Wpisy w kategorii „Bez kategorii”

Mord na publicznej telewizji

31 lip 2009

To ja już mam dosyć.

Publiczna telewizja coraz bardziej prowokuje do jej odrzucenia przez widzów. Nie jest to co prawda tendencja, która się objawiła nagle, gdy w grudniu rządy nad TVP przejął niejaki Piotr Farfał. Ale od grudnia nastąpiło radykalne przyspieszenie.

Nadal jednak były tam kanały, które oglądało się z przyjemnością i bez poczucia, że ktoś próbuje urągać naszej inteligencji i poczuciu estetyki. Z całą pewnością do takich dobrych propozycji należała TVP Kultura. Moim zdaniem był to zdecydowanie najlepszy kanał.

Oczywiście można niczego już w telewizji publicznej nie oglądać, a nawet niebawem nawet trzeba będzie tak zrobić. Bo niby co? Wyłowienie rodzynka ze sterty szlamu zajęłoby zbyt dużo czasu. Okazuje się, że racje ma PO postulując nie płacenie abonamentu. Dlaczego by płacić za „null”? Zapewne Platforma od dawna wiedziała, że TVP Kultura zostanie zlikwidowana i z tego powodu występowała z postulatem zero abonamentu.

Mówiąc jednak poważnie: czy partia Donalda Tuska ma świadomość konsekwencji tego co robi? Bo jeśli tak, to oznacza zbrodnię na umysłach Polaków popełnianą z pełną premedytacją.

Jak inaczej wytłumaczyć konsekwencje jakie się wiążą, z doprowadzenie do odrzucenia przez parlamentarnych sojuszników nowej ustawy medialnej. I obronę prezesa Farfała przez ministra Grada? Może jeszcze bezrozumnością, ale to równie brzydka hipoteza.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Aksamitne rękawiczki polityków

29 lip 2009

Politycy traktują przedstawicielki Kongresu Kobiet i ich postulat parytetu na listach wyborczych w aksamitnych rękawiczkach. Im polityk zajmuje wyższą pozycje, tym tego aksamitu jest więcej.

Nie chcą powiedzieć „nie” parytetom, ale niechęć do tej inicjatywy wyraźnie przebija spod delikatnej tkaniny rękawiczek. Zresztą ta niechęć jest dla mnie w pełni zrozumiała. Tym bardziej, że uważam, iż postulat parytetów jest próbą traktowania kobiet jako osób niepełnosprawnych w polityce.

Prezydent, znany z z szarmanckiego stosunku do pań, przyjął w Pałacu reprezentantki Kongresu Kobiet i nie powiedział „nie ” ich postulatowi. Stwierdził, że ustawę o 30 procentowym obligatoryjnym umieszczaniu kobiet na listach , mógłby podpisać. (choć feministki chcą, by parytet wynosił 50 proc.) W ten piarowski ruch Lecha Kaczyńskiego wpisał się premier. Też starał się być szarmancki. Powiedział, że jest „za”, ale jest w PO z tym stanowiskiem w mniejszości.

Tu chyba trochę przeszarżował, bo nawet dziecko w Polsce wie, że jak Donald Tusk czegoś chce, to nie ogląda się na zdanie partyjnych kolegów. Ale szef rządu w działaniu w aksamitnych rękawiczkach zrobił jeszcze jeden krok. Uznał mianowicie, że jest za 50 proc. parytetem, ale w żadnym przypadku nie za 30 proc. Czyli zupełnie inaczej niż prezydent, który by ustawa weszła w życie musi ją podpisać. Gra pozorów toczy się w najlepsze.

W tej sytuacji Zbigniewowi Chlebowskiemu, znacznie niższemu rangą niż wymienieni wcześniej panowie, nie pozostało nic innego tylko tłumaczyć, że jest „za a nawet przeciw”.

Badania opinii publicznej, licznie przeprowadzane ostatnio sondy, wskazują, że Polacy w swej zdecydowanej większości są przeciw temu pomysłowi. O co więc chodzi politykom, że tak nagle stracili na odwadze?

Czują, że w tej sprawie stąpają po niebezpiecznym gruncie. Powiedzieć wprost „nie” kobiecie, to nieeleganckie. Mają jednak przede wszystkim świadomość, że zorganizowana i zdeterminowana grupa kobiet jest niebezpieczniejsza, niż ostrzał artyleryjski. Paradoksalnie można się przed nim uchronić jedynie walcząc w
aksamitnych rękawiczkach.

Przedstawicielki Kongresu Kobiet, mimo że już przystąpiły do zbierania podpisów pod projektem ustawy, mają zapewne świadomość, iż nie ma on większych szans. Po co to robią? Może się jednak uda, uwzględniwszy ostrożność polityków – mężczyzn. Ale przede wszystkim cała ich akcja może wykreować nową, dość wpływową siłę w życiu publicznym. Z przedstawicielkami Kongresu Kobiet w roli głównej.

Niestety taka siła powstałaby na fundamencie hipokryzji. Głównymi twarzami Kongresu były dzisiaj Magdalena Środa i Henryka Bochniarz, przekonujące, że kobiety należy dopuścić do polityki. To bardzo dziwne stwierdzenie w ustach tych pań. Środa kandydowała ostatnio w wyborach do europarlamentu, bezskutecznie. To wyborcy uznali, że niekoniecznie musi do polityki wchodzić. Bochniarz startowała w wyborach prezydenckich. Wyborcy też powiedzieli, co myślą o jej wchodzeniu do polityki. Dostała poparcie w granicach 1 procenta. Miały więc szanse, ale się nie udało. Teraz próbują sięgać po inne — mówiąc delikatnie — reglamentowane metody.

Czytaj także komentarz Beaty Zubowicz

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Bingo Kaczyńskiego czy Mojzesowicza

21 kwi 2009

To zdecydowanie zła wiadomość dla PiS. Odejście Wojciecha Mojzesowicza oznacza dla partii Jarosława Kaczyńskiego dużo więcej niż stratę jednego posła w klubie. Bez przyciągnięcia do siebie części wyborców wiejskich żadne ugrupowanie nie ma szans na zwycięstwo w wyborach. W sposób szczególny dotyczy to PiS. Ta partia wygrała z PO w 2005 roku dzięki temu, że przyciągnęła do siebie elektorat rolniczy. Wykazały na to wówczas analizy socjologiczne.

Co prawda w ostatnich wyborach, między innym dzięki akcji „zabierz babci dowód” , Platformie udało się skłonić do pójścia do urn młodych wyborców, którzy w głosowaniu zazwyczaj uczestniczą nielicznie.Taka sytuacja jest raczej nie do powtórzenia. I PiS ma tego świadomość.

Pod koniec marca Jarosław Kaczyński zorganizował dużą konferencję programową poświęconą rolnictwu i mieszkańcom wsi. Goście tej konferencji, a przede wszystkim właśnie Mojzesowicz, występowali w roli obrońców wiejskiej części społeczeństwa. Przekonywali, że nikt o ich interesy nie dba, i że tylko PiS ma dla nich program. I że chce i potrafi pomóc w wyrównywaniu szans wyborców ze wsi z tymi z miast. Wyglądało to trochę jak partyjna agitka, ale cel był jasny.

Mojzesowicz, minister rolnictwa w rządzie Kaczyńskiego, był do dzisiaj głównym ekspertem PiS od spraw wsi. Zna się na tym nie tylko teoretycznie. Zna też wiejskie środowisko. I ludzi którzy mogą występować jako rzecznicy interesów politycznych Prawa i Sprawiedliwości.

Takich specjalistów jest u Kaczyńskiego niewielu. Nie można przecież do nich zaliczyć wziętych teraz z politycznego importu na listy PiS do europarlamentu Bogdana Pęka, Janusza Wojciechowskiego itp.

Mojzesowicz zagrał va banque: albo dwa pierwsze miejsca na listach PiS dla przedstawicieli środowisk rolniczych, albo odchodzi. Ma jednak małe szanse, by trafić bingo. Chyba, że Jarosław Kaczyński uzna, że ta gra jest tego warta.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zagrzewanie do boju PiS-owskich chorągwi

1 lut 2009

Kongres dał działaczom wyrazisty sygnał: jesteśmy gotowi do kontrofensywy

Jeśli ktoś myślał, że za pomocą jednego kongresu można zmienić wizerunek ugrupowania, to jest niepoprawnym marzycielem mającym odległy kontakt z rzeczywistością. Mimo to dwudniowy kongres PiS, najbardziej chyba profesjonalnie zorganizowany partyjny zjazd w ostatnich latach, spełnił jedną ważną rolę.

Zagrzał PiS-owskie chorągwie do boju. Dał działaczom partii Jarosława Kaczyńskiego wyrazisty sygnał: jesteśmy gotowi do kontrofensywy, mamy poważny program i zwarte szeregi, a w nich profesjonalistów. I zdecydowanego przywódcę. Przywódcę, który jednego dnia potrafi przeprosić i rozliczyć się z błędami przeszłości, a następnego nakreślić wizje drogi, po której partyjne chorągwie mają kroczyć przez najbliższe dwa lata.

Nieprzypadkowo prezes PiS podczas niedzielnego wystąpienia powtarzał: „przed nami dwa lata solidnej pracy”. Delegatom nie przeszkadzało, że hasłem kongresowego zagrzewania do boju było „pokój, a nie wojna”. Mówienie o pokoju, nowoczesnej gospodarce, walce z kryzysem, znaczeniu młodego pokolenia przyjęli jako przejaw nowego, „dobrego stylu”, w jakim ich prezes chce zmieniać Polskę. Jednak najbardziej owacyjnie zareagowali na znane zdanie „zero tolerancji dla przestępców”.

Jarosław Kaczyński przybierając nowe wizerunkowe szaty, nie zapominał o starych. Najczęściej powtarzał dwa słowa: „państwo” i „narodowe”. Ale o tym, że te nowe szaty są jednak dla niego bardzo ważne, może świadczyć fakt, iż jedynym wymienionym nazwiskiem podczas godzinnego przemówienia było nazwisko Grażyny Gęsickiej. Byłej minister i fachowca od gospodarki, dotychczas pozostającej w ukryciu.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop