Posts Tagged „Anglia”<

Bombka i Bobby

24 gru 2010

Ta bombka była w domu zawsze. Wisiała już na choince, kiedy tata wrócił do Warszawy przed Wigilią 1945 roku z niemieckiej kopalni w Gelsenkirchen ubrany w amerykański battledress.

Mnie jeszcze na świecie nie było, ale ta bombka była. Wisiała na choince w zrujnowanym mieszkaniu rodziców na Targowej pod 63, potem w Falenicy. 30 lat temu przeprowadziła się ze mną na Ursynów.

Jest owalna, w kolorze błękitnym i różowym, w kierunku czubka zjeżdża narciarz w śmiesznej czerwonej czapce na tle zielonych świerków.

W sumie – rzadka szmira. Ale jaka piękna i ile ma do powiedzenia! Pamięta wszystkie święta, zawsze szczęśliwe, choć nie zawsze bogate. Czekanie z nadzieją, czy Polskie Radio nada w tym roku kolędy, co będzie oznaczało, że Gomułka zaczyna mieć stracha. Sosnowe podłogi pachnące pastą. Tatę wracającego w Wigilię późno z pracy, mamę starającą się o prezenty dla nas. Najczęściej praktyczne – kapcie, rękawiczki, szalik. Ciocię Helę, moją chrzestną, która zawsze w pierwszy dzień świąt przyjeżdżała z Bródna do Falenicy z wujkiem Bolkiem i zawsze przywoziła mi drewniane klocki, na które czekałem. Ciocia miała jeszcze tę zaletę, że jako ekspedientka w sklepie spożywczym na Pradze mogła bez kolejki kupić pomarańcze.

Aż kiedyś obok zwyczajowych prezentów znalazłem pod choinką książkę „Nowoczesna piłka nożna” napisaną przez Bobby’ego Moore’a. Byłem już wtedy duży, skończyłem wiek juniora w falenickim Hutniku, chodziłem na studia, ale wcześniej niczego równie fascynującego o futbolu nie czytałem. W latach 60. i do początku 70. telewizja pokazywała średnio dwa – trzy mecze z prawdziwej zagranicy, ale książek o piłce wciąż nie było, więc to, co napisał kapitan reprezentacji Anglii, mistrz świata, traktowałem jak Biblię. Nauczyłem się tej książki na pamięć, a niecałe trzy lata później już była nieaktualna. Polska pokonała Anglię, a Bobby Moore w istotny sposób się do tego przyczynił. Tak się zakończyła jego kariera, a zaczęło moje zwątpienie nawet w największe piłkarskie autorytety.

Ale jedno Bobby Moore w roku 1970 przewidział. „Jaka jest przyszłość naszej ulubionej gry? – pytał.

– Są tacy, którzy uważają, że przyjdzie czas, kiedy 22 zawodników będzie nieustannie w ruchu, jak gdyby na niekończącej się taśmie… Nawet dzisiejszy swinging soccer może okazać się zbyt powolny i nudny w oczach przedstawicieli przyszłej generacji. Gdyby rzeczywiście miało dojść do tego, to może powinni również zostawić piłkę w szatni, a grę rozpocząć na strzał pistoletu startera”.

Bobby Moore już tego nie doczekał. Zmienił się futbol. Zmieniają się mieszkania, choinki, praktyczne prezenty coraz częściej leżą obok wykwintnych. Na moich półkach stoi kilka tysięcy książek sportowych, ale tę Bobby’ego Moore’a znajduję bezbłędnie. I chucham na nią jak na tę bombkę, która wszystko widziała, i nie zamieniłbym jej na 100 innych z kryształkami Swarovskiego.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wybór Rosji

5 gru 2010

Najpierw byłem wściekły. Wymarzyłem sobie, że w roku 2018 pojadę na mistrzostwa świata do Anglii, a każą mi jechać do Rosji.

Rywalizowały kultury futbolowe tak bogate jak brytyjska, hiszpańska, portugalska czy holenderska, wygrała rosyjska. Ale myślenie takimi kategoriami jest anachroniczne. MKOl i FIFA nie muszą stać na straży tradycji i kultury. One kierują się rachunkiem ekonomicznym, a ich członkowie często też interesem osobistym, więc jeśli uwzględni się jedno i drugie, wybór Rosji i Kataru jako organizatora mundialu w roku 2022 jest logiczny.

Przerabialiśmy to już przed kilkunastoma laty. Gospodarzem igrzysk olimpijskich w stulecie ich narodzin miały być Ateny, a MKOl wybrał Atlantę, gdzie siedzibę ma Coca-Cola. A czy oburzony świat nie reagował podobnie jak dziś na wybór Rosji, kiedy UEFA przyznała organizację Euro 2012 Polsce i Ukrainie? I czy 2 grudnia nie był szczęśliwym dniem dla Cypryjczyka Spyrosa Marangosa zarzucającego UEFA korupcję przy podejmowaniu tamtej decyzji z 2007 roku? Bo nie o konkretne zarzuty chodzi, ale o atmosferę, towarzyszącą tego rodzaju wyborom, w których nie zawsze wygrywa najlepszy kandydat, tylko najbardziej skuteczny i rzutki.

Obserwowałem kilka razy z bliska kongresy FIFA, widziałem znanych działaczy, nie zawsze szanowanych. Podnosili ręce w głosowaniach wtedy, kiedy chciał tego Sepp Blatter. Działacze futbolowi są tacy sami na całym świecie. Ci z Polski to tylko kalka tych z Zurychu i innych miejsc.

Ale jest i druga strona decyzji FIFA. Może się okazać, że Blatter, który mógłby nosić w klapie wszystkie możliwe ordery świata, otrzyma jeszcze tytuł Bohatera Rosji, dawniej Związku Radzieckiego. Mundial (czy będziemy mówili „mirawoj”?) to dla Rosji największa z dotychczasowych szans na zbliżenie z Zachodem, powstaną stadiony, drogi. Nigdy bym nie pomyślał, że Rosja rozwinie się dzięki piłce nożnej. I że wsiądę w Elblągu na wodolot, którym przez Cieśninę Piławską, wolną od rosyjskich kanonierek, popłynę na mecz mistrzostw świata do Królewca.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Angielski pacjent

29 cze 2010

Jak nazywa się angielski trener, który jako ostatni zdobył tytuł mistrza Anglii? Kiedy to było i z jaką drużyną wygrał ligę? Pytania są trudne nawet dla czytelników „Przeglądu Sportowego”, a co dopiero „Rzeczpospolitej”.

Sęk w tym, że nie ma już angielskich trenerów, tak jak nie ma angielskiej piłki. To znaczy ona jest, tylko mało kto traktuje ją poważnie. Federacja angielska myślała naiwnie, że jeśli zatrudni zagranicznego trenera, to reprezentacja zacznie grać jak międzynarodowa Chelsea Portugalczyka Mourinho lub Włocha Ancelottiego, Arsenal Francuza Wengera czy Liverpool Hiszpana Beniteza. Nie wzięto pod uwagę, że skoro reprezentacja składa się wyłącznie z Anglików, to będzie grała jak Anglicy, bez względu na to, kto stoi na jej czele. Premier League jest najlepszą i najbardziej atrakcyjną ligą świata, ale decydują o tym zagraniczni piłkarze i trenerzy.

W roku 1980 pojechałem do Kazimierza Deyny grającego wtedy w Manchesterze City. Grającego to za dużo powiedziane. Jeden z najlepszych piłkarzy świata siedział tam głównie na ławce, bo trenerzy nie akceptowali jego wizji gry, a on nie bardzo chciał wykonywać ich polecenia. To nie był konflikt, jakich wiele. Ten dotyczył filozofii gry, pozycji na boisku. Kiedy w tym samym czasie włączyłem się w londyńskim parku do gry Anglików i z lubością kilku przedryblowałem, szybko wyrzucili mnie z boiska. Z ich punktu widzenia tak się nie gra. Anglicy do dziś preferują zawodników, których każde zagranie można przewidzieć,  bo są wierni podręcznikom i mało dodają od siebie. A jeśli już trafi się ktoś taki jak Steven Gerrard czy Frank Lampard, to okazuje się, że nie można ich wykorzystać dla dobra reprezentacji.

Lubiłem zawsze wchodzić do angielskich księgarni, gdzie znajdowałem wiele książek o piłce. Wracałem potem obładowany do Warszawy i stawiałem je na półkach, ale ostatnio książek nie przybywa. Coraz więcej jest literatury obrazkowej i może dlatego padła słynna londyńska księgarnia Sportspages przy Charring Cross.  A angielski trener, który jako ostatni zdobył mistrzostwo kraju, nazywa się Howard Wilkinson. Wygrał ligę z Leeds w roku 1992.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wembley i okolice

25 cze 2010

To jest dzień, na który wszyscy czekaliśmy – tymi słowami w sobotę, 30 lipca 1966 roku, po południu Kenneth Wolstenholme rozpoczął w BBC komentarz do finału mistrzostw świata Anglia – Niemcy.

Anglia – Niemcy to coś więcej niż futbol. Tak było przed 44 laty i tak samo będzie w niedzielę. Inna stawka, ale ten sam ładunek emocji, chociaż już w innym świecie.

W roku 1966 Anglicy wystąpili przeciw Niemcom nie tylko jako piłkarze. Wielu Brytyjczyków pamiętało naloty Luftwaffe na Wyspy, nie zwiędły jeszcze kwiaty na grobie Winstona Churchilla, a w uroczystościach składania wieńców pod pomnikiem Cenotaph na Whitehall brali udział uczestnicy aliancko-niemieckich bitew na frontach II wojny światowej.

Niemcem cieszącym się uznaniem na Wyspach, może jedynym, był wtedy Bernd Trautmann, spadochroniarz, zestrzelony tuż przed zakończeniem wojny. W angielskiej niewoli zaczął grać w piłkę, aż został bramkarzem Manchesteru City. Najpierw nazywano go Traut the Kraut (Traut Szkop), potem stał się bohaterem. W roku 1956, w finale rozgrywek o Puchar Anglii na Wembley, po ostrym ataku rywala grał z pękniętymi kręgami szyjnymi. Ale zwyciężył, a po latach królowa udekorowała go Orderem Imperium Brytyjskiego.

Elżbieta II (wówczas 40-letnia) też była obecna na finale z Niemcami. Obok niej prezydent FIFA, Anglik Stanley Rous. I premier Harold Wilson, który jeszcze dzień wcześniej spotykał się w Waszyngtonie z prezydentem Lyndonem Johnsonem i wracał nocą, żeby zdążyć na mecz. Zabrakło Beatlesów, ale oni piłką marnie się interesowali. Bliżej im było do Carnaby Street niż do Wembley. Davida Beckhama jeszcze nie było na świecie.

Można było odnieść wrażenie, że Wembley wybudowano dla tego meczu. Niemiecki hymn grany przez Royal Marine Band zmusił Anglików do powstania z miejsc. Na trybunach 100 tysięcy ludzi. Jeden kibic niemiecki przypadał na dziesięciu angielskich. Kiedy Helmut Haller w 12. minucie gry zdobył prowadzenie dla Niemców, zapadła cisza, której tych dziesięć procent nie było w stanie zagłuszyć. Za chwilę wyrównał Geoff Hurst, a kiedy na 12 minut przed końcem Martin Peters strzelił na 2:1, na trybunach słychać było „Britons never will be slaves”, przerwane na chwilę przez Wolfganga Overatha golem w ostatniej minucie.

„Najbardziej kontrowersyjny gol XX wieku” padł w 11. minucie dogrywki. Piłka po strzale Hursta odbiła się od poprzeczki, uderzyła w linię lub za nią i Niemcy szybko ją wybili. Mający wątpliwości sędzia główny, Szwajcar, podbiegł do liniowego. Ten, ze Związku Radzieckiego, wątpliwości nie miał, chociaż mieć je powinien. Gol został uznany, w 120. minucie Hurst trafił jeszcze raz.

Z punktu widzenia Anglików sprawiedliwości stało się zadość.

To był dzień, na który w Anglii wszyscy czekali. W Niemczech to dzień porażki, za którą niemieccy piłkarze wzięli odwet cztery lata później, na mundialu w Meksyku. W roku 2000 77-letni, legendarny stadion Wembley kończył swój żywot. Ostatni mecz Anglia rozegrała z Niemcami. Przegrała 0:1, a tę jedyną, zamykającą historię bramkę strzelił Dietmar Hamann. Zawodnik Liverpoolu.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop