Posts Tagged „FC Barcelona”<

Siła przegrywa

23 sty 2011

Działające w Szwajcarii Obserwatorium Zawodowych Piłkarzy ogłosiło raport, z którego wynika, że Barcelona ma najniższych piłkarzy w Europie.

Średnia wzrostu barcelończyków wynosi 177 cm. Najwyżsi zebrali się w austriackim klubie Mattersburg i ukraińskim Wołyniu Łuck. Średnia wzrostu wynosi tam 186 cm.

Nic bardziej krzepiącego na początek roku nie mogło mnie spotkać.

O osiągnięciach Barcelony wiedzą wszyscy, o grze Mattersburga i Wołynia niewielu. Tak naprawdę w przypadku Barcelony nieważna jest średnia, którą zawyżają Sergio Busquets (190 cm), Gerard Pique (188) i Gabriel Milito (186). Liczą się ci najważniejsi. Xavi ma 168 cm, Leo Messi jest wyższy o centymetr, a Andres Iniesta o dwa. To są trzej najlepsi piłkarze świata.

Pogląd, zgodnie z którym zawodowy piłkarz musi być wielką górą mięśni, od której przeciwnicy będą się odbijać albo omijać go w obawie przed utratą zdrowia, nawet w Anglii odszedł w przeszłość.

Tam jeszcze na początku XXI wieku grał Neil Ruddock, nazywany pieszczotliwie Brzytwą. Jego twarz nie zdradzała żadnych kontaktów z literaturą i sztuką. Niewiele mu brakowało do dwóch metrów wzrostu, co w połączeniu z chroniczną nadwagą dawałoby mu szanse w walce sumo z Akebono. Ruddock miał do tego awanturniczy charakter, był więc ulubieńcem Millwall, a potem każdego kolejnego klubu. Był tak gruby, że specjalnie dla niego szyto spodenki. To Ruddock przestawił szczękę Peterowi Beardsleyowi i to w meczu towarzyskim, złamał też obydwie nogi Andy’emu Cole’owi. Piłkarz, z którego wszyscy się śmiali, pół ligi nienawidziło, a drugie pół kochało, wystąpił nawet raz w reprezentacji Anglii, powołany przez Terry’ego Venablesa. I chociaż częściej trafiał w nogi przeciwnika niż w piłkę, przez kilkanaście lat miał miejsce w czołowych angielskich klubach, m.in. Tottenhamie, Southampton, Liverpoolu, West Ham i Crystal Palace. To coś mówi o angielskiej piłce.

Gdyby dziś Ruddock trafił na Messiego, Iniestę, Xaviego czy Bojana Krkicia, nie zdążyłby się nawet odwrócić, a już zabraliby mu piłkę. Dla takich jak Ruddock na szczęście nie ma już miejsca na boisku. Siła musi przegrać z błyskotliwą techniką, szybkością i zmysłem taktycznym. Nawet jeśli uosabiający to wszystko piłkarz ma niewiele ponad półtora metra wzrostu.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wspólnota płaczu

29 kwi 2010

Budzę się rano po nocnych koszmarach, a tu w TVN 24 szef nSportu Dariusz Tuzimek mówi, że też nie spał i jest zapłakany. Przychodzę do redakcji, a pan Jacek z bufetu ma czerwone oczy.

I już widzę, że rodzi się wspólnota. Ustalamy, że przy bramce Bojana nie było ręki, gol Pique był tak piękny, że prawie niewidoczny spalony się nie liczy. Zresztą oni nam w Mediolanie też strzelili ze spalonego. W tej sytuacji finał Bayern – Inter należy zbojkotować, bo nie będziemy popierać grabarzy, murarzy i szkodników plujących w zupę prawdziwego futbolu.

Tak mniej więcej rozmawiało w czwartek wielu Polaków. Niestety, jak już trochę człowiek ochłonął, wyłączył emocje, a włączył rozum, sytuacja stała się jeszcze smutniejsza. Darek Tuzimek, wylewając łzy, wspomniał z wyrzutem o „autobusie Interu zaparkowanym na polu karnym”. Ale przecież możliwość zaparkowania tego autobusu Inter wywalczył sobie w pierwszym meczu. Wbicie trzech bramek Barcelonie to wyjątkowa sztuka i kiedy już się udało, można było przyjąć w rewanżu taki sposób gry, który uniemożliwiłby odrobienie strat.

Oczywiście kłóci się to w sposób zasadniczy z pięknem futbolu, który Barcelona symbolizuje nadal, ale rzadko niestety się zdarza połączenie piękna ze skutecznością. Jose Mourinho przejdzie do historii jako wybitny trener – strateg i psycholog, a nie ten, który uczył pięknej gry. Mourinho jest rozwiniętą wersją prowokatora Helenio Herrery, który w połowie lat 60. wygrał z Interem Puchar Mistrzów. Mało kto go lubił, ale wszyscy doceniali. To Mourinho sprawił, że najlepsi piłkarze świata zgromadzeni w Barcelonie bili głową w mur. Jeśli słyszę, że odpadła drużyna lepsza, to zgodzić się z tym nie mogę. Gdyby była lepsza, to odrobiłaby straty z Mediolanu, jakkolwiek gorzko by ta uwaga dla koneserów piłki zabrzmiała. A jednocześnie trudno mi sobie wyobrazić, że od środy chłopcy na całym świecie zaczną zamieniać koszulki Barcy z nazwiskiem Messi na koszulki Interu z nazwiskiem Milito.

Jeszcze smutniejsze jest to, co się wydarzyło po meczu. Nigdy bym się nie spodziewał, że w takim miejscu jak Camp Nou może dojść do sytuacji przypominającej dziurawienie opon w autokarze gości na polskich wsiach.

Włączenie urządzeń nawadniających boisko wtedy, kiedy cieszyli się mediolańczycy, czymś takim właśnie było.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop