Posts Tagged „EURO2012”<

Forma się nam stabilizuje

12 sie 2010

Nie jest dobrze w wymiarze narodowym. Nie jest nawet tylko niedobrze. Jest źle.

„Coraz większy strach” przed Euro 2012 dostrzega „Rzeczpospolita”, patrząc na poczynania naszych reprezentacyjnych piłkarzy, którzy wczoraj przegrali z Kamerunem 0:3, a wcześniej dali się skopać Hiszpanii 0:6. „Dotychczas w kontekście Euro baliśmy się o autostrady, dworce i hotele, teraz największy jest strach, który odczuwamy, kiedy reprezentacja Polski wybiegnie na boisko. Tak beznadziejnie nie było od lat” – pisze „Rzeczpospolita”. „Gdzie ta drużyna, trenerze?” – pyta dramatycznie „Gazeta Wyborcza”. „Kpiny z trybun oraz gwizdy na koniec to najlepsze podsumowanie szczecińskiej porażki” – pisze „Gazeta” dodając z zawstydzeniem, że „forma reprezentacji Smudy powoli stabilizuje się – w słabym stylu przegrała drugie spotkanie do zera, w czwartym z kolei nie zdobyła gola. Postęp jest taki, że w porównaniu z meczem z Hiszpanią Polacy stracili dwa razy mniej goli. Drużyną wciąż nie są, gorsze, że w żadnej formacji i elemencie nawet jej nie przypominają.” Kropkę nad i stawia „Polska. The Times” mówiąc o grze „na poziomie III ligi z Kambodży”  i skrupulatnie wyliczając, że „kadra Smudy nie potrafiła zdobyć gola od 387 minut”. Jak by tego było mało, „Rzeczpospolita” dodaje, że dworzec Warszawa Zachodnia nie doczeka się przed mistrzostwami na inwestycyjny cud i „będzie straszył podczas Euro 2012”. Może na tyle skutecznie, że część kibiców nie odważy się na własne oczy oglądać poczynać gospodarzy? Pozostaje mieć sportowo-narodową nadzieję, że skoro „Korzeń płynie dziś po złoto” na mistrzostwach Europy w pływaniu, co ogłasza „Polska. The Times”, to coś z tego będzie.

Aby zwrócić uwagę na inne problemy, znacznie zresztą ważniejsze niż „ustabilizowany poziom” naszej drużyny w piłce kopanej spektakularną akcję urządził Greenpeace, spuszczając z gmachu Ministerstwa Środowiska ogromny baner z napisem „I love puszcza”. Ekolodzy, w znacznie lepszej od piłkarzy formie, na dach siedziby resortu „wspięli się po piorunochronie. Policja poprosiła ich o zejście. Nie posłuchali” – pisze „Gazeta Wyborcza” o akcji służącej ratowaniu Puszczy Białowieskiej.  W reakcji na akcję minister środowiska Andrzej Kraszewski – co odnotowuje „Dziennik Gazeta prawna” – stwierdził: „mogę powiedzieć bez żadnego mizdrzenia się >I love puszcza<”.  Każdy jednak rozumie tę miłość inaczej – ekolodzy chcą objęciem parkiem narodowym, który chroni dziś tylko 17 proc. powierzchni prastarej puszczy, przynajmniej jej połowy, resort obiecuje poszerzenie go do 35 proc., co i tak oburza lokalne samorządy, żyjące m.in. z podatku leśnego.

O puszczę trzeba zadbać, inaczej może zniknąć. Na razie na szczęście nic nie wskazuje, by tak stać się miało. Natomiast „Znikła grypa. I miliardy” – pisze „Gazeta Wyborcza”. Chodzi o ogłoszony przez WHO koniec pandemii grypy, na której koncerny farmaceutyczne zarobiły miliardy, a państwa zostały z tonami przeterminowanych lub zbliżających się do terminu ważności szczepionek, kupowanych w panice i zdecydowanie na wyrost. Teraz w sprawie grypy toczone są śledztwa. „Czy Światowa Organizacja Zdrowia się pomyliła?” – pyta gazeta. Komisja śledcza Parlamentu Europejskiego uważa, że tak. „W przyjętej pod koniec czerwca rezolucji zgromadzenie uznało, że ogłoszenie pandemii było nieuzasadnione”. Kolejne śledztwo prowadzi Parlament Europejski, którego posłowie podejrzewają, że „pod wpływem koncernów farmaceutycznych rządy państw UE dopuściły się marnotrawstwa publicznych pieniędzy” – pisze „Gazeta Wyborcza”. Przy okazji, w grypie, podobnie jak w kryzysie, jesteśmy także „zieloną wyspą”. Jak donosi dziennik, „brawa od europosłów dostała polska minister zdrowia Ewa Kopacz, która jako jedyna w Europie odmówiła zakupu szczepionek”, za co zresztą na jej głowę posypały się wówczas gromy. Ale doczekała się i oklasków.

Czego życzymy polskiej drużynie narodowej w piłkę kopaną.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Minister czasem musi tupnąć

3 sie 2010

Trzeba było tupnąć nogą, by samorządy i firmy, przygotowujące inwestycje turystyczne, mające zachęcić gości Euro 2012 do powrotu do Polski, zabrały się do roboty i przypomniały sobie, że do mistrzostw czasu coraz mniej

Chwała Ministerstwu Rozwoju Regionalnego, że upomniało odpowiedzialnych za guzdrzące się projekty, choć z drugiej strony mogło to zrobić znacznie wcześniej. Wszak dzwonek alarmowy można było usłyszeć już na początku roku, kiedy to ze zgłoszonych i zaakceptowanych 22 projektów formę odpowiednią do podpisania umowy o dofinansowanie osiągnął dopiero… jeden.  Fakt podpisania dwóch kolejnych w ciągu pół roku to kosmiczne przyspieszenie. Tyle że wszystkie obejmują raptem 7,5 proc. z przewidzianych na wsparcie 500 mln zł.

Bez wątpienia unijne dotacje sprawiają, że żyjemy, przynajmniej miejscami, w coraz nowocześniejszym i atrakcyjniejszym kraju.

Z pewnością projekty ożywienia gdańskich dróg wodnych, wpuszczenia wodniaków na Żuławy czy interaktywne muzea przyczynią się do jeszcze lepszego postrzegania Polski przez turystów. Tyle że najpierw muszą powstać. Nawet największe atrakcje mają na papierze taką samą wartość, jak wirtualne autostrady. Nie da się z nich skorzystać i nie da się na nich budować strategii regionu czy Polski.

Unijne dotacje nie będą wpadać do naszego budżetu w nieskończoność. Dlatego trzeba je wykorzystywać jak najlepiej i jak najszybciej. Lub rezygnować z nich zawczasu, by pieniądze nie musiały wracać do Brukseli, ale by mogli skorzystać z nich inni. Ostatecznie nigdzie nie jest powiedziane, że dotacje są przydzielane każdemu po równo. Trafiają tam, gdzie potrafią z nimi zrobić coś dobrego. Miejmy nadzieję, że tupnięcie ministra sprawi, iż wybrane projekty turystyczne na Euro 2012 okażą się jednak dobrym wyborem, a nie stratą czasu i pieniędzy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Witajcie w dziurawej Polsce

28 kwi 2010

Cieszyliśmy się z tych mistrzostw w piłce nożnej jak dzieci. Dla jednych bardziej liczyły się emocje sportowe, dla innych – szansa na infrastrukturalny skok – przyspieszenie budowy dróg, nowych stadionów, remonty linii kolejowych czy dworców, zakupy nowoczesnego taboru.

Co prawda z biegiem czasu ambitne programy chudły, ale rząd zawsze podkreślał, że najważniejsze trasy, czy to kolejowe, czy autostrady, będą gotowe praktycznie w całości.

Tymczasem psuje się pięknie rysowana sieć dróg, które mają być przejezdne przed Euro 2012. To, że nie będzie centralnego odcinka trasy A1 w okolicach Łodzi, wiadomo od niedawna, bo w warunkach przetargu jako datę ukończenia odcinka podano rok 2013. Tak naprawdę jednak dziura może być większa i sięgać od Torunia aż po Pyrzowice. Wątpliwości dotyczą także końcówki trasy A4, kluczowej, bo przed ukraińską granicą, czy budowanego aż przez cztery konsorcja fragmentu A2 z Warszawy do Łodzi…

Okazuje się, że kolejowe dziury w infrastrukturalnej mapie mogą być jeszcze większe. Prawdopodobnie uda się zrealizować ok. połowy zaplanowanych prac, a żaden z długich odcinków tras nie zostanie ukończony w całości. Możemy więc zapomnieć o szybkich podróżach pomiędzy stadionami. Miały być piękne dworce, skończy się na wysprzątaniu i odmalowaniu starych.

Fatalny to komunikat. Zwłaszcza że problemem nie są pieniądze, ale biurokracja, nieudolność organizacyjna, rozbuchane procedury, protesty przy przetargach. Coś, z czym nie potrafiliśmy sobie poradzić przez lata i nie radzimy sobie nadal. Co gorsza, swój kamyczek do biurokratycznego ogródka dorzuciła i Unia. Szkoda, bo mapa infrastrukturalnych inwestycji na Euro 2012 wyglądała tak ładnie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop