Posts Tagged „Unia Europejska”<

Jakoś to będzie na kurzej fermie?

11 lis 2011

Unia daje, i to sporo, zwłaszcza rolnikom, ale i wymaga. Wymaga na przykład, żeby się stosować do jej ustaleń i decyzji, które – gdy zostają przyjęte przez Wspólnotę
– stają się obowiązujące w całej UE. Spierać można się wcześniej. Niedostosowanie kosztuje – oznacza konieczność płacenia kar albo nawet wypadnięcie z rynku.
O tym, że od 2012 r. na kurzych fermach trzeba będzie wprowadzić większe klatki dla kur niosek polscy, i nie tylko polscy hodowcy wiedzieli od momentu wejścia naszego kraju do UE. Okres dostosowawczy był w tym przypadku wyjątkowo długi. Ale – jak się okazało – dla nas wciąż za krótki, bo według szacunków ok. 20 proc. producentów nie zdąży z wymianą klatek. I mamy problem, co zrobić z jajami, których od
1 stycznia 2012 r. nie będzie można wprowadzić do obrotu, bo kura w za małej klatce będzie naruszeniem unijnego prawa.
Tymczasem polscy producenci, modernizując fermy, zamiast od razu dostosować się do przyszłych oczekiwań i szukać sposobów sfinansowania tych inwestycji, w większości kupowali klatki używane, bo tańsze – najczęściej z Niemiec, które proces wymiany zaczęły wcześniej. Perspektywa 2012 r. była bardzo odległa, więc nie było się czym przejmować. I teraz jest problem. A może być jeszcze większy, bo temat dobrostanu zwierząt hodowlanych, co wiąże się z zapewnieniem im lepszych warunków, robi się w Unii coraz bardziej istotny. To oznacza kolejne inwestycje.
Kilka lat temu upadły płockie zakłady mięsne. To firma, która mimo okresu przejściowego nie dostosowała się do unijnych standardów i musiała przestać działać. Nasze „jakoś tam będzie” nie zadziałało…

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Radość drobnego farmera

8 lis 2011

Unia Europejska okazała się być dla naszych rolników złotym rogiem, pełnym niewidzianych wcześniej na wsi w takiej ilości pieniędzy. Pompowanie ogromnych kwot w zapóźniony i nieefektywny sektor gospodarki było uzasadnione – modernizacja polskiej wsi bez tych pieniędzy byłaby projektem realizowanym przez tysiąclecia. Niestety, okazuje się, że także z tymi pieniędzmi wcale nie jest dużo lepiej.

Fakt, Unia zastała nasze rolnictwo w stanie totalnego rozdrobnienia. Ale takie – mimo ogromnych pieniędzy, wpompowanych choćby w renty strukturalne, premiujące przekazywanie gospodarstw w ręce, które będą lepiej wiedziały, jak nimi zarządzać – wciąż pozostaje. Chociaż według ostatniego spisu rolnego z 2010 r. liczba gospodarstw wciągu ostatnich ośmiu lat spadła z 2,9 do 2,3 mln, to ich średnia powierzchnia wzrosła ledwie z 5,7 do 6,8ha, a takiego, które prowadzi działalność rolniczą, czyli sprzedaje coś na zewnątrz – z 7,1 do7,9 ha. Trudno mówić o opłacalnej produkcji na takim areale. Zresztą taka statystyka bywa zawodna – o bezpośrednie dopłaty unijne stara się wciąż zbliżona liczba rolników -ok.1,4 mln. Gdzie w ogóle podziewa się reszta?

Generalnie trudno uznać Wspólną Politykę Rolną na poziomie całej UE za narzędzie stymulujące efektywność produkcji. Ale trzeba pamiętać, że można z niego korzystać na wiele różnych sposobów, dzieląc przyznane fundusze pomiędzy instrumenty bardziej lub mniej skuteczne. W Polsce miliardy złotych poszły na pomoc de facto socjalną, a to z modernizacyjnego punktu widzenia ślepa uliczka. Jeśli jednak spojrzymy na to oczami rolników, Unia jest świetna, bo płaci i praktycznie nie wymaga. Tylko czy o to chodzi?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Niech pomoc będzie celowa

5 sie 2011

Z definicji pomocą publiczną jest ingerencja instytucji państwowych polegająca na przyznaniu w jakiejkolwiek formie pomocy pojedynczemu podmiotowi gospodarczemu bądź grupie podmiotów, prowadząca do zakłócenia konkurencji na wolnym rynku. Niby Unia Europejska niezwykle szczegółowo reguluje zasady jej przyznawania, ale – jak wszędzie tam, gdzie w grę wchodzą duże pieniądze – tak i tu zdarzają się decyzje kontrowersyjne i różnego rodzaju awantury. Na tym tle Polska wypada w sumie bardzo porządnie, większe problemy mamy jedynie ze wsparciem udzielonym niegdyś stoczniom.

Kłopot z pomocą publiczną jest taki, że choć lepiej, żeby jej nie było, to jednak jest bardzo potrzebnym narzędziem, służącym np. do przyciągania inwestorów (specjalne strefy ekonomiczne, granty inwestycyjne). Wynik bitwy na wielkość wsparcia często decyduje dziś o ostatecznych krokach koncernów. Jest także narzędziem, które może choć częściowo równoważyć skutki różnych niekorzystnych dla gospodarki administracyjnych decyzji. Na przykład sektor energetyczny oczekuje, że państwo wprowadzi rekompensaty związane z kosztami wprowadzania unijnej polityki klimatycznej. Osobną kwestią jest np. dofinansowanie przewozów pasażerskich, choć oczywiście ideałem byłoby, gdyby ten sektor też finansował się sam.

Ale nie mamy idealnej gospodarki, nie ma takiej też nigdzie wokół. A narzędziem pomocy publicznej władze posługują się chętnie, naciągając nieraz jej formułę do granic przyzwoitości. Więc jeśli już jest, niech przynajmniej służy naprawdę dobrym celom. Bo marnotrawienia publicznych środków tolerować się nie powinno. Nawet, jeśli byłoby to zgodne z przepisami UE

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Europejska konkurencja emerytalna

6 lut 2011

Podnoszenie i ujednolicanie wieku emerytalnego okazało się jednym z kluczowych zagadnień, które – w ramach paktu dla konkurencyjności zaproponowanego przez przywódców Niemiec i Francji – mają wyznaczać kierunki zmian społeczno-gospodarczych w Europie. Europie, która już od dawna do takich działań się przymierza,  a teraz zaczyna wcielać je  w życie. Dłuższa praca oznacza bowiem realne oszczędności dla gospodarki i odciąża kosztowne systemy emerytalne.

Skoro żyjemy dłużej,  powinniśmy także dłużej być aktywni zawodowo. Najbardziej radykalna w tej kwestii Dania myśli docelowo  o 72. roku życia jako wieku emerytalnym, większość  krajów skłania się ku 65 – 67.

Ogłoszenie paktu dla konkurencyjności, który ma służyć rosnącej integracji gospodarczej krajów strefy euro, państwa pozostające poza nią przyjęły z zaniepokojeniem. Oczywiście nie chodzi tu o wiek emerytalny, ale o realny powrót do koncepcji Europy dwóch prędkości, grupy  krajów połączonych wspólną walutą, która tworzyć ma awangardę rozwoju, wspierającej się we wzorowanych  na rozwiązaniach niemieckich działaniach prokonkurencyjnych, i zostających w tyle tych, którzy do eurostrefy wejść dotąd nie chcieli lub nie mogli, w tym także Polski. Trudno się dziwić, że premier Donald Tusk nie był po piątkowym szczycie UE zbyt szczęśliwy.

No cóż, uwzględniając stan finansów publicznych Polski, strefa euro jest poza naszym zasięgiem. Ale dlaczego mamy również pozostawać w ariergardzie niezbędnych zmian emerytalnych? Propozycji podniesienia wieku emerytalnego słyszeliśmy już wiele, sugerował to prof. Leszek Balcerowicz, sugerował szef doradców premiera Michał Boni… Nic z tych zapowiedzi  nie zostało i wygląda na to,  że lada moment będziemy jednym z najkrócej pracujących narodów w Europie, obdarzonym za to licznymi przywilejami emerytalnymi i kłócącym się o OFE.

Znów będziemy tupać  nóżką, bo ktoś chce coś robić bez nas. Tymczasem  w niektórych sytuacjach poza falą kluczowych zmian  pozostajemy wyraźnie na własną prośbę.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Prostsza droga do przedsiębiorczości

29 paź 2010

Z nieba sypie się manna – zakładający firmy mogą liczyć na pieniądze z urzędów pracy i z Unii Europejskiej, mogą sięgać po dodatkowe wsparcie, gdy zechcą stworzyć nowe miejsca pracy lub rozwijać się na terenach wiejskich. Jednoosobowe firmy mogą liczyć na korzystne, liniowe opodatkowanie i na preferencyjne stawki ZUS. Na przedsiębiorców, jeśli się postarają, wciąż jeszcze czekają bezzwrotne dotacje z Brukseli… Trudno o lepszą promocję przedsiębiorczości. Dlatego jako naród generalnie wspierający prywatną inicjatywę teraz stajemy się jej gorącymi orędownikami. Jeśli gros społeczeństwa uważa, że lepiej wspierać własne dziecko w dążeniu do biznesowej samodzielności, niż namawiać je na bezpieczny etat, to oznacza, że w prywatnej przedsiębiorczości widzimy podstawy ekonomicznego sukcesu kraju. To cieszy.

Widać to w statystykach. W ciągu pierwszego półrocza 2010 r. powstało prawie 208 tys. nowych firm, o 1/3 więcej niż rok wcześniej. W rejestrach podmiotów gospodarczych pod koniec czerwca było już przeszło 3,8 mln firm, o ponad 88 tys. więcej niż w grudniu. Tyle że to tylko liczby. Część nowych podmiotów zakładają pracownicy, którzy obawiają się o swoje miejsca pracy i chcą się związać ze swoją firmą na korzystniejszych dla obu stron zasadach. Zdolność takich firm do przetrwania w zmieniających się warunkach ekonomicznych nie będzie zbyt duża.

Miarą przedsiębiorczości, nie tej, o której mówimy i do której już się przekonaliśmy, ale tej prawdziwej, która mierzy się z rynkiem, będą realne efekty fali tworzenia nowych firm. Z dotychczasowych badań wynika bowiem, że pięć kolejnych lat przetrwa co trzecia z nowo zakładanych małych firm. Jeśli te proporcje zaczną się zmieniać na korzyść tych, które umieją przetrwać i się rozwijać, będziemy mogli mówić, że duch przedsiębiorczości skutecznie zagościł w narodzie. Trudno wszak budować dobrobyt tylko na zapale wspieranym środkami z cudzych portfeli, bo te się w końcu wyczerpią. Z drugiej strony, jeśli już są, trzeba z nich korzystać i próbować. Ostatecznie nawet Henry Ford kilka razy zbankrutował, nim stworzył ikonę motoryzacji.



***

Serwis rp.pl zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w akcji: TRON. Wymień jedną rzecz, za którą najbardziej cenisz serwis rp.pl oraz jedną rzecz, którą byś zmienił/-a, by cenić go jeszcze bardziej. Pole widzenia powiększamy o wasz punkt widzenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop