Posts Tagged „afera hazardowa”<

Drzewiecki źle wróży

6 lut 2011

Patrząc z punktu widzenia Donalda Tuska, można wyobrazić sobie wiele argumentów na rzecz dopuszczenia Mirosława Drzewieckiego – jak twierdzi „Newsweek” – do kandydowania do Sejmu.

W ostatnich miesiącach Tusk parę razy mówił, że opozycja chce zastosować wobec PO taktykę salami – czyli obcinania przywódców tej partii plasterek po plasterku, niedostrzegalnie, aż w końcu nie zostanie prawie nic. To argument rozsądny.

Drzewiecki jest nie tylko byłym ministrem, ale i człowiekiem z jądra PO, jej wieloletnim skarbnikiem. Pozostawanie człowieka o takiej wiedzy w stanie frustracji i zmniejszającej się lojalności z reguły jest niebezpieczne. To też argument rozsądny. Aferę hazardową udało się wyciszyć. Tym donośniej więc brzmią głosy tych działaczy Platformy, których zdaniem trzymanie starego, sprawdzonego w bojach kolegi i efektywnego polityka w zamrażarce jest niepotrzebne, a dla działaczy niezrozumiałe. To również argument racjonalny.

Wreszcie – za zgodą na powrót Drzewieckiego przemawiać mogą argumenty dotyczące misternej równowagi wewnątrzpartyjnych frakcji i koterii. Jeśli tak jest, to jest to także argument racjonalny.

To wszystko byłyby argumenty racjonalne, gdyby Polska wyglądała tak jak jeszcze kilka miesięcy temu. Ale w tym czasie kraj się zmienił i w zmienionej rzeczywistości stara platformerska racjonalność przestaje być racjonalna. W międzyczasie nastąpił konflikt związany z OFE, który spowodował zawahanie w lojalności wobec PO części klasy średniej. W pełnej krasie uwidoczniło się załamanie PKP, na które partia rządząca zareagowała kwiatami dla ministra Grabarczyka. Wreszcie nastąpił raport MAK, który – wraz ze spóźnioną i słabą reakcją nań premiera – skompromitował widowiskowo całą smoleńską strategię Tuska. Skutkiem wszystkich tych okoliczności stał się pierwszy od lat silny, momentami drastyczny, spadek w sondażach.

Decyzja o wstawieniu Drzewieckiego na listy na pewno nie opóźni procesu rozczarowywania się do PO jej dotychczasowych wyborców. Premier traci swoje słynne wyczucie społeczne. Rządzącej partii nie wróży to niczego dobrego.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Prokuratura nie chce kłopotów

7 sty 2011

Umarzając – za jednym zamachem – śledztwo dotyczące przecieku do Ryszarda Sobiesiaka i ministra Drzewieckiego informacji o działaniach CBA wobec tych gentlemanów oraz śledztwo w sprawie przecieku informacji o tych działaniach do mediów, prokuratura postąpiła pozornie nielogicznie.

Przynajmniej z politycznego punktu widzenia. No bo przecież umorzenie śledztwa ws. ostrzeżenia dygnitarzy PO o dotyczących ich korupcyjnych podejrzeniach CBA to działanie leżące jak najbardziej w interesie tej partii.

Teza o przecieku, którego według byłego kierownictwa Biura miał się dopuścić sam premier lub któryś z jego najbliższych współpracowników bardzo dobrze pasowała do wizji świata, w myśl której obecna partia rządząca to polityczna czapa dla lewych interesów. Stwierdzenie, że przecieku nie było, przeczy tej tezie, leży więc w interesie PO.

Natomiast jednoczesne umorzenie śledztwa w sprawie przecieku informacji o aferze do mediów jest z interesem Platformy sprzeczne. Bo gdyby udało się udowodnić, a co najmniej mocno uprawdopodobnić tezę, iż byłe kierownictwo CBA celowo przekazało informacje dziennikarzom, można byłoby używać tego jako argumentu w kampanii przedstawiającej to kierownictwo jako nie propaństwowych urzędników, tylko opozycyjnych polityków.

Sprzeczność to jednak pozorna. Bo obie decyzje prokuratury łączą dwa wspólne mianowniki. Mianownikiem formalnym jest całkowicie niezależna pozycja prokuratury, którą zagwarantowała jej przeprowadzona przez Platformę zmiana prawa. Natomiast mianownikiem merytorycznym – chęć oddalenia od siebie spraw w jakikolwiek sposób kłopotliwych. Prokuratura nie podlega teraz nikomu, nikt nie może wymusić na niej jakichkolwiek działań. Premier Tusk iluśkrotnie mówił wręcz, że on sam nie ma uprawnień nawet do zadawania pytań prokuratorom.

Uważam tę sytuację za bardzo złą. Nie tylko dlatego, że dzięki temu rząd może w majestacie prawa uchylać się od jakiejkolwiek odpowiedzialności za sprawy związane z działaniami prokuratury. Także i dlatego, że totalna niezależność musi oznaczać rozprężenie. A może oznaczać prowadzenie przez niezależnych prokuratorów polityki, której głównym celem będzie nieporuszanie tematów z jakiegokolwiek powodu kłopotliwych.

Stare powiedzenie, że plan śledztwa w wielu takich sprawach daje się zapisać w postaci zdania „potrzymać w szufladzie, a potem umorzyć”, pod rządami nowej ustawy może niestety zyskać nowy blask. Taki byłby logiczny efekt obecnych uregulowań, nawet gdyby prokuratura składała się z najlepszego materiału ludzkiego. A przecież wiemy, że na skutek różnych czynników rzeczywistość jest zupełnie inna.

Rząd Platformy Obywatelskiej ma tendencję do ograniczania zakresu swej odpowiedzialności poprzez oddawanie kolejnych sfer życia państwa w pacht zajmującym się nimi korporacjom. Zapewne będąc ministrem też odczuwałbym pokusę, aby pozbyć się rozmaitych niewdzięcznych politycznie tematów, aby móc o nich powiedzieć „to nie ja”. Jest to jednak tendencja niebezpieczna. Bo Polsce nie grozi obecnie wielkie, tłamszące obywateli, potężne państwo. Polsce i Polakom grozi faktyczna atrofia tego państwa. Jego zanik. A zanik państwa oznacza pozostawienie większości obywateli, w wielu sferach ich życia, sam na sam z potężnymi grupami interesów i korporacjami zawodowymi. Gdy państwo zaniknie, one będą dyktować obywatelowi swoje warunki. W sposób jeszcze bardziej bezwzględny i efektywny, niż czynią to obecnie.

Zanik państwa jest zagrożeniem dla demokracji. Dziwne, że nie dostrzegają tego demokratyczni politycy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop