Posts Tagged „rosja”<

Zachód – wyborczy worek treningowy Putina

28 lut 2012

Walczący o prezydenturę Władimir Putin krytykuje Amerykę i wspiera syryjskiego dyktatora. Wynika to z obawy przed rewolucją we własnym kraju.

Rosja w zdecydowany sposób wspiera dyktatora Syrii Baszara Asada, który masakruje własnych obywateli. We wtorek oba kraje podpisały umowę o otwarciu centrów kultury w swych stolicach. Dzień wcześniej moskiewskie MSZ oświadczyło, że wyniki referendum w Syrii wskazują na ogromne poparcie ludności dla Asada i niewielkie wpływy opozycji. Rosja zablokowała przyjęcie przez ONZ rezolucji w sprawie Syrii.

Działania te psują relacje Moskwy z Zachodem. Jak mówi czołowy ekspert ds. międzynarodowych Fiodor Łukianow, Rosja zrobi wszystko, aby zablokować międzynarodowe ingerencje w wewnętrzne sprawy Syrii. Rosja do rangi doktryny podniosła obronę zasady suwerenności państwowej, rozumianej w klasyczny, XIX-wieczny sposób. Czyli niedopuszczającej zewnętrznej ingerencji w jakikolwiek konflikt, dziejący się w niepodległym państwie.

Na ołtarzu tej doktryny Kreml gotów jest poświęcić nawet resztki swoich realnych interesów w państwach, w których mimo rosyjskiego sprzeciwu padają dyktatury.

Główną przyczyną tej determinacji jest obawa przed jakąś formą kolorowej rewolucji we własnym kraju. Jest to obawa autentyczna, trawiąca Kreml od czasów ukraińskiej pomarańczowej rewolucji, zintensyfikowana po rozpoczęciu demokratycznych demonstracji w samej Rosji. Ponieważ rządzący Kremlem chcą zachować opcję obrony władzy wszelkimi środkami, a demokratyczną opozycję postrzegają jako zachodnią agenturę, nie mogą się zgodzić  na przyznanie owemu Zachodowi prawa do oceniania wewnętrznych działań władz rosyjskich i ewentualnego podejmowania skierowanych przeciw nim akcji.

W tym samym, wewnętrznym rosyjskim kontekście należy postrzegać mnożące się oznaki, iż objęcie stanowiska prezydenta przez Władimira Putina związane będzie z przestawieniem wektorów polityki zagranicznej w stronę demonstracyjnego traktowania Zachodu jako przeciwnika, a nie partnera. Wskazują na to nominacje personalne, na czele z podniesieniem do rangi wicepremiera Dmitrija Rogozina, polityka wyrażającego poglądy umiarkowanie nacjonalistyczne, grającego antyzachodnią kartą. Jako przedstawiciel Rosji przy NATO odgrywał on czołową rolę w kampanii przeciw amerykańskiej tarczy antyrakietowej.

Wskazuje na to treść artykułu Putina o polityce zagranicznej, potępiającego USA za ingerowanie w wewnętrzne sprawy innych państw i w ogóle podkreślającego sprzeczności między Rosją a Zachodem.

Wskazuje na to również zamieszanie związane z obowiązującą od 2010 r. dyrektywą prezydenta Miedwiediewa dla MSZ. Dyrektywa ta stawia dyplomacji jako cel „wspieranie modernizacji Rosji”, co w ezopowym języku służby zagranicznej oznacza dbanie o dobre relacje z Zachodem jako partnerem, mogącym w tej modernizacji pomóc. „Kommiersant” poinformował, że dyrektywa przestaje obowiązywać…

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dobra wiadomość dla rosyjskiej wolności

20 wrz 2011

Wbrew propagandzie swoich wielbicieli Michaił Chodorkowski nie jest postacią jednoznacznie pozytywną.

Aktywnie uczestniczył w nieuczciwej rosyjskiej prywatyzacji lat 90. Z ówczesną aktywnością Jukosu związanych jest wiele ciemnych i dotąd niewyjaśnionych spraw. A praktyki szefa tej firmy nie odbiegały od praktyk innych oligarchów współtworzących kraj, w którym granice między biznesem, polityką i światem przestępczym są słabo zaznaczone albo nie istnieją.

Nie trzeba jednak być bezkrytycznym fanem Chodorkowskiego, by dostrzec, że zwycięstwo Jukosu w Strasburgu to dobra wiadomość dla rosyjskiej wolności.

W ciągu ostatnich paru lat w Rosji, jeśli chodzi o demokrację i prawa człowieka, zaszedł zauważalny regres. Władze coraz śmielej, coraz bardziej otwarcie i coraz bezwzględniej dusiły te oznaki sprzeciwu, które uznawały za potencjalnie realnie dla nich niebezpieczne. Miedwiediewowska modernizacja, z którą łączyła nadzieje część wolnościowo nastawionych Rosjan, nie przyniosła większych rezultatów.

Na tle tej ponurej rzeczywistości nadzieję wzbudza słabość, jaką przejawia Kreml wobec realnego nacisku ze strony silnych zachodnich partnerów.

Obnażyła to sprawa Siergieja Magnitskiego, prawnika, który przeciwstawił się wyprowadzeniu pieniędzy z firmy Hermitage przez związaną z władzą mafię. Za to uwięziono go i zakatowano. W końcu jednak część osób odpowiedzialnych za śmierć Magnitskiego została postawiona w stan oskarżenia. Wymusiły to Stany Zjednoczone, które przygotowały listę urzędników zaangażowanych w sprawę Magnitskiego. Zabroniono im wjazdu do Ameryki, zamrożono konta. A nagłośnienie sprawy unaoczniło członkom rosyjskiej elity, że takie praktyki utrudniają im osiągnięcie celu, jakim jest zaakceptowanie ich jako pełnoprawnych członków światowej elity.

Interwencja w sprawie Magnitskiego pokazała, że nacisk Zachodu na zmiany w Rosji jest niezbędny i może być skuteczny. Wczorajszy wyrok Trybunału mógłby być bardziej jednoznaczny, ale i on powinien ucieszyć tych, którzy życzą dobrze rosyjskiej wolności.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wnioski z dygotów strachliwych

23 sty 2011

Kto powiedział, że „PO na dźwięk słowa Rosja wpada w dygoty strachliwe”? Macierewicz, Kaczyński, jakiś PJN-owiec? Pudło, to słowa posła SLD Jerzego Wenderlicha.

W tymże (relacji z Rosją po Smoleńsku) kontekście Wenderlich mówił też o „strachliwości” Platformy.

Powiedział także co prawda o „barbarzyństwie” PiS, który „z Rosji najchętniej uczyniłby tarczę strzelniczą”. Ale to zostawmy, bo wojna z PiS pasuje do SLD. Natomiast zaatakowanie rządzących za strachliwość wobec Moskwy jest w ustach polityka postkomunistycznej lewicy czymś jakościowo nowym. Zauważmy też, że komentując skrytykowanie przez marszałka Sejmu zwłoki w reakcji na raport MAK, Wenderlich stwierdził: „Premier przedstawia fakty mgliście i niejasno, Schetyna mówi prosto”. I sam skrytykował Tuska za defensywność.

Narzucają się dwa wnioski. Pierwszy, w zasadzie będący przypomnieniem znanych faktów. SLD, formacja wywodząca się z partii sprawującej władzę z nadania Moskwy, w ciągu ostatnich 20 lat w tych czy innych okolicznościach, z tych czy innych przyczyn realnie zerwał więzy z dawnym suwerenem. Więzy zarówno mentalne, jak i inne. Jeśli w polskiej polityce istnieją „ludzie Moskwy”, to zapewne są też w SLD, ale w natężeniu nie większym, niż w większości innych ugrupowań.

I wniosek drugi, ważniejszy. Choć SLD owe więzy zerwało, to spora część starszego elektoratu tej partii nadal atawistycznie reaguje wrogością na antyrosyjskość, którą postrzega jako cechę znienawidzonej prawicy. Jeśli więc wytrawni politycy Sojuszu ryzykują teraz taką frazeologię, to muszą mieć dobry powód.

Można sądzić, że wyczuli, iż drgnęły nastroje. Że smoleńska polityka premiera w oczach szerokich – szerszych niż pozostające pod wpływem PiS – kręgów społecznych skompromitowała się. Że rozczarowanych do PO z powodów smoleńskich jest sporo i będzie przybywać, że warto o nich zawalczyć. Używając, rzecz jasna, języka innego niż PiS, bo pisowskiej frazeologii ci „nowi rozczarowani” nie strawią.

Nie wiem, czy to koniec epoki Tuska. Ale na pewno początek ostrego wirażu.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dziwny wywiad z dziwnym dyplomatą

19 sty 2011

Teresa Torańska rozmawia z byłym polskim ambasadorem w Moskwie, Jerzym Bahrem. Rozmowa – opublikowana przed tygodniem „Dużym Formacie” „Gazety Wyborczej” (13 stycznia) rodzi uczucia mieszane. Jest to wywiad ciekawy – bo Bahr był świadkiem katastrofy smoleńskiej i wie sporo.

Nie sądzę, żeby mijał się z prawdą co do faktów. Gdy mówi, że już w trakcie wstępnych przygotowań do wizyt z 7 i 10 kwietnia Rosjanie odradzali lądowania w Smoleńsku ze względu na stan techniczny lotniska, to mu wierzę, zwłaszcza że jak mówi wysłał w tej sprawie obszerną depeszę do MSZ, a to przecież można sprawdzić. (Nota bene Wacław Radziwinowicz z „Wyborczej” już kilka miesięcy temu napisał, że w tym samym mniej więcej czasie Andrzej Przewoźnik mówił mu, że „Rosjanie chcą nas odsunąć od Smoleńska” ). Znamienne jest również, że Bahr jako chyba pierwszy polski urzędnik, nie związany z PiS-em potwierdza, że Rosjanie celowo opóźniali dojazd do Smoleńska Jarosława Kaczyńskiego. Dodaje, że informowany o tym telefonicznie przez Pawła Kowala interweniował w tej sprawie u rosyjskich urzędników. Bezskutecznie. Kiedy ambasador cytuje konkretne rozmowy (jak na przykład argumentację użytą przez Putina, kiedy odmawiał zgody na natychmiastowy powrót ciała Lecha Kaczyńskiego do Warszawy — przy tej rozmowie również był obecny Kowal) również brzmi to prawdziwie. Kiedy wypowiada opinię, że 10 kwietnia na lotnisku Siewiernym w porównaniu z 7 kwietnia nie zauważył wprawdzie zmian, ale „nie wyobrażam sobie, by na przylot Putina nie zostało ono dobrze przygotowane. Może je dozbrojono. Może coś dodano, uzupełniono lub wymieniono, co gwarantowało całkowite bezpieczeństwo startu i lądowania. W Rosji tam, gdzie ma być premier czy prezydent, zawsze musi być bezpiecznie”, to takie stwierdzenie ma swoją wartość.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Naciski się rozwiewają

16 sty 2011

Bogdan Wróblewski z „Gazety Wyborczej” jako pierwszy dziennikarz zwrócił uwagę na niezauważony dotąd fragment polskich uwag do raportu MAK. „Zgodnie z zapisem CRV (Cockpit Voice Recorder), odczytanym przez stronę polską, dowódca załogi zgłosił, po minięciu wysokości 100 metrów, że odchodzi na drugi krąg. Drugi pilot to potwierdził” – czytamy w polskich uwagach. I dalej: „załoga rozpoczęła procedurę odejścia na drugi krąg; „załoga próbowała – nieskutecznie – przerwać podejście”; „była to realizacja spóźnionej procedury odejścia na drugi krąg”.

Dotąd wiedzieliśmy, że to drugi pilot na 14 sekund przed katastrofą powiedział: „Odchodzimy”. I nic poza tym. To, że potem (tak wynikało z ówczesnego stanu wiedzy) nic się nie stało, komentowano jako poszlakę na rzecz tezy, że załoga tupolewa wprowadzona została w jakiś dziwny stan psychiczny. Oczywiście – przez naciski, presję psychiczną ze strony prezydenta itd.

Tymczasem dowiadujemy się, że specjaliści w Krakowie odczytali więcej z nagrań czarnej skrzynki. To kapitan Protasiuk 22 sekundy przed katastrofą wydał komendę: „Odchodzimy”. Drugi pilot tylko ją powtórzył. Wiele z tego wynika. Przede wszystkim: zachowanie załogi tupolewa staje się znacznie bardziej racjonalne, niż starano się to dotąd przedstawić. Piloci podjęli ryzykowny manewr podejścia do lądowania w warunkach, w których nie powinni tego robić, ale przerwali go w chwili, która wydawała im się ostatnim bezpiecznym na to momentem. Jaki z tego wniosek?

Ano taki, że jeśli nawet można mówić o jakiejś „presji”, to nie była ona tak niesamowita, żeby zachwiać instynktem samozachowawczym pilotów. Innymi słowy: teza o zzombifikowaniu załogi przez generała Błasika, dyrektora Kazanę czy też „pasażera numer jeden” została definitywnie obalona. I to na łamach „Wyborczej”, która dotąd dzierżyła palmę pierwszeństwa w lansowaniu tezy o nacisku jako przyczynie tragedii. Ale teraz, odkrywszy prawdę, nie schowała jej pod dywanem. Dziennikarzom „Gazety” należą się za to szczere wyrazy szacunku.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Mądrze podjąć rękawicę

13 sty 2011

Obawiam się, że mimo wysiłków Tuska Rosja będzie eskalować napięcie. Prawdopodobne są dalsze działania drażniące. Być może połączone z nieprzyjaznymi ruchami na innych, niesmoleńskich polach – uważa publicysta „Rzeczpospolitej”

Jak publikacja raportu MAK wpłynie na relacje polsko-rosyjskie? Odpowiedź zależy zarówno od tego, jak zaczną się zachowywać wobec siebie oba państwa, jak i – może przede wszystkim – od tego, czym w istocie jest to ocieplenie, które wolałbym określać mniej emocjonalnym terminem „normalizacja”.

Otóż normalizacja ta wynikła z kilku przyczyn, leżących i po polskiej, i po rosyjskiej stronie. Podstawową przyczyną leżącą po naszej stronie była chęć udowodnienia USA i Unii Europejskiej, że Polska nie jest państwem nieobliczalnym, które kieruje się nieracjonalnym antyrosyjskim resentymentem. Czyli – że nieprawdziwa jest opinia, suflowana na Zachodzie przez Rosjan. Opinia, która przynosiła Polsce realne straty. Inną przyczyną był, niestety, obecny w ówczesnej kalkulacji rządu PO element instrumentalnego traktowania polityki zagranicznej w interesie realizacji podstawowego celu Platformy, czyli zniszczenia PiS.

Podstawowa przyczyna leżąca po stronie Moskwy była podobna. Był to również wzgląd na opinię Zachodu, w którego oczach stały konflikt Rosji z Polską robił tej pierwszej złą prasę. Wbrew pozorom nie jest to sprzeczne z tym, co napisałem wcześniej. Na konflikcie polsko-rosyjskim w oczach Zachodu traciły bowiem obie strony. I choć oczywiście jedne państwa, grupy interesów czy ośrodki medialne były skłonne bardziej przyjmować argumentację strony polskiej, a drugie – rosyjskiej, to zsumowany efekt był niekorzystny i dla Warszawy, i dla Moskwy.

W tych okolicznościach nastąpiło kilka wydarzeń, ze spadkiem cen surowców energetycznych i wzrostem znaczenia Chin na czele. Kreml doszedł do wniosku, że bez bliskiej współpracy z Europą sobie nie poradzi, i dostrzegł, że Polska ma możliwości utrudniania Moskwie nawiązywania tej współpracy. I zarządził reset.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop