Dziś, na podstawie oficjalnych danych, można już stwierdzić, że kryzys polskiej transplantologii rozpoczął się przed objęciem władzy przez PiS. I z całą pewnością nie spowodował go minister Ziobro
Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Nie sposób nie zadumać się nad trafnością tej maksymy szefa nazistowskiej propagandy, kiedy przypomnimy sobie opozycyjno-medialną kampanię lat 2005 – 2007. Kiedy zobaczymy, co po latach zostało z odpalanych wtedy z potęgą artyleryjskiego ognia zarzutów. A zwłaszcza, kiedy zdamy sobie sprawę z trwających do dziś efektów tej kampanii w świadomości społecznej.
Weźmy na przykład jedną z głównych zbrodni kaczystowskiego reżimu, którą było – jak dobrze wszyscy pamiętamy – doprowadzenie do zapaści polskiej transplantologii.
Przypomnijmy – gazety pełne były dramatycznych opisów umierających chorych. Telewizje na wyścigi pokazywały zdesperowanych chirurgów z narzędziami w bezczynnych rękach, dyżurujących w ziejących pustką salach operacyjnych.
Minęły lata. I przekonanie, że tak było w istocie, że CBA i minister Ziobro, zatrzymując – oczywiście najzupełniej niesłusznie i najzupełniej niewinnego – doktora G., doprowadzili do drastycznego spadku transplantacji, stało się przekonaniem powszechnym, niemal truizmem. Ostatnio – jako truizm właśnie – powróciło w filmie „Władcy marionetek” Tomasza Sekielskiego. Kamera towarzyszyła panu, który domagał się przeprosin od Zbigniewa Ziobry, bo w 2007 roku przez jakiś czas nie było dla niego wątroby.
Czytaj cały artykuł








