Posts Tagged „drogi”<

Dobre strony spóźnionych dróg

8 sie 2011

Tak naprawdę nawet ostatni, mocno zredukowany w stosunku do wcześniejszych mocarstwowych planów rządowy program budowy dróg na Euro 2012 wymagał co najmniej cudu. I ten cud – co było do przewidzenia – raczej nie nastąpi. Kolejny raport nadzorującej przygotowania Polski do mistrzostw spółki PL.2012 stawia tylko kropkę nad i, bo o tym, że nie da się zbudować dróg szybciej, niż pozwalają na to możliwości techniczne, pogoda, biurokracja czy obowiązujące metody rozliczeń eksperci mówili już od dawna. Rząd ustami ministra infrastruktury mówił wtedy, że zdążymy, a przynajmniej zapewnimy przejezdność, cokolwiek miałoby to znaczyć. Teraz już wiadomo, że na niektórych budowanych fragmentach autostrad nawet i tego nie da się osiągnąć.

Paradoksalnie chyba to dobrze, i to z kilku powodów. Po pierwsze w końcu należy się solidne utarcie nosa tym, którzy usilnie nas przekonywali, że autostrady zbudujemy piękne jak malowanie i szybciej, niż się komukolwiek śniło. A jednocześnie sam proces inwestycyjny kulał, a do nadzoru państwa i jakości współpracy z wykonawcami można było mieć sporo zastrzeżeń. To się po prostu nie mogło udać, choć nikt nie miał odwagi tego powiedzieć. Po drugie, na dramatycznym wyścigu z czasem mogłaby ucierpieć jakość. I tak bywają z nią kłopoty, ale pod wpływem presji chęć technologicznych uproszczeń i ryzyko błędów mogłyby się zwiększyć. Lepiej mieć lepszą drogę później niż byle jaką na Euro. Po trzecie wreszcie, na Euro 2012 świat się nie kończy. Dlatego dobrze, byśmy i my, i firmy budowlane mogli niebawem poznać długofalowy plan budowy dróg w Polsce. Realny, bo na kreski na mapie nikt się już chyba nie nabierze. Chyba że oznaczają kolejne spóźnienia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Smętny start ważnego systemu

4 lip 2011

Start elektronicznego systemu poboru opłat na polskich drogach trudno uznać za udany. Po pierwsze, wszystko ruszyło nie 1, ale 3 lipca, dzięki czemu samochody ciężarowe i dostawcze, które teraz zamiast winiet muszą mieć elektroniczne pudełko (viaBox) rejestrujące kilometry przejechane po płatnych drogach, poruszały się po nich za darmo. Według wyliczeń Skarb Państwa, do którego mają wpływać pieniądze z opłat, stracił przez to kilka milionów złotych.

Tracił też będzie jeszcze przez jakiś czas, bowiem na wielu odcinkach dróg, m.in. na nowym fragmencie trasy S7 ze Skarżyska do Kielc czy na autostradowej obwodnicy Krakowa, nawet nie stanęły jeszcze tzw. bramownice wypatrujące samochodów z viaBoksami. Według zapowiedzi operatora systemu viaTOLL pełna szczelność ma być osiągnięta w sierpniu.

Zawiodła też dystrybucja viaBoksów – w wielu miejscach, zwłaszcza przy granicach, tworzyły się kolejki zdenerwowanych kierowców, bo procedura wypożyczenia urządzenia wymaga przedstawienia wielu dokumentów i trochę trwa. Można by rzec – klęska na całej linii, choć z drugiej strony wiele firm zwlekało z wykupieniem urządzeń, a mogły to robić od dwóch miesięcy.

A i Kapsch, zwycięzca mocno opóźnionego przetargu na system, którego rozruch zwykle trwa ok. roku, miał tego czasu znacznie mniej. Fakt, nie dokonał niemożliwego, ale i teraz nie uchyla się od odpowiedzialności i nie szuka innych winnych. Bez protestu zgadza się też na zapłatę kar i rekompensat. Oczywiście w grę wchodzi kontrakt na 4 mld zł, ale to i tak nietypowa sytuacja Choć oczywiście byłoby lepiej, gdyby wszystko było po prostu na czas – i przetarg, i system.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Minister tnie na oślep

28 gru 2010

Fakt, że kolejne programy budowy dróg i autostrad tworzone przez kolejne rządy były praktycznie niemożliwe do zrealizowania, podkreślało wielu ekspertów. Władza zaś głośno protestowała, że skądże, po czym przesuwała kolejną inwestycję na święty nigdy. Podobnie jest z planami obecnego rządu. Tu cięcie jest szczególnie bolesne, bo plan sieci drogowej był niesiony na sztandarach przygotowań do Euro 2012. Przez moment wierzyliśmy, że może się uda.

W sumie trudno mieć pretensje. Mimo unijnego dofinansowania państwo ma mniej pieniędzy, bo musi oszczędzać. Sytuacja gospodarcza w Europie i na świecie jest, jaka jest, i polscy kierowcy nic na to nie poradzą. Na stan budżetu też. Czesi program budowy dróg praktycznie zawiesili na kołku. Ale można mieć do rządu pretensje, że cięcia w programie są dokonywane dopiero teraz, kiedy możliwości stworzenia do 2012 r. choćby szkieletu układu transportowego po roku pełnym drogowych przetargów są ograniczone. Trzeba było to zrobić wcześniej, przecież te pieniądze nie zniknęły nagle. W efekcie tniemy inwestycje, które jeszcze da się zatrzymać, a nie te, które naprawdę mogłyby poczekać. Skutek? Do 2015 r. nie będzie gotowa arcyważna trasa A1, będzie za to odcinek A4 od Rzeszowa do granicy z Ukrainą, na którym ruch będzie kilkakrotnie mniejszy. Żadna z planowanych dróg ekspresowych nie będzie gotowa w całości, więc korzyści dla płynności ruchu będą w niektórych miejscach iluzoryczne. Warszawa nie będzie miała domkniętej obwodnicy ani żadnej (poza, miejmy nadzieję, autostradą) sensownej wylotówki, wiele innych miast – niezbędnych obwodnic.

Szkoda, że znów wyszło nam, jak wyszło. Bo obietnice, że coś się ruszy po 2013 czy 2015 r., to bajka o żelaznym wilku.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Witajcie w dziurawej Polsce

28 kwi 2010

Cieszyliśmy się z tych mistrzostw w piłce nożnej jak dzieci. Dla jednych bardziej liczyły się emocje sportowe, dla innych – szansa na infrastrukturalny skok – przyspieszenie budowy dróg, nowych stadionów, remonty linii kolejowych czy dworców, zakupy nowoczesnego taboru.

Co prawda z biegiem czasu ambitne programy chudły, ale rząd zawsze podkreślał, że najważniejsze trasy, czy to kolejowe, czy autostrady, będą gotowe praktycznie w całości.

Tymczasem psuje się pięknie rysowana sieć dróg, które mają być przejezdne przed Euro 2012. To, że nie będzie centralnego odcinka trasy A1 w okolicach Łodzi, wiadomo od niedawna, bo w warunkach przetargu jako datę ukończenia odcinka podano rok 2013. Tak naprawdę jednak dziura może być większa i sięgać od Torunia aż po Pyrzowice. Wątpliwości dotyczą także końcówki trasy A4, kluczowej, bo przed ukraińską granicą, czy budowanego aż przez cztery konsorcja fragmentu A2 z Warszawy do Łodzi…

Okazuje się, że kolejowe dziury w infrastrukturalnej mapie mogą być jeszcze większe. Prawdopodobnie uda się zrealizować ok. połowy zaplanowanych prac, a żaden z długich odcinków tras nie zostanie ukończony w całości. Możemy więc zapomnieć o szybkich podróżach pomiędzy stadionami. Miały być piękne dworce, skończy się na wysprzątaniu i odmalowaniu starych.

Fatalny to komunikat. Zwłaszcza że problemem nie są pieniądze, ale biurokracja, nieudolność organizacyjna, rozbuchane procedury, protesty przy przetargach. Coś, z czym nie potrafiliśmy sobie poradzić przez lata i nie radzimy sobie nadal. Co gorsza, swój kamyczek do biurokratycznego ogródka dorzuciła i Unia. Szkoda, bo mapa infrastrukturalnych inwestycji na Euro 2012 wyglądała tak ładnie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zrzutka na polskie dworce

21 sty 2010

Zapewne z początku podniesie się larum. Rząd przymierza się bowiem do wprowadzenia opłaty dworcowej, którą wnosiliby – za wjazd na stację – wszyscy przewoźnicy pasażerscy jeżdżący po polskich torach.

Pieniądze miałyby trafić na remonty rozpadających się dworców. Płacić mają państwowe InterCity, samorządowe Przewozy Regionalne czy Koleje Mazowieckie, prywatna Arriva i kto tam jeszcze zacznie jeździć po Polsce. Oczywiście w końcowym rachunku wysupła je z kieszeni podróżny. Tylko czy to źle?

W jednej z piosenek zespół Kult śpiewał o dworcu w Kutnie, na którym jest „tak brudno, że pękają oczy”. To ponura rzeczywistość większości stacji. Co gorsza, aby się ratować, zarządzający dworcami starają się komercjalizować zbędne powierzchnie, przez co wypełniają je skleconymi byle jak budami, w których często handluje się mocno podejrzanym towarem. I nawet jeśli pozyskane w ten sposób pieniądze pozwalają zarobić na bieżące utrzymanie dworca, to na remonty już nie starcza.

Stąd opłata dworcowa może być jedynym sposobem na pozyskanie pieniędzy, bo budżet temu wyzwaniu nie podoła, a PKP tym bardziej. Nawet jeśli przejdą ostrą kurację restrukturyzacyjną. Ale warunki są dwa: myto nie może wpłynąć znacząco na cenę biletów, a zebrane pieniądze muszą na pewno trafić na remonty i modernizację dworców.

Podobnie jak idea płatnych dróg ma służyć dalszemu rozwijaniu ich sieci, tak dopłata na podniesienie standardu podróżowania powinna zyskać zrozumienie, choć idea, że to państwo powinno płacić za wszystko, na pewno będzie się przewijać w dyskusji. Ale chętnych do budżetowych środków jest zbyt wielu, a dworce – jak widać są na szarym końcu. Dlatego może warto się zrzucić, by już więcej nie pękały nam oczy?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wiecznie niezadowoleni transportowcy

4 paź 2008

Rząd ugiął się przed perspektywą naszych wąskich, dziurawych dróg zablokowanych ciężarówkami, które w ramach protestu przemieszczają się po Polsce w tempie 20 km na godzinę. Winiety, czyli opłaty za korzystanie z rodzimych tras przez samochody ciężarowe, ostatecznie pozostają, chociaż ich zniesienie było jeszcze przed wakacjami jednym z istotnych projektów obecnej władzy. Ale kompromis – podniesienie ich cen – dalej nie podoba się transportowcom.

To prawda, że obecna sytuacja nie sprzyja branży. Coraz niższe ceny frachtów, drogie paliwo, spadek zamówień – to wszystko sprawia, że firmom transportowym nie żyje się tak znakomicie, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Ale system winietowy, z którego wpływy w większości trafiają do kieszeni operatorów niespełna 250 kilometrów płatnych autostrad za to, że ciężarówki mogą po nich jeździć za darmo, jest po prostu niesprawiedliwy. Pieniądze, które w zamyśle miały służyć remontom dróg, a więc wszystkim, służą dziś dwóm grupom wybranych.

Jest jednak druga strona medalu – także rozwiązanie, w którym przewoźnicy płacą wyłącznie za przejazd po 250 kilometrach autostrad, a po reszcie dróg poruszają się bezpłatnie, jest nie do przyjęcia. Z ogromnego ruchu tirów nie mogą korzystać wyłącznie koncesjonariusze. Prawda jest taka, że po raz kolejny przespaliśmy moment, w którym trzeba było zająć się budową systemu automatycznego myta, który działa już w ościennych krajach. U nas, jeśli się uda, ruszy dopiero od 2011 r.

Na rozwój polskich dróg powinni łożyć wszyscy ich użytkownicy. Potrzeby są bowiem tak wielkie, że nawet ogromne pieniądze z Unii to kropla w morzu potrzeb. Utrzymanie winiet niewiele tu pomoże. Dlatego nie chciałbym teraz słyszeć narzekań transportowców na stan naszej infrastruktury. Byłoby to nie fair.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop