Zostały tylko fotografie

W czasach mojej młodości mistrzostwa Polski to było zawsze największe w sezonie wydarzenie. Pamiętam z kortów Warszawianki przygotowania i treningi Mieczysława Rybarczyka, jego rozmowy z trenerem Ksawerym Tłoczyńskim o tym, co zrobić, by złotego medalu nie zdobył Wiesław Gąsiorek, a po drodze poradzić sobie z Tadeuszem Nowickim czy Bronkiem Lewandowskim. Zdjęcia z tych kolejnych, fantastycznie obsadzonych championatów tak jak fotki z meczów Pucharu Davisa do dziś stanowią pamiątkową ozdobę w świetlicach wielu polskich klubów. Obawiam się, że kadry i puchary z tegorocznych mistrzostw w Szczecinku takiego zaszczytu w przyszłości nie dostąpią, choć nie da się złego słowa powiedzieć o organizatorach. Oni zrobili wszystko, chodzi o nieobecnych.

Bezpowrotnie minął czas, gdy naszym tenisistom brakowało kontaktu z grą zawodową (czytaj: za pieniądze), więc dziś formuła oficjalnych mistrzostw kraju dla imprezy z tak kadłubową obsadą jak ta w Szczecinku straciła sens.

Rozwiązań problemu jest kilka. Jedno to zgromadzenie solidnych funduszy i namawianie na przyjazd coraz liczniejszej polskiej grupy utrzymującej się ze startów w turniejach ITF, WTA i ATP. Drugie to – wzorem Hiszpanów albo Włochów – organizowanie takich mistrzostw po sezonie, kiedy najlepsi są bardziej skłonni zdecydować się na start. Przy dobrze obmyślonej premii, niekoniecznie zaraz finansowej, pomysł może wypalić. Jeszcze inny sposób to zmiana nazwy na mniej oficjalną albo wprowadzenie określonych kategorii.

Z juniorskich doświadczeń ITF wynika, że nie da się dziś zatrzymać pędu w stronę profesjonalnych rozgrywek, trzeba więc oszczędniej szafować tytułami. W przeciwnym razie wzrasta groźba narażenia się na śmieszność. Mistrz kraju to brzmi dumnie i powinno coś znaczyć.

Nie może być tylko wpisem do wolnej rubryki.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(8) Komentarzy do “Zostały tylko fotografie”

    -
  1. prlonty pisze:

    A jaki sens ma polska liga kopaczy, z ustawianymi meczami, kupowanymi sędziami itp. Na Barse przychodzi 100 tys ludzi, a u nas? Mamy najlepiej opłacanych amatorów kopania, którzy na meczu sobie grają w chodzonego a po meczu urządzją balangi???????

    Dobre 0

  2. Kuba pisze:

    Polski tenis i piłka nożna to sporty o strukturach wasalskich. Prezes Związku i podlegli mu wasale, którzy są zadoweleni z aktualnej pozycji podległej im dyscypliny sportu. Mają swoją pozycję i wystarczającą im kasę. Dopuszczenie do głosu ludzi kompetentych oznaczałoby utratę ich pozycji i wpływów. Hiszpania i Wenezuela pokazały, że można być prawdziwymi potęgami piłkarskimi w oparciu wyłącznie o zawodników pochodzących z danego kraju. Nie było tam turków afroeuropejczyków. Przykład wenezueli to absolutny nockaut dla reszty świata wybijający jakiekolwiek argumenty polskim kacykom.

    Dobre 0

  3. sceptyk pisze:

    Miarą wagi tych zawodów jest kwestia, czy pofatygował się na Mistrzostwa Polski sam Pan Prezes PZT. W mediach ani mru mru na ten temat.
    Bo Pan Prezes to KTOŚ i byle gdzie nie bywa.

    Dobre 0

  4. exx pisze:

    @Kuba:co z tąWenezuelą?Jakoś nie słyszałem o sukcesach tego kraju w pilce.Może chodzi o Urugwaj?Jeżeli tak to w kraju gra (chyba) 2 zawdników a reszta to Hiszpania,Anglia

    Dobre 0

  5. Krystian L. pisze:

    Oho! Tenis w porcie! Co prawda małym, bo w Szczecinku, ale jaka ranga taki tort, pardon – port!

    Dobre 0

  6. [...] pisaliśmy przed rokiem, więc tym razem przyłączymy się jedynie do opinii zaprzyjaźnionego Redaktora, który uważa, że „bezpowrotnie minął czas, gdy naszym tenisistom brakowało kontaktu z grą [...]

    Dobre 0

  7. Mieszko pisze:

    Jestem trenerem tenisa, który szkoli głównie dzieci i młodzież do 16 roku życia. Kilkanaście lat temu zrezygnowałem z „usług” PZT i wykorzystując bliskość Czech przyjąłem w pracy szkoleniowej tzw. „wariant czeski”. Moi wychowankowie rejestrowani są w czeskim klubie, grają w nim od lat ligę oraz startują w turniejach w Czechach. W jednym czasie mam do wyboru nawet kilkanaście turniejów i w zależności od prezentowanych umiejętności przez moich wychowanków wybieram kategorię i miejsce turnieju. Z regóły są to turnieje organizowane w odległościach do 100 km od miejsca zamieszkania. Poziom prezentowany przez zawodników czeskich jest wysoki więc przebijamy się nieraz do ćwierćfinałów choć zdarzyły się również półfinały i jeden finał. Jestem zachwycony organizacją szkolenia i zainteresowaniem dzieci i młodzieży w klubach czeskich. Nikt nie ściąga z klubu w Czechach haraczu za organizację turnieju tak ja ma to miejsce w POLSCE / patrz PZT/. Trenerzy czescy, którzy też pracują za pieniądze, nie odstawiają chałtury czy tzw. „sztuki dla sztuki” jak ma to miejsce często w polskich klubach czy modnych teraz „akademiach…” lecz prezentują b. wysoki poziom prowadzonego szkolenia. Stąd, w Czechach, co chwilę „wyskakują” jakieś nowe talenty. Przede wszystkim jest to u nich sport MASOWY a nie snobów czy „elity” jak to ma miejsce w Polsce. Czeski klub w którym gramy dostaje od miasta pieniądze na każde dziecko, które uczęszcza na treningi. Nie są to wielkie pieniądze ale wystarcza na częściowe pokrycie szkolenia tych dzieci. Jest duża ilość osób dorosłych grających i startujących w ligach na różnym poziomie. Każda miejscowość w której są korty posiada klub który prowadzi szkolenie na różnych poziomach zaawansowania i wieku. Wystarczy wejść na stronę Czeskiego Związku Tenisa /www.cztenis.cz/ żeby zobaczyć ile imprez /turniejów/ tenisowych jest organizowanych w każdej kategorii wiekowej. Kończyłem podyplomowe studia trenerskie w Warszawie/u dr A.Królaka/ a teraz dowiaduję się , że muszę weryfikować swoje uprawnienia bo tak wymyślił PZT w Warszawie. Nie wystarczy zdobycie Mistrzostwa i Wicemistrzostwa Polski przez moich wychowanków / 1992 – MOS Wrocław, 1993 – MTT Wrocław/. W miejscowości w której mieszkam nie stworzono mi warunków do powtórzenia sukcesu z Wrocławia. Do 1997 r. do powodzi szkolenie przebiegało zgodnie z planem, który sobie założyłem. Po powodzi wykorzystując kataklizm zabrano mi korty a 80 dzieci i młodzieży została tylko garstka ok. 25 szkolonych. I z roku na rok było tylko gorzej. Obecnie zostało mi trzech zawodników prezentujących średni poziom krajowy ale niedotrenowanych / 3 godziny treningu w tygodniu/ nie startujących w ani lidze, ani w turniejach. Takie są realia polskiego tenisa. W 1992 i 1993 r. spotykaliśmy się , moi zawodnicy oraz uznana obecnie w tenisie światowym para Matkowski i Frystenberg. Moi zawodnicy w wielu spotkaniach /indywidualnych/ wygrywali tę rywalizację. A teraz? Panowie Matkowski i Frystenberg dzięki ciężkim pieniądzom rodziców oraz dobrze opłacanym trenerom /Marcin w wieku 11 lat jeździł po turniejach z prywatnym trenerem rosyjskim/ oraz własnej ciężkiej pracy i zaangażowaniu , osiągnęli ogromny sukces / GRATULACJE/. Natomiast moi wychowankowie poza jeszcze kilkoma sukcesami w kategorii juniorskiej / brązowy medal B. Dąbrowskiego w Halowych Mistrzostwach Polski Cadetów w hali zatrzymali się na średniej krajowej! Koszta udziału w konferencjach szkoleniowych organizowanych przez PZT są zbyt wysokie dla nauczyciela i trenera z małej miejscowości. Dlatego wybrałem „wariant czeski” i uczestniczę w szkoleniach organizowanych przez CZESKI ZWIĄZEK TENISA !!!

    Dobre 0

  8. Krzysztofek pisze:

    Pozdrowienia dla Mieszka, z którego Bartkiem rywalizował mój Łukasz. Do wariantu czeskiego trafiliśmy przy pomocy Mietka Żarskiego. Żeby, może z lekką przesadą, zobrazować różnice ujmę to tak: startując w kilkudziesięciu turniejach w Czechach nie spotkaliśmy się z jakimkolwiek uchybieniem ze strony organizatorów, zaś w kraju nawet bezpośrednio przed Mistrzostwami Polski dokonywano zasadniczych zmian w regulaminie więc nic dziwnego, że organizatorzy turniejów prowadzili je w stylu dowolnym. Mógłbym sie rozpisywać nt. powołań do kadry , reprezentowania Polski, braku medali i dyplomów na Mastersie w 1992 a PZT/ zgodnie z regulaminem jest współorganizatorem/ mimo kilku pism nic…A co do startujących w MP: nie przejmował bym sie obsadą, a najlepszy z obecnych niech dumnie nosi tytuł Mistrza Polski. I przejdzie do historii.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.