Ledwie cztery miesiące temu Margot Kaessmann wybrano na pierwszą kobietę przewodniczącą Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech (EKD).
Kariera liderki niemieckich protestantów skończyła się w minioną sobotę w Hanowerze, gdy policja zatrzymała jej wóz. Pani biskup deklarowała, że wypiła jeden kieliszek, ale alkomat wykazał 1,5 promila alkoholu w krwi. Dziennikarze wyliczyli, że przy 55 kg wagi pani biskup oznaczało to wypicie co najmniej 0,7 litra wina, czyli całkiem sporo.
W poniedziałek EKD przyjęła jej wyrazy ubolewania, ale jeszcze nie wezwała swojej szefowej do dymisji. Jednak w środę po dwóch dniach medialnej wrzawy Kaessmann ustąpiła zarówno z funkcji szefowej rady, jak i biskupa Hanoweru. Zostanie szeregową panią pastor. Swoje odejście uwieńczyła chwytającym za serce komentarzem: „Nie można upaść niżej niż w ręce Boga”.
Ten upadek miał typowy dla dzisiejszych czasów tabloidowy charakter. Ale i sama pani biskup przypominała bardziej efektowną celebrytkę niż stateczną pastorkę z północnych Niemiec. Nie była pierwszą kobietą biskupem. Ale Marie Jepsen, wybrana w 1992 roku na biskupa północnego Połabia, jest dość szarą i stateczną postacią. Margot była zupełnie inna.
Już w chwili wyboru wzbudziła kontrowersje jako rozwódka. Protestanci uznają rozwody, ale jednak mimo wszystko przy wyborze na najwyższe stanowiska kościelne status rozwodnika bywał przeszkodą. Powołanie jej na szefową EKD to była radykalna decyzja. Swoim agresywnym image’em – zmierzwiona krucza fryzura – i progresywnymi poglądami sprawiała wrażenie raczej jakiejś działaczki SPD czy Zielonych niż ewangelickiej „papieżycy” – jak nazwali ją z lubością dziennikarze. Postępowcy uznali jej wybór za duchowe wyzwanie wobec „skostniałego” Benedykta XVI.
Wrażenie, że Margot Kaessmann płonie wolą działania i wypowiadania się na wszystkie ważne tematy – szybko się sprawdziło. Katolików uraziła opinią, że „w sprawie dialogu ekumenicznego od obecnego papieża niczego nie oczekuje”. Rosyjska Cerkiew Prawosławna z kolei zapowiedziała, że po wyborze kobiety zawiesza dialog z niemieckimi protestantami. Potem uwagę mediów przykuło jej noworoczne kazanie w Dreźnie, gdzie orzekła, że w „Afganistanie nie wszystko idzie dobrze” i „środki militarne nie dadzą pokoju w tym kraju”.
W RFN powiało duchem 1968, gdy tacy pastorzy jak Martin Niemoeller potępiali operacje USA w Wietnamie. Kaessmann sama otarła się o antywietnamskie protesty 40 lat temu. Ale tym razem to Bundeswehra walczy w Afganistanie i wielu niemieckich ewangelików nie zachwyciło deprecjonowanie służby ich mężów i synów.
„Cechuje ją irytująca, rozbrajająca otwartość, ale nie jest to oznaką kapitulacji. To sposób, by wyjść z opresji i na koniec zwyciężyć” – tak w styczniu br. chwaliła ją gazeta „Sueddeustche Zeitung”. Ta wyrazistość miała jednak swój warunek – nienaganne życie osobiste. Przyłapanie na jeździe na gazie podcięło Kaessmann nogi. Kościół katolicki, który znajduje się pod obstrzałem mediów oskarżany o tolerowanie pedofilii w zakładach wychowawczych, unika teraz najmniejszego wrażenia Schadenfrude.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” gorzko podsumowuje jej czteromiesięczne rządy. „Kościół (ewangelicki) wybrał ją na przewodniczącą rady nie dla kaprysu, lecz z poważnych względów: jedynie Margot Kaessmann zdobyła ogromną przewagę głosów tych, dla których autentyzm jest centralną kategorią religijną. Wraz z jej dymisją kościół traci swojego najbardziej fascynującego religijnego aktora”.
Ale czy tak chwalony przez „FAZ” autentyzm – nie był początkiem kłopotów? Czy może wypity alkohol nie był aby dowodem, jak wiele kosztowało ją utrzymanie się w roli religijnej celebrytki?
Kościół protestancki postawił na osobę, która szybko przykuła uwagę mediów. Ale ma to swoją cenę. Gdy Kaessmann powinęła się noga, te same media nagłośniły jej upadek do tego stopnia, że nie było sposobu, by utrzymać się na fali.
Teraz niemieccy protestanci wracają do danego dylematu. Co lepsze: szacowny, ale niezauważany lider czy ktoś wyrazisty, kto jednak szybko może spalić się w medialnym ogniu?
Tagi: biskup, kościół, Margot Kaessmann, Niemcy









W kościele katolickim nie było jeszcze przypadku, żeby kobieta-biskup, w dodatku rozwódka, jeździła samochodem w stanie nietrzeźwym.
tak naprawdę na sadzie ostatecznym wszyscy będą zdawać sprawę ze swojego życia, smutne i zniechęcające sytuacje i historie obserwujemy w wielu krajach, dzieje się tak , bo istnieje na nie przyzwolenie, bo brakuje nam prawdziwej wiary
przykład z naszego podwórka – biskup buduje willę pod pretekstem swojej siedziby , chociaż kilkaset metrów dalej, na tetmajera , spokojnej codziennie nie dojadają dzieci, zastanawiam się kto jest większym grzesznikiem my którzy dajemy na to przyzwolenie, czy ……,
napisali w Ewangelii , że Chrystus by rzekł, odejdź ode mnie szatanie,
kto się zdecyduje, …………………., w tej lub innej sytuacji,….
u nas biskup twierdzi , że spotykał się z SBekami, bo ich nawracał, zapomniał tylko uzupełnić dlaczego nadal robi z nimi interesy, …..
zadbajmy sami o nasze zbawienie , gdyż nic nas nie zwalnia z przestrzegania przykazań i ……………
Do zwolenniczek „parytetów”!
Czy kobiety są naprawdę lepszymi istotami?
Niebawem 8-my marca!
jedna uwaga. z tego co wiem to protestanci nie uznają rozwodów ale je tolerują. Zawsze rozwód jest grzechem, także dla protestantów, więc co tu można uznawać?
Panie redaktorze my też walczymy w Afganistanie. Nie mam pojęcia o co, ale walczymy. A już wiem – przypomniało mi się – walczymy przez grzeczność – bo nas poproszono. Protestantom z za zachodniej granicy współczuję – eksperymenty zniszczą ich kościół i zostaną z niczym. A może to i dobrze że niektóre gałęzie chrześcijaństwa obumrą śmiercią naturalną – i tak jesteśmy za bardzo podzieleni.