Posts Tagged „autostrada”<

Minister tnie na oślep

28 gru 2010

Fakt, że kolejne programy budowy dróg i autostrad tworzone przez kolejne rządy były praktycznie niemożliwe do zrealizowania, podkreślało wielu ekspertów. Władza zaś głośno protestowała, że skądże, po czym przesuwała kolejną inwestycję na święty nigdy. Podobnie jest z planami obecnego rządu. Tu cięcie jest szczególnie bolesne, bo plan sieci drogowej był niesiony na sztandarach przygotowań do Euro 2012. Przez moment wierzyliśmy, że może się uda.

W sumie trudno mieć pretensje. Mimo unijnego dofinansowania państwo ma mniej pieniędzy, bo musi oszczędzać. Sytuacja gospodarcza w Europie i na świecie jest, jaka jest, i polscy kierowcy nic na to nie poradzą. Na stan budżetu też. Czesi program budowy dróg praktycznie zawiesili na kołku. Ale można mieć do rządu pretensje, że cięcia w programie są dokonywane dopiero teraz, kiedy możliwości stworzenia do 2012 r. choćby szkieletu układu transportowego po roku pełnym drogowych przetargów są ograniczone. Trzeba było to zrobić wcześniej, przecież te pieniądze nie zniknęły nagle. W efekcie tniemy inwestycje, które jeszcze da się zatrzymać, a nie te, które naprawdę mogłyby poczekać. Skutek? Do 2015 r. nie będzie gotowa arcyważna trasa A1, będzie za to odcinek A4 od Rzeszowa do granicy z Ukrainą, na którym ruch będzie kilkakrotnie mniejszy. Żadna z planowanych dróg ekspresowych nie będzie gotowa w całości, więc korzyści dla płynności ruchu będą w niektórych miejscach iluzoryczne. Warszawa nie będzie miała domkniętej obwodnicy ani żadnej (poza, miejmy nadzieję, autostradą) sensownej wylotówki, wiele innych miast – niezbędnych obwodnic.

Szkoda, że znów wyszło nam, jak wyszło. Bo obietnice, że coś się ruszy po 2013 czy 2015 r., to bajka o żelaznym wilku.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Szaman z licencją

7 paź 2010

Autorski przegląd prasy

„Fatalny stan infrastruktury transportowej może w dłuższej perspektywie zachwiać podstawami gospodarki…” – tak zaczyna swój tekst „Brakuje pieniędzy na remonty dróg” „Dziennik Gazeta Prawna”. Któż doszedł do takiego wniosku? Wszechobecny Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR? Janusz Piechociński, infrastrukturalna twarz PSL? Otóż nie. „Do takiego wniosku doszło w opublikowanym raporcie 80 czołowych amerykańskich specjalistów z dziedziny transportu (…). Aby na dobre nie zostać w tyle, wzywają oni do dwukrotnego zwiększenia wydatków na infrastrukturę drogową, kolejową i lotniczą – do poziomu 262 mld dol. rocznie”. Twórcy raportu sugerują, że jednym ze źródeł finansowania tych wzmożonych inwestycji mogą być opłaty za przejazd z autostrad federalnych. Ciekawe, jak im z tym pójdzie. W Polsce przez kilka lat nie udało się wprowadzić opłat na żadnej z „autostrad federalnych”, czyli wybudowanych przez rząd.

Tymczasem – mimo przeszkód i pomówień – u nas inwestycje drogowe gnają jak szalone, choć… „Finisz ekspresówki bez dojazdów” – zapowiada „Gazeta Wyborcza”, opisując przygotowania do zakończenia najdroższej w przeliczeniu na kilometr inwestycji drogowej w Polsce – budowy dziesięciokilometrowego fragmentu obwodnicy Warszawy oznaczonej numerem S8. Otóż w niektórych miejscach problemy będą zarówno z wjechaniem, jak i zjechaniem z trzypasmowej, bezkolizyjnej trasy, bo „ratusz nie poszerzył jednego z kluczowych dojazdów do ekspresowi”. Co więcej, przez co najmniej półtora roku droga będzie się kończyła w szczerym polu, bo jej ciąg dalszy, czyli autostrada A2 jest wciąż w powijakach. Ale rząd i tak będzie mógł wpisać kolejne kilometry wykonanych tras do swojej infrastrukturalnej laurki.

No ale cóż, nikt rządowi nie zabroni chwalić się i reklamować swoich, nawet wątpliwych, osiągnięć. Zdecydowanie gorzej mają choćby szamani. „Rosyjska duma zakaże reklamowania magów i uzdrowicieli. Są zbyt niebezpieczni” – donosi „Rzeczpospolita”. Posłowie przegłosowali właśnie poprawki do ustawy o reklamie. „Jeśli wejdą w życie, reklamowanie w mediach wróżek, szamanów i jasnowidzów będzie nielegalne. Z wyjątkiem przypadków, kiedy wyżej wymienieni będą w stanie wylegitymować się odpowiednim, państwowym certyfikatem” – pisze dziennik. Wbrew pozorom to poważny problem. „W Rosji, będącej mieszanką kultur i religii wciąż działają szamani, babki i szept uchy. W Tuwie, Buriacji, Jakucji można się wybrać do szamańskiej kliniki, nie tylko, by wyleczyć się z takiej czy innej choroby, ale i poradzić się, co robić gdy odszedł mąż albo gdy nie ma pieniędzy”.

Oczywiście wszystko skupia się na szamanach. Rządom wolno zdecydowanie więcej, na przykład próbować uzdrawiać swoje gospodarki manipulując kursami walut. „Szef MFW uważa, że świat stoi na skraju wojny walutowej” – pisze „Rzeczpospolita”. „To, co się dzieje na światowym rynku walutowym przyprawia w ostatnich tygodniach o ból głowy ekonomistów, przedsiębiorców i polityków” – dodaje „Gazeta Wyborcza”. Rzecz w tym, że wiele krajów za pomocą słabszej waluty chce wzmocnić eksport swojego kraju i tym samym poprawić szanse na wzrost gospodarczy. I jakoś nikt im tego nie może zakazać.

Być może kiedyś jakiś uczony opisze to zjawisko i dostanie na przykład Nagrodę Nobla. Na razie jednak nobliści płaczą, bo „tegoroczni laureaci dostaną czeki z najniższą od 10 lat kwotą. Powody są dwa: zamrożenie wysokości nagrody i inflacja” – pisze „Rzeczpospolita”. Jeśli jednak nobliści wypłacą nagrodę w innej walucie niż szwedzka korona, odrobią część strat. Bo szwedzka korona jest dziś mocna, a euro już nie bardzo. I w ten sposób nobliści – traktując to jako przyczynek do badań oczywiście – mogą się włączyć w światową grę walutami.

Takich dożyliśmy czasów.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Witajcie w dziurawej Polsce

28 kwi 2010

Cieszyliśmy się z tych mistrzostw w piłce nożnej jak dzieci. Dla jednych bardziej liczyły się emocje sportowe, dla innych – szansa na infrastrukturalny skok – przyspieszenie budowy dróg, nowych stadionów, remonty linii kolejowych czy dworców, zakupy nowoczesnego taboru.

Co prawda z biegiem czasu ambitne programy chudły, ale rząd zawsze podkreślał, że najważniejsze trasy, czy to kolejowe, czy autostrady, będą gotowe praktycznie w całości.

Tymczasem psuje się pięknie rysowana sieć dróg, które mają być przejezdne przed Euro 2012. To, że nie będzie centralnego odcinka trasy A1 w okolicach Łodzi, wiadomo od niedawna, bo w warunkach przetargu jako datę ukończenia odcinka podano rok 2013. Tak naprawdę jednak dziura może być większa i sięgać od Torunia aż po Pyrzowice. Wątpliwości dotyczą także końcówki trasy A4, kluczowej, bo przed ukraińską granicą, czy budowanego aż przez cztery konsorcja fragmentu A2 z Warszawy do Łodzi…

Okazuje się, że kolejowe dziury w infrastrukturalnej mapie mogą być jeszcze większe. Prawdopodobnie uda się zrealizować ok. połowy zaplanowanych prac, a żaden z długich odcinków tras nie zostanie ukończony w całości. Możemy więc zapomnieć o szybkich podróżach pomiędzy stadionami. Miały być piękne dworce, skończy się na wysprzątaniu i odmalowaniu starych.

Fatalny to komunikat. Zwłaszcza że problemem nie są pieniądze, ale biurokracja, nieudolność organizacyjna, rozbuchane procedury, protesty przy przetargach. Coś, z czym nie potrafiliśmy sobie poradzić przez lata i nie radzimy sobie nadal. Co gorsza, swój kamyczek do biurokratycznego ogródka dorzuciła i Unia. Szkoda, bo mapa infrastrukturalnych inwestycji na Euro 2012 wyglądała tak ładnie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wiecznie niezadowoleni transportowcy

4 paź 2008

Rząd ugiął się przed perspektywą naszych wąskich, dziurawych dróg zablokowanych ciężarówkami, które w ramach protestu przemieszczają się po Polsce w tempie 20 km na godzinę. Winiety, czyli opłaty za korzystanie z rodzimych tras przez samochody ciężarowe, ostatecznie pozostają, chociaż ich zniesienie było jeszcze przed wakacjami jednym z istotnych projektów obecnej władzy. Ale kompromis – podniesienie ich cen – dalej nie podoba się transportowcom.

To prawda, że obecna sytuacja nie sprzyja branży. Coraz niższe ceny frachtów, drogie paliwo, spadek zamówień – to wszystko sprawia, że firmom transportowym nie żyje się tak znakomicie, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Ale system winietowy, z którego wpływy w większości trafiają do kieszeni operatorów niespełna 250 kilometrów płatnych autostrad za to, że ciężarówki mogą po nich jeździć za darmo, jest po prostu niesprawiedliwy. Pieniądze, które w zamyśle miały służyć remontom dróg, a więc wszystkim, służą dziś dwóm grupom wybranych.

Jest jednak druga strona medalu – także rozwiązanie, w którym przewoźnicy płacą wyłącznie za przejazd po 250 kilometrach autostrad, a po reszcie dróg poruszają się bezpłatnie, jest nie do przyjęcia. Z ogromnego ruchu tirów nie mogą korzystać wyłącznie koncesjonariusze. Prawda jest taka, że po raz kolejny przespaliśmy moment, w którym trzeba było zająć się budową systemu automatycznego myta, który działa już w ościennych krajach. U nas, jeśli się uda, ruszy dopiero od 2011 r.

Na rozwój polskich dróg powinni łożyć wszyscy ich użytkownicy. Potrzeby są bowiem tak wielkie, że nawet ogromne pieniądze z Unii to kropla w morzu potrzeb. Utrzymanie winiet niewiele tu pomoże. Dlatego nie chciałbym teraz słyszeć narzekań transportowców na stan naszej infrastruktury. Byłoby to nie fair.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop