Posts Tagged „USA”<

W stronę szarą i ponurą

7 sty 2012

Administracja Obamy znowelizowała pojęcie gwałtu. Elementem zmian jest uznanie za gwałt każdego przypadku seksu, na który „ofiara” nie będzie mogła wyrazić zgody ze względu na odurzenie alkoholem czy narkotykami. Zmiana ta jest moim zdaniem groźna, a jej konsekwencje — łatwe do przewidzenia.

Jest oczywistością, że sprawy związane z seksem są bardzo często źródłem potężnych namiętności, i bywają to namiętności o znaku ujemnym. Zazdrość czy też odrzucona miłość rodzą często nienawiść i chęć zemsty. Pod wpływem takiej namiętności ludzie – obojga płci – potrafią robić rzeczy, których w innych okolicznościach nie uczyniliby nigdy. W tym rzeczy podłe.

Jest też banałem przypomnienie, że alkohol sprzyja erotyce, bo działa jako tzw. rozluźniacz. Taka po prostu jest natura ludzka; dotyczy to i mężczyzn, i kobiet. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest, że dość często ludzie żałują swoich erotycznych działań, podjętych „pod wpływem”, albo przynajmniej mają na ten temat mieszane uczucia.

Jest też oczywistością, że ludzie (a zwłaszcza młodzież) są istotami społecznymi, i opinia innych (zwłaszcza grupy rówieśniczej) bywa dla nich decydująca. Dotyczy to również np. wyboru partnera erotycznego — krytyka dla młodej osoby może tu być niezwykle bolesna.

Otóż trzeba stwierdzić, że dokonane przez Obamę zmiany dają do ręki straszą broń osobom, które chciałyby się na byłym partnerze zemścić. I tym, które czy to naprawdę żałują swego przygodnego erotycznego zachowania, czy też znajdą się pod społecznym naciskiem, aby tego zachowania żałować.

Czy wynika z tego, że „wykorzystanie stanu bezradności”, jak określa to polskie prawodawstwo, powinno pozostawać poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości? Nie. Ale zrównywanie tego z gwałtem jest co najmniej przesadą. Przesadą społecznie groźną.

I przesadą nieprzypadkową. Zmiana wpisuje się bowiem w ciąg zmian, jakie w amerykańskie życie społeczne wprowadza od lat dziwaczny sojusz purytańsko-feministyczny. Nienawidzący się wzajemnie konserwatywni doktrynerzy i radykalne feministki (a przynajmniej ich część) w sferze erotyki paradoksalnie podają sobie bowiem ręce. Purytanie (czy szerzej: silnie obecne w amerykańskiej kulturze dziedzictwo purytanizmu) nienawidzą bowiem seksu, a przynajmniej seksu pozamałżeńskiego, i starają się pod różnymi pozorami penalizować go. Część feministek nienawidzi natomiast heteroseksualnych mężczyzn, i stara się w różny sposób stygmatyzować ich.

To sojusz obu tych grup doprowadził Amerykę do szaleństwa polowania na czarownice, zwanego oficjalnie „zwalczaniem molestowania w miejscu pracy”. To sojusz obu tych grup był ostatnio widoczny, gdy próbowano (na szczęście bezskutecznie) społecznie i prawnie zlinczować Dominique Strauss-Kahna.

Purytańsko-feministyczny sojusz zmienia USA w miejsce coraz mniej kolorowe i coraz bardziej ponure.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Milczący i Wielki Brat

3 lis 2010

Wrócił ostatnio temat wniosku do władz USA o wydanie ewentualnych zapisów rozmów prowadzonych 10 kwietnia z pokładu tupolewa

Amerykanie milczą. Prokuratura jest bezradna, wyznawcy tezy o rozkazie „ląduj, dziadu!” mogą więc dalej oddawać się swemu hobby, ale nie o ten aspekt sprawy mi idzie.

Zdumiewa coś innego. Coś, o czym wszyscy milczą, więc jak rozumiem – uważają to za oczywiste.

A ja nie jestem w stanie pojąć, dlaczego wszyscy – od Napieralskiego po Kaczyńskiego, czy wręcz od Sierakowskiego do Jurka, zarówno ci wierzący w pijanego Lecha Kaczyńskiego wdzierającego się do kokpitu, jak i ci od sztucznej mgły i podpiłowanego skrzydła – uważają za naturalne i oczywiste, że Amerykanie podsłuchują polskiego prezydenta. I w dodatku, jak rozumiem, nie w ramach jakiejś operacji, tylko tak, rutynowo… I milczą. I chyba nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że milczą.

Parę lat temu MON odtajnił analizy wojenne Układu Warszawskiego. Zawierały m.in. szacunki strat, jakie poniósłby PRL wskutek amerykańskich ataków jądrowych. Większość dziennikarzy – nikt ich nie zmuszał! – zredagowała swe informacje tak, że można było zrozumieć, iż chodzi o ofiary jakichś radzieckich uderzeń atomowych, które z niejasnej przyczyny (wrodzone zło?) Rosjanie planowali przeprowadzić przeciw swemu sojusznikowi na trasie przemarszu własnych wojsk…

Niegdysiejszy agent Marian Zacharski wspomina, jak w 1994 r., gdy Amerykanie zablokowali jego nominację na szefa wywiadu, bo w latach 80. szpiegował USA, ktoś z polskiej strony zapytał ambasadora Stanów, czemu tak postąpili. Przecież w Rosji na czołowych stanowiskach w służbach i dyplomacji pracują oficerowie, niegdyś zaangażowani przeciw USA, i Amerykanie normalnie z nimi współpracują. A w Polsce nie chcą. Ambasador miał odpowiedzieć krótko: – Jakbyście byli Rosją, to byście robili, co chcecie, ale ponieważ nie jesteście, to nie będziecie robili.

Postępowi krytycy polskiej tożsamości utyskują, że za wiele u nas pozostałości patriarchalnych, z maczystowskim poczuciem honoru na czele. Mogą się uspokoić. Z tych przesądów dawno się wyzwoliliśmy.

***

Serwis rp.pl zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w akcji: TRON. Wymień jedną rzecz, za którą najbardziej cenisz serwis rp.pl oraz jedną rzecz, którą byś zmienił/-a, by cenić go jeszcze bardziej. Pole widzenia powiększamy o wasz punkt widzenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop