Czy przeciwnicy PiS, atakując tę partię za uczestnictwo we wspólnym marszu z nacjonalistycznym NOP, zachowują się histerycznie? Oczywiście tak.
Czy jest to wpisane w szerszy scenariusz budowania w Polsce atmosfery grozy przed wyborami parlamentarnymi, w próbę odtworzenia klimatu strachu przed partią braci Kaczyńskich, klimatu który udało się skutecznie wykreować przed wyborami 2007 roku? Oczywiście tak.
Czy oznacza to, że krytycy tej decyzji PiS nie mają racji? Oczywiście, nie oznacza. Odwrotnie – w tej sprawie racja leży po ich stronie, i to niezależnie od prawdziwych intencji wszczętej przez nich kampanii.
Sprawę tę, rzecz jasna, należy widzieć we właściwych proporcjach. Nie został zawiązany żaden sojusz polityczny, cała sprawa wydaje się być jedynie nieszczęśliwym przejawem specyficznej wrażliwości – czy może raczej: braku wrażliwości – jakichś wrocławskich działaczy Prawa i Sprawiedliwości.
Ale nawet nie sojusz – jakakolwiek wspólna akcja ogromnej partii, jaką jest PiS, z ugrupowaniem marginalnym i skrajnym, jakim jest NOP, nobilituje to drugie. I w jakiejś mierze odstygmatyzowywuje je, wprowadza do głównego nurtu polityki.
Świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński nie ścierpiałby tego. Jego wyczulenie na wszelkie przejawy szowinizmu było powszechnie znane.
Działacze PiS krytykują – słusznie – Platformę Obywatelską za sejmikową koalicję z Ruchem Autonomii Śląska, koalicję która wyprowadziła separatystów z marginesu i wzmocniła ich. Sprawa wrocławska nie jest – powtórzmy – analogiczna pod względem skali ani znaczenia. Ale jest niestety krokiem w podobnym kierunku. Jeśli krytykuje się PO za RAŚ, to trzeba też skrytykować PiS za NOP.
Niedawno, po nieszczęśliwej południowoamerykańskiej wyprawie grupy polityków PiS, Jarosław Kaczyński potrafił zachować się godnie i ostro. Uniemożliwił tym samym próby utożsamienia antysemityzmu pewnych działaczy Prawa i Sprawiedliwości z głównym nurtem tej partii. Należy mieć nadzieję, że teraz zachowa się podobnie.








