Piłkarze jednego z najstarszych polskich klubów z bardzo dużego miasta wrócili po zimowych podróżach na swój stadion i zobaczyli w szatni, że wiszący tam zegar się spóźnia.
Młody napastnik wszedł na krzesło, chcąc znaleźć przyczynę, ale znalazł coś innego. Z zegara wystawał mały mikrofon. Zaalarmowani koledzy przerwali sznurowanie butów, zaczęli się rozglądać po szatni i po paru minutach dokonali kolejnych odkryć. Z zakamarków wyrwali jeszcze kilka innych mikrofonów i małe kamery.
Nie udało im się ustalić, kto i w jakim celu zamontował te urządzenia. Szefowie klubu się wyparli, chociaż piłkarze nie dawali im wiary, bo montaż tego rodzaju aparatury wymagał czasu i nie mógł się odbyć po cichu.
Teoretycznie potrzebę prawdziwej wiedzy o tym, co mówią piłkarze (zamiast peanów trenera drugiej klasy Jarząbka Wacława), mógł mieć prezes-właściciel.
Może sieć kamer i mikrofonów potrzebna była stacji telewizyjnej w celu rejestracji prawdziwego życia szatni? Może z inicjatywą wyszła ABW do spółki z prokuraturą, mając nadzieję na odkrycie nowej afery korupcyjnej, skoro stara jest coraz mniej medialna. A jeśli tak, to czy „wielki brat” patrzył tylko na piłkarzy jednego klubu, czy może uruchomił maszynerię także w innych?
Ta historia znakomicie ilustruje polskie obyczaje futbolowe na początku XXI wieku. Ich cechą charakterystyczną jest powszechny brak zaufania. Piłkarze nie wierzą swoim pracodawcom, a ci oskarżają zawodników o pazerność, zapominając, że sami podpisują z nimi kontrakty niewspółmiernie wysokie w stosunku do umiejętności futbolistów.
Trenerzy posądzani są o konszachty z menedżerami, a kibice wciąż nie mają pewności, czy piłkarz nie wykorzystuje stuprocentowej sytuacji dlatego, że nie potrafi, czy może dlatego, że postawił u bukmachera na zwycięstwo swojego przeciwnika.
Sezon rozpoczął się typowo, czyli nielogicznie. Legia przez 88 minut sprawiała wrażenie drużyny bez pomysłu, wystarczyło jednak wejście rezerwowego Sebastiana Szałachowskiego i jego dwie akcje w ciągu dwóch minut, żeby warszawianie zdobyli trzy punkty. To jest cała Legia. Wisła zwykle robi lepsze wrażenie od legionistów, lecz kiedy Bełchatów wbił jej gola już w drugiej minucie, i ona straciła rezon.
Ale ktokolwiek by wygrywał, i tak przy Justynie Kowalczyk cała nasza ekstraklasa to amatorszczyzna.
Tagi: futbol, Legia, piłka nożna, piłkarz, sezon, Szałachowski








Święty by się wnerwił, płaci się takim leniom śmierdzącym taką kase a oni dość że panienki po 60 minutach gry padają na trawe bez życia to jeszcze pewnie handlują meczami.
Do łopaty nieroby!
Jeśli ktoś się bierze za profesjonalny sport to MUSI się tej dyscyplinie oddać bez reszty, duszę i ciało!!!
to jasne ,że kanciarze wzajemnie sobie nie wierzą . warci siebie. gdyby jeszcze nie pisać o tej pralni brudnego szmalu „ekstraklasa ‘ byłoby fajnie !
I pilkarze i ich pracodawcy maja racje. To jest bagno ktore osuszyc moze tylko jakis desperado. A mecz ligowy przychodzi pare tysiecy kiboli.
Ręka rękę myje. Jedni płacą brudnym szmalem- drudzy pracują, jeżeli muszą. Proszę wskazać, w jakiej dziedzinie polskiego życia jest inaczej? Są problemy, nie?
Jak chcą mieć takie sukcesy jak Justyna to niech gryzą murawę boiska i nie marudzą
Moja propozycja to rozwiązać polską ligę, i poczekać iż od podstaw narodzi się coś nowego – oczywiście to nie realne. Polska piłka to jak widać dno, a jak potwierdza wskazany fakt dotyczy to nie tylko piłkarzy ale i działaczy wszyscy są chorzy. Ale dla naszych kibiców którzy też są również współwinni zbliża się najlepszy okres w ekstraklasie, żadna polska drużyna nie gra nawet pucharze europy, reprezentacja przez 2,5 roku nie będzie musiała grać meczy o punkty, a jak sam trener wybiera najlepszych przeciwników i nastawia się że piłkarze będą raczej od nich się uczyć i niż się z nimi mierzyć.
Teraz możemy się zamknąć w naszym swiecie i znów się łudzić że ekstraklasa to nr 1 tak jak inne ligi w europie. Nipowodzenia można wytłumaczyć budujacymi się stadionami i przygotowaniami do Euro2012. Ale fajnie pan Lato napewno jakoś dotrwa do końca kadencji, bo z takimi wymówkami można przetrwać kilka lat, puźniej będą nowe stadiony Euro 2012 to kilka lat przez które nie trzeba nic robić tylko się pokazywać w otpowiednich miejscach z odpowiednimi ludźmi.
Ręka ręke myje wy nie bedziecie krytykować mnie a ja sie nie będę czepiał was. Piramida PZPN (NIE MYLIĆ PZPR) przetrwa wiele byle ktoś nie zaczął za dużo gadać. Z tekstu powyżej już widać Pzpn powołało już własną SB by wiedzieć co się dzieje i nie być zaskoczonym.
Mam jednak nadzieje że stoją za tym osoby które mogą uzdrowić polską piłkę czego im życzę pozdrawiam
artur
Liga zaczęłą się logicznie – na Górnym Śląsku chodzą słuchy o opędzlowaniu meczu z Ruchem przez starszyznę Arki Gdynia -bramkarz Bledzewski był 12 zawodnikiem chorzowian – ponoć dogadanie się z Arką ułatwiła wieloletnia gra Bledzewskiego w ślaskich klubach.
Byłem zdruzgotany grą Przyrowskiego – ten facet jest w kadrze narodowej !? Kolejny dowód fachowości pana Kazimierskiego – rekomendacją do pracy jako trener barmkarzy kadry jest ten cyrk w Wisle ?
Gdyby kluby sprywatyzować tak żeby każdy miał jednego właściciela z pakietem większościowym to liga działałaby jak zakład produkcyjny. Generowała by zyski a inwestowała w środki produkcyjne (czyli dobre widowisko). Właściciel mógł by monitorować wszystko co dzieje się na terenie jego firmy a podsłuchy w szatni nikogo by nie dziwiły. W wielu firmach monitoruje się e-maile pracowników. Nikt tego nie lubi ale do pracy przychodzi bo dobrze zarabia a jak zarabia źle lub uważa że pracodawca przekracza granice przyzwoitości to zmienia pracę. A jak jest w polskich klubach piłkarskich? Jest jak jest…
Przecież wiadomo,że nie zweryfikowane kadry WSI są dzisiaj na usługach
pewnego klubu – ulubionego przez Autora !
No i to wielkie miasto – przy takiej dodatkowej wskazówce,
wszystko jest jasne.
A dlaczego w dobie powszechnej prywatyzacji nie sprywatyzowano sportu w 100%? Podobno prywatne jest zawsze lepsze i efektywniejsze. Czy Justyna Kowalczyk, sprywatyzowana, zdobyłaby więcej złota?