Posts Tagged „derby”<

Grzechy młodości

10 mar 2011

„Derby blisko czarna dziwko” – napisał na Facebooku pewien kibic przed meczem Legia – Polonia.

Lapidarność tego stwierdzenia mówi wiele o autorze, który w czterech słowach potrafił zawrzeć swoją sympatię do Legii, pogardę dla Polonii, odniósł się do kalendarza i przewidział to, co zdarzyło się na boisku. Legia wygrała 1:0.

Autor wpisał się też w chór mieszkańców Warszawy myślących podobnie. W stolicy większość stanowią kibice Legii, poloniści są w mniejszości. Można nawet powiedzieć, że w podziemiu, bo o ile chłopaka w szaliku Legii na ulicy spotkać nietrudno, o tyle w szaliku Polonii raczej nie. Takich odważnych widuje się tylko w okolicach Konwiktorskiej, i to w dniu meczu.

Legioniści mają to do siebie, że nie tolerują zwolenników innych klubów, z wyjątkiem Pogoni Szczecin, Zagłębia Sosnowiec i Olimpii Elbląg. Niedawno w metrze syna moich znajomych rozebrali rówieśnicy w szalikach Legii, bo myśleli, że wystający spod kurtki fragment czerwieni na szaliku chłopaka świadczy o jego przywiązaniu do Widzewa. Puścili go, bo to był szalik reprezentacji Polski.

Jest też w stolicy trzecia kategoria kibiców, do której ja należę. Wcale niemała grupa ludzi lubiących jeden i drugi klub, szanujących obydwa za stuletnie tradycje i wspaniałe przeżycia. Od mistrzostwa Polski, zdobytego przez Czarne Koszule na stadionie przy Łazienkowskiej w pierwszym roku po wojnie, po Ligę Mistrzów Legii, Kazimierza Deynę i Lucjana Brychczego. Na Legii się wychowałem, bo tam była lepsza piłka i grał mój brat, choć to Polonia chciała mnie kupić z Falenicy. Okazało się jednak, że jestem za stary (miałem 19 lat) i czarną koszulę włożyłem dopiero jako oldboj.

Zdaję sobie sprawę, że nie narzucę nikomu swoich poglądów, bo stosunki między obydwoma klubami są podobne do tych, jakie panują między Cracovią a Wisłą, ŁKS a Widzewem, Romą a Lazio, Realem i Atletico, Benficą i Sportingiem.

Nie ma szans na zgodę, ale może być szacunek.

Jeśli dziennikarze i osoby publiczne będą dawali przykład, może – naiwnie myśląc – będzie przyjemniej pójść na stadion i bezpieczniej z niego wrócić.

Każdy ma prawo do włożenia takiego szalika, jaki chce. Stefan Friedmann kibicuje Polonii, a jego syn Legii. To nie powinna być nadzwyczajna sytuacja.

Problem w tym, że autorem cytowanego na początku wpisu jest Michał Klimczak, członek Platformy Obywatelskiej i konwentu krajowego stowarzyszenia Młodzi

Demokraci. Jak powiedział, zrobił to pod wpływem emocji.

Pochodzi ze Szczecina, kibicował Pogoni, przeniósł tę miłość na Legię. Ma 20 lat, jeszcze niewiele wie i to go trochę tłumaczy. Trzeba mieć nadzieję, że kiedy za dziesięć lat dojdzie do władzy, będzie już mądrzejszy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Test na cierpliwość

16 sie 2010

Wyniki 3:0 nie są niczym nadzwyczajnym, ale w meczach Polonii z Legią zdarzają się raz na dziesięć lat. Stało się więc coś nieoczekiwanego.

Mecz dwóch drużyn, uważanych po wakacyjnych zakupach piłkarzy za głównych faworytów rozgrywek, miał nieoczekiwany przebieg. W pierwszej połowie kibice zastanawiali się, kto (zwłaszcza w Legii) wydał lekką ręką około dwóch i pół miliona euro na zawodników, którzy niczym się nie wyróżniają. W drugiej stres kibiców Legii, jej piłkarzy i trenerów jeszcze się pogłębił, bo z każdą kolejną bramką Polonii legioniści, zamiast brać się do odrabiania strat, chowali się głębiej do mysiej dziury. Czegoś takiego trudno się było spodziewać.

Rozeźlony kibic Legii z kręgów prasowych powiedział, że to i tak postęp, bo w meczu z Arsenalem legioniści stracili sześć bramek, a na Konwiktorskiej tylko trzy. I że z taką linią defensywy można zapomnieć o zwycięstwach, bo obrońcy zawsze więcej stracą, niż ich koledzy z przodu zdobędą.

Nie odważyłbym się po jednym meczu ligowym, nawet najbardziej nieudanym, odbierać Legii szans, jakie dawało się jej kilkanaście dni wcześniej. Ale po prawdzie też byłem zaskoczony jej niemocą. Myślałem, że w klubie wiedzą, na kogo wydają pieniądze, i po czterech sparingach z ligowcami francuskimi, a potem z Arsenalem, można ustawić drużynę tak, żeby nie dała sobie wbić trzech bramek w pół godziny. A jeśli już, to że sama też gola strzeli. A tu nic.

To jeszcze nie jest powód do bicia na alarm, może tylko test na cierpliwość. Jest piękny stadion, na Łazienkowską wraca doping, a tu sezon trzeba zaczynać z ostatniego miejsca. Do dzisiejszego, zaległego spotkania z Cracovią drużyna będzie wychodziła na miękkich nogach i jeśli nie wygra, to zrobi się niemiło.

Polonia po dwóch zwycięstwach jest liderem, czyli zajmuje pozycję, jakiej od niej oczekiwano. Położenie obydwu stołecznych drużyn pokazuje, jak zmieniła się liga. Legia długo liczyła się w walce o mistrzostwo, a Polonia broniła się przed spadkiem. Poważny problem ma też Lech. Mistrz Polski rozpoczął sezon wcześniej niż inni, a mimo to nie może złapać właściwego rytmu, więc na czwartkowy mecz o Ligę Europejską z Dnipro Dniepropietrowsk będzie jechał w kiepskich nastrojach. Po remisie z Widzewem Lech zremisował w Poznaniu z Arką. Trener zespołu z Gdyni Dariusz Pasieka, absolwent szkoły trenerskiej w Kolonii, nie miał na zakupy piłkarzy tylu pieniędzy co Legia, Polonia, Lech i Wisła, więc wziął za darmo takich, którzy zwrócili jego uwagę i chciało im się przyjechać do egzotycznej polskiej ligi. Holendra z Tillburga, Kongijczyka z Liechtensteinu, Chorwata z Ukrainy. W porównaniu z gwiazdami Lecha to są piłkarze anonimowi. I tacy wywieźli ze stadionu mistrza Polski jeden punkt.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop