W finale Ligi Mistrzów roku 1999 Bayern prowadził z Manchesterem Utd. 1:0 aż do 90. minuty. Trener Ottmar Hitzfeld, pewny zwycięstwa, zdjął z boiska kilka minut przed końcem meczu Lothara Matthaeusa. Może gdyby Niemiec został, przytrzymałby piłkę, aby jak najkrócej mieli ją Anglicy. Tak się nie stało, ludzie Aleksa Fergusona ruszyli dwa razy do ataku, strzelili dwie bramki w doliczonym czasie i zwyciężyli. Podczas mundialu w Meksyku (1970) podobny błąd w meczu z Niemcami popełnił trener Anglii Alf Ramsey. On z kolei chciał oszczędzić siły Bobby’ego Charltona. Anglia pozbawiona lidera przegrała i odpadła z turnieju.
Kiedy Orest Lenczyk na minutę przed końcem meczu Widzew – Śląsk zdejmował z boiska Sebastiana Milę, przypomniały mi się tamte przykłady sprzed lat. Może Mila w ciągu 90 sekund w ogóle nie dostałby piłki, ale może, gdyby ją miał przy nodze, pozbawiłby Widzew szansy na kontratak.
Historia futbolu pełna jest takich sytuacji, które, jeśli nawet nie wpływają na wynik, powodują u trenerów bezsenne noce. Co by było, gdyby. Śląsk w dwóch tegorocznych meczach zdobył tylko jeden punkt, Legia – sześć i to ona teraz prowadzi.
Chyba już do końca o pierwsze miejsce walczyć będą właśnie te drużyny. Nie bardzo wierzę w kolejne zwycięstwa Korony i Polonii. Już prędzej w odrodzenie Wisły z nowym trenerem Michałem Probierzem i w Ruch z Waldemarem Fornalikiem.
W ŁKS w meczu z Legią grało ośmiu byłych reprezentantów Polski (Bogusław Wyparło, Wojciech Łobodziński, Marek Saganowski, Maciej Iwański, Marcin Mięciel, Grzegorz Bonin, Seweryn Gancarczyk, Antoni Łukasiewicz) i trzech uczestników mistrzostw Europy (Łobodziński, Saganowski oraz Austriak albańskiego pochodzenia Ronald Gercaliu). Na papierze to jest więc całkiem niezła drużyna, na boisku już tak dobrze nie jest.
Kibicuję ŁKS w jego walce o pozostanie w lidze, ale robię to z mieszanymi uczuciami. Ten klub to od miesięcy jedna wielka prowizorka. Bardziej KS Amatorzy Łódź niż ŁKS ze stuletnimi tradycjami.








Ze Śląskiem sprawa jest trudna, bo Lenczyk przetestował dwie możliwości i żadna nie przyniosła skutku. Musi na którąś opcję postawić – kreatywną czy raczej prymitywną, jak z Widzewem? Ta pierwsza jest czasochłonna, ale żeby ją realizować, trzeba działać bez takiej presji. Zaś z oceną Probierza trochę bym się wstrzymał. Wygrana z Lechią Gdańsk nie jest dziś wyznacznikiem sukcesu. Teraz ma cztery ciekawe kolejki, m.in. Lech, Ruch, Legia.
I proszę nie lekceważyć Korony, w ostatnim meczu widać było kilka bardzo fajnych schematów, wytrenowanych zagrań. Może zawodnicy są w większości prymitywni, ale gra wygląda na dość dobrze poukładaną, nie ma jak mówi Hajto, pałowania. Jest dobra organizacja z tyłu i umiejętność wyjścia z szybkim atakiem. To na polską ligę powinno starczyć. To może być zalążek do stworzenia w Kielcach dobrej ekipy. Ciekawe, że cudownym dzieckiem polskiej trenerki miał być Jerzy Engel jr., a tymczasem niesamowicie wyrósł jego asystent.
To będziemy teraz o piłce ?
W sumie czemu nie ?
Kiedyś była to szlachetna dyscyplina , a pierwsi piłkarze mieli arystokratyczne korzenie.
Później wraz z popularyzacją tego sportu mógł już w piłe grać każdy .
…i fajnie .
…ale do czasu .
Kilka ładnych lat temu Szczęsny ( senior ) powiedział w jakimś wywiadzie że kibice to bydło . Mimo sympatii dla autora ( był wówczas bramkarzem Widzewa , a to klub na którego mecze chodziłem ) poczułem się dotknięty .
Teraz oglądając już mecze w tv wiem , że mimo sporego uogólnienia tzw kibic klubowy to w sporym procencie morfologiczny kibol.
Nienawiść do obcych identyfikowanych jako „tych , co nie z nami” nie ma precedensu , nie jest już tylko efektem rywalizacji zespołów , ale jest cechą stada bezmyślnych drapieżców , legitymującą jedność sekty .
Przepraszam , że nie na temat , przepraszam oldskulowych kibiców , ale takie są moje odczucia gdy słyszę : Legia , Wisła , ŁKS itd itp.
Co do mojej drużyny,ŁKS,to zauważę,że jednak jest postęp.Widać
to było w grze przeciw Legii.Nie podoba mi się jednak wypowiedż
oficjalnego trenera tej drużyny:założyłem (przed meczem !? ),że
taki będzie koszt (przegrana) tego meczu.Przy takim defetyzmie,
trener powinien być w trybie natychmiastowym zwolniony!
Ma pan racje z tym Milą.Tak wolnego,prawie,ze człapiącego gracza
dawno w lidze nie było.Przetrzymywanie piłki przez kilkadziesiąt
sekund ,to jego specjalność.Ale czy na tym polega współczesna
piłka nożna ? Zapewne ogląda pan mecze lig zachodnich – widać
ogromną różnicę w grze i poziomie gry ich drużyn i naszych.
I dlatego nie mamy żadnych szans w grze przeciw nim – za dużo
u nas rożnych „milów”.
Zależy jak na to spojrzeć. Istnieje genralna zasada w piłce, która nie zmieniła się przez sto lat, a mianowicie, że im dłużej mamy piłkę, tym krócej oni, oraz że lepiej piłkę mieć, niż nie mieć. Jeśli spojrzeć np. na mecz z Portugalią, to widać, że właściwie przez cały mecz brakowało kogoś, kto potrafiłby przytrzymać piłkę i zwolnić grę choć na moment, bo cała nasza gra polegała na tym, by po odbiorze natychmiast wykopać do przodu, gdzie biegał jeden osamotniony napastnik, a za chwilę znowu Portugalczycy konstruowali akcję. Może lepiej by było, gdyby był na boisku Mila (dłużej niż przez ostatnią minutę). Tylko, żeby to trzymanie piłki kreatywne było, żeby miało na celu wykreowanie jakiejś sytuacji, rozpoczęło atak pozycyjny, dało czas partnetrom na wyjście na pozycję strzelecką. U Mili tego brak, przynajmniej na wysokim poziomie, ale chyba lepsza byłaby drużyna Smudy ze słabym środkowym pomocnikiem, niż z żadnym. Bo pokaż mi lepszego na tej pozycji w Polsce niż Mila… Teraz reprezentacja zagra ze słabą Słowacją i Estonią, a na koniec z beznadziejną Andorą, to będą się „pokazywać”, ale jak przyjdą mecze z Rosją i Czechami, to bez Mili zobaczysz powtórkę z Portugalii, tylko, że tym razem już nam się nie uda zagrać „na zero w tyłach”.
Posiadanie piłki przez drużynę różny ma wymiar – ten prezentowany
przez Milę, zdecydowanie negatywny: każde spowolnienie akcji pomaga
przeciwnikowi w ustawieniu szyków obronnych,to chyba oczywiste.
Tak jak piszesz,to można sobie grać,gdy się ma znaczną przewagę
bramkową i czeka na gwizdek sędziego,kończący mecz.
Bo jeszcze trzeba mieć umiejętności radzenia sobie mimo obecności rywala. Nani czy Ronaldo dochodzili do pozycji strzeleckich mimo tego, że mieliśmy ustawione szyki obronne
Natomiast przyspieszenie akcji w wykonaniu Rybusa, czy Obraniaka oznacza niestety tyle, że szybciej wybijamy piłkę w aut. Przecież w pierwszej połowie jedyne dobre podanie do przodu wykonał za nas portugalski obrońca, który tuż przed przerwą za krótko zagrał do swojego bramkarza.
Przykład ŁKS to typowy objaw patologii polskiej piłki. W E-klasie kluby z takim bałaganem i bez pieniędzy nie powinny mieć prawa grać. Zasługują na to ambitniejsze kluby 1-ligowe, w zdrowszej kondycji i lepiej zorganizowane. No ale tu jest Polska, tak się tu rozumie się zasady profesjonalizmu. Piszę to tylko po to, żeby uprzytomnić komuś, że jest w błędzie jeśli się łudzi, że po turnieju Euro coś się zmieni na lepsze. Poziom piłkarzy i klubów dalej będzie przeciętny i półamatorski, a normalni ludzie dalej będą omijać stadiony szerokim łukiem – bo utrzymuje się odgórne przyzwolenie na powszechne amatorstwo i kombinatorstwo, czyli komunizm trzyma się mocno. Chyba że dojdzie do silnego wietrzenia w PZPN, ale czekał tatka latka…
Przykład ŁKS nie spadł nam z nieba.To tylko efekt dzisiejszej, łódzkiej
ogólnej biedy – w mieście nie ma żadnego bogatego i chętnego sponsora
(żadnej poważnej firmy) którego stać byłoby na wspomożenie finansowe
klubu (może jeden jest,ATLAS od klejów,ale ten ma w d… sport łódzki.
Podobnie ma się rzecz z magistratem,który ma węza w kieszeni,
jeżeli chodzi o łożenie pieniędzy na sport.
Choć ostatnio coś niby drgnęło,pojawił się podobno gość przy kasie; ale
tak naprawdę,to do końca nie wiadomo,czy on naprawdę jest,czy to tylko
złudzenie optyczne.
Ambitniejsze,silniejsze kluby ? takie np. jak Zagłębie,mające do dyspozycji
dziesiątki milionów złotych publicznych pieniędzy z kasy KGHM.
Szanuję ŁKS i życzę mu pozostania w ekstraklasie!