Posts Tagged „finanse”<

Łatwo nie jest

4 lis 2010

Autorski przegląd prasy

„Biznes w Polsce? Nie, dziękuję” – tak w krótkich, żołnierskich słowach „Gazeta Wyborcza” podsumowuje wyniki najnowszego raportu Banku Światowego „Doing business”.

„Kolejne rządy nie potrafią ułatwić prowadzenia biznesu w Polsce” – pisze dziennik. Dowodem jest oszałamiający awans naszego kraju z 73 na 70 miejsce w ogólnoświatowym zestawieniu. Pod względem jakości prowadzenia działalności gospodarczej z krajów Unii wyprzedzamy jedynie Włochy i Grecję. Trudno uznać za powód do dumy, że o włos wyprzedzamy monarchię Tonga, niewielki wyspiarski kraj w Polinezji na południowym Pacyfiku zarządzany przez króla Jerzego Tupou V, jak można przeczytać w Wikipedii. Kraj, w którym jakikolwiek przemysł wytwarza jedynie 10 proc. PKB.

Aby już do reszty pogrzebać sny o swobodach naszej gospodarki, „Rzeczpospolita” eksponuje ogromny skok, jaki w ciągu roku dokonały na przykład Czechy, które w zestawieniu awansowały o 19 pozycji, nie wspominając o Rwandzie, która przeleciała koło nas, a my nie zauważyliśmy kto nas wyprzedza – kraj ten dokonał w ciągu dwóch lat rekordowego skoku w rankingu – z miejsca 143 na 58! Seria policzków jest znacznie dłuższa: łatwiej niż u nas prowadzi się biznes na Białorusi, w Rumunii czy na borykających się z problemami Węgrzech. „Bank Światowy wciąż najgorzej ocenia nasze procedury związane z płaceniem podatków i uzyskiwaniem pozwoleń na budowę” – pisze „Rzeczpospolita”.

Szybciej niż w Polsce można założyć firmę nawet w Rosji, a uzyskać pozwolenie na budowę praktycznie wszędzie – w tej kategorii sklasyfikowano nas na 164 pozycji na 183 możliwe. Fakt, że ktokolwiek cokolwiek u nas buduje w tym kontekście wydaje się cokolwiek podejrzany. Niech się wstydzą wszystkie kolejne polskie rządy, które zajmowały się głównie tworzeniem kolejnych komisji zajmujących się żmudnym i cokolwiek bezskutecznym odbiurokratyzowywaniem gospodarki. Wprowadzane uproszczenia (np. mityczne „jedno okienko” do załatwiania wszelkich spraw związanych z działalnością firmy”) praktycznie nie działają, a czasem generują kolejne biurokratyczne utrudnienia.

A przecież można, o czym świadczy przykład kraju z obszaru wpływów dawnego ZSRR, który w opinii Banku Światowego już dziś zalicza się do elity przyjaznych przedsiębiorcom. To Gruzja, która – jak pisze „Rzeczpospolita” – przeprowadziła w ostatnich latach najwięcej pro biznesowych reform i znalazła się na 12 miejscu wśród krajów najbardziej przyjaznych dla biznesu, pokonując nawet Finlandię. 58 miejsc przed Polską!

„Gazeta Wyborcza” przywołuje tylko jedną wyraźną reformę, którą udało nam się przeprowadzić w ostatnim czasie – to wprowadzenie elektronicznego systemu ksiąg wieczystych. A jeśli chodzi o ocenę szczegółową jedyne, w czym jesteśmy dobrzy (15 miejsce w podrankingu) to łatwość uzyskiwania kredytów. Zawsze coś. Trzeba brać kredyt i jechać „doing business” do Gruzji, krajów bałtyckich, a nawet Namibii, która jest tuż przed nami.

Biorąc to wszystko pod uwagę fakt, że jesteśmy uważani za jeden z najbardziej przedsiębiorczych narodów świata zakrawa na cud. I rodzi pytanie, co by było, gdyby nam mniej w tej przedsiębiorczości przeszkadzano?

***

Serwis rp.pl zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w akcji: TRON. Wymień jedną rzecz, za którą najbardziej cenisz serwis rp.pl oraz jedną rzecz, którą byś zmienił/-a, by cenić go jeszcze bardziej. Pole widzenia powiększamy o wasz punkt widzenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wymarzony przyjaciel

23 wrz 2010

Autorski przegląd prasy

Dekadę temu zakończyła się pewna epoka. I nie chodzi tu o jakiś polityczny przełom czy gospodarczą zmianę. 10 lat temu zjechał z taśmy bielskiej fabryki Fiata ostatni Fiat 126p, wtedy już nazywany Maluchem 126p.

W sumie od 1973 r. powstało ponad dwa miliony aut, które przez lata były „Wymarzonym przyjacielem każdej polskiej rodziny”, jak pisze „Rzeczpospolita”. Przyjaciół miało być wielu, ostatecznie jednak niewiele z tego wyszło. „W zamierzeniach projektantów auto miało się pojawić w wielu wcieleniach. Jednym z nich był Bombel, mały furgon dostawczy mogący zabrać 300 kg ładunku.

Powstał także prototyp 126 kombi. Sensacją na owe czasy była wersja cabrio, która była jednym z polskich szlagierów eksportowych, podobnie jak model z szyberdachem. Dziś szlagierem eksportowym jest fiat panda, więc można powiedzieć, że wszystko zostało w rodzinie.

Z przyjaciółmi różnie jednak bywa. Dziś są z nami blisko, a za chwilę już nie. „Cygańscy cyrkowcy mają wyjechać z Francji” – pisze „Gazeta Wyborcza” dodając, że cygański cyrk Romanes, od lat ceniony i lubiany w Paryżu nagle – na fali antyromskiej kampanii – stracił przychylność władz, a wraz z nią część artystów straciła pozwolenia na pracę.

Co ciekawe, cyrkowcy z Romanes dowiedzieli się o tym tuż po powrocie z wystawy Expo w Szanghaju, gdzie… promowali Francję. „Od 17 lat ciężko pracujemy, a teraz nagle okazuje się, że z dnia na dzień możemy zniknąć” – gazeta cytuje wypowiedź jednej z artystek która przy okazji martwi się o dalsze losy centrum kultury cygańskiej, tworzonego przy wsparciu władz Paryża.

Tymczasem w ostatnich tygodniach, na skutek nowej polityki rządu, z Francji „wyjechało już ponad 1000 Romów, a sprawa wywołała oburzenie w kraju i w Europie” – pisze „Gazeta Wyborcza. Niespodziewanie francuski rząd poparł hiszpański premier Jose Louis Zapatero, który w wywiadzie dla „Wall Street Journal” stwierdził, że „integracja emigrantów jest ważna, ale równie ważne jest utrzymanie porządku na niesanitarnych i niebezpiecznych przedmieściach”. Czyżby podobnych, „przyjacielskich” gestów można się będzie spodziewać na Półwyspie Iberyjskim?

Do usunięcia z naszego życia zupełnie innych „przyjaciół” przymierza się Szwecja. „Szwecja – pierwszy kraj w którym będzie można płacić tylko kartą” – taką opcję zapowiada „Dziennik Gazeta Prawna”. Plan jest taki – mają zniknąć płatności gotówką, a więc i gotówka. „Chodzi o powstrzymanie fali napadów na oddziały banków” – pisze dziennik. W kampanię popierającą likwidację płatności gotówkowej włączyli się celebryci i bank centralny.

Nie wszyscy jednak byliby z tego zadowoleni. Gotówka bowiem, co zauważa „Dziennik Gazeta Prawna”, to „jedyny sposób na zarobienie pieniędzy przez żebraków i ulicznych artystów, często występujących w centrum Sztokholmu”.

Cóż, co jakiś czas kończy się gdzieś jakaś epoka. Do przemykających jeszcze gdzieniegdzie ulicami maluchów dołączą przechowywane w książkach na pamiątkę papierowe szwedzkie korony. A świat i tak pójdzie dalej.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kapitał ma nas kochać i już

23 wrz 2010

Na początek założenie: „dopłacanie” inwestorowi, by zechciał ulokować akurat u nas swoje pieniądze, nie jest może najzdrowsze. Ale nie my wymyśliliśmy ten sport i, chcąc nie chcąc, musimy grać w tę grę. Faktem jest również, że pozyskiwanie przez inwestora dodatkowych ulg, przywilejów i pieniędzy z różnych dostępnych źródeł i kumulowanie tego wszystkiego w jedną wielką korzyść nie jest może w porządku choćby w odniesieniu do tych firm, które z takich przywilejów nie korzystają. Ale znów, to nie firmy stworzyły taki system, natomiast z pewnością wielu przedsiębiorstwom rachunek ekonomiczny uwzględniający te możliwości pomógł podjąć właściwą decyzję inwestycyjną.

Z całą pewnością Polska na mapie inwestycyjnej świata nie jest obecnie ziemią obiecaną. Nasze tradycyjne atuty, które niegdyś wymienialiśmy jednym tchem po pytaniu „Dlaczego tu?”, przestają czarować. Przyciąga możliwość grantów unijnych, ale te się niebawem skończą, przyciągają strefy, ale wokół nich atmosfera się robi trochę gęsta i przyciąga pomoc publiczną, na jaką mogą liczyć co znaczniejsze inwestycje. Ministerstwo Finansów, jakby zapominając, że inwestorom, choć się coś daje, to się i zabiera, chce tylko zabierać. To niedobrze, bo dziś nawet przeniesienie fabryki nie jest dla dużej korporacji szczególnym problemem.

Kapitał nie będzie nas kochał za nic. Czy tego chcemy czy nie, trzeba go też motywować, by był wierny w uczuciach. Oczywiście, system powinien być klarowny – dziś można mieć co do tego wątpliwości. Stwórzmy więc spójny i atrakcyjny model wsparcia inwestorów. Na razie idziemy w przeciwną stronę.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Pomagać trzeba rozsądnie

14 cze 2010

Udział Polski w funduszu pomocy dla strefy euro na poziomie deklaracji jest z całą pewnością świetnym działaniem PR. Oto kraj, który aspiruje do roli jednego z rozgrywających na europejskiej scenie gospodarczej i politycznej, pokazuje, że może partycypować w akcji ratowania pogrążonych w kryzysie krajów starej Unii. Reprezentujemy europejski solidaryzm w najlepszej postaci. Do tego momentu wszystko jest OK. Ale jeśliby miało przejść od słów do czynów, cała sytuacja nie jest już wcale taka oczywista.

Udział w pomocowym projekcie zadeklarowały dwa kraje spoza strefy euro. Sytuacja Polski i Szwecji jest jednak zupełnie inna – my jesteśmy wciąż jeszcze na dorobku, korzystamy w znaczącym stopniu z funduszy pomocowych Unii Europejskiej. A jednym z ich celów jest ułatwienie odrabiania dystansu, jaki dzieli nowe kraje UE, przede wszystkim te z byłego bloku wschodniego, od rozwiniętego Zachodu. Gdybyśmy mieli – na zasadzie przekaż dalej – przesunąć część z tych środków (no bo niby skąd wziąć inne?) na wsparcie dłużników ze starej UE, trudno byłoby się w tym dopatrzyć większego sensu.

Być może łatwiej byłoby wyobrazić sobie naszą rolę, gdyby w grę wchodziła teraz pomoc np. dla Słowacji, a nie Grecji. Ale generalnie czasem nie warto wybiegać przed orkiestrę – my też mamy sporo do posprzątania na swoim podwórku, a w budżecie się nie przelewa. Jeśli uporządkujemy sprawy naszych finansów publicznych, wtedy możemy – nawet spoza strefy euro – pomagać maruderom. Ale na razie do ideału też nam daleko.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Po zielonej stronie mocy

29 kwi 2010

Autorski przegląd prasy

Ledwieśmy zdążyli się przyzwyczaić do przyjemnej wizji końca wielkiego kryzysu i wszelkich kłopotów z nim związanych, a tu masz, kroi się następny. „Grecki kryzys zaraża Europę” – ostrzega „Gazeta Wyborcza”, „Grecja ciągnie na dno całą Unię” – dokłada się do tej wizji „Polska The Times”, lokując przy okazji ten kraj w „finansowym piekle”.

„Koszt ratowania greckiej gospodarki przerasta już nie tylko możliwości, ale i wyobraźnię europejskich polityków” – konkluduje „Dziennik Gazeta Prawna”. „Dług publiczny Grecji zbliża się do 300 mld euro, co stanowi 115 proc. greckiego PKB. Jedyną szansą na sfinansowanie potrzeb tego kraju jest międzynarodowa pożyczka” – tłumaczy „Gazeta Wyborcza”. A kwoty, które mają pozwolić uchronić rząd w Atenach od konieczności ogłoszenia niewypłacalności kraju, padają różne. Bazą jest pakiet 45 mld euro, na który ma się złożyć Unia i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ale to zapewne za mało. „Pakiet pomocy dla Aten może w ciągu trzech lat sięgnąć nawet 100-120 mld euro” – donosi gazeta. „MFW i Unia mogą pożyczyć Grecji nawet 135 mld euro” – podnosi poprzeczkę „Rzeczpospolita”. „Uniknięcie bankructwa Grecji może kosztować nawet 186 mld euro” – cytuje z kolei szacunki Barclays Capital „Dziennik Gazeta Prawna”. A Michael Massurakis, główny ekonomista Alpha Banku w Atenach w rozmowie z „Rz” odpowiadając na pytanie, czy kryzys zadłużeniowy może się rozlać po innych krajach strefy euro: Hiszpanii, Portugalii czy Irlandii odpowiada: „Rynki oszalały, więc nie można tego wykluczyć. W podobnych kłopotach mogą znaleźć się inne zadłużone kraje eurolandu.” No cóż, w tej sytuacji zdecydowanie trzeba przyznać rację także cytowanemu przez „Rzeczpospolitą” Jackowi Rostowskiemu, polskiemu ministrowi finansów, który stwierdza, że „delikatnie mówiąc, sytuacja jest delikatna”.

Ale spójrzmy na te miliardy z innej strony. Według ogłoszonego wczoraj już po raz czwarty rankingu najdroższych marek świata, przygotowywanego przez Millward Brown Optimom, Google, po 14-procentowym wzroście w porównaniu z wyceną w 2009 r., jest warte 114,26 mld dolarów. „W ciągu ostatniego roku, gdy większość finansowych wskaźników spadała, wartość 100 najdroższych marek na świecie wzrosła o 4 proc., przekraczając pułap 2 bln dolarów” – czytamy w cytowanym przez „Gazetę Wyborczą” komentarzu analityków Millward Brown. Paradoksem jest, że wystarczyłoby jedno Google, by choć częściowo rozwiązać problemy bankrutującego kraju, choć porównanie trochę abstrakcyjnego pojęcia wartości marki z twardym długiem publicznym jest oczywiście tylko intelektualną zabawą.

Na szczęście „Największe polskie firmy wygrały z kryzysem”, jak ogłasza to „Rzeczpospolita” przy okazji publikacji 12. już Listy 500, na której znalazły się największe polskie przedsiębiorstwa. Receptę na sukces zgrabnie sformułował na zielonych stronach „Rz” wicepremier i minister naszej gospodarki Waldemar Pawlak: „Chcę pogratulować wszystkim z Listy 500, bo pokazują, jak ważne jest oferowanie konsumentom tego, czego chcą. A zwłaszcza w tak przebojowy sposób. Wyniki tych firm to sygnał, że jesteśmy po »zielonej stronie mocy«”.

To nie najgorsze miejsce, zwłaszcza jeśli się wierzy w istnienie „finansowego piekła”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop