że miała szczęście. Przede wszystkim dążyła do zwycięstwa. Legia, grając przez całą jesień nierówno, a czasami słabo, jest w czołówce. Zdarza się, że gole wbijają za nią jej przeciwnicy. Ale Legia walczy, zmusza do błędów, większość ważnych bramek zdobywa w ostatnich minutach.

Przypomina się stary dowcip o pretensjach człowieka do Pana Boga za brak szczęścia w totalizatorze. I odpowiedział Pan: daj mi szansę, wypełnij chociaż kupon.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Enrico i Renzo

17 wrz 2010

Dziennikarz sportowy najwięcej czasu ma w dniu wieczornego meczu, więc w Turynie oddawałem się temu, co lubię najbardziej – włóczyłem się po ulicach i księgarniach. W jednej z nich, La Bussola, na via Po, wybrałem dwie książki. Jedną o historii Juventusu, a drugą o brzmiącym mile tytule „Il romanzo del grande Torino”.

Sprzedawca Enrico, chłopak z kolczykiem w uchu, wziął książkę o Juventusie w dwa palce, jakby się jej brzydził. Spytał, skąd przyjechałem, a kiedy się dowiedział, że z Polski, roztoczył przede mną wspomnienia o nocnych urokach Krakowa i jego mieszkanek. Kiedy już nić porozumienia została nawiązana, zrobił mi wykład o wyższości dumnego, wrastającego głęboko w piemoncką glebę AC Torino nad Juventusem – parweniuszem tuczącym się potem i krwią Włochów ciągnących z całego Półwyspu Apenińskiego do pracy w fabryce Fiata. – Chcesz tę książkę o Juventusie, bierz, twoja sprawa, ale ja cię uprzedzałem – zakończył, pakując obydwie. – I miej świadomość, że dziś wieczorem prawdziwi turyńczycy będą kibicowali Lechowi.

Juventus stał się moim ulubionym klubem w roku 1969, kiedy jako student podjąłem wakacyjną pracę kelnera w bułgarskim kurorcie Słoneczny Brzeg. Poznałem tam wówczas Włocha, który nazywał się Renzo Schiavi i pracował w zakładach Fiata na stanowisku raczej nie kierowniczym. Grupa robotników przyjechała kilkoma samochodami do Bułgarii, co było wakacjami tańszymi niż w ich kraju. Renzo należał do klubu kibica Juventus Club Parabiago, jego samochód pełen był proporczyków, kilka mam jeszcze w domu. Przysyłał mi potem do Warszawy pisma klubowe, uczyłem się ich na pamięć, dzięki czemu cieszyłem się opinią znawcy futbolu włoskiego, co z kolei otworzyło mi drogę do pierwszej dziennikarskiej pracy, w „Sztandarze Młodych”. Swój pierwszy tekst napisałem właśnie o Juventusie, w dniu jego finału o Puchar Mistrzów z Ajaksem.

Juventus i Torino łączy ten sam miejski stadion. Stadio Olimpico to następca historycznego stadionu o nazwie Filadelfia, na którym przez kilka powojennych lat Grande Torino nie dawało szans żadnej włoskiej drużynie. Ale tutaj powstał też wielki Juventus z Bońkiem i Platinim. Z jednego miejsca, w prześwicie między trybunami a dachem widać odległą górę Superga, gdzie w maju 1949 roku o mury bazyliki rozbił się samolot (z silnikiem fiata G 212) wiozący Grande Torino. Zginęło 18 piłkarzy, w tym ośmiu reprezentantów Włoch. Ich pogrzeb zjednoczył Turyn.

Kiedy wiele lat później na Heysel hordy pijanych Anglików doprowadziły do śmierci 39 kibiców Juventusu, w całych Włoszech łzy były jednakowo szczere. Tylko w takich sytuacjach się zapomina, kto starszy, kto biedniejszy, kto bardziej pokrzywdzony i w czyich gablotach stoi więcej pucharów. Na co dzień są Enrico i Renzo ze swoimi miłościami. Futbol, kochany futbol.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop