Finisz kampanii przypomina starą prawdę, że w Polsce nigdy nikt nie wie, kiedy i w jakim kierunku mogą się zmienić nastroje. Jarosław Kaczyński skutecznie ściga od tygodni Platformę, umiejętnie unikając agresji. Nawet pytanie Radosława Sikorskiego, czy lider PiS jest znów pod wpływem farmakologii – nie wyprowadziło PiS-owskiego żubra z równowagi.
Rajd „tuskobusem” po Polsce jakoś niespecjalnie wzmacnia sondaże PO. A Niesiołowski zwykle atakujący PiS teraz odsądza od czci i wiary Palikota. Pytanie o wynik wyborów jest więc otwarte. Sztab Tuska rzucił w tej sytuacji do akcji – niczym ostatnie rezerwy – telewizyjne klipy z autorytetami takimi jak Andrzej Wajda „czekający na kolejny krok”, Agnieszka Holland „nieufająca Kaczyńskiemu” i Andrzej Mleczko ogłaszający, że ma „alergię na PiS”.
Zabawne, bo pamiętam, jak w 1990 roku młodzi gdańscy liberałowie popierający wówczas Wałęsę przeciw Mazowieckiemu zaśmiewali się na czele z Tuskiem z aktów strzelistych zwolenników „siły spokoju”. Dziś niegdysiejsi kpiarze z Gdańska sami sięgają po wsparcie autorytetów i straszenie, że Polska zginie, gdy tylko najjaśniejsza Platforma odda władzę.
A PJN kończy kampanię w rytm spotkań Pawła Kowala z Dodą Rabczewską i jej tatą i przebieranek Pawła Poncyljusza (gdy zakłada muszkę Korwin-Mikkego). Swoje poparcie zgłosił czerwonowłosy Michał Wiśniewski z nieodżałowanej grupy Ich Troje. Tymczasem polityk PJN Michał Kamiński w wywiadzie dla „Newsweeka” ogłasza, że jego partia „nie ma szans na przebudowanie sceny politycznej”. A w żadnym sondażu partia Pawła Kowala nie przekracza progu wyborczego. W tak niełatwej sytuacji PJN zaproponował, aby na dwa tygodnie przed wyborami obowiązywał zakaz publikowania przez media sondaży. Stłucz pan termometr – mizeria sondażowa zniknie?
Finisz kampanii ubarwia swoją osobą Joanna Kluzik-Rostkowska, która już bez żadnego zakłopotania udziela proplatformerskim mediom wywiadów w osobliwej roli. Oto pani Joasia odgrywa rolę „kobiety z przeszłością” ostrzegającej z powagą swoje byłe koleżanki z PiS, opowiadając o swoich dawnych grzechach. Postać godna francuskiej komedii bulwarowej.
A tym, którzy głoszą, że Jarosław Kaczyński każdy swój krok w kampanii kalkuluje z makiawelistyczną perfidią, polecam wyborczą książkę lidera PiS „Polska naszych marzeń”. Toż tak dziwaczna mieszanka, jakiej świat nie widział! W jednym tomie program partii i prognozy polityczne mieszają się z aluzjami o tajemnicach z przeszłości Angeli Merkel (oczywiście w myśl zasady „wiem, ale nie powiem”), reminiscencjami filmu „Rękopis znaleziony w Saragossie” i dywagacjami na temat średniowiecza – np. o religijnym charakterze Świętego Cesarstwa Narodu Niemieckiego. Do tego jako aneks „alfabet Jarosława Kaczyńskiego” z plotkami na temat znanych osób. Znajdźcie mi drugiego polityka w Europie, który tuż przed wyborami wydałby taką „silva rerum”.
Jacek Żakowski, komentując próbę samospalenia Andrzeja Żydka przed Kancelarią Premiera, stwierdził, że takie rzeczy po prostu się zdarzają. Gdy rośnie napięcie społeczne, a tak jest w kampanii, to ryzyko desperackich ruchów rośnie. Oczywiście gdy chodziło o samobójstwo Barbary Blidy, Żakowski nie miał wątpliwości, że to wynik „patologii PiS-owskiego systemu”. Ot, logika sumienia polskiego dziennikarstwa.
Ile to razy rozdzierano szaty, że nasi filmowcy i szerzej Polacy lubują się tylko w celebrowaniu narodowych klęsk i katastrof. Jak teraz Jerzy Hoffman nakręcił film o zwycięstwie 1920 roku – natychmiast odzywają się głosy, że kultywujemy romantyczne iluzje i pysznienie się zwycięstwami może wbić nas w niebezpieczną dumę. Jak nie kijem go, to pałką A ja przy okazji przyłączam się do pomysłu zbudowania pomnika Rosjan walczących u boku Polaków w 1920 roku. Nigdy nie zapomnę, że pod Warszawą z nawałą Tuchaczewskiego walczyli białogwardziści. Polska jest tym ludziom coś winna i tak rozumiem budowanie mądrej przyjaźni z Rosjanami.









Palikot w sejmie to następne 4 lata nieszczęść dla Polski
TO PRAWDA PANIE DOKTORZE!
Zdrajcy w tej naszej nieszczęsnej Rzeczpospolitej zawsze byli i są bezkarni.
Mało który swój niecny czyn gardłem przepłacił.
Wielu z nich żyło, lub żyje nadal dostatnio i bezpiecznie.
Na przewrotności i bezkarności nie zbuduje się niestety Państwa.
Jeśli już znalazło się dwóch uczciwych u władzy, to zostali przez swoich
odrzuceni, a jeden z nich swój patriotyzm życiem przepłacił.
Panie Redaktorze, „tuskobus” na „tuskostradach” wcale nie musi poprawiać sondaży, wystarczy elementarna ARYTMETYKA : PO+Palikt+PJN+SLD = WYSTARCZY, aż NADTO !
PS. A od pewnego czasu i Rzepa wyraźniej POpiera.
Takie mainstreamowe opowieści w sumie.
Pis jest niewiele lepszy od PO. Mnie interesuje gospodarka a nie PR Tuska i małe obsesje Jarka.
Do sejmowego stawu, gdzie pływają cztery opasłe karpie trzeba wpuścić szczupaka.
Głosuję na Janusza.
tak, tak Janusz ci pomoże, zwłaszcza w kwestiach gospodarki – przez długi czas był szefem komisji Przyjazne Państwo i wykorzystał to jedynie do promocji siebie. Przy okazji – gratuluję gustu.
…polecam wyborczą książkę lidera PiS „Polska naszych marzeń”… oto słowa „bezstronnego” ponoć dziennikarza i zresztą nie jedyne pisane przez niego co tydzień.
Na wybory nie idę, ale ciekaw jestem, czy gdy ukochany prezes wygra to lizusostwo większości dziennikarzy Rzepy w rytmie łubu-dubu niech żyje nam prezes klubu będzie nadal trwać .
PISowski żubr?
Raczej chomik
niejako przy okazji rosnących sondaży temu i owemu.Znalazł się w końcu prawdziwy polski „osioł trojański”tym razem nie w stosunku do UE (tak nazwało nas niegdyś europejskie lewactwo)-ale do dawnych kolegów z platformy.Mam na myśli oczywiście palikotowy ruch poparcia.Niech „partia polityki miłości” odczuje teraz na własnej skórze i swoich słupkach sondażowych metody działania dawnego harcownika ,który był potrzebny jak trzeba było szkalować dobre imię Ś.P. Prezydenta RP.,a później jak Palikot zrobił swoje to odstawili go do politycznego kąta.Chociaż, po wyborach zapewne odgrzeją tą „przyjaźń”-ale tylko wtedy jak Palikotowi przy urnach naprawdę urosną te procenty…wyborcze.
Drogi Panie, stołek ministerialny albo tytuł wicepremiera załagodzą dawne żale
„A ja przy okazji przyłączam się do pomysłu zbudowania pomnika Rosjan walczących u boku Polaków w 1920 roku. Nigdy nie zapomnę, że pod Warszawą z nawałą Tuchaczewskiego walczyli białogwardziści. Polska jest tym ludziom coś winna i tak rozumiem budowanie mądrej przyjaźni z Rosjanami.”
Panie Redaktorze. Brawo!
To co Pan napisał na końcu to jest to… (Coca-cola to jest to – taka reklama na początku III RP byłą ha, ha).
Ale tak na poważnie. To jest właśnie chytreńka polityka historyczna. Tak robią rosjanie.
Ale kto w tym postPRLu jaką jest III RP ma ją (tę politykę historyczną) planować, kierować nią i egzekwować jej wykonanie. W tym postPRLu, prawie wszystko w gruzach…
W Polsce też jest prowadzona polityka historyczna. Zajmuje się nią Prezydent Rzeczpospolitej. Angażował do pomocy specjalnego, wysoko kwalifikowanego ministra/doradcę, pana prof. Tomasza Nałęcza. Pan profesor jest stałym gościem w radiowym programie(fragment wypowiedzi niezgodny z regulaminem §7 pkt 10.2) M.O., gdzie przedstawiany jest jako Doradca Prezydenta ds Historii i Dziedzictwa Narodowego. Dzięki temu, że wysłuchałem wiele tych audycji jestem wyjątkowo obeznany z historią Polski, a dziedzictwo narodowe nie ma przede mną żadnych tajemnic. Poniżej przytaczam szczegółową historię i szczegółowy wykaz dziedzictwa. Życzę przyjemnej lektury.
Cała historia Polski to jedno wielkie pasmo niegodziwości pisowskich i herszta tej sekty J. Kaczyńskiego.
Jedynym dziedzictwem Polski jest pisowska obrzydliwość.
Chyba niczego nie pominąłem.
UWAŻAM, ŻE TAK JAK KIEDYŚ PRZYJACIEL PIWA, PAN REWIŃSKI,
tak obecnie ulubieniec gumowego penisa, pan Palikot ma już mandat
poselski w kieszeni.
Taka bowiem będzie wola naszej młodzieży, a właściwie resztek młodzieży,
które nie opuściły jeszcze Kraju.
Szkoda Pana Kowala, ale w końcu sam sobie jest winien.
Gdyby pozbył się Poncyliusza i wszystkich tych, którzy swojego dobrodzieja
opluwają, to sądzę, że przynajmniej na przekroczenie progu 3% mógłby liczyć.
Ciekawe ile głosów dostanie pani Kluzik- Rostkowska.
Pani Kluzik- Rostkowska, obok pana doktora Arłukowicza posłuży w nadchodzących
wyborach jako próbnik dojrzałości naszego Społeczeństwa.
Tak się złożyło, że ordynacja wyborcza, jaka na razie obowiązuje, nakazuje wyborcy wybrać przede wszystkim partię, a dopiero wśród jej kandydatów określić swoją sympatię. Wybrany, gdy opuszcza partię, a nie składa swego mandatu, po prostu zdradza swoich wyborców i kradnie ich głosy. Prawo, które na to zezwala, a Konstytucja na to zezwala, jest niekonstytucyjne, bo Polska jest państwem demokratycznym (tak ten pocieszny dokument stanowi). Karkołomne próby usprawiedliwienia tej niegodziwej praktyki raczej ośmieszają i ustawę zasadniczą i wybitnego konstytucjonalistę Pana prof. Zolla.
Kowal, Poncyliusz, Kluzik-Rostkowska, Arłukowicz i inni ograbili swoich wyborców z tego, co mają najcenniejsze i w zasadzie jedyne, ich głosów. Dodatkowo Arłukowicz i Kluzik uczynili to z czysto materialnych pobudek. Kluzik podwójnie. Dlatego nikogo z nich mi nie szkoda, mało tego, nie życzę im żadnych sukcesów. Także tym, którzy ich popierają i wspomagają. Jestem starej daty i mam awersję do kradzieży, a zdradą się brzydzę. Ale obawiam się, że polskie społeczeństwo, jako bardziej nowoczesne potraktuje to jako normę. I nagrodzi ich głosami, a nie tak, jak król Persów nagrodził swego Efialtesa.
poczekajmy jeszcze tydzień