Kto ma władzę nad słowami, ma władzę nad ludźmi. Bóg rzekł: “niech się stanie światło”, i stało się światło. Jest to biblijny opis władzy nad definicją. I faktu, że każdy, kto ma władzę nad słowem, nad definicją, ma również władzę nad rzeczami, nad ludźmi, ich sumieniami.
Ludzkość wiedziała o tym zawsze. Poczynając od szamanów w czasach przedbiblijnych, przez ateńskie zgromadzenie kupców i marynarzy, które skazało Sokratesa na wypicie trucizny za niepoprawne tłumaczenie młodzieży pojęć demokracji, przez inkwizycję aż po rewolucję francuską. Największym wynalazkiem tej rewolucji była zmiana znaczenia słów potocznych. Trybunał, wydając taśmowo wyroki śmierci, nazywał się Komisją Dobroczynności, ucięcie głowy na gilotynie określano jako “wyłączenie z publicznej dobroczynności”.
To wynalazek, który zrobił karierę. Dziś mało kto już pamięta, że ministerstwo Goebbelsa, w podręcznikach określane mianem ministerstwa propagandy i służące masowemu ogłupianiu, nazywało się oficjalnie Ministerstwem Oświecenia Narodowego.
Józef Stalin został Wielkim Językoznawcą, ponieważ odkrył, że język nie należy ani do (w marksistowskim sensie) bazy, ani do nadbudowy, natomiast może oba te byty dowolnie kształtować. Wystarczy zmienić słownik, usuwając niektóre słowa albo nadając im nowe znaczenie. Jest to najprostszy i także najtańszy ekonomicznie sposób zmieniania świata. Łatwiej jest zmienić opis świata niż świat realny. Kapłani dzisiejszej poprawności politycznej, kasta manipulatorów językiem, to dobrzy uczniowie i Stalina, i Goebbelsa.
Poprawność polityczna likwiduje logiczną podstawę myślenia, rozróżnienie między dobrem i złem, wprowadzając na jej miejsce dystynkcję między słusznością i brakiem słuszności. Obficie korzystają z tego wynalazku politycy, nawet niebędący zwolennikami takiego potocznego stosowania poprawności jak wypieranie gejem pedała.
Po prostu słuszność jako miara rzeczy jest sposobniejsza od prawdy. Proszę pomyśleć, jak wiele zależy od nazwy, jaka przyjmie się powszechnie dla najgłośniejszej obecnie afery. Jakie skutki polityczne będzie miało utrwalenie się któregoś z terminów: afera hazardowa, afera Chlebowskiego, afera PO, afera Kamińskiego czy afera CBA. Choć przy słowie afera też nie trzeba się upierać.
Język, od czasów wieży Babel, to skomplikowana materia. Pomieszana. Premier Tusk określił zachowanie posła Chlebowskiego jako nieudaną próbę asertywności. To twierdzenie jest asertoryczne, to znaczy przedstawione bez przytaczania dowodów. W tej sytuacji lepsza byłaby aspersja, czyli pokropienie wodą święconą.





Jako literaturę uzupełniającą warto polecić “Technologie intelektu” M. Maordy. Ksiązka sprzed blisko 30 lat doskonale wyjaśnia dlaczego “wykształcona młodzież z wielkiego miasta” głosuje na partię aferzystów, a chłop ze słomą z butów wystającą pozostaje zacofany.
To sprawia właśnie mechanizm manipulacji językowej.
@Jurek Wawro Pisze:
Dzięki.
“…8. Manipulacja językowa w propagandzie politycznej.
Skojarzenia słowne. Przenośnie i porównania. Slogany polityczne. Liczby, daty, przezwiska. Perswazja jawna (apel) i perswazja ukryta (sugestie). Techniki manipulacji: słowa-zaklęcia, ironiczny cudzysłów, definiowanie pośrednie, presupozycje, powszechność sądu i wszechobecność działań, watowanie, podwójne wartościowanie. Eufemizmy.
9. Techniki propagandy.
Techniki zwiększające efektywność przekazu: kanalizacja i suplementacja, symplifikacja i stereotypizacja, technika globalnego ataku lub małych kroków, identyfikacja i irradiacja. Propaganda faktów. Charakter przekazu: emocjonalny – logiczny, argumentacja jednostronna – argumentacja dwustronna, patos – humor. Efekt uodpornienia. Efekt uśpienia. Efekt bumerangowy…”.
Efekt uśpienia dotyczy chyba tzw. śpiochów?
Panie Macieju a co z neologizmami? Najwieksza wladze mamy nad okresleniami, ktore sami tworzymy i nadajemy im pierwotna interpretacje (”moher” czy “wyksztalciuch”).
Waw!!!Panie Macieju.Poziom jakosci dziennikarstwa w RZ.zaczyna siegac Olimpu…Prosze uwazac i nie przeksztalcac “RZEPY” w periodyk filozoficzny! hihihi.Ale tak zupelnie na serio to rzeczwiscie troche mnie “zatkalo” czytajac panski komentarz.Dawno nie czytalem czekokolwiek na podobnym poziomie w Polskiej prasie.RARYTAS! Nalezy tylko sobie zyczyc aby wyplywajace konkluzje byly powszechnie zrozumiane i stosowane w codziennym zyciu.Z wyrazami szacunku GORAL
I jeszcze jedna uwaga, skad TUSK zna slowo “asertywnosc” ????
Tusk, Chlebowski, Schetyna, Komorowski, Niesiołowski, Palikot, Karpiniuk, Pitera, Czuma i im podobni korzystają z doświadczeń “starszych pokoleń” i jak dotąd nieźle im to wychodzi. Potrafią z niewiarygodną przebiegłością dorabiać teorie do faktów. Szkoda, że tyle osób uważa takie działania za moralnie (politycznie) poprawne i nie dostrzegają w tym zwykłej socjotechniki.
Tusk z tego nie wyjdzie , nawet najgłupszy wykształciuch kiedyś w końcu załapie,że z Mirkiem i Grześkiem za przyzwoleniem Donka daleko nie zajedzie!
Polecam książkę psychologa społecznego E. Aronsona “Wiek propagandy”.
Umiejetnosc zdyscyplinowanego i logicznego myslenia, umiejetnosc wysluchiwania racji innych i odkladanie na bok swych natychmiastowych impulsow emocjonalnych to podstawa ksztaltowania i wyslawiania swych opinii, uwag i dalszej w wyniku takowych, argumentacji.
Dodatkowych slow i wyrazen, zawsze i w jakimkolwiek wieku, mozna sie douczyc.
To dobrze, ze temat ten zostal poruszony przez Pana.
Lestek
PS. Rozsadni ludzie powinni sie tez wylaczac, nawet demonstracyjnie, jesli zajdzie ku temu przyczyna, z debat w ktorych nikt nikogo nie slucha, wszyscy mowia coraz glosniej, jeden przez/ponad drugiego a przeskakiwanie na niezwiazane tematy wydaje sie dozwolone/przeoczane i/lub jest modus’em operandi.
Jeden z największych, współczesnych przekrętów językowych, to nazwanie systemu wyrzutni rakietowych “tarczą”.
Ja mysle ze tego gentleman’a mozna by okreslic jako asekurancki “congenital liar,” ktory assertywnie broni swojego dworzanina i kumpla.
Czesto sam , albo za posrednikiem surogatow, rzuca asspersje na swoich przeciwnikow (uzycie “asertywnie” w jego przypadku swiadczy o ignorancji ). Pan zapewne bedzie wiedzial kto ten zwrot uzywal i przeciwko komu. Dodam, ze tez byl znakomitym dziennikarzem.
Stam – Twój wpis dokładnie pokazuje – jesteś sierotą po Ojcu Narodów, Chorążym Pokoju, ot co …
Stam – nic nie zrozumiałeś. Jeśli zgrupuję na granicy jednostkę pancerną to co to będzie jak nie tarcza dla mojego bezpieczeństwa? Słyszałeś kiedyś o przenośni? Nie baw się w Murzynka, dla którego tarcza to kawałek deski obłożonej skórą.
Panie redaktorze. Jedyne słowo jakie mi się ciśnie na usta po przeczytaniu to szacunek. Oczywiście dla Pana. I prośba – więcej postów o atakach prowadzonych przez wszelkiej maści językoznawców (językotwórców). TO się musi napiętnować!
A dla prostego ludu to sie przekalda (wedle klasyka Andrzeja Mleczki) na:
“Ja tam czytac ani pisac nie umiem, ale jak przyp…le…”
I tyle sie nalezy premieru Tusku i jego druzynie.
Wyborcom PO serdecznie gratuluje wyczucia, smaku, pogody ducha, i odwagi. Tej ostatniej bedziecie POtrzebowac….
Mam pytanie, czy język może być używany wybiórczo?
Mianowicie, stwierdzimy, że w przypadku Chlebowskiego nie zaistniało przestępstwo? Bo to oczywiście człowiek Tuska, więc z definicji, wręcz z gruntu osoba ze wszech miar uczciwa. Jak to człowiek Tuska. To wiedza przecież powszechna, że Tusk powołuje tylko ludzi uczciwych i tylko kompetentnych i bardzo zdolnych. Kiedyś stwierdził, ze choć się nie znają na swoich dziedzinach, to szybką się nauczą.
I oj, jak szybko się uczą. Tylko biednej Sawickiej odebrał tę możliwość potwór Kamiński.
A wracając do pytania, czy w takim kontekście możemy mówić, że to właśnie potwór Kamiński przestępstwo popełnia, jako ktoś godzący we wszechmądrość naszego milościwego Donalda?
Wprawdzie autor nie odpowiada na takie pytania, ale może ten jeden raz uczyni wyjątek?
Doprawdy dziwna moda panuje w tym kraju, gdzie nie tylko politycy i “pisarze” wtykają gdzie się tylko da obce słowa.
Skąd nagle rozpanoszyła się asertywność?
Czy polski jest aż tak ubogi, że nie da się tego powiedzieć po naszemu?
Tusk nie posiada praw celebrensa da aspersji. Moze to zrobic jakis rebe, omar lub inny duchowny. GW cos wymysli. Tymczasem mecz z CBA to juz nie zarty. Ustawienie meczu widac, slychac i czuc. A drukuje wszystko Grzesiu, tym razem w Rzeszowie. A co z Miro? Oby nie przedawkowal.
Po prostu , złodziejstwa nie nazywa sie złodziejstwem, a wyszukuje rózne nazwy pozwalające kpic sobie ze zdrowo myślących ludzi.
Równie dobrze możnaby przywołać “układ”, “liberał”, “patriotyzm” w wydaniu poprzedniej władzy… A co do poprawności… Jeślibym pana nazwał gryzipiórkiem, albo propagandzistą – a tak się was, tj. dziennikarzy określało się jakiś czas temu, to czy upierałby się pan, żeby jednak używać słowa “dziennikarz”? Mówiąc o poprawności wrzuca się do jednego worka “partnera” zamiast “męża” i Cygana i ROma czy geja i pedała… Pewne kategorie nie chcą by ich tak nazywano bo to ich BOLI po prostu, a same słowa służą nie do opisania kategorii, ale do jej obrażenia… Nie wolno pod pozorem dyskursu quasi-filozoficznego przemycać treści ideologicznych. Chyba, że pan to nazwie PROPAGANDĄ, PERSWAZJĄ…
Słowa to nie tylko wypowiedziane pojęcia,ale cały związany z nimi ładunek emocji. Czy naprawdę zatraciliśmy wrażliwość odczytywania prawdy? Dlaczego pozwalamy na to, że “znika we mgle”? Każde słowo to przecież znak. Znak dla nas.
A potem już tylko zostaje nasza odpowiedź-po której Stronie Mocy staniemy.
“A słowo ciałem się stało” – dodam ze smutkiem, ale bez poczucia beznadziei. Może już czas, by nie płakać nad upadkiem rozumu, ale wykorzystać ten upadek? Łzy nie zmieniają rzeczywistości. Nie muszą nam się podobać metody ogłupiania, ale może pora zacząć uczyć się od “nieprzyjaciół swoich”?!
“Kto ma władzę nad słowem , ma władzę nad ludźmi” . Co prawda to prawda , ale jak zwykle jest – ale. Słowo będące “władzą” musi przekonywać (najlepiej 50% + 1 ) – dopiero wtedy staje się “władzą” ( w demokracji) . Tu tkwi klucz , który zręcznie nazwał Pan aserotycznością , która nie ma wiele wspólnego z wiernym opisem a jest bez wątpienia procesem maskowania prawdy. Jeżeli aserotyczność występuje powszechnie i bezwstydnie , staje się niezwykle groźna, bo może oślepić całe narody. Narody więc- nauczone doświadczeniem , winne poszukiwać nagiej prawdy i tego się uczmy. Ludzie uczciwi i mądrzy mają obowiązek tę edukację wspierać. Ja cały czas oczekuję aby Pan posunął się krok dalej , chociaż może jeszcze nie zna Pan prawdy ostatecznej , podobnie zresztą jak ja. Ciekawe ile jeszcze mamy czasu a wiadomo , że czas to pieniądz, który płacą Polacy i są coraz bardziej zdezorientowani. Wygląda na to , że rządzi nami aserotyczność – to smutne .
Mistrzami propagandy byli tak nazisci jak rowniez moze jeszcze zdolniejsi wyznawcy Lenina i Stalina. Slownictwo przybieralo rozne formy w zaleznosci od ideologicznego zapotrzebowania. Obecna klasa polityczna o zabarwieniu lewicowym obficie korzysta tych doswiadczen. Platforma ktora znalazla zwolennikow w tej grupie osob korzysta z tego pelnymi garsciami. Tych panow prawda razi a poslugiwanie sie zrozumialym jezykie u chodzi za prostactwo. Drogi Rybo trafil Pan w dziesiatke. Apropo ma to duzo wspolnego z kultura i filozofia zydowska.
Znaczy się, już wkrótce dowiemy się z obiektywnych mediów, od rzetelnych dziennikarzy, że podły szef Centralnego Biura Agresji zaatakował był Bogu ducha winną osobę/osoby z grona niezłej ekipy ekspertów, którzy, pod przewodem najlepszego premiera w historii ludzkiej cywilizacji, za pomocą nie mającej swego odpowiednika nigdzie na świecie – polityki miłości, zwarci, jak jedna pięść – zaprowadzali w Polsce nowe standardy, tym samym zburzył misterny plan naprawy Rzeczypospolitej i uniemożliwił im dokonanie obiecywanego cudu oraz pozostałych obietnic, dlatego powinien zostać wyłączony z publicznej dobroczynności. Czy tak?
Quid est veritas ? (Co to jest prawda ?) – to pytanie, które zadał Poncjusz Piłat Jezusowi (Ew. Jan 18, 38). Proponuję chwilę pomyśleć samodzielnie, acz zapisano na ten temat tony papieru. Jest bowiem prawda formalna, prawda materialna, prawda sądowa, prawda częściowa, prawda historyczna, prawda poprawna politycznie, – i tak w nieskończoność. Jest także “prawda, która leży pośrodku i to zazwyczaj bez nagrobka” (St.J.Lec).
Wpisywałem się już pod Pańskim felietonem: przecenia Pan odbiorcę. I bardzo dobrze. Nie jest tak źle jak wynika z badań opinii publicznej. Poza tym ktoś musi kształcić. Chyba nie minister.
A do dzieci i wnuków Stalina: wy też powinniście się kształcić. Pozdrowienia
Pochodząc z Kongresówki zapomniałem o potomstwie narodowych socjalistów. Przepraszam. Ich też to dotyczy. Bo
Pan redaktor pisze – “…Premier Tusk określił zachowanie posła Chlebowskiego jako nieudaną próbę asertywności….”
Boskie, bombowe.
Mniam, smakowite zdania…
I prawdziwe.
Mnie irytuje zwaszcza sentencja: “sa racje po obu stronach”, tymczasem jeden klamie, drugi mowi PRAWDE, ktora wcale NIE LEZY PO SRODKU
POprawność POlityczna
POprzedzona POkrętnym POtakiwaniem
POprawi POlactwu POglądy
POzdrawiam
A może jest tak, że naszym przyjaciołom z zachodu i wschodu Tusk i jego cyrk nie jest już potrzebny? Olechowski ze swoją trupą u bram?
Panie Macieju zdradzę panu pewien link, który rozjaśnia sprawę
Oto on. http://www.for.org.pl.
Uzupełnienie do wpisu Wacieńka
Gdyby miał pan trudności z odnalezieniem zamieszczonego tam materiału podaję dłuższy link bezpośrednio do celu.
http://www.for.org.pl./pl/zmien-kraj
@Popirna
Slowo “racje” znaczy w Polszczyznie prawie to samo co “argumenty” lub “uzasadnienia” (wywodu myslowego).
Slowo “racja” oznacza uznanie (przez inna osobe), ze kogos wywod myslowy przewazyl i ze osoba ta zgadza sie z dana pozycja myslowa. Jest to same w sobie arbitralne i subiektywne (z obu stron) gdyz jest spowodowane, byc moze, podobienstwem zalozen myslowych, sposobow rozumowania, emocjonalnym nalozeniem (rzeczywistym czy tez udanym) i w reszcie emocjonalnym zadowoleniem z bliskiego swym przekonaniom zakonczenia/konkluzji i co jest rownie wazne, bycia czlonkiem grupy (dyskutantow, ideowej, politycznej, wyznaniowej czy innej) o podobnym profilu myslowym.
Dlatego tez i “racja” i wiekszosc “racji” (w liczbie mnogiej) sa subiektywne i moga byc uzyte tylko pod warunkiem ze wiekszosc ludzi, bioracych udzial w danej debacie, ma wspolny i sposob rozumowania i wspolne zaplecze wartosci kultularnych/spolecznch. Umiejetnosc poslugiwania sie do jakiegos poziomu wspolnym jezykiem (jako narzedziem) jest bardzo czesto niezbyt pomocna (prowadzaca do konsensusu), gdyz w wiekszosci wypadkow identyczna wypowiedz moze byc interpretowana subiektywnie/inaczej przez roznych ludzi. W wiekszosci przypadkow codzienny jezyk, a szczegolnie jezyk ten, ktorzy maja na celu przekonywanie innych, jest “szarada”.
Irytacja czymkolwiek, nie jest pomocna w ustaleniu obiektywnych wartosci lub nawet subiektywnej “prawdy”.
Pozdrowienia,
Lestek
A ja polecam – Klemperer “Język III Rzeszy” – wszystko staje się jasne !
O to własnie chodzi, autorze.
Od dłuższego czasu toczę wojnę z wszelkiego rodzaju przejawami nowomowy , takimi jak “orientacje seksualne”, czy stereotypami retorycznymi jak np.”racja leży po środku”.
Upadek kulturu, a szczególnie upadek języka, będącego fundamentem kultury jest , poza zagrożeniami politycznymi, największym zagrożeniem dla bytu narodu.
niestety upadek jezykowy mamy od dawna, jak dlugo bedziemy robic kinderparty, czy chodzic na lunch, albo mamy weekand, tak dlugo nic sie nie zmieni. czy nasz jezyk jest tak ubogi?
Miłość każdemu wszystko wybaczy, ale sztuka potrzebuje niewiele, żeby stracić wszystko. Polityka, jak sądzę, należy do obu tych sfer. Do której bardziej? Na to pytanie w najbliższych dniach powinien nam odpowiedziedzieć Donald Tusk. Jeśli nie zrobi tego szybko, wyborcy przestaną wierzyć, że umie dobrze wybierać.
Premier wie, że jest kochany, ale wie również, że ta miłość ma swoje zatrute źródło, bijące z samego środka społecznej niechęci do prawie całej klasy politycznej. Ta ambiwalencja społecznych uczuć powinna go skłonić do spojrzenia na politykę w kategoriach sztuki, bo to właśnie ona, mimo swej siermięgi, wierzy święcie, że prawie robi wielką różnicę, a niewiele wystarcza, żeby stracić wszystko.
Por una cabeza de un noble potrillo, śpiewał przed wojną Carlos Gardel, a pewien ociemniały pułkownik świetnie wytańczył te słowa w “Zapachu kobiety”. Przegrałem ledwie o głowę poczciwego konia… Al Pacino też przegrał, ale nie wszystko, bo miał komu się przyznać do porażki. Niewiele brakowało, a chwilę wcześniej strzeliby sobie w łeb.
Głowy tego konia (Zbyszek? Mirek? Grześ?) nie trzeba ścinać. Niech sobie biegnie dalej, byle sam. Nie w państwowych cuglach, nie pod państwowym siodłem i nie na państwowej paszy. I niech każdy widzi jaki jest.
Z pytań dziennikarzy do Drzewieckiego
- o czym pan rozmawial telefonicznie z Rysiem, … ?
- ja nie rozmawiałem,to była tylko próba ustalenia
terminu spotkania.
W ten prosty sposób,przy pomocy tv, uzgadnia się
co jeden i drugi aferzysta ma odpowiać na pytania
prokuratora.
postkom Pisze:
“Tusk, Chlebowski, Schetyna, Komorowski, Niesiołowski, Palikot, Karpiniuk, Pitera, Czuma i im podobni korzystają z doświadczeń “starszych pokoleń”…”.
Chciałoby się dodać: – a wszczególności Jerzego Urbana.
Jest sporo prawdy w tym, że Naród ogłupiany “nowatorskimi słowami” od szkoły podstawowej, a nawet może wcześniej / przedszkolaków
warto posłuchać/, jeśli nawet słucha,czy ogląda w dużej części nie rozumie wcale, rozumie nie to samo, męczy go wysilanie się,żeby zrozumieć i przyjmuje jako podkład dźwiękowy do jazdy,zamiatania,przewracania papierów itp.
Dlatego myślę,że komunikacja w kraju jest poważnie zaburzona, co czasami może mieć dobre skutki, bo nie będzie wiadomo,że D.Tusk jest genialny i może ktoś inny zostać wybrany na prezydenta.
Asertywność – bezkolizyjna umiejętność wyrażania własnego zdania, traci swą pozytywną wartość, gdy usiłuje wpływać na ustalenia i osądy leżące w gestii stanowionego prawa. Wtedy przeradza się w fałsz i samowolkę! Nie wierzę jednak, aby tak zniekształcona zdoność
słownej komunikacji, mogła na dłużej pozbawić ludzi sumienia i rozsądku. To jest po prostu – na dłużej – przeciwne ludzkiej naturze!
W każdym razie dzięki za demaskujący aplikowane narodowi zło – felieton!
Powtórzę to raz kolejny. Jest Pan geniuszem i basta !
Cóż Pan Premier chyba długo ćwiczy przed lustrem albo człowiekiem od wizerunku przygotowane przez specjalistów wypowiedzi. Może nawet bez specjalnego zrozumienia, cóż aktorem każdy być może.
Panie Macieju bardzo mądrze napisane.Miejmy nadzieję, że wyniki badań opiniotwórczych będą świadczyć, że ludzie idą jednak w kierunku PRAWDY.A manipulacje propagandowe okażą się kiedyś nieopłacalne bo nieskuteczne.Pozdrawiam.
powyżej miało być wyniki badan opinii publicznej, a nie jak mylnie napisałem opiniotwórczej.
Czytam Pana komentarze rzeczywistości na stojąco, żeby nie spaść ze śmiechu z krzesła i wieszczę, że Pan z głodu nie umrze przy takiej polskiej klasie politycznej.
Pisze Pan:
“Dziś mało kto już pamięta, że ministerstwo Goebbelsa, w podręcznikach określane mianem ministerstwa propagandy i służące masowemu ogłupianiu, nazywało się oficjalnie Ministerstwem Oświecenia Narodowego.”
Wiem, że felieton a tym bardziej blog ma swoje prawa, ale ja pamiętam, i to nie z podręczników, że oficjalna nazwa urzędu dr. Gobbelsa to: “Reichsminister für Volksaufklärung und Propaganda” co na polski należy przełożyć jako: “Minister Rzeszy do spraw AGITACJI LUDOWEJ i PROPGANDY”.