
Kilka miesięcy temu Leo Laporte w podcaście TWiT opowiadał o pewnym domorosłym piwowarze, który podpiął swoją lodówkę do sieci, żeby mogła w regularnych odstępach informować na Twitterze o temperaturze przechowywanego w niej domowej roboty piwa. Przekaz był dość monotonny – w lodówce nie zdarzały się zmiany temperatury, a i tak urządzenie znalazło na serwisie sporo „podążaczy”, którzy z pewnością – jak fani Formuły 1 – czekali na tragedię. Awaria zasilania, przerwany przewód chłodzenia, i temperatura z wolna lecz nieuniknienie pnie się w górę stwarzając zagrożenie dla pieczołowicie i z nabożnością przygotowywanego trunku. Uśmiałem się trochę słuchając o tym, trochę stukałem się w czoło.
Moja pierwsza reakcja była podobna, kiedy przeczytałem o wadze łazienkowej Withings, która ma wbudowaną kartę Wi-fi i po krótkiej konfiguracji łączy się z Internetem. No cóż – skoro lodówka mogła znaleźć Twitterowych amatorów, to czemu nie waga – informująca regularnie o dietowych perypetiach jej właściciela. Pfff.
Po głębszej lekturze zmieniłem zdanie – waga łączy się z Internetem, żeby automatycznie wysłać dane o wadze, masie tkanki tłuszowej i BMI na takie serwisy jak Google Health, RunKeeper i DailyBurn. Są to strony, które pomagają w chudnięciu – przechowują dane o naszym żywieniu, ćwiczeniach, wadze, pozwalają pokazać postępy i mobilizują do regularnego wysiłku fizycznego i psychicznego.
Waga jest solidna i dobrze wykonana, świetnie wygląda (na pierwszy rzut oka jak designerski odtwarzacz CD) i ma dokładnie tyle przycisków ile jej potrzeba – ani jednego. Jest jednorazowo konfigurowana przez kabel usb, potem wystarczy na nią wejść, żeby intymne szczegóły naszej fizjologii powędrowały do sieci. Trochę śmieszno, trochę straszno.
Więcej informacji na Amazon.com








