Dziś się okazuje, że wieloletni polski opór wobec pomysłu na „Widoczny znak” miał sens, choć gdy Polacy zgłaszali wątpliwości, nie brano tego na poważnie
Pełnomocnik rządu federalnego ds. kultury i mediów Bernd Neumann ma prawo być skonsternowany. Rada naukowa „Widocznego znaku” rozpada mu się w oczach. Centralna Rada Żydów w Niemczech zażądała zmian w koncepcji fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie i zagroziła bojkotem projektu „Widocznego znaku”. Salomon Korn, przedstawiciel społeczności żydowskiej we władzach fundacji, zapowiedział, że zawiesi swój udział, jeśli temat wypędzeń nie zostanie umieszczony w kontekście II wojny światowej oraz zbrodni narodowosocjalistycznych. – Nie chcemy służyć za alibi. Dla nas istnieją jasne granice – powiedział Korn, jednocześnie wyrażając zaniepokojenie brakiem rozliczeń udziału nazistów w powojennej działalności Związku Wypędzonych.
Ale „Widoczny znak” problemy trapią od dawna. Pierwsza dymisja z rady naukowej miała miejsce już w lipcu 2009 roku, gdy poznawszy skład tego gremium, odeszła prof. Claudia Kraft, znana i szanowana w Polsce badaczka dziejów Europy Środkowej. Z tym problemem dość szybko się jednak uporano. Do rady zaproszono Silvio Peritore z Centrum Dokumentacji i Kultury Niemieckich Sinti i Romów.
W grudniu ubiegłego roku z rady odszedł profesor Tomasz Szarota. W zeszłym tygodniu tak samo postąpiła profesor Kristina Kaiserova z Uniwersytetu Purkyniego w Usti nad Łabą, czeska badaczka powojennych losów Niemców z terytoriów sudeckich. Tym samym w radzie pozostał już tylko jeden cudzoziemiec – Węgier Krisztian Ungvary.
To nie wszystko – po ustąpieniu prof. Kaiserovej w proteście przeciwko atmosferze niechęci wokół „Widocznego znaku” do dymisji podała się Helga Hirsch, długo związana z inicjatywami szefowej Związku Wypędzonych Eriki Steinbach. A to oznacza już trzy wakaty w dziewięcioosobowej radzie naukowej „Widocznego znaku”.
Z perspektywy czasu wyraźnie widać, że rząd RFN popełnił błąd, lekceważąc ostrzeżenia prof. Kraft, a potem prof. Szaroty, którzy zwracali uwagę, iż radę zdominowali politycy, a nie uznani w środowisku historycy. Personalny spór o uczestnictwo Eriki Steinbach w radzie fundacji „Widocznego znaku” przysłonił kanclerz Angeli Merkel to, że cały ten projekt został fatalnie skonstruowany.
Tagi: "Widoczny znak", Angela Merkel, Erika Steinbach, Niemcy









Moj dziadek ciezko pracujac w hutach Cleveland USA wrocil w 1920 r do odro-dzonej Polski.Kupil majatek ziemski.W 1940 r przyjechali zandarm Niemcy
pozwolili wziasc woz, jednego konia i z rodzina dali nakaz wyjazdu w zamojskie
do chlopa ktory mial dwa hektary ziemii.Niemcy nie tylko laszczyli sie na majatki
lecz osadnicy niemieccy jadacy na furmance z zandarmem wybierali co lepsze
gospodarstwa chlopskie.Dzialo to sie na polnocnym Mazowszu przylaczonym do Rzeszy.Po wojnie dziadek wrocil,komunisci zabrali mu majatek,teraz byc moze jest wlasnoscia postkomunistow.
Panie Semka nie interesuje mnie jak Niemcy przedstawia swoich przesiedlencow,zas dlaczego nikt sie nie pochyli nad losem takich przesiedlencow jak moj dziadek ,gdzie jest Bartoszewski ktory podobno
z Niemcami wyrownuje rachunki krzywd,gdzie sa nasze izby pamieci i historycy.
Pokolenia ktore to widzialy juz odchodza,kto mi odpowie na pytanie dlaczego
jeszcze w ostatnim dniu przed ucieczka przed wkraczajacym Iwanem(tak Niemcy nzywali Rosjan) zabijali masowo ludnosc Polska trzymana w aresztach,
czesto jako zakladnikow.Jak potem mozna porownywac krzywdy przesiedlencow.Dlatego ja gorzej odebralem wystep Merkel na Westerplate niz
Putina.Owszem przyznala ze rozpetali wojne,popelnili wielkie zbrodnie ale podkreslajac krzywdy uchodzcow nalezy to zrekompensowac -czyli kolejny Drang nach Osten w kierunku Krolewca.
Nie bardzo rozumiem to zmartwienie w podsumowaniu.
Czym się Pan Redaktor martwi? Nie wydaje mi się, by z naszej perspektywy to były lata zmarnowane. Wręcz przeciwnie. Za słabo, nie wiem czemu, wybił Pan główną i bardzo sensowną tezę własnego tekstu. Nasze wątpliwości jak zwykle traktowane jako bredzenie zakompleksionego i nacjonalistycznego wariata były słuszne i koniec końców stały się katalizatorem szerszej reakcji. Znakomicie! Tu się naprawdę nie ma czym martwić. Trzeba za to rozwijać współpracę, przede wszystkim ze środowiskami żydowskimi nie tylko w Izraelu.
To jest wazne zadanie dla naszej polityki historycznej. Gdyby udało się z prominentnymi przedstawicielstwami środowisk żydowskich, szczególnie w USA i zachodniej Europie stworzyć „wspólny front” w sprawie II wojny światowej mielibyśmy większe szanse na przebicie się w światowej „wojnie o pamięć”
Inna rzecz to oczywiście nasze własne zaniedbania w tej sprawie, ale tym że Niemcom „sypie się” projekt tak tendencyjnego upamiętniania wypędzeń raczej bym się nie martwił.
Serdecznie pozdrawiam!
Niemiaszki kombinują, a co wy myślicie że oni zapomnieli o pomorzu i śląsku.
Co tam „Widoczny znak”, skoro mowa o państwie, w którym sądy zabraniają Polakom rozmawiać z ich własnymi dziećmi po polsku, o państwie, w którym obowiązują(!) dekrety Hitlera dotyczące Polaków.
Nie żal tej katastrofy i oby przemieniła sie ona w rzeczywiste gruzowisko.