Obiecałam sobie, że nie będę pisać o Januszu Palikocie. Niech medialne show robi gdzie indziej, ja ma mam wstręt natury estetycznej. Bo Palikot-show ma tyle wspólnego z kulturą polityczną, co Doda z Krystyną Jandą. Ale z premedytacją łamię teraz tę obietnicę
W ostatnim tygodniu Palikot okazał się najbardziej skutecznym politykiem. I to nie tyle z punktu widzenia własnego image, jak to wcześniej bywało, ile politycznego celu, o który walczy.
Celem numer 1 Palikota dzisiaj jest oczywiście zwycięstwo Bronisława Komorowskiego w prawyborach prezydenckich w PO. I jeśli patrzy się na sondaże, to owo zwycięstwo — z bardzo dużym prawdopodobieństwem — oznaczałoby zdobycie prezydenckiego Pałacu. Stawka jest więc ogromna, największa w dotychczasowej karierze Palikota jako polityka.
Na razie jest 3:0 dla Palikota.
Po pierwsze, i najważniejsze, Pailkot napisał na swoim blogu, że Sikorski jest kandydatem PO-PiS. Bo był w rządzie PiS, był też senatorem tej partii. Sugerował, że Sikorski tak naprawdę jest jest V kolumną w Platformie. Cóż gorszego można zarzucić politykowi, który stara się o poparcie członków PO?
Fakty o przeszłości Sikorskiego są przecież prawdziwe. Te fakty, z wyjątkiem sugestii o V kolumnie, są realem. Trudno z nimi dyskutować. Ale właśnie wspomniana sugestia jest kluczowa. Bo może to zdrajca? Na członków PO wszelkie afiliacje z partią Jarosława Kaczyńskiego działają jak płachta na byka. Przecież po to są członkami PO, by kontestować wszystko, co jest związane z PiS.
Palikot, gdy jego wypowiedź wywołała oburzenie (bez względu na to, na ile szczere) kierownictwa PO , zaczął grać na innym fortepianie. Obwieścił, że Komorowski to bardzo lojalny i oddany przyjaciel. Nad najważniejsze projekty polityczne we własnym życiu — a takimi na pewno jest udział w prezydenckim wyścigu — przedkłada osobistą przyjaźń. I powiedział , że Komorowski postawił Tuskowi ultimatum: jeśli usuniesz Palikota z partii, to ja ja wycofam się z prawyborów. „Ten Bronek to dobry chłop, najlepszy wśród polskich polityków, bo osobistą przyjaźń przedkłada nad ambicje, a wiadomo jacy są bezwzględni politycy”. Taki był przekaz przesłany przez Palikota, w tym momencie głównie do członków PO.
Nikt tego nie potwierdził, ale też twardo nie zaprzeczył. Z marszałkiem Komorowskim na czele. Drugi PR-owski zabieg został przez Palikota osiągnięty. Zarząd PO na żadne restrykcje się wobec Palikota się nie zdecydował. Sam nałożył sobie karę, że do końca prawyborów nie będzie się wypowiadał o kandydatach. Na razie się więc nie wypowiada.
Na zjeździe Młodych Demokratów, młodzieżowej przybudówki PO , mówił niewiele. Pokazał podkoszulkę z napisem: „Kocham Radka Sikorskiego”. Wyczekał aplauz zgromadzonych tam młodych aktywistów PO. Ze spokojem. Tylko zadowolona mina Komorowskiego mogła wskazywać, że będzie jeszcze coś . I było. Palikot z miną sytego kota pokazał rewers podkoszulka z napisem : „Wygra Bronisław Komorowski”. Cóż bardziej działa na ludzi, niż samospełniająca się przepowiednia?
Gdybym była na miejscu Donalda Tuska, już zaczęłabym się bać skuteczności Palikota.
I prawdopodobnie lubelski poseł Platformy, wygrywając 3:0 wykopał sobie polityczny grób. Chociaż pochówek może być odroczony. Prawdziwa kampania zacznie się w maju, Palikot nadal będzie użytecznym narzędziem.



