Droga do wiarygodności

W głównym muzeum historycznym RFN w Berlinie nareszcie budząca szacunek wystawa o źródłach konfliktu polsko-niemieckiego, okrucieństwie okupacji niemieckiej w Polsce i długiej drodze do pojednania. Tak buduje się wiarygodność dialogu pamięci obu narodów. Szkoda tylko, że to osiągnięcie nie zachwyca części polskich uczestników sporu o politykę historyczną.

Polacy i Niemcy – „Otchłań i nadzieje” – tę niezwykle dramatyczna nazwę nadało Niemieckie Muzeum Historyczne wystawie poświęconej rocznicy września 1939 roku. Ta nazwa dużo mówi. Polacy z otchłani katastrofy wrześniowej tak naprawdę wydobyli się dopiero w 1989 roku. A przecież agresja roku 1939 przez wielu Europejczyków – także Niemców – zaczęła być od dłuższego czasu lekceważona na tle późniejszych, coraz bardziej krwawych, epizodów wojny. Pojawiła się nawet opinia, że prawdziwa wojna zaczęła się dopiero w roku 1941 wraz z Vernichtungskrieg – wojną na wyniszczenie Niemiec i ZSRR oraz początkiem „przemysłowej” zagłady Żydów. Pamięć o winie wobec Polski przybladła w ostatnich czasach w porównaniu z latami 70. i 80., gdy ton debacie publicznej nadawali tacy ludzie sumienia pamiętający wojnę, jak Willy Brandt czy Richard von Weizsaecker.

Choć nikt tego w Berlinie nie mówi wprost, ekspozycja jest reakcją rządu RFN na sekwencję historycznych zgrzytów w relacjach polsko-niemieckich w ostatnich paru latach. – Zbyt szybko i zbyt naiwnie uwierzyliśmy, że przeszłość przestała być ważna w stosunkach polsko-niemieckich. W jubileuszowym roku rocznic 1939 i 1989 roku chcemy nadrobić te zaniedbania – tak mówili w styczniu przedstawiciele ambasady RFN w Polsce na specjalnej konferencji prasowej.

Czytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(13) Komentarzy do “Droga do wiarygodności”

    -
  1. J pisze:

    Znalazłem; cytowany przeze mnie w poprzednim wpisie artykuł to „Niemieckie gadanie” Rafała Geremka („Ozon” nr bodajże 35/2005). Z powodu trudnej dostępności zacytuję fragmenty:

    „Największą dokumentację na temat postrzegania Polski przez sąsiadów zza Odry zebrał prof. Hubert Orłowski w książce „Polnische Wirtschaft” wydanej kilka lat temu w obu krajach. Samo to pojęcie (dosłownie: polska gospodarka) (…) Do dzisiaj funkcjonuje jako synonim nieporządku i niechlujstwa.(…)
    Prusacy koili swoje sumienia po uczestnictwie w rozbiorach, tłumacząc sobie, że położyli kres „polskiemu bałaganowi”. Sam Fryderyk Wielki pisał przecież, że naczelnym zadaniem Prus jest „przyodzianie polskich Irokezów”, jak nazywał wynędzniałych polskich chłopów. Ciekawe, że takie wytłumaczenie uczestnictwa w unicestwieniu Rzeczypospolitej szlacheckiej przedstawiano w Niemczech aż do połowy lat 70. XX wieku (…)
    W czasopiśmie „Kladderadatsch” z 1919 r. Orłowski znalazł dwa rysunki zbite obok siebie: eleganckich niemieckich rodziców ze schludnymi dziećmi siedzącymi za stołem w restauracji, a obok zapity chłop w zaplutej knajpie prowadzonej przez Żyda, szarpany przez żonę i obdar-te dzieci (a w tle bijatyka). Pierwsza rodzina jest niemiecka, druga – jak łatwo się domyślić – polska.
    Tomasz Szarota, historyk recenzujący pracę Orłowskiego, słusznie zauważył, że o ile w ogóle ten obrazek mógłby mieć zaczepienie w rzeczywistości, o tyle na pewno nie wtedy, kiedy go opublikowano. W 1919 roku w pokonanych Niemczech szalała hiperinflacja i zwykła rodzina z dziećmi ucztująca w restauracji była widokiem rzadkim.
    Republika weimarska na upokorzenie, jakim było oderwanie jej kresów wschodnich i powstanie państwa polskiego, zareagowała nasileniem antypolskiej kampanii. (…)
    Po wydaniu „Polnische Wirtschaft” w Niemczech wybuchła gwałtowna polemika. Nic dziwnego, bo Orłowski zarzucił Niemcom, że pogardliwy stosunek do Polaków jest częścią ich tożsamości. I jest to teza, niestety, prawdziwa.(…)
    Problem w tym, że poprawność polityczna ogranicza prawdziwe poznanie. Niemcy mają w pamięci, co nam uczynili, dlatego w prozie czy filmach o Polsce mówi się rzadko. (…)

    Współcześni Niemcy mało są zainteresowani historią w ogóle, a co dopiero dziejami Polski. Przez to trudno im zrozumieć złożoność natury Polaków. Owa typowo polska religijność odbierana jest przez Niemców jako skłonność do zabobonu. Kult maryjny, fenomen naszej wiary, uznawany był za rodzaj zacofania nawet przez znawców Polski (…)”
    I taki smaczek na koniec :) :
    „W latach 70. kontakty pomiędzy Pax Christi a działaczami Znaku zostały zawieszone.(…) Polacy chcieli się przyjaźnić i rozmawiać, Niemcy zirytowani pytali: – Co możemy dla was zrobić?”
    Bez komentarza…

    Dobre 0

  2. J pisze:

    Tak na marginesie – ilustrujący artykuł niemiecki plakat z okresu plebiscytu śląskiego 1921r. jest wyjątkowo łagodny, wręcz sympatyczny, jak na stosunki polsko-niemieckie, czy wymowę plakatów politycznych z tamtych czasów (po obu stronach zresztą). Podejrzewam, że Niemcy musieli zdrowo się naszukać, żeby coś takiego znaleźć.
    Jeżeli ktoś ma dostęp do wydawanego parę lat temu pisma „Ozon”, to polecam artykuł o tym, jak zmieniał się stereotyp Polaka w oczach Niemców. W skrócie – im większa była u Niemców bieda i ubóstwo, tym bardziej potrzebowali obrazu brudnego i obszarpanego Polaka, jako kontrapunktu do wizji dostatnio żyjącej kulturalnej niemieckiej rodziny. Nawet jeśli przez przypadek akurat w było odwrotnie (a właściwie to szczególnie wtedy). A stereotyp prymitywnego Polaka był i jest niezbędnym elementem niemieckiego mitu państwotwórczego. Jest im tak niezbędny, jak nam Grunwald i Wanda, co nie chciała :) . Dlatego przełamywanie stereotypów będzie bardzo długie i trudne, jeżeli wogóle możliwe.
    Przedruk tego artykułu powinien być rozdawany przy wejściu na tą wystawę ;) . Nie pamiętam dokładnie numeru „Ozonu”, ale było to mniej więcej wtedy, kiedy niemiecki reżyser kręcił film o powstaniu „Solidarności” i Annie Walentynowicz (wbrew jej protestom). Kręcił wg stereotypu „popili i założyli” (w rzeczywistości w czasie strajków był surowy zakaz picia – co pokazano m.in. w jednej ze scen w „Człowieku z żelaza” Wajdy).

    Dobre 0

  3. Lestek pisze:

    Co do spraw poruszonych przez Mallerizo234@yahoo.pl

    Rozsadnie napisany komentarz i poparty faktami z dalszej sceny.

    Pragne tu tylko dodac ze rozwiazania co polskich interesow narodowych vis-a-vis niemieckich, rosyjskich czy tez ekonomicznych moga byc tylko znalezione poza matrycami obecnych ukladow i ustalonych relacji („outside of the box” jak jest to w porzekadle amerykanskim). Uswiecone rutyny prob uzasadnian polskiej racji stanu, defensywnych debat i odpowiadania na wyciete z kontekstu oskarzenia lub co jest wyczuwane jako ataki, praktykowane przez polska strone do tej pory, nie okazaly sie nie skuteczne. Prawdopodobnie tez nie beda skuteczne w najblizszej przyszlosci. Czeste uzywanie tych formul prowadzi czesto do osmieszania wizerunku i Polski i polskich politykow na forum miedzynarodowym.

    Jesli sie niema dobrych kart to lepiej nie licytowac w rozgrywce (brydzowej). Czesto nie dawanie odpowiedzi lub tylko stwierdzenia ze pozycja Polski jest inna, bez wdawnia sie w analize i usprawiedliwiania swej pozycji moze przyniesc duzo lepsze rezultaty.

    Polsce jest potrzebna nowa klasa przywodcza, lepiej rozgarnieta w sytuacji poza-krajowej, lepiej rozumiejaca mentalnosc spoleczenstw krajow przyleglych i wspol-symbiozy swiatowych systemow finansowo-politycznych. Ludzie ci beda, jest ma nadzieja, bardziej asertywni a gotowi odlozyc na pewien okres swe bezposrednie korzysci osobiste i uznac dobro calego spoleczenstwa za cel wyzszy.

    Czy jest to realistyczne?

    Lestek

    Dobre 0

  4. mallerizo234@yahoo.pl pisze:

    Wyjdzie na to, że się czepiam i grzeszę malkontenctwem nie rozpływając się w zachwytach nad epokowym znaczeniem jednej z niewielu wystaw o naszym wojennym cierpieniu. Oczekiwałbym ekspiacyjnego rozumienia, tego co Niemcy wyprawiali w Polsce, przez zwykłych obywateli Republiki Federalnej. Miejmy nadzieję ,że wystawa zainteresuje nie tylko polityków i historyków.
    Porównując zasięg medialny i oficjalną celebrę przy innej wystawie nie mam złudzeń iż o wiele bardziej interesującą dla Berlińczyków i nie tylko była wystawa i hucznie obchodzone dni dziedzictwa pruskiego days of the Prussian. Jakiś czas temu ekscytowały się wydarzeniem również polskie media nie dostrzegając jak ,,wiele temu dziedzictwu zawdzięczamy’’.
    Oczywiście fajnie, że Niemcy po dziesiątkach lat w końcu dostrzegają, że to co się robi małym narodom jest jakościowo równoznaczne z wagą bólu i zbrodni wobec narodów wielkich.
    O wielkich pamiętają pamięcią utrwaloną o manto, które dostali od Rosji. Rosjanie wyrównali swoje krzywdy na swój stalinowski sposób. Rozmiaru zbrodni Holokaustu nie dało się ukryć przed światem i obocznie udało się wykazać również polskie rany. Niemieckie zbrodnie w okupowanych krajach o małym znaczeniu geopolitycznym rozpłynęły się jako prawidłowość i skutek działań wojennych. W europejskiej świadomości historycznej znana jest powszechnie egzekucja 84 żołnierzy amerykańskich w Malmedy, trudno w niej znaleźć choć ślad 40 – tu tysięcy wymordowanych mieszkańców warszawskiej Woli. W Europie nie funkcjonuje pamięć o mordach, pacyfikacjach jugosłowiańskich czy greckich wsi. Czy w ogóle pomniejszych rzezi ludności cywilnej w różnych częściach kontynentu, traktowane incydentalnie nie zostały ukonkretnione niemiecką odpowiedzialnością.
    W niemieckiej świadomości historycznej nie ma większych zawirowań i dylematów niemieckiego cierpienia od Rosjan, nie ma również historycznego handryczenia z Rosjanami. Warto zajrzeć do niemieckich podręczników i zapoznać się jak przedstawia się konsekwencje II wojny dla Niemców na obszarze pomiędzy Odrą a Bugiem a jak na wschód od Bugu. Dla Rosji żadna polityka historyczna Niemców nie ma istotnego znaczenia gdyż świat wie o ich sile i znaczeniu, wiedzą o tym także Niemcy. Środowiska ziomkostw, wypędzonych z większa delikatnością i uwagą ważą historyczny ton i słowa. Jak to potocznie się u nich mówi: Iwan nicht gut – Iwan nic dobrego.
    Cierpiętnicza retoryka Eryki Steinbach – wypędzonej z cudzego mienia, nie wiedzieć albo wiedzieć czemu nie dotyka nigdy Rosji? Rozmawiałem swego czasu okazjonalnie z Niemcem starym już człowiekiem, który przeżył Stalingrad i wojnę w Polsce. Wojna w Polsce w jego relacji była raczej normalna, jak to wojna, byli zabici, było w nim jakieś jej bezbarwne i poza emocjonalne uzasadnienie, o Rosji opowiadał z bólem jako o tragedii zła okropnego, doświadczenia niepotrzebnego Niemcom. Podobna rozmowa wywiązała się towarzysko z pewną starszą panią mieszkanką Bawarii, wspominała dzieciństwo z poczuciem krzywdy za sprawą opuszczenia Królewca, była zdziwiona moją kontrargumentacją niemieckiej winy min. wobec Polaków. Niemcy mają dość osobliwy stosunek swojej roli w polskim dramacie, jak byśmy ze swojej winy byli bici, postępujący niedorzecznie głupio stawiając opór po mimo swej słabości? Mały obity przypadkowo naród. Dla nich ciągle istnieje między nami jakaś nie załatwiona i niedomówiona przestrzeń, niby wszystko politycznie i międzynarodowo jest dogadane, ratyfikowane umowami a na gruncie rodzinnym i prywatnym pokutuje stereotyp cywilizacyjnej misji jaka powinna się dokonywać na nieciekawym i zacofanym narodzie. Przeciętny Niemiec nie chce widzieć w Polakach partnerów, nie godzi się na taki sam znak równości jak z Francuzem czy choćby z Belgiem. Pokutuje asymetria siły. Podobno w ludzkim losie ilość cierpienia przekłada się na współczucie i empatię, w czasach rozmów z osobami z rodziny, które przeżyły wojnę i wysiedlenie z kresów dominowała refleksja absurdu losu i strach. Trauma wojny była tak silna i pewnie pozostała jako wystarczające doświadczenie odstręczające Polaków od resentymentów co do utraconych na wschodzie ziem. Do młodego pokolenia nie adresuje się kultywowania idei powrotu i nie podsyca prowokacyjnych fanaberii historycznych. Nie ma w Polsce organizacji o tej sile oddziaływania i porównywalnej argumentacji z organizacjami ziomkowskimi albo formacją niemieckich wypędzonych, domagającej się potępienia wypędzeń. Wzorem niemieckiego, rząd Polski nie finansuje podobnych organizacji. Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce zaogniania relacji z Niemcami i tym bardziej konfrontacji z durnymi połajankami rodzimych stróżów opacznie rozumianej przyjaźni niemiecko- polskiej. Sytuacja kojarzy się z człowiekiem chorym unikającym badań żeby nie wiedzieć, bowiem a nóż wykryją coś śmiertelnego!
    Przykład zachowania Organizacji Niemców Sudeckich również nie ujawnia jakichkolwiek objawów człowieczej skruchy nie mówiąc o współczuciu dla ofiar od niemieckiego cierpienia.
    W zamian wymagania naszych oficjeli, lepiej wiedzących publicystów: z Niemcami trzeba dobierać tonację, sposób, rozumieć racje strony ze względu na odbywające się aktualnie wybory itd. itd.
    Tymczasem małym pozostaje niepokojąca ambiwalencja niemieckiego sumienia, słów i deklaracji a może kiedyś łaskawość losu w nadziei na święty spokój?

    Dobre 0

  5. fritz pisze:

    Ernest Treywasz ma racje wskazujac na to, ze jest wystawa jest po prostu wentylem. Nie mniej trzeba ja ocenic bardzo pozytywnie, poniewaz pomimo wszystko w przeciwienstwie do praktycznie wszystkich mediow w Niemczech probuje poinformowac spoleczenstwo o przeszlosci.

    Niemiecka media w stosunku do Polski sa gleichgeschaltet (wszystkie maja te same zdanie, bardzo negatywne): informuja na temata Polski w duchu Steinbach nie rzadko w olbrzymim stopniu przeklamujac informacje.
    O tym, jak niemieckie media sa sterowane centralnie mowil Krasnodebski w ostatni artykule.

    Zeby nie wpasc w entuzjazm, CDU/CSU juz po kampani wyborczej powtorzyla swoj cel polityczny z kampani: prawo Niemcow do osiedlania na specjalnych warunkach w Polsce. Prawo unijne nie wystarcza. Mowimy wiec o rewindykacji wynikow wojny. Tym razem PiS sie nie odezwalo, a herr Tusk wyrazil milczaca aprobacje.. dlateogo bo milczenie w tej sytuacji jest przyzwoleniem.

    Co stanowiska GW: Wildstein w ostatnim felietonie zwrocil uwage na wywiad z prof. Rymkiewiczem.
    Cytat: Jarosław Marek Rymkiewicz twierdzi w wywiadzie dla “Teologii”, że wśród elit polskich rozpowszechniona jest wręcz nienawiść do polskości.

    Stanowisko GW jest jeszcze jednym potwierdzeniem wypowiedzi prof. Rymkiewicza.

    Wywiad warto przeczytac. Teologia Polityczna zagooglowac, na pierwszej stronie na dole jest wywiad.

    http://blog.rp.pl/wildstein/2009/06/24/niepodleglosc-bez-podmiotowosci/#comments

    Dobre 0

  6. Tormann pisze:

    Dlaczego akurat załączony plakat ma robić za symbol agresji w stosunkach między Polakami a Niemcami??? Weźcie polskie plakaty z tamtego czasu roku 1921. Kolega Nergal z Behemota zzieleniał by ze złości, że ktoś go ubiegł w pluciu na odległość. I to 90 lat temu.

    Dobre 0

  7. Rafal Ryszard pisze:

    Dobrze by bylo, aby powyzszy tekst znalazl sie w NIEMICKICH podrecznikach historii.
    Z tego, ze wystawa sie zainteresowaly dwie gazety niemieckie, i jedna izraelska – nic nie wynika.

    Dobre 0

  8. Zik pisze:

    Prawda jaka jest kazdy wie, ale podanie, przedstawianie historii, niestety,moze roznic sie od prawdy. Polacy sa juz zmeczeni ta ciagla walka o prawde; rzadu warszawskiego igraszki z falszerzami historii sa dla Polakow ponizajace, a przeciez prawdzie ten rzad ciagle sie opiera. Gdy kiedys napisalem, ze przeniesion uroczystosc z Gdanska do Krakowa nie ze wzgledu na Stoczniowcow a Pania Merkel to tekst mi nie puszczono. Kiedys bylismy swidkami dziejow teraz jestesmy odbiorcami falszowanej historii i obwiniani, ze cale zlo przez nas; Polacy sa atakowani syndromem poczucia winy i niestety tolerowanym w imie poprawnosci politycznej…..Jestem tym lajdactwem zmeczony

    Dobre 0

  9. Lestek pisze:

    Swego czasu Stalin mial rzekomo powiedziec ze komunizm pasuje do Polski jak siodlo wierzchowca do krowy. Faktem jest ze patrzac z zewnatrz, cechy spoleczenstwa polskiego sa bardzo rozne od cech glownych sasiadow. Proby ustalania mostow porozumienia wedle starych, do tej pory nie-udanych sposobow, doprowadza do dalszych nieporozumien i rozczarowan (i to po obu stronach). Duzo lepsza metoda jest podkreslanie odrebnosci cywilizacyjnej lecz w ramach roznorodnosci caloksztaltu kultury europejskiej. Koniecznym jest tez podkreslanie ze pomimo ze szale naleznosci niemieckich w stosunku do Polski i narodu polskiego nie zostaly „jeszcze” wyrownane to jednak Polacy mimo pozostajacych w dalszym ciagu wewnetrznych oporow sa gotowi dac pewien margines zaufania postepujacemu procesowi normalizacji.

    Nalezy tu pamietac ze defincje i okreslenia na potrzeby wewnetrzne w poszczegolnych krajach europejskich prawie zawsze sie roznia. Nie istnieje „obiektywna” formula lub wzorzec. W wypadku Niemiec, nostalgie za Niemieckim Wschodem sa najsilniejsze we wschodnich landac, ktore sa „rasowo” nieco rozne od reszty kraju i w ktorej to czesci obecne klopoty ekonomiczne sa coraz bardziej widoczne.

    Z koleji w Polsce istnieje duza rozbierznosc pomiedzy swiatopogladami oddziedziczonymi po zaszlych okresach a obecna rzeczywistoscia w ramach Uni. Wszelkie polskie burdy polityczne sa rozglaszane i maja negatywny impakt na caloksztalt postepujacego (powoli) nowego modus’u operandi.

    Jak wiekszosc ludzi urodzonych w polskiej tradycji (tradycji ktora jest tez zroznicowana) nie mam wrodzonej sympatji dla Niemcow. Mam jednak pewien zasob doswiadczen z nimi (jak i szeregiem innych nacji) i musze przyznac ze jako grupa stoja oni na wyzszym stopniu cywilizacyjnym. Polakom jest trudno przyznac lecz podstawowe zreby materialnej kultury i infrastruktury na ziemiach zasiedlonych obecnie przez ludzi poslugujacych sie jezykiem polskim byly tworem lub tez pol-tworem cywilizacji niemieckiej. W technicznych aspektach wiekszosc okreslen przyszlo z Niemiec lub przeszlo przez niemieckie membrany jezykowe zanim zegniezdzily sie one w Polszczyznie. Dodam tez tu ze po rozbiorach „u-obywaltelnienie” zwyklych szarych ludzi nastapilo najwczesniej w „niesympatycznym” Krolewstwie Pruskim; wlaczam w to zdelegalizowanie systemu poddanstwa panszczyznianego, powszechne szkolnictwo, prawo do glosowania i powszechna sluzbe wojskowa (ktora tez byla forma edukakacji). Dodam tez ze w wiekszosci wypadkow samo etniczne polskie pochodzenie nie stanowilo samo w sobie przeszkody w integracji w ethnos niemiecki. Wielu niemieckich prominentow mialo polskie lub tez czesciowo polskie korzenie. W wielu innych „zachodnich” krajach, w ktore polskie „elity” sa obecnie zapatrzone, problemy z integracja i akceptacja ludzi polskiego pochodzenia byly historycznie duzo trudniejsze.

    Jest koniecznym aby w koncu zaczac sie pozbywac tej czesci bagazu dziejowego opartego na snach, mirazach, pol-prawdach i majacych swe korzenie w propagandach uprzednich rezymow, klas spolecznych i grup, ktore pomimo ze ich uzytkowosc historyczna juz przeminela dalej staraja sie zachowac swe przywileje.

    Lestek

    Dobre 0

  10. Ernest Treywasz pisze:

    Myślę że Niemcy zorientowali się, że za chwilę ich dotychczasowe akcje spotkają się z taką reakcją ze strony Polaków, że im w pięty pójdzie. Do tej pory kontrolowali sytuację dzięki wyjątkowo ugodowej postawie rządu Tuska. Tyle że Polacy w sytuacji kryzysowej potrafią działać bez oglądania się na rząd (tym się właśnie różnimy od Niemców), więc w końcu w tej sprawie też zrobilibyśmy to, co już dawno warto było zrobić.
    I mam nadzieję że to w końcu zrobimy, bez względu na to, ile nam pary spuszczą tym wentylem.
    Clausewitz zauważył, że wojna jest kontynuacją polityki, prowadzoną jedynie innymi środkami. Wygląda na to, że polityka historyczna jest prowadzoną innymi środkami kontynuacją wojny. Dlatego w jednym i w drugim wypadku trzeba działać stanowczo, wykazywać się inicjatywą i determinacją, a z przeciwnikiem takim jak Niemcy nie ma co liczyć na trwały pokój.
    Wszystko, co w takich sprawach robią Niemcy, przyporządkowne jest ich narodowym interesom, przez co branie takich gestów jak opisana tu wystawa za wyraz dobrej woli jest błędem. To nic innego jak taktyka, której zadaniem jest rozładowanie napięcia. Dlatego teraz trzeba dołożyć wysiłków, by przekształcić tą wystawę z doraznego epizodu w przedsięwzięcie stałe. Jeśli nie w Berlinie, to z pewnością w Warszawie.
    A przy okazji, czy jest tam cokolwiek nt. Rapallo? To jest arcyważne wydażenie, którego pominąć nie można. I jeśli Niemcy to zrobili – co w kontekscie ich polityki rosyjskiej prawdopodobne – to trzeba ten błąd naprawić.

    Dobre 0

  11. Halina pisze:

    Wspaniały artykuł.
    Nie ma zgody na zapominanie o polskiej historii.
    Ludzie sumienia jak Willy Brandt czy Richard von Weizasecker.
    Pamiętam Jego przemówienie.
    Trzeba było mieć odwagę, by przyznać się do tych wszystkich zbrodni
    i przeprosić za nie.
    A GW jak zawsze ma inne zdanie, chyba robi to celowo.Piękny, prawdziwy gest, ze strony Niemców, którz w końcu chyba sami
    dostrzegli, że z tą historią nieźle przegieli, dlatego tak cieszą takie gesty. Oby ich było jak najwięcej. Pozdrawiam P. Piotrze i jeszcze raz dziękuję, za tę jaskółkę normalności i prawdy.

    Dobre 0

  12. bobasek pisze:

    Panie Semka, napisał pan bardzo fajny artykuł z jednym mankamentem. Udaje pan lub naprawdę tak pan myśli, że środowisko GW jest przychylne Polsce (chodzi o komentarz p. Burasa z GW). Oprócz tego gratulacje.

    Dobre 0

  13. wiktor1 pisze:

    Po co P. Semka napisał ten tekst? Chyba tylko po to, by zająć się artykułem Piotra Burasa w „Gazecie Wyborczej”. Zdaje się, że dla „Rzepy” dzień bez ataku na „GW”, to dzień stracony. Lektura zaś tekstu Burasa przekopnuje, że Piotr Semka czyta ta coś, co chciałby koniecznie przeczytać. W relacjonowanym tekście nie ma ani cienia ironii, a tylko wyrażone są pewne wątpliwości, czy berlińska wystawa wystarcza dla ustalenia historycznej perspektywy, o jaką Polacy dopominają się. Ponure jest to, że zacietrzewienie wewnątrzpolityczne po stronie red. Semki rzutuje na jego postrzeganie problemu niemieckiego.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.