Wszystkie moje miłości

Oglądałem sobie ze spokojem i przyjemnością mecz Manchesteru z Milanem, ale do pełni szczęścia brakowało mi równie dobrego wyniku w Madrycie. Kiedy już dowiedziałem się, że Real przegrał, nadzieja na szczęśliwą środę legła w gruzach. Który to raz ukochany klub nie odwzajemnia uczuć, jakie w nim ulokowałem.

Real był moją pierwszą miłością. W drugiej połowie lat 50. uczyłem się dopiero pisać i obce były mi niuanse w rodzaju: komu kibicuje generał Franco, postać z nierealnego dla mnie świata. Różnica między tamtymi a dzisiejszymi czasy polega na tym, że wtedy o naszych uczuciach decydowała wyobraźnia, a dziś robi to telewizja. Nie wiem już, kogo bardziej lubię – Real czy Barcelonę. Młodzieńczych fascynacji nawet po kilkudziesięciu latach nie da się wykreślić i nie zamierzam tego robić. Ale zdobyta później wiedza o kolejach losu Barcelony, w połączeniu z porywającą grą dumy Katalonii też ustawia ten klub w pierwszym szeregu ulubionych.

Kto jeszcze ma w nim miejsce i dlaczego? Manchester od jego katastrofy lotniczej (1958) i zwycięskiego finału z Benfiką (1968). Santos, bo grał w nim Pele. Piłkarz z kolegami trenował na Stadionie Dziesięciolecia, mieszkał w Bristolu, w którym ojciec mojej pierwszej dziewczyny był dyrektorem odpowiedzialnym za gastronomię. Po jednym z obiadów Pele wstał od stołu, głaszcząc się po brzuchu, wyjął z klapy marynarki nietypowy znaczek Santosu – biało-czarną rybkę z literkami SFC i wręczył ją mojemu niedoszłemu teściowi. Mam ten znaczek do dziś. Dziewczyna wyszła za innego.

Parę lat później, kiedy w roku mojej matury Celtic zdobył puchar Europy, zafascynowany grą Szkotów, którzy byli taką samą grupą kolegów z Glasgow i okolic jak my z Falenicy (my, z Hutnika, w Pucharze Polski pokonaliśmy Wicher Kobyłka, a oni w Pucharze Mistrzów Inter Mediolan), wysłałem do nich w maju list z prośbą. W wakacje listonosz przyniósł mi dwie przesyłki jednego dnia. Informację z Uniwersytetu Warszawskiego o przyjęciu na studia i kopertę A4 z Glasgow. A w niej piękne kolorowe zdjęcie Celtiku z autografami wszystkich piłkarzy. Najpierw przypiąłem je pinezkami do trzcinowej ściany w moim świdermajerowskim domku w Falenicy. Teraz, oprawione, wisi w moim pokoju ursynowskiego bloku.

Kochałem się też w Legii. Grał w niej brat, a ja przez wiele lat nie opuszczałem ani jednego meczu na Łazienkowskiej. Ale brata okradli tam w szatni, a ja, kiedy zostałem dziennikarzem i poznałem dobrze klub od środka, straciłem dla niego wiele serca. Najbezpieczniej kochać się w historii, wspomnieniach oraz w tych, którzy są daleko i lepiej o nich za dużo nie wiedzieć.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Tagi: , , ,

(8) Komentarzy do “Wszystkie moje miłości”

    -
  1. Miki Mol pisze:

    Moja najwieksza miloscia jest Barcelona i dlatego odpadniecie realu jakos mnie nie martwi;).kiedys moja dziewczyna z ktora bylem prawie 6 lat byla zla bo mowilem ze barca byla przed nia i bedzie pewnie tez po niej.i rzeczywiscie,odeszla.teraz pewnie jest z kims innym.ale barca caly czas jest ze mna i zawsze juz bedzie w moim sercu:).pozdro

    Dobre 0

  2. twojcikiewicz@poczta.onet.pl pisze:

    Miłość do zagranicznych klubów przeszła mi gdzieś po przekroczeniu 20. roku życia

    Dobre 0

  3. Justyna pisze:

    Piękny felieton.
    Jak zawsze z przyjemnością się Pana czyta.

    Dobre 0

  4. Koja pisze:

    Dla mnie najlepszy był REAL,tamten REAL – najlepsza drużyna
    w historii futbolu,zmiatająca wszystkich na swej drodze do chwały !
    Co to była za drużyna ! Jaki skład ! Jaki zbiór autentycznych gwiazd !

    Di Stefano – wg mnie najlepszy pilkarz w historii futbolu,Puskas – niewiele mu ustępujący,Gento- błyskawica drybler na skrzydle i chluba piłkarskiej Francji
    – nasz rodak Kopa (Kopaczewski) – to najlepszy atak na świecie.
    Wyczynu Realu, zdobycie pod rząd 5. Pucharów Europy nikt nie pobije !

    Wymienianie Celtiku wśród najlepszych to nieporozumienie.

    Tak,jak Real był najlepszy na świecie,tak w Polsce była Legia – wtedy CWKS.
    Brychczy,Pohl,Cechelik – to był atak ! O sile Legii niech świadczy to,że tacy
    piłkarze jak Szymborski,Soporek,Jezierski,Pilarski nie mieli w niej miejsca – przeszli
    więc do ŁKS i w krótkim czasie zdobyli mistrza ligi a ŁKS okrzyknięto
    Rycerzami Wiosny !

    Na Szymborskiego,pięknego Henia,wołano Boczek.Henio,juz wtedy reprezentat
    kraju był człowiekiem rozrywkowym.Jak zapomniał,że w niedzielę ma mecz,to
    bawił się w Simie do białego rana ! Podczas meczu,stawał więc na linii bocznej,
    ręce brał pod boki i odpoczywał.

    Dobre 0

  5. wiktor1 pisze:

    Nic dziwnego, że publicysta Rz ukochał Real Madryt, klub protegowany przez samego gen. Franco.

    Dobre 0

  6. notak pisze:

    Pan pewnie tez nie lubi generała Franco, poprawność polityczna nade wszystko. A gdyby nie on Hiszpania byłaby czerwona a po drugiej wojnie czerwona zaraza rozlałaby się po całej Europie i dzisiaj żylibyśmy w jednym wielkim kołchozie. Lubię oglądać Barce, ale trochę przeszkadza mi w tym lewacka Katalonia.

    PS. UE to takze kołchoz, ale troche lepszy. A swoją drogą dobrze, że Real odpadł bo pieniądze to nie wszystko.

    Dobre 0

  7. Johny T. pisze:

    @ Koja („Wymienianie Celtiku wśród najlepszych to nieporozumienie.”)

    Nieporozumieniem nazwałbym raczej niezrozumienie wyjątkowości faktu, że Puchar Europy zdobyła jeden jedyny raz druzyna złożona z chłopaków z sąsiedztwa, wychowanych w promieniu 20 mil od Glasgow. Bez gwiazd zagranicy, bez wielkich transferów. To budzi szacunek i wywołuje zrozumiałą nostalgię za czymś, co nigdy już sie nie potórzy.

    Dobre 0

  8. stirner77 pisze:

    Franco kibicował Atletico Madryt, a nie Królewskim. Jak zwykle niedzielni kibice popisują się wiedzą wziętą chyba z onet.pl.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.