Posts Tagged „Smoleńsk”<

Kwaśniewski, czyli znak czasu

13 maj 2012

W wywiadzie dla „Wprost” Aleksander Kwaśniewski zdecydowanie zdystansował się od całej w zasadzie strategii rządu w sprawie smoleńskiej, i jest to moim zdaniem bardzo ważny sygnał.

Były prezydent poparł (zgłoszony przez prof.Michała Kleibera) pomysł zaproszenia do Polski niezależnych międzynarodowych ekspertów, którzy mieliby jeszcze raz zbadać katastrofę. Bez tego bowiem – zdaniem byłego prezydenta – części „zdezorientowanych ludzi” nie uda się przekonać, że był to wypadek.

  • Niech tylko przedstawią swoje wnioski, opinie w formule publicznych przesłuchań – powiedział i skrytykował obecnych rządzących za zbytnią dozę niejawności działań śledczych ws. Smoleńska, co sprzyjało jego zdaniem brakowi zaufania i teoriom spiskowym. – I dlatego teraz trzeba skonfrontować, koniecznie w publicznych przesłuchaniach, tych nowych ekspertów z ekspertami Macierewicza, z ekspertami Millera itd. – powiedział.

I skrytykował Tuska za to, że nie zdołał sprowadzić do Polski wraku:  – Nie da się nikomu wytłumaczyć, że w dwa lata po katastrofie Rosjanie prowadzą jakieś badania, bo oni to już dawno zamknęli.  Czyli mamy tu do czynienia z aktem politycznym.

Krytykę Kwaśniewskiego trzeba odnotować. Bo choć były prezydent jest politykiem z jednej strony autentycznie państwowym (czego dowodzi choćby stanowisko, jakie zajmował i zajmuje w sprawie ukraińskiej – niegdyś wsparł Pomarańczową Rewolucję, a w cytowanym wywiadzie zdecydowanie krytykuje część polityków Zachodu za dążenie do poddania Kijowa Moskwie), to zarazem nie reprezentuje środowiska szczególnie wrażliwego na sprawę smoleńską. A jego relacje z braćmi Kaczyńskimi były raczej konfrontacyjne; w oczach PiS-owców bywał wręcz wcieleniem „układu”.

Jeśli więc teraz tak zdecydowanie ktoś o takim backgroundzie krytykuje rząd w kwestii smoleńskiej, to znaczy że fiasko strategii, przyjętej w tej sprawie przez Platformę jest widoczne. Że ludzi, potrafiących „czuć” politykę, to fiasko bije po oczach. I że sądzą oni, że może się ono przełożyć na poważną polityczną zmianę.

Kilka tygodni temu napisałem: „Smoleńsk to polityczna czarna dziura, która powoli wchłania Donalda Tuska”. Zdaje się, że Aleksander Kwaśniewski uważa podobnie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nie ma konwersji

20 lut 2012

Na łamach portalu niezależna.pl Paweł Paliwoda, w opatrzonym znakiem zapytania tekście zatytułowanym „Odrodzone dusze?”, wita mój (i mojego redakcyjnego kolegi, Michała Szułdrzyńskiego) rzekomy akces do obozu smoleńskiego.
Tekst Paliwody jest w intencji ironiczny (skrzy się sformułowaniami typu „konwersja” i zestawianiem niżej podpisanego z Żakowskim, Lisem i Pacewiczem), ale to dobra okazja, by wyjaśnić nieporozumienie, którego ofiarą, zdaje się, padł autor z niezależnej.pl.

Paliwoda dostrzegł tekst, w którym napisałem m.in., że raport komisji Millera powinien zostać zweryfikowany przez specjalną komisję sejmową, i stwierdziłem samokrytycznie, że zbyt długo obdarzałem tę komisję pewnym kredytem zaufania. Konstatuje, że dotychczasowe m.in.moje artykuły, związane z katastrofą smoleńską były jego zdaniem „haniebne, aroganckie i pełne ignorancji”. I stwierdza, że domniemana zmiana mojego stanowiska oznacza, iż „prawda zawsze zwycięża”, choć rzecz jasna „nie każdy przemienia się z Szawła w Pawła”.

Otóż muszę stwierdzić dwie rzeczy.

Po pierwsze – ponieważ Paliwoda pisze o mnie, że przed moim domniemanym nawróceniem podtrzymywałem „oficjalną, wypadkową wersję zdarzeń”, muszę stwierdzić, że niezależnie od jej „oficjalności” nadal uważam, że na rzecz tezy przeciwnej, tj. zamachowej, nie przemawia nic. Fakt, że komisja Millera, kierując się jak można niestety sądzić zamówieniem politycznym, umieściła bez podstaw generała Błasika w kokpicie (no bo przecież jeśli nawet nacisków na pilotów nie można udowodnić, to trzeba je maksymalnie uprawdopodobnić, żeby dowalić strasznemu PiS-owi…) oczywiście kompromituje to ciało, i uzasadnia postulat zweryfikowania również innych jego ustaleń. Ale sam w sobie nie jest ani dowodem, ani nawet poszlaką na rzecz tezy o zamachu.

Po drugie – nie zmieniłem zdania nie tylko w kwestii „zamach – nie zamach?”, ale też w żadnej innej. Bo – czego Paliwodzie dostrzec nie wolno, no bo przecież pisałem o Smoleńsku rzeczy „haniebne” – przez cały czas od 10 kwietnia 2010 aż do chwili obecnej polemizowałem – i w napisanych tekstach, i występując w mediach elektronicznych – z powszechnie narzucaną tezą o rzekomych naciskach na pilotów. Kompromitacja komisji Millera w kwestii domniemanej obecności gen.Błasika w kokpicie potwierdziła słuszność tego mojego stanowiska. Wypowiadałem się też zdecydowanie przeciw wspieranym przez gros mediów działaniom władz, zmierzających do usunięcia krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego,a potem – przeciw obrzydliwej praktyce gaszenia zniczy i zabierania z tego miejsca wieńców. Pisałem też o krętactwach MAK.

Przypominam o tym, ponieważ wielu, w tym, jak wynika z jego tekstu Paliwoda, chciałoby transakcji wiązanej. Po jednej stronie mają być uczciwi Polacy, uważający katastrofę smoleńską za zamach (bo to przecież tak dobrze pasuje do ich wizji świata…), a po drugiej Polacy źli (może raczej „tępe Kałmuki” „wrogowie Polski i Gazety Polskiej”, jak mnie i Szułdrzyńskiego określili internauci-komentatorzy tekstu Paliwody na forum niezależnej.pl). W myśl tej wizji, jak ktoś jest „złym Polakiem” (bo uważa teorię zamachową za bzdurę), to z definicji nie mógł np.bronić ś.p. Lecha Kaczyńskiego przed nagonką i chamskimi złośliwościami. Pamiętanie takich faktów jest niesłuszne, a więc takich faktów nie było, bo być nie mogło.

„To złodziej! – I pijak! bo każdy pijak to złodziej!” Jeśli więc teraz taki „zły Polak” konstatuje kompromitację komisji Millera czy krytykuje wygibasy „GW”, usiłującej nie dostrzec faktu, że wizja Błasika w kabinie pilotów zawaliła się, to oczywiście musi to być aż „konwersja”.

Nie ma konwersji. Aż przykro tłumaczyć takie oczywistości.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dziwny wywiad z dziwnym dyplomatą

19 sty 2011

Teresa Torańska rozmawia z byłym polskim ambasadorem w Moskwie, Jerzym Bahrem. Rozmowa – opublikowana przed tygodniem „Dużym Formacie” „Gazety Wyborczej” (13 stycznia) rodzi uczucia mieszane. Jest to wywiad ciekawy – bo Bahr był świadkiem katastrofy smoleńskiej i wie sporo.

Nie sądzę, żeby mijał się z prawdą co do faktów. Gdy mówi, że już w trakcie wstępnych przygotowań do wizyt z 7 i 10 kwietnia Rosjanie odradzali lądowania w Smoleńsku ze względu na stan techniczny lotniska, to mu wierzę, zwłaszcza że jak mówi wysłał w tej sprawie obszerną depeszę do MSZ, a to przecież można sprawdzić. (Nota bene Wacław Radziwinowicz z „Wyborczej” już kilka miesięcy temu napisał, że w tym samym mniej więcej czasie Andrzej Przewoźnik mówił mu, że „Rosjanie chcą nas odsunąć od Smoleńska” ). Znamienne jest również, że Bahr jako chyba pierwszy polski urzędnik, nie związany z PiS-em potwierdza, że Rosjanie celowo opóźniali dojazd do Smoleńska Jarosława Kaczyńskiego. Dodaje, że informowany o tym telefonicznie przez Pawła Kowala interweniował w tej sprawie u rosyjskich urzędników. Bezskutecznie. Kiedy ambasador cytuje konkretne rozmowy (jak na przykład argumentację użytą przez Putina, kiedy odmawiał zgody na natychmiastowy powrót ciała Lecha Kaczyńskiego do Warszawy — przy tej rozmowie również był obecny Kowal) również brzmi to prawdziwie. Kiedy wypowiada opinię, że 10 kwietnia na lotnisku Siewiernym w porównaniu z 7 kwietnia nie zauważył wprawdzie zmian, ale „nie wyobrażam sobie, by na przylot Putina nie zostało ono dobrze przygotowane. Może je dozbrojono. Może coś dodano, uzupełniono lub wymieniono, co gwarantowało całkowite bezpieczeństwo startu i lądowania. W Rosji tam, gdzie ma być premier czy prezydent, zawsze musi być bezpiecznie”, to takie stwierdzenie ma swoją wartość.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Niech wojna trwa

2 sty 2011

Czy prezydent, mówiąc o błędnej decyzji pilotów próbujących lądować w Smoleńsku mimo złej pogody jako o najważniejszej przyczynie tragedii, ma rację?

Ma – bo bez próby lądowania nie byłoby katastrofy, a jej podjęcie było błędem.

Ale zarazem racji nie ma. Bo smoleńska tragedia nie wzięła się z powietrza.

Nie z powietrza wzięło się to, że tę trudną decyzję musieli podjąć piloci nieszkoleni na symulatorach, z małym doświadczeniem (bo ci z większym odchodzili z 36. pułku), niezgrani (bo w powiązanej na sznurki machinie tego pułku nie było okazji, żeby się zgrali), nieprzestrzegający procedur (bo nikt od nich tego nie wymagał, a zresztą jak przestrzegać procedur, gdy wszystko trzyma się na słowo honoru, a przestrzeganie procedur sparaliżowałoby pułk), dysponujący sprzętem – mówiąc delikatnie – nie pierwszej świeżości.

To narastało latami na skutek panującej w pułku atmosfery. Za tę atmosferę, za wiodące do tragedii decyzje odpowiadają kolejne rządy i politycy różnych ugrupowań. Partia Bronisława Komorowskiego również. I to nie w ostatniej kolejności.

I to pierwsza przyczyna, dla której prezydent mógłby być mniej kategoryczny.

Druga to klimat wojny wewnętrznej. Wojny szkodliwej dla kraju. Wojny, której istotnym elementem jest smoleńska trauma, a zarazem jej cyniczne rozgrywanie. Wojny, którą – czy jestem naiwny? – prezydent powinien łagodzić. Tymczasem kategoryczna wypowiedź o błędzie pilotów jako najważniejszej przyczynie katastrofy jest odbierana przez wielu przeżywających tę traumę jako deklaracja, że była to przyczyna realnie jedyna. Że ani rząd, ani Rosjanie nie mają sobie nic do zarzucenia. A to konfliktu nie przygasi, przeciwnie.

Komorowski rozpoczął kadencję od wywiadu, w którym rozpętał wojnę o krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Wojnę, której inaczej by nie było, sprawa rozmyłaby się, co najwyżej kilkanaście osób jeszcze przez parę miesięcy modliłoby się przed Pałacem. Jednak takie rozmycie problemu było nie na rękę Platformie, natomiast nakręcenie atmosfery wojny było tej partii (podobnie zresztą jak PiS) na rękę jak najbardziej.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że obecna wypowiedź prezydenta ma odegrać podobną rolę.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Milczący i Wielki Brat

3 lis 2010

Wrócił ostatnio temat wniosku do władz USA o wydanie ewentualnych zapisów rozmów prowadzonych 10 kwietnia z pokładu tupolewa

Amerykanie milczą. Prokuratura jest bezradna, wyznawcy tezy o rozkazie „ląduj, dziadu!” mogą więc dalej oddawać się swemu hobby, ale nie o ten aspekt sprawy mi idzie.

Zdumiewa coś innego. Coś, o czym wszyscy milczą, więc jak rozumiem – uważają to za oczywiste.

A ja nie jestem w stanie pojąć, dlaczego wszyscy – od Napieralskiego po Kaczyńskiego, czy wręcz od Sierakowskiego do Jurka, zarówno ci wierzący w pijanego Lecha Kaczyńskiego wdzierającego się do kokpitu, jak i ci od sztucznej mgły i podpiłowanego skrzydła – uważają za naturalne i oczywiste, że Amerykanie podsłuchują polskiego prezydenta. I w dodatku, jak rozumiem, nie w ramach jakiejś operacji, tylko tak, rutynowo… I milczą. I chyba nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że milczą.

Parę lat temu MON odtajnił analizy wojenne Układu Warszawskiego. Zawierały m.in. szacunki strat, jakie poniósłby PRL wskutek amerykańskich ataków jądrowych. Większość dziennikarzy – nikt ich nie zmuszał! – zredagowała swe informacje tak, że można było zrozumieć, iż chodzi o ofiary jakichś radzieckich uderzeń atomowych, które z niejasnej przyczyny (wrodzone zło?) Rosjanie planowali przeprowadzić przeciw swemu sojusznikowi na trasie przemarszu własnych wojsk…

Niegdysiejszy agent Marian Zacharski wspomina, jak w 1994 r., gdy Amerykanie zablokowali jego nominację na szefa wywiadu, bo w latach 80. szpiegował USA, ktoś z polskiej strony zapytał ambasadora Stanów, czemu tak postąpili. Przecież w Rosji na czołowych stanowiskach w służbach i dyplomacji pracują oficerowie, niegdyś zaangażowani przeciw USA, i Amerykanie normalnie z nimi współpracują. A w Polsce nie chcą. Ambasador miał odpowiedzieć krótko: – Jakbyście byli Rosją, to byście robili, co chcecie, ale ponieważ nie jesteście, to nie będziecie robili.

Postępowi krytycy polskiej tożsamości utyskują, że za wiele u nas pozostałości patriarchalnych, z maczystowskim poczuciem honoru na czele. Mogą się uspokoić. Z tych przesądów dawno się wyzwoliliśmy.

***

Serwis rp.pl zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w akcji: TRON. Wymień jedną rzecz, za którą najbardziej cenisz serwis rp.pl oraz jedną rzecz, którą byś zmienił/-a, by cenić go jeszcze bardziej. Pole widzenia powiększamy o wasz punkt widzenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop