O tym, kto zostanie mistrzem Polski, a kto spadnie z ligi, zadecyduje ostatnia kolejka. To wymarzona sytuacja dla kibiców i gorsza dla kilku zainteresowanych klubów. Z ośmiu pozostałych w sezonie meczów ważnych jest siedem. Tylko w spotkaniu ŁKS z Polonią Bytom trenerzy będą mogli wystawić juniorów z Młodej Ekstraklasy, a i tak poza ich rodzinami nikt tego nie zauważy.
Teoretycznie taka sytuacja wyklucza działania korupcyjne. Nie wyklucza jednak błędów sędziów. A kiedy sędziowie się mylą, to na boisku i trybunach atmosfera gęstnieje. W sobotę sędziowie mylili się zbyt często, wypaczali wyniki, chcąc ratować autorytet, rozdawali na lewo i prawo kartki. Wystarczy wejść w skórę zawodników Legii, Polonii czy ŁKS, żeby zrozumieć ich gwałtowne reakcje po krzywdzących decyzjach. We Wrocławiu Adam Kajzer uznał dla Śląska bramkę, której uznać nie miał prawa. Remis odebrał Legii szanse na tytuł. W Warszawie Robert Małek nie zauważył, że przed golem dla Lecha Semir Stilic zagrał ręką, a Hernan Rengifo był na spalonym. Uznana bramka znacznie zmniejszyła szanse „czarnych koszul” na grę w Lidze Europejskiej. W Chorzowie Jacek Walczyński najpierw nie uznał bramki dla łodzian (ich zdaniem prawidłowej), potem przyznał Ruchowi problematyczny rzut karny, wreszcie w ostatniej minucie nie dał jedenastki dla ŁKS. Dzięki zwycięstwu Ruch utrzymał się w lidze.
Wydział Sędziowski PZPN ma problem. Z jednej strony dba o czystość w swoich szeregach i nie wyznacza na mecze arbitrów, którym prokuratura postawiła zarzuty. Pozbawił się w ten sposób kilku sędziów, w tym najlepszego w kraju Grzegorza Gilewskego. Wydział przestrzega również (chociaż nie zawsze), aby meczów nie prowadzili sędziowie z tych samych miast, z których pochodzą drużyny. Jakby z góry zakładano, że sędzia z Warszawy musi pomagać Legii lub Polonii, Ślązak – klubom z tego regionu itp. Kwestionuje się tym samym uczciwość sędziego, która powinna stanowić podstawowy warunek jego pracy. Kiedyś, w sytuacji kryzysowej, pojedynek Widzewa z Legią poprowadził Michał Listkiewicz i żadna ze stron nie miała do niego najmniejszych pretensji.
Jednocześnie kluby nie przejmują się zatrzymaniami, a nawet zarzutami dla swoich piłkarzy i wstawiają ich do drużyny natychmiast po złożeniu zeznań we Wrocławiu. Zatrzymanie nie jest tym samym, co wyrok sądowy, na który czeka się latami. Ale wątpliwości pozostają, zwłaszcza że niektórzy piłkarze w prokuraturze przyznali się do winy. Co do sędziów wątpliwości jest teraz jeszcze więcej. Załóżmy, że nie mylili się dlatego, iż chcieli, tylko po prostu są słabi. Ale co to za pociecha dla skrzywdzonych drużyn?








A na mnie największe „wrażenie” zrobiła wypowiedź Mariusza Pawelca ze Śląska po meczu z Legią: „Gramy mecze z takim przekonaniem, żeby wygrać i zdobyć trzy punkty, a jeśli to pomoże Wiśle, to jesteśmy bardzo szczęśliwi”. Potem dodał: „Na pewno jednak łatwo nie odpuścimy w Krakowie”. Taaa jasne! No i taka jedna „deklaracja” powoduje że mistrzem już jest Wisła, czyli np. Lech może odpuścić mecz Cracovii ta się utrzyma itd…
Szkoda, że „sędziowanie” musiało dotknąć tak kochanej przez sts-a legiuni, żeby ów redaktor problem zauważył. Niepodyktowane karne dla Lecha w meczach z ŁKS-em i Ruchem słusznie zostały przez niego przemilczane.
Sędziowanie nabrało przyspieszenia !
Polega ono,jak widać,na przesunięciu „niedzieli cudów”
z ostatniej na przedostatnią kolejkę.
Z wypowiedzi Listkiewicza:mój syn,na sędziego głównego
kompletnie się nie nadaje,ale jako asystent sędziego daje
sobie jakoś radę !
Największy przewał i tak odbywał się w Gdańsku. Sędzia uznał bramke dla Lechii po zagraniu ręką, a potem gwizdnął dla gdańszczan karnego z kapelusza. No, ale nie wystarczyło, bo sędzia – młody, niedoświadczony nie wiedział, że oprócz pomocy Lechii w zdobywaniu bramek powinien koniecznie osłabic Wisłę i wyrzucić z boiska co najmniej dwóch zawodników tej drużyny.
O ile ręki Gancarczyka mogli sędziowie nie widzieć, to spalonego Rengifo i rękę Stilica boczny widział ewidentnie. Jak widać mafia sędziowska czuje się pewnie…
Pan redaktor wspiera skorumpowanych ? poniewaz takie pomylki zdarzaja sie wszedzie bez wzgledu na range mistrzostw czy imprezy.
wiec teoria ze to problem slabego arbitra czy liniowego to wierutna bzdura!!! Druga sprawa wole kiedy ktos myli sie nieswiadomie, majac dobre intencje, niz z premedytacja, bo mu zaplacili – roznica jest kosmiczna, jesli nie czuje sie tej znaczacej roznicy to gratuluje.
Osobiscie uwazam ze lepszy melepeta na boisku niz zlodziej ktory ustawia mecz, a jesli Pan uwaza sie za znawce pilki to swietnie wie ze sedziowanie w pilce nie jest wolne od bledow, ale nie wiedziec czemu nadal jest podtrzymywana tradycja ze decyzje o karnych, spalonych etc. podejmuje koles biegajacy po murawie i specjalnie nikt z wladz pilkarskich nie chce tego zmienic. Moze dzieki temu ten wlasnie sport przynosi tak wiele emocji. W footballu amerykanskim stosuje sie komputery i kamery aby potwierdzac osad arbitra i jesli nastepuje pomylka ludzka jest ona weryfikowana.
Zwykle czytam Panskie teksty z wielkim zainteresowaniem i uwazam za wzor dziennikarskiej roboty, niestety dzisiejszy ma niestety wiecej wspolnego z glosem rozgoryczonego nastolatka szukajacego winnych kleski na sile tylko nie w swojej druzynie.
Problem w tym ze Pan publikuje swoje teksty w duzej gazecie, a nie na murze.
Czy nie można tego liniowego z meczu Polonii z Lechem poprostu skreślić z listy asystentów lu b zawiesić na rok, aby się poduczył przepisów?. Brak rekacji PZPN w takich karygodnuch sytuacjach uzasadnie niecenzuralne okrzyki a trybun pod adresem PZPN.
Szanowny Panie Redaktorze!
Errare humanum est. Może się sędziemu zdarzyć błąd, ale pod warunkiem, że się zdarzy, a nie jest celowy. Sądzę, że sytuacja w piłce dojrzała do tego, aby tak jak w hokeju na lodzie wprowadzić obowiązek montowania kamer nad boiskiem. Na meczu hokejowym, jeśli sędzia ma wątpliwości co do tego czy bramka była, czy nie, udaje się do boksu sędziów czasowych, przegląda taśmę z nagraniem i podejmuje ostateczną decyzję. Czyste i przejrzyste. Nie rozumiem dlaczego FIFA do tej pory nie wprowadziła tego obowiązku na boiskach piłkarskich, gdzie od jednej bramki zależą krociowe zyski i wynagrodzenia, co powoduje, że sędziowie narażeni są na pokusy, czego dowodem jest śledztwo prowadzone we Wrocławiu. Proponowane rozwiązanie pozwoliłoby ukrócić praktyki panów w krótkich spodenkach i zapobiegłoby sytuacjom takim jak ta z meczu Anglia – Argentyna, kiedy Maradona rzekomo główką zdobył bramkę, mimo, że pojedynek główkowy toczył z nim obrońca wyższy co najmniej o półtorej głowy,a na powtórkach tej akcji wyraźnie widać, że podbił piłkę ręką i potem mówił, że to była Ręka Boska. Zresztą od tego czasu uważam go za ………………..
Pozdrawiam
Największe osiągniecie PO będzie na wybrzeżu:
jak spadną Arka i Lechia.To będzie wyrażny cud Tuska !
Panie Stefanie, co do meczu Ruch-ŁKS, o którym pan wspomniał – zwracam uwagę na 2 fakty:
1. Karny dla Ruchu był podyktowany prawidłowo – proszę prześledzić powtórkę.
2. Niepodyktowanie karnego dla ŁKS-u w ostatniej minucie też było słuszne – vide powtórka
3. Niepodyktowanie karnego dla ŁKS-u nie miałoby żadnego wpływu na zdobycz punktową Ruchu, bo ten prowadził już 2:0
Pańskie insynuacje są bezpodstawne.
„We Wrocławiu Adam Kajzer uznał dla Śląska bramkę, której uznać nie miał prawa. Remis odebrał Legii szanse na tytuł.”
To są najlepsze zdania w tym felietoniku. Nie od dzisiaj wiadomo, że Legia jest najlepszą drużyną w Polsce, a tylko sędziowie przeszkadzają jej w zdobywaniu tytułu mistrzowskiego.
Dla mnie w meczu Śląsk – Legia najśmieszniejszy był bilans fauli: do przerwy Legia – 10; Śląsk – 2.
do Łukasza Olszewskiego:
1. Karny dla Ruchu był tak samo zasadny jak jedenastka dla Austrii w meczu z Polską na ME2008;
2. Sam zawodnik Ruchu przyznał, że faulował;
3. Sytuacja miała miejsce w 88 minucie, tak więc pozostało jeszcze kilka minut do końca – ŁKS w tym sezonie jest najlepszym przykładem drużyny, która strzela i traci bramki nawet w 93 czy 94 minucie.
Ośmielę się więc stwierdzić, że decyzje sędziowskie w tym meczu miały wpływ na jego wynik. No i nie widzę w tekście żadnych insynuacji, ale wyrażane – nie tylko zresztą przez autora felietonu – opinie.