Ekogłośnik

30/05/2011

Joonsoo Kim i Jungyou Choi z pracowni Joon & Jung budują głośniki z niecodziennych materiałów – gliny i patyków związanych skórzanymi paskami. Według twórców, użycie naturalnych materiałów i niecodzienna konstrukcja skutkują wyjątkowo naturalnym brzmieniem, zbliżonym do instrumentów akustycznych. Każdy głośnik jest ręcznie wypalany, ręcznie składany i opatrzony ręcznie – a jakże – wymalowaną datą utworzenia. Cena? Lepiej nie pytać.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Czas to pieniądz

Trudno o bardziej drastyczny dowód prawdziwości tego stwierdzenia, niż Amaizing Alarm Clock. Wystarczy umieścić w nim plik banknotów i postawić na drugim końcu pokoju. Jeśli nie wstaniemy i nie zdążymy go wyłączyć, zegarek przestanie dzwonić i zacznie skrupulatnie mielić włożone do niego banknoty. Radzimy zacząć od niskich nominałów.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Szczyt oldschoolu

15/06/2010

il_fullxfull.151505249

Świat nowych technologii rządzi się dwoma prawami: wszystko może twittować i wszystko można podłączyć przez USB. Większość z pomysłów jest idiotyczna lub zupełnie bezużyteczna, ale na szczęście są perełki.

Należy do nich z pewnością maszyna do pisania, która po podłączeniu do komputera działa jak pełnoprawna klawiatura komputerowa. Tak tak, to prawdziwa maszyna do pisania, zmodyfikowana w mało inwazyjny sposób – pod klawiaturą została umieszczona płytka reagująca na wciśnięcie klawiszy, a z tyłu – adapter USB. Zmieniono funkcję niektórych klawiszy, więc poza literkami i znakami interpunkcyjnymi działa SHIFT,  CAPS LOCK, i CTRL.

Pomysł jest szpanerski, cudownie oldschoolowy i o relatywnie  niskim wskaźniku bezużyteczności. A – na klawiaturze nie ma znaku „1″. Może mi to ktoś wyjaśnić? Maszynę można zamówić na http://www.etsy.com/shop/usbtypewriter . Koszt – od 400$.

thx Ober Press

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Kiedy koty będą ćwierkać

01/06/2010

Niedawno jeszcze pisałem o tweetującej wadze łazienkowej, wspomniałem też o lodówce relacjonującej na bieżąco (choć monotonnie) odczyty temperatury. Wynalazcy nie znają jednak granic i umiaru.

Sony Computer Science Laboratories (CSL) w kooperacji z uniwersytetem w Tokyo zaprojektowało właśnie bardzo poważne urządzenie, które umożliwia tweetowanie kotom. Jest to maleństwo wyposażone w kamerę, akcelerometr i GPS. Mieści się w obroży kota, nie ograniczając jego ruchów.

Odczytuje dane o ruchach i lokalizacji zwierzaka, zgaduje (ponoć skutecznie) co w danej chwili robi, by potem przez Bluetooth i komputer radośnie obwieścić to światu na Tweeterze.

Niestety na razie ma tylko 11 zaprogramowanych wiadomości i niestety – jak zauważa Mashable - nie ma wśród nich: „Zostawiłem kulkę kłaków w Twoim bucie”. Z drugiej strony wydaje mi się, że wystarczyłyby dwie – „Jem” i „Śpię”.

Sony CSL obiecuje, że zaprogramowanych akcji będzie więcej i będą też …. comba, to znaczy jeśli kot się przespacerował, a potem coś zjadł, jego obroża wyśle na Tweetera: „Posiłki smakują lepiej po spacetrze”. I tysiące followerów na całym świecie znów rozpłynie się w zachwytach.

TechOn via Mashable

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Nie sama rama

16/05/2010

cssb-bike-20100512-01-545

Wiadomo, że jeśli już trzeba się przemieszczać do pracy – a jednak w większości przypadków trzeba – to najlepiej połączyć konieczne z pożytecznym i pojechać rowerem. Lepsza kondycja, mniej stresu spowodowanego korkami no i względy ekologiczne. Problem jest tylko z miejscem na bagaż. Zaradziła mu szwajcarska firma TATO, wprodzając na rynek CSSB – The Central Storage System for Bicycles (co można tłumaczyć jako centralny system przechowywania dla rowerów). Panowie projektanci rozszczepili ramę, tworząc w jej wnętrzu kieszeń, w której z powodzeniem zmieści się teczka na laptopa czy niewielkich rozmiarów walizka. Ten dziwnie wyglądający pojazd można kupić za około 1500 dolarów, ale trzeba doliczyć nielichy koszt dostawy ze Szwajcarii. Sczegóły tu. Zastanawia mnie jedno. Nie lepiej kupić bagażnik albo plecak?

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Join the dark side of the road

06/05/2010

Roundabound

„Gwiezdne Wojny” są i miejmy nadzieję zawsze będą niewyczerpanym źródłem inspiracji dla twórców gadżetów. Pisałem już o śpiworku inspirowanym Tauntaunem, a teraz kolejna perełka – TomTom, producent GPS-ów wprowadza dla swoich urządzeń głos Dartha „Khhhhhh” Vadera! Już sama reklama tego cudeńka powala na kolana.

Aż się chce zrobić prawo jazdy*, kupić samochód i TomToma tylko po to, żeby móc na każdym skrzyżowaniu słuchać głosu, przed którym dawno, dawno temu, w odległej galaktyce drżały całe planety.

*Tak, tak… nie mam prawa jazdy.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Humble Indie Bundle

04/05/2010

Witam po dłuższej przerwie. Dziś tylko z krótkim anonsem, bo czas nagli, a news jest wart uwagi. Grupa ConglomCo zrzeszająca niezależnych developerów rozpoczęła akcję Humble Indie Bundle. Zasada jest prosta. Pięć gier, które wyszły spod rąk pracowników małych, niezależnych firm (wśród nich np. genialne World of Goo), które zwykle kosztują w sumie ok. 80$, można przez najbliższy tydzień nabyć na oficjalnej stronie za „co łaska”. Ja już ściągam.
Szczegóły tu: http://www.wolfire.com/humble

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Pół wieku ksero

31/03/2010

Zacinający się papier, brudne ręce, niewyraźny druk,  toner kończący się w najbardziej nieodpowiednim momencie, głupie biurowe dowcipy. Jak donosi CNN dzisiaj biurowa kserokopiarka obchodzi pięćdziesiąte urodziny. Z tej okazji przesyłamy najlepsze życzenia od naszego redakcyjnego Xeroxa, który – możecie być pewni – znakomicie wpisuje się w czarną (nie tylko od tonera), już pięćdziesięcioletnią legendę.

bez tytułu

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

SweetSpotter… jakiś pomysł na tłumaczenie?

26/03/2010

Tak wygląda SweetSpotter

Może to nie bezpośrednio o gadżetach, ale hi-fi od biedy też można do nich zaliczyć, a ten program z hi-fi ma wiele wspólnego. Engadget pisze o sprytnym rozwiązaniu o nazwie SweetSpotter, które dba o to, żeby nasze doznania muzyczne były najwyższej jakości.

Sweet spot to miejsce, w którym pod optymalnym kątem krzyżują się fale dźwiękowe z głośników naszego sprzętu grającego. W tym miejscu słychać najładniej. Problem w tym, że żeby zawsze cieszyć się dźwiękiem najwyższej jakości, trzeba siedzieć nieruchomo w jednym (słodkim) miejscu, a żeby się np. położyć, trzeba by przestawiać głośniki. Rozwiązaniem ma być właśnie SweetSpotter. Zasada działania jest taka: program za pomocą kamerki internetowej ustala położenie melomana i tak na bieżąco modyfikuje dźwięk z głośników, żeby wirtualny sweet spot zawsze przypadał na głowę nieszczęśnika.

Program na razie jest dostępny pod Windows, ale kod źródłowy jest darmowy, więc możemy mieć nadzieję na wersje na konsole. W chwili, kiedy coraz więcej użytkowników zamiast przed konsolą siedzieć, woli hasać (Wii, teraz też PS3, osławiony Natal), wydaje się to niezłym pomysłem.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Raczej jet, niż pack

10/03/2010

_martinjetpack002

Od tysięcy lat człowiek marzył o lataniu. Od lat dwudziestych XX wieku człowiek marzył, by przyczepić sobie do pleców silnik rakietowy i posłać się w powietrze. W latach sześćdziesiątych zaczęło mu się to udawać, ale nie było to ani bezpieczne, ani praktyczne. Aż do teraz.

Firma Martin Aircraft zaprezentowała pierwszy komercyjny jetpack. Marzenie każdego gadżeciarza  zasadniczo zrywa z dominującą koncepcją. Konstruktorzy zamiast wziąć plecak i przytroczyć do niego niewielkie silniczki, wzięli dwa bynajmniej nie małe silniczki od samolotu i przytroczyli do nich uprząż dla pilota.

Jest zrobiony z włókna węglowego i kewlaru i generuje 270kg ciągu. Ponieważ środek ciężkości jest poniżej „środka ciągu”, pojazd praktycznie sam leci: jeśli pilot puści kontrolery – samoczynnie zawisa w miejscu. Jest napędzany – uwaga, uwaga – benzyną. Pali sporo, bo 38l na godzinę, a bak o pojemności około 20l zapewnia półgodzinny lot. Akurat, żeby dostać się do centrum miasta. W razie, gdyby paliwo skończyło się w trakcie lotu, automatycznie otworzy się spadochron.

Żeby go zdobyć potrzeba zasobnego portfela i sporo cierpliwości. Cacko kosztuje 90 tys. dolarów, a realizacja zamówienia trwa 12 miesięcy.  Ale spójrzmy prawdzie w oczy – tego nie przebije nawet najbardziej bajerancka bryka. Czytaj więcej »

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop