Czarne buty piłkarskie są wypierane przez kolorowe i zawodnicy się prześcigają, kto bardziej zaszpanuje. Czasami ta moda idzie w parze z klasą graczy, ale u nas wydaje się ją zastępować
Można zrobić długą listę futbolistów ekstraklasy (w Wiśle to choćby Patryk Małecki i Paweł Brożek), którzy gdyby nie jaskrawe buty, w ogóle nie rzucaliby się w oczy. Przypomina mi to rozmowę sprzed lat z moim kolegą, wspaniałym polskim bramkarzem, który po rozpoczęciu działalności, nazywanej przez siebie dziennikarstwem, stracił wiele z klasy. I kiedy zwróciłem mu na to uwagę, mówiąc mniej więcej, „Jasiu, co ty pleciesz”, odpowiedział: „Gdybym tak nie mówił, nikt by na mnie nie zwrócił uwagi”. Buty polskich piłkarzy też walą po oczach, ale poziomu nie podnoszą, bo jak mawiali przed laty wszyscy magazynierzy klubowi nieczuli na prośby młodych zawodników o nowe korki, „sprzęt nie gra”.
Przechodząc do spraw poważniejszych: grubą przesadą byłoby wytaczanie po dwóch, choćby nie wiem jak bolesnych, porażkach dział przeciw Wiśle, ale coś złego jednak tam się dzieje. Okopany w swoich Myślenicach Bogusław Cupiał zbyt łatwo daje wiarę rozmaitym „życzliwym”. Liczba zmian personalnych we władzach i sztabie trenerskim, jakich właściciel dokonał w ciągu 12 lat obecności w Wiśle, nie sprzyja nie tylko stabilizacji, ale i atmosferze. Tylko w ostatnich miesiącach musiał odejść Jacek Bednarz, być może najlepszy dyrektor sportowy w Polsce, rzecznik prasowy Adrian Ochalik, który znakomicie wywiązywał się ze swojej roli, a już w tym roku prezes Marek Wilczek, jeden z lepszych, jakich klub miał. W dodatku Maciej Skorża coraz rzadziej konsultuje się z bardziej doświadczonymi od siebie w sprawach szkolenia i transferów, co w przypadku trenera 38-letniego wydaje się nadmierną pewnością siebie.
Mamy więc w Wiśle myślenicki dwór, biegnących do niego na wyścigi donosicieli, zadufanych w sobie piłkarzy i trenera ambitnego, ale coraz bardziej bezradnego. Z krakowskiej perspektywy powód do optymizmu jest tylko jeden: Legia i jej beznadzieja, której końca nie widać.








Panie redaktorze to, że Jacek Bednarz potrafi mówić z sensem 5 minut – magister prawa Uniwersytetu Śląskiego – nie oznacza bycia najlepszym dyrektorem sportowym. Panie redaktorze ja jestem w odległości 80 km od Krakowa i słyszałem takie historie o wyczynach i poziomie kompetencji Jacusia – niech pan się przyjrzy transferom zrobionym przez Bednarza.
Ocena działlności B. Cupiała jak najbardziej trafna, jeden z ludzi będacych blisko karkowskiej piłki powiedział mi coś takiego : ” Tylu idiotów ilu pracowało w Wiśle Cupiała to w najgorszych czasach milicyjnych nie widziałem w tym klubie”.
Beznadziejność Legii nie ma granic, to fakt. Ale jak dalej tak pójdzie (pewnie nie), to na czele będzie Lech, a za nim solidny GKS Bełchatów. A w Legii trzeba chyba rewolucji, tylko niewiadomo za bardzo jakiej. Bo przecież klub bez kibiców nie ma sensu, a gra podobno żałosna, podobnie jak wymyślanki trenera Urbana.
Jan Tomaszewski zapewne trochę przesadza, ale ma często dużo racji. Nie wygłupia się przynajmniej z „mową trawą” w TVP- jak Jerzy Engel czy pan, panie redaktorze.