Posts Tagged „prywatyzacja”<

Sukces inspiruje samorządy

31 lip 2011

Udana prywatyzacja warszawskiego Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej rozbudziła apetyty innych samorządów. I choć transakcja wzbudziła także niekorzystne komentarze, głównie w kręgach opozycji, cyfry mówią za siebie – zamiast oczekiwanego niespełna miliarda do kasy Warszawy wpłynie 1,4 mld zł. Oczywiście ta prywatyzacja jest wyjątkowa, niemniej jednak spółki komunalne w innych miastach też są sporo warte. Na tyle dużo, by ich władze zaczęły się zastanawiać nad poszukiwaniem inwestorów. Zwłaszcza że pieniądze ze sprzedaży udziałów mogą wspomóc samorządowe budżety o ograniczonej już możliwości zadłużania.

Co ciekawe, jeszcze do niedawna gminy nie paliły się do prywatyzacji swojego majątku (jego wartość w samej Warszawie wynosiła w 2010 r. 108 mld zł – to m.in. grunty, lokale i budynki należące do miasta itp., z czego ponad 4,5 mld stanowiły udziały w spółkach komunalnych). Sprzedaż udziałów w spółkach dostarczających ciepło czy wodę była według wielu samorządowców obarczona dużym ryzykiem, a tak naprawdę brała się chyba ze strachu przed prywatnym inwestorem. Tam, gdzie takie transakcje miały miejsce, raczej nie ma już niezadowolonych.

Prywatyzacja majątku samorządów powinna jednak być prowadzona z głową. O ile bowiem sprzedaż akcji firmy dla większości ludzi jest abstrakcją, to prywatyzacja wodociągu czy firmy ciepłowniczej już nie, bo mamy z nią do czynienia bezpośrednio. Mieszkańcy muszą wiedzieć, co to dla nich oznacza i na co pójdą pieniądze. Np. władze Opola sprzedając swoją spółkę ciepłowniczą, kreślą wizję nowego mostu. To dobra idea, którą można przekonać niedowiarków.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wojciech Romański: Pod groźbą strajku z łapówką w tle

18 wrz 2010

Źle się dzieje w polskim węglu. Wszyscy podkreślają, że tak napiętej sytuacji w kopalniach nie było od lat. Ale też i nie mieliśmy wcześniej do czynienia z sytuacją, w której prezes ogromnej spółki górniczej nie uczestniczył w ostatniej fazie mediacji z grożącymi strajkiem związkowcami, bo wiszą nad nim zarzuty korupcyjne. Łapówkarska afera, która zbiera właśnie swoje niechlubne żniwo na Śląsku, nie pomagała w rozmowach. Trudno przekonywać związkowców, że trzeba zaciskać pasa, a nie upominać się o podwyżki, bo branża nie wyszła jeszcze na prostą, gdy prokuratura oskarża o branie łapówek kilku największych górniczych tuzów. Sprawy korupcyjne zawsze źle rzutują na wizerunek firmy czy sektora. Gorzej, że tym razem zderzają się z protestem, wobec którego trzeba było grać twardo. To trudne, gdy za plecami czeka prokurator. I związkowcy wygrali.

Trzeba przyznać, że potężne państwowe holdingi górnicze dysponują ogromnymi pieniędzmi. Miliardy przepływając przez spółki i grupy kapitałowe, rodzą pokusę, której mogą ulec nawet ci znajdujący się na szczycie korporacyjnej hierarchii. Odwlekana prywatyzacja górnictwa sprzyja patologiom – prywatny właściciel, kimkolwiek by był, zdecydowanie częściej i skuteczniej patrzy na ręce szefom swoich firm, choć i tam zdarzają się gorszące sytuacje.

Śląska afera pokazuje, że górnictwo, w którego ratowanie wpompowano  dotąd miliardy, trzeba jak najszybciej sprywatyzować. Wtedy o wynagrodzeniach będzie decydował rachunek ekonomiczny, podobnie jak o liczbie miejsc pracy i zamykaniu nierentownych zakładów. Ale w zamian górnicy będą mogli liczyć na akcje pracownicze i uczciwe premie, jeśli naprawdę będzie je z czego i za co wypłacać. Kopalniane budżety nie zawsze się domykają. I w tym akurat przypadku kwestia łapówek nie ma nic do rzeczy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Meandry prywatyzacji

23 sty 2010

O tym, że Skarb Państwa trochę udaje, iż prywatyzuje, wiadomo od dawna.

O tym, że Skarb Państwa trochę udaje, iż prywatyzuje, wiadomo od dawna. Z jednej strony słyszymy deklaracje o kluczowym znaczeniu prywatnego właściciela i konieczności radykalnego ograniczenia roli państwa w gospodarce, z drugiej zwłaszcza ubiegły rok pokazał, że majątek należący jeszcze do skarbu to rodzaj budżetowego koła ratunkowego. Dlatego należy wyprzedawać go po kawałku, tak by zarobić jak najwięcej, ale jednocześnie zachować kontrolę nad spółką. Póki się ją ma, można ów proceder kontynuować. Trudno o większą sprzeczność celów.

Doskonałym przykładem tej polityki były dwie ostatnie transakcje, zrealizowane przez Skarb Państwa – sprzedaż 10,7 proc. akcji Lotosu (choć tu zapewnienia o inwestorze branżowym nie ustają) oraz 10 proc. akcji KGHM. Resort przygotowuje się również do dorzucenia na parkiet kolejnych 15 – 16 proc. akcji grupy energetycznej Enea i ok. 20 proc. papierów Polskiej Grupy Energetycznej. Wszystko to działania probudżetowe i niemające wiele wspólnego z zagwarantowaniem spółkom właściciela z prawdziwego zdarzenia.

Być może w ten sposób uda się jakoś uskładać założony w budżecie i bardzo dlań ważny poziom wpływów. Ale co dalej? Statystyki są bezlitosne. Na 265 przygotowanych w ubiegłym roku od zera projektów prywatyzacyjnych sukcesem zakończyło się 107, czyli niespełna połowa. Zainteresowanie aukcjami, nową metodą sprzedaży spółek przez MSP, było śladowe – z 68 wystawionych firm nabywców znalazło 11. To i nawet trudno się dziwić, że wpływów szuka się odcinając kawałki atrakcyjnych spółek. Ale to nie zastąpi prawdziwej prywatyzacji. Chyba że coś się zmieniło w definicji tego procesu. Ale komunikatu MSP w tej sprawie dotąd nie było.


  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Bez ceny minimalnej

19 sty 2010

To oczywiście nie miało być lekarstwo na całe zło, po prostu kolejne narzędzie, tym razem umożliwiające szybką sprzedaż mniejszych, mniej chodliwych firm, z pominięciem długotrwałego procesu układania się z przyszłym właścicielem.

„Proszę państwa, oto spółka X, w niezłym stanie, chcemy za nią tyle, kto da więcej, pan z lewej czy pani z prawej? Po raz pierwszy, po raz drugi, sprzedane!”. Szybko, prosto, bez zbędnych komplikacji. Tyle że aukcje prywatyzacyjne z pompą zainaugurowane w kwietniu 2009 roku okazały się klapą. Sukces otrąbiony przez Ministerstwo Skarbu nie pomógł.

Powodów jest zapewne kilka. Jednym z nich jest – obecna jak widać nawet przy najmniejszych spółkach – obawa, by nie sprzedać czegoś za tanio, choć jak wiadomo w gospodarce to pojęcie względne. A gdyby odejść od kryterium przychodowego, a zastanowić się nad korzyściami, które sprzedana nawet za przysłowiową złotówkę i dobrze zarządzana przez prywatnego właściciela firma przyniesie budżetowi? Może nagle pojawiliby się chętni? Może warto w ramach eksperymentu spróbować aukcji bez ceny minimalnej? Nawet za cenę politycznego ryzyka? Z 68 wystawionych dotąd firm do wzięcia wciąż jest 57… A będą kolejne.

Oczywiście, o ile chodzi tu o prywatyzację, a nie o budżet. Tyle że wpływy z aukcji wystarczą ledwie na przysłowiowe waciki. A państwo w gospodarce wciąż się trzyma…

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Socjalizm z ludzką twarzą?

20 lis 2008

Ciekawe, dlaczego wszyscy, którzy tak głośno przekonywali o wyższości własności prywatnej nad państwową, nie organizują dziś protestów przeciwko sugestiom, a czasem wręcz prośbom o renacjonalizację, z którą występują na Zachodzie kolejne firmy i branże?

Nie dostają gęsiej skórki na myśl o opiekuńczych dłoniach państwa? Przecież ono znacznie gorzej realizuje obowiązki właścicielskie niż kapitał prywatny. Już nie tylko banki, ale np. jedna z ikon amerykańskiej motoryzacji, Chrysler, dopuszcza możliwość przejęcia części akcji przez państwo w zamian za pomoc, która go uratuje. Zaiste, ciekawych czasów dożyliśmy.

Sytuacja wygląda dziś tak, jakby globalna gospodarka, a przynajmniej jej istotna część, przestraszyła się konsekwencji tego, na czym się opiera: daleko idących swobód, przekraczania granic, krążących pieniędzy.

Wczorajsza deklaracja niemieckiego rządu, że pomoże Oplowi pod warunkiem, że ani euro nie opuści granic kraju, a już tym bardziej nie zasili pustego portfela spółki-matki, czyli GM, jest dobitnym tego przykładem. A zapewne będzie ich więcej, gdy kolejne firmy i kolejne branże będą wyciągały rękę z prośbą o pomoc.

Jakaż to piękna pożywka dla wszystkich przeciwników prywatyzacji. Po cóż na siłę sprzedawać firmy, zwłaszcza zagranicznemu kapitałowi, skoro – gdy trwoga – wszystko może się odwrócić? Wypada mieć nadzieję, że ostatecznie współczesne państwa okażą się jednak ostoją kapitalistycznego myślenia, może w bardziej konserwatywnym wydaniu. I jeśli państwa obejmą udziały w prywatnych koncernach (co wydaje się jedyną sensowną formą wsparcia), gdy nadejdzie czas, sprzedadzą je prywatnemu kapitałowi ze stosowną premią za odwagę. Bo biznes ma wiele twarzy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop