Wpisy w kategorii „Bez kategorii”

Michael Jackson wiecznie żywy

31 gru 2009

I któż będzie bohaterem sylwestrowej mocy? Otóż bohaterem sylwestrowej mocy przebojów w Polsacie będzie Michael Jackson, co dumnie zapowiada dodatek TV do „Dziennika Gazety Prawnej”.

Żeby nie było wątpliwości, gazeta zaczyna swój tekst o zmarłym w kończącym się właśnie roku artyście zdaniem „Michael Jackson jest wiecznie żywy. A podczas tegorocznego sylwestra tym bardziej.” Każdy może mieć swoje zdanie i swoje gwiazdy. „Nowy rok z Edytą” (Górniak) zapowiada „Super Express TV”. Z okładki „tele magazynu” dołączonego do „Polski The Times” śmieje się dla odmiany Doda, która będzie bohaterką sylwestrowej nocy w TVP 2 razem z inną wiecznie żywą gwiazdą Marylą Rodowicz. Choć, co trzeba magazynowi przyznać, o Jacksonie też nie zapomina. „Wygląda na to, że rok 2009 zapamiętamy przede wszystkim jako rok jego śmierci” – czytamy w dodatku do „Polski”. Z całym szacunkiem dla „wiecznie żywego” zmarłego idola można jednak podejrzewać, że kończący się dzisiaj rok zapamiętamy z zupełnie innych powodów.

A co nas czeka w 2010 r.? „Nie będzie lepiej, ale cieszymy się z Buzka” – gasi radość z nadchodzącego nowego roku „Dziennik Gazeta Prawna”. Według sondażu instytutu Homo Homini dla DGP nie jesteśmy optymistami. Jerzy Buzek jako szef europarlamentu to sukces, poza tym jednak „nie liczymy na wzrost pensji, jesteśmy pewni, że trzeba będzie więcej pracować na emeryturę. Co więcej, nie wierzymy nawet, by polska reprezentacja piłkarska zaczęła odnosić sukcesy”. Ba, emocji nie budzą już także przygotowania do Euro 2012. No i jesteśmy pewni, że rząd podniesie podatki, chociaż przez ostatnie kilka dni we wszystkich możliwych mediach premier dwoił się i troił by przekonać nas, że nic takiego się nie wydarzy. Polak wie lepiej.

Jednak ten pesymizm nie jest wszechogarniający. Jak wynika z „Rzeczpospolitej”, „Świat na plusie dzięki Azji”, a „gorzej niż w 2009 r. być nie powinno. Chiny będą pędzić, Europa złapie oddech, a Polska będzie liderem w regionie”. Co więcej, będą w Polsce wybory i reformy. Wybory na pewno, reformy – jak zwykle – być może. Według „Polski The Times” „Rząd chce ruszyć z reformą Polski’, a co za tym idzie czeka nas rewolucja w finansach i konstytucji. Ma w tym cel. „Zielona mapka pokazująca nasz wzrost gospodarczy stała się najbardziej rozpoznawalną marką polską marką w 2009 r. Chciałbym, aby ten kolor nadziei był stabilną barwą także w 2010 r.”. No cóż, skoro do tej pory Polska nie doczekała się żadnego sensownego sposobu promocji zagranicznej, zielona mapka może być jakimś zaczynem nowej strategii. Choć, szczerze mówiąc, dialog: „Hello, John, z czym ci się kojarzy Polska?; Wiesz, Mary, z zieloną mapką” brzmi jak z kabaretu, których popisy będziemy mogli zresztą oglądać w jednym z sylwestrowych programów TV.

„Gazeta Wyborcza” wieszczy najcieplejszy rok w historii. W Polsce „zima będzie ciepła i mokra, a lato gorące. (…) Nie powinniśmy się za to spodziewać pięknej wiosny i jesieni”. Patrząc od strony klimatu pesymizm czytelników „DGP” staje się bardziej uzasadniony. Co więcej, czeka nas „Koniec ery promów kosmicznych”, które w tym roku mają udać się na emeryturę. A wróżka Nina Bucz (wielki autorytet w dziedzinie przepowiadania przyszłości) przepowiada w „Super Expressie”, że Anna Mucha (29 l.) weźmie ślub, Natasza Urbańska (l. 32) może zdradzić męża, bo „to będzie bardzo romansowy rok dla większości Lwów”, natomiast przed Kingą Rusin (l. 38) może pojawić się widmo bankructwa, bo „uważać w przyszłym roku muszą też Ryby! Zwłaszcza na finanse (…). – Gra na giełdzie może skończyć się bardzo źle. Poważne zagrożenie bankructwem – przewiduje Nina”.

Generalnie jednak naprawdę nie będzie źle. „Nowy rok będzie wspaniały! To pewne jak to, że dwa plus dwa równa się cztery” – pisze „Super Express” obok zdjęć dwóch roznegliżowanych panienek. „My, kocięta „Superaczka” życzymy wam podwójnej podwójnej radości z życia i grubych portfeli. Już za wami tęsknimy. Pa, pa, pa!”

Ja także życzę Państwu w 2010 r. podwójnej radości z życia i podwójnie grubych portfeli. Do Siego Roku!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zapomniane polskie pociągi

29 gru 2009

Niespełna 1100 km w 3,5 godziny ze średnią prędkością powyżej 300 km/h? To rozkładowy czas przejazdu nowego superpociągu Wuhan-Kanton, który właśnie uruchomiły chińskie koleje

Budowa linii trwała cztery lata. 630 km w 3 godziny i 45 minut? To z kolei wynik superekspresu Sapsan, który od kilkunastu dni łączy Moskwę z Sankt Petersburgiem. O osiągnięciach polskich kolei w kategorii czas przejazdu lepiej życzliwie milczeć.

Narzekamy, że polska sieć drogowa jest, jaka jest. Ale choć polskie autostrady to twór kaleki, to idzie jednak ku lepszemu. Tymczasem połączeń kolejowych ubywa wraz z modyfikacjami rozkładu jazdy, bo stan kolejnych odcinków torowisk zbliża się do katastrofy, a tempo modernizacji infrastruktury kolejowej, mimo unijnych funduszy, jest co najmniej ślamazarne. Niedawno koleje czeskie odmówiły uruchomienia połączenia Czeski Cieszyn – Bielsko-Biała z obawy o bezpieczeństwo swoich składów. Być może to dlatego PKP nie boi się zagranicznej konkurencji, która od 1 stycznia teoretycznie mogłaby się pojawić na naszych torach.

Byłoby fantastycznie, gdyby udało się zrealizować projekt polskiej szybkiej kolei – w kraju takim jak Polska trudno o lepszy środek transportu. Szkoda tylko, że już dziś nie myśli się o połączeniu planowanych polskich torów z kolejami zachodnimi. Z Poznania do Berlina wszak już niedaleko. A przejazd  281 km EuroCity zajmuje dziś 3 godziny…

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dopłata do nowoczesności

21 gru 2009

Właściwie to nie wiadomo, czy chwalić, czy ganić rząd za to, w jaki sposób postępuje z dużymi inwestorami. Ba, nawet sam w tym miejscu  niedawno przyznałem, że decyzja o ograniczeniu pomocy publicznej dla tych firm, które nie wywiązują się z zobowiązań inwestycyjnych, to słuszne działanie, bowiem brak reakcji mógłby skutkować jej całkowitym odebraniem.

A to z pewnością nie służyłoby gospodarce. Ale nie służy również gospodarce, gdy przedsiębiorstwa, którym obiecano taką pomoc, czekają w nieskończoność na decyzję o jej przyznaniu. Oczywiście można się zżymać i zarzucać władzom  „kupowanie” inwestycji, jednak jeśli nie da się inaczej, to trudno. Zapewne, gdyby nie ograniczenia związane z przyznawaniem pomocy publicznej, nakładane przez Komisję Europejską, w dzisiejszych czasach inwestorzy mogliby liczyć na złote dywany.

Oczywiście coś za coś. Rząd dopłaca, by powstały miejsca pracy. Pytanie, czy niezależnie jakie, czy może jednak nie? Wczorajsza decyzja rządu wspiera cztery inwestycje związane z tworzeniem centrów usług i rozwoju technologii. To dobry kierunek, który choć odrobinę zmniejsza dominację przemysłu jako głównego pracodawcy. Jeśli więc wspierać decyzje inwestorów publicznym groszem, to może pójść wyraźnie w tę stronę? Byłby to sygnał, że rządowi naprawdę zależy na nowoczesnej gospodarce.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zmień lodówkę przed świętami

17 gru 2009

Autorski przegląd prasy

„Co jeszcze trzeba załatwić do końca roku”? Zapewne niemało. O niektórych powinnościach przypomina „Rzeczpospolita”, zapowiadając już na pierwszej stronie „Poradnik dla każdego”.  Sprawdźmy.

Otóż trzeba: przekazać darowiznę na szczytne cele, którą potem odliczymy od dochodu w rocznym zeznaniu PIT, wykorzystać przysługujące dni wolne od pracy, jako to urlop na żądanie i na opiekę nad dzieckiem (najlepiej przed Sylwestrem), wpisać się na specjalną listę, jeśli przysługuje nam prawo do emerytury pomostowej, wpłacić pieniądze na Indywidualne Konto Emerytalne (maksymalnie 9579 zł), by nie zapłacić podatku Belki, sprzedać przynoszące stratę akcje i odkupić je na początku przyszłego roku (na przykład), by zmniejszyć podatek od zysków z inwestycji kapitałowych, oraz pozbyć się starej lodówki. Bo od nowego roku, jeśli się taka zepsuje, a serwis odkryje w niej czynnik chłodniczy HCFC-22, ukrywający się też czasem pod nazwą R-22, to nas odprawi z kwitkiem. Koniec.

 Substancjom zubażającym warstwę ozonową Unia Europejska mówi stanowcze nie. Może więc czas (a w tym przypadku jest go jeszcze mniej, o czym już poradniki nie wspominają) ruszyć po prezenty? Nowa lodówka z kokardą na pewno będzie się dobrze prezentować pod świątecznym drzewkiem. 

 Gorzej z telewizorami, których pod choinką możemy nie zobaczyć. „W sklepach brakuje sprzętu” – ostrzega wszystkich chętnych, którzy przed końcem roku (a najlepiej oczywiście przed świętami) chcą załatwić wymianę odbiornika „Forsal”, ekonomiczny dodatek „Dziennika Gazety Prawnej”. Sprzedaż rośnie jak na drożdżach, „handlowcy mówią o wzroście o około 40 proc. w stosunku do poprzednich miesięcy. Wzrost popytu jest tak duży, że niektórych marek po prostu brakuje”.

Do końca roku nie zaopatrzymy się także w broń i raczej nie możemy liczyć, że taki prezent dostaniemy od Mikołaja. „Tusk: nie ułatwiać dostępu do broni” – cytuje premiera „Gazeta Wyborcza”. „Nic nie wskazuje na to, aby ludzie byli bardziej bezpieczni dlatego, że jest większy dostęp do broni – mówi premier”. Nie bierze jednak pod uwagę faktu, że wciąż bardzo trudno o dobry prezent dla mężczyzny. Ostatnio jedna z gazet radziła, by panie swojemu ukochanemu kupiły pod choinkę wiertarkę albo komplet kluczy nasadowych zamiast dotychczasowych skarpetek i krawata. Zmiana w ustawie, proponowana przez komisję „Przyjazne państwo” Janusza Palikota, zdecydowanie pomogłaby Mikołajowi w rozszerzeniu katalogu męskich prezentów. Co ciekawe, w tej samej „Gazecie Wyborczej” ten sam premier Tusk grzmi: „To nie są nawet kibole, tylko przestępcy, potencjalni mordercy”. I jak tu się czuć bezpiecznie, gdy sam premier tak straszy?

Z całą jednak pewnością do końca roku zdążą swoje zarobić niektóre gwiazdy. „Doda wyskoczy z trumny za 100 tys. zł, a Maryla zaśpiewa za 70 tys.” – zapowiada „SuperExpress”. Nie wszyscy to zobaczą. Wszak na rynku brakuje telewizorów.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Gonimy Europę, ale ta nie czeka

15 gru 2009

Miało być pięknie. Konkretnie zaś innym, aspirującym krajom Unii Europejskiej statystyczne bogactwo miało spaść tyle, żeby łaskawie dały się nam wyprzedzić w pogoni za unijną średnią produktu krajowego brutto na mieszkańca

Nie spadło, ma spaść dopiero w tym roku i dopiero wtedy odtrąbimy nasz skromny sukces. Na razie Polska pozostaje trzecia od końca wśród 27 krajów z wynikiem 56 proc. unijnej średniej bogactwa. Gdyby nie przyjęcie do Wspólnoty Rumunii i Bułgarii, bylibyśmy ostatni.

Oczywiście to statystyka, i to skomplikowana. Łatwo się pomylić. PKB per capita z uwzględnieniem siły nabywczej, potocznie zwane miernikiem bogactwa, bierze pod uwagę m.in. kursy wymiany walut i ceny określonego koszyka produktów w poszczególnych krajach. Sięgając do filozofii szklanki w połowie pełnej można stwierdzić, że i tak dokonaliśmy skoku, bo gdy wchodziliśmy do Unii, bogactwo naszego kraju sięgało 47 proc. średniej we Wspólnocie. Tyle że ów czas bardzo dobrej koniunktury oraz sprzyjającej Polsce sytuacji zewnętrznej i wewnętrznej z pewnością można było wykorzystać lepiej.

Według prognoz Eurostatu po 2009 r. awansujemy, bo wskaźnik bogactwa spadnie wraz z PKB zarówno na Litwie, jak i na Łotwie. Kto wie, może i na Węgrzech, co wybiłoby Polskę o trzy oczka w górę. Tyle że nasze PKB per capita ledwie utrzyma się na ubiegłorocznym poziomie 14,1 tys. euro.

Tygrysiego skoku nie będzie. I tak naprawdę nie będzie dopóty, dopóki nie powstanie skoordynowany, narodowy plan rozwoju, wskazujący, jakie branże i kierunki mają być kluczowe dla kraju. Konieczne będzie też stworzenie ułatwień dla realizujących go firm. Tylko w ten sposób kraj naprawdę skoczy do przodu. Inaczej będziemy jedynie pełzać, ciesząc się, że innym poszło gorzej. A co będzie, gdy znów im pójdzie lepiej? Głupio będzie, i tyle.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Komu przeszkadza święty Mikołaj

5 gru 2009

Autorski przegląd prasy

I kto by pomyślał – Organizacja Narodów Zjednoczonych nie uznaje świąt Bożego Narodzenia.

Prawdopodobnie, gwoli politycznej poprawności, nie uznaje także wszystkich innych świąt, które różne religie i narody (zjednoczone) obchodzą na całym świecie, ale akurat w grudniu ten fakt szczególnie bije w oczy. „Uczestnicy szczytu o globalnym ociepleniu nie zobaczą choinek w centrum konferencyjnym” – pisze „Gazeta Wyborcza” w przeddzień rozpoczynającej się w poniedziałek w Kopenhadze ogromnej konferencji klimatycznej. Choć szczyt potrwa dwa tygodnie, choinek nie będzie, bo „ONZ życzy sobie, by została zachowana neutralność. Boże Narodzenie nie jest obchodzone w ONZ” – tłumaczą się w „Gazecie” duńscy dyplomaci. Ciekawe, czy w imię owej poprawności sekretarz generalny tej organizacji Ban Ki-Moon także nie dostanie w tym roku prezentów pod choinkę? Równie ciekawe jest to, że duńskie władze wydały także drugą wojnę w związku ze szczytem – chcą ograniczyć wzrastającą zwykle przy takich okazjach prostytucję. No cóż, ani drzewka, ani prezentów. I to ma być klimat?

Ale nie tylko ONZ ma problem ze świętami. Także w Stanach Zjednoczonych jak co roku, również pod hasłami politycznej poprawności, rusza krucjata przeciwników nazywania Bożego Narodzenia Bożym Narodzeniem. „Czy użycie słów „Boże Narodzenie” w życzeniach składanych klientom łamie konstytucję?” to amerykański dylemat, o którym pisze „Rzeczpospolita”. „W tym roku rada opracowująca nowy program nauczania dla szóstoklasistów w Teksasie zaproponowała, żeby w ogóle nie męczyć uczniów szczegółami dotyczącego Bożego Narodzenia” i je wykreślić z podręczników – donosi gazeta.

Także choinka ma problemy. Zasadniczo powinno się ją nazywać choinką (ogólnie)świąteczną, a nie bożonarodzeniową, bo co na to Żydzi, muzułmanie czy buddyści? Tyle, że o atakach fanatyków religijnych na bożonarodzeniowe drzewka raczej nie słyszeliśmy.

Tymczasem w dzienniku „Polska. The Times”, jakby na przekór tej światopoglądowej dyskusji, zapowiedź włączenia świątecznej iluminacji na warszawskim Nowym Świecie. Ma przyjechać święty Mikołaj z Laponii, któremu będzie przygrywać zespół Zakopower. Święty Mikołaj w rozmowie z gazetą przyznał, że „dostaje najwięcej listów od dzieci z Japonii i Polski, dlatego nie mogło mnie tu zabraknąć”. Bożonarodzeniowo-świąteczne dekoracje będzie można oglądać do końca stycznia.

I na koniec pytanie szczególnie istotne w kontekście Świętego Mikołaja, któremu będzie można w sobotę osobiście szepnąć słówko o tym, co chciałoby się znaleźć pod choiną. „Czy botoks da im szczęście?” zastanawia się „Fakt”, który – uprzedzając świętego – spełnia marzenia swoich czytelników. „Wyglądać młodziej, podobać się, poczuć się jak gwiazda” – szeptała pani Jolanta (lat 50.) do uszka gazety. „Takie same pragnienia miał pan Leszek (l. 51). I stało się” – donosi z dumą „Fakt”. „Od dzisiaj będziemy dzień po dniu pokazywać, jak zmieni się ich wygląd i całe życie”. Dziękujemy, Święty Mikołaju, dziękujemy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nie patrzeć przez palce

4 gru 2009

Znów mamy rekord w konkursie na dotacje, tym razem na poważne granty związane z działalnością badawczo-rozwojową. Gra idzie o duże pieniądze – średnia wartość wsparcia, o które walczą małe i średnie firmy, to 5,5 mln zł. Kilka tygodni temu mieliśmy do czynienia ze szturmem przedsiębiorców na dotacje do e-biznesu.  Kto żyw, gna po pieniądze.

Stwierdzenie, że polskie firmy nauczyły się korzystać z unijnego wsparcia, brzmi już banalnie. Niegdysiejsze obawy, że nie będziemy umieli poradzić sobie z wykorzystaniem pieniędzy płynących z UE, okazały się nieuzasadnione. Problem tylko w tym, że   większość przyznanych dotąd grantów rozwijała firmy jako takie (i bardzo dobrze). Nie rozwijała się natomiast kluczowa dla rozwoju i sukcesu gospodarki innowacyjność, nie pojawiały się przełomowe rozwiązania i projekty. Nie było twórców, byli odtwórcy i – co najwyżej – udoskonalacze.

Polska pod względem nakładów na badania i rozwój wlecze się w ogonie Europy. Unijne pieniądze mogą to zmienić. Wszystko jednak zależy od tego, kto dostanie wsparcie. Jeśli będziemy je przyznawać, patrząc na wnioski przez palce, znów może umknąć nam jakaś szansa.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Unijne wsparcie na huśtawce

30 lis 2009

Za łatwo było. Kto odstał swoje w kolejce i dobrze wypełnił wniosek, mógł liczyć na pieniądze z programu wsparcia innowacyjnych projektów w Internecie.

Kryteria były proste do spełnienia – nic więc dziwnego, że do tej pory złożono ponad 5,5 tys. wniosków, a 3,5 tys. dostanie wsparcie, łącznie na 1,1 mld złotych. To duże pieniądze.

I zapewne byłoby się z czego cieszyć, gdyby nie to, że rozdzielane hojną ręką dotacje w jakimś sensie nie spełniają swojego celu. Program „Innowacyjna gospodarka“ powinien przede wszystkim służyć wspieraniu powstawania innowacyjnych i przełomowych produktów i usług. Tymczasem wspiera głównie te spełniające proste kryteria konkursowe.

Główny cel, zawarty w tytule tego programu operacyjnego, gdzieś się rozmył. Dotyczy to nie tylko konkursu na dotacje do przedsięwzięć internetowych, ale i np. działania 4.4, gdzie na inwestycje o wysokim potencjale innowacyjnym mieliśmy do wydania 1,4 mld euro. Do tej pory rozdysponowaliśmy już ponad 77 proc. tej puli na innowacje związane m.in. z produkcją czy pakowaniem cukierków, plastikowych kubków czy ciasta francuskiego.

I nagle zmiana. Premiowane będą rozwiązania przełomowe w skali międzynarodowej, wprowadzające znaczące zmiany do znanych produktów lub zapełniające niezagospodarowane nisze. Trudno nie przyklasnąć, tylko pytanie, dlaczego dopiero teraz, kiedy spora część pieniędzy została już rozdana? Dlaczego urzędnicy, ustawiając kryteria, dotąd nie wierzyli, że za pieniądze na innowacje naprawdę możemy stworzyć coś innowacyjnego? Pomijając fakt, że teraz się może okazać, iż mało kto spełni gwałtownie podkręcone normy. Cóż, złoty środek to innowacyjna koncepcja.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Polacy w sklepach zatrzymali kryzys

25 lis 2009

Święty Mikołaj coraz bliżej. Wygląda na to, że kryzys przetrwaliśmy, niespecjalnie się przejmując doniesieniami mediów o tym, co się dzieje dookoła

I wygląda na to, że – mimo rosnącego bezrobocia, nieraz bardzo bolesnych restrukturyzacji firm, wiążących się m.in. z redukcją wynagrodzeń, problemów z kredytami i innych nieszczęść wynikających z najgłębszego od lat kryzysu, który dotknął większości rozwiniętego świata – znów przyniesie polskim handlowcom i, patrząc szerzej, całej gospodarce, szczęśliwą gorączkę zakupów.

Dr Bohdan Wyżnikiewicz, wiceszef Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową w komentarzu do Listy 2000, podsumowania polskiej gospodarki, które właśnie ukazało się na łamach „Rzeczpospolitej”, stwierdził, że „nastawienie psychiczne przedsiębiorców jest istotnym czynnikiem zmian koniunktury”. A w przypadku Polski mieliśmy do czynienia z rzadko występującą sytuacją utrzymywania się dobrych nastrojów w kraju mimo złej koniunktury w świecie. I to między innymi dzięki temu, a nie wątłym działaniom rządu, przechodzimy przez kryzys tak, jak przechodzimy.

Podobnie jest z konsumpcją indywidualną, która odpowiada za ok. 1/3 polskiego PKB. Po drugim kwartale 2009 r. wzrosła ona rok do roku o 2 proc. Po ośmiu miesiącach roku kupiliśmy – w stosunku do 2008 r. – o 2 proc. więcej „dużego AGD”, o 5,4 proc. więcej drobnych elektronicznych sprzętów domowych, o prawie 10 proc. więcej telewizorów LCD i plazmowych. O 10 proc. skoczyła też sprzedaż dóbr szybko zbywalnych (FMCG) – to jeden z najlepszych wyników w Europie. A teraz jeszcze nie zamierzamy oszczędzać na świętach.

Kryzys nie zatrzymał naszej chęci do zakupów. Wytrzymaliśmy psychicznie i – także dzięki temu, że tylko lekko powstrzymaliśmy konsumpcję – jesteśmy dziś na plusie. Niech zatem żyją święta. Przez cały rok.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Rozpaczliwa prowizorka budżetowa

23 lis 2009

W budżecie brakuje pieniędzy. Brzmi groźnie, choć oczywiście do katastrofy finansowej i wyskrobywania ostatnich drobniaków z państwowej kasy jeszcze daleko. Ale sytuacja i tak nie jest dobra – na razie mowa o 2 mld złotych, których nie ma na tak istotne płatności, jak świadczenia rodzinne i alimentacyjne, a także na obsługę długu zagranicznego.

Wszystkiemu winien nadmierny optymizm w szacowaniu wpływów podatkowych. W stosunku do i tak przyciętych przychodów w znowelizowanym w połowie roku budżecie fiskus przyniósł mniej o 600 mln zł. Winien jest też złoty, którego osłabienie (trudne do przewidzenia podczas konstruowania ustawy budżetowej) gwałtownie podniosło koszty obsługi długu zagranicznego. Tyle że w połowie roku, kiedy minister finansów szukał oszczędności, już to było wiadomo. A mimo to także tej pozycji najwyraźniej nie doszacowano. Generalnie do kasy wpływa mniej, a wypływa więcej – nie tylko z powodu wahnięć kursu złotego, ale i choćby z powodu rosnącego bezrobocia oraz konieczności wypłaty większej liczby zasiłków.

Oczywiście jeszcze Polska nie zginęła. Budżet zawsze konstruuje się tak, by można było w nim znaleźć rezerwy. Ministra finansów ratują chociażby opóźnienia w realizacji niektórych unijnych inwestycji, dla których zarezerwowano pieniądze na nasz wkład. Przeszukiwanie kasy prowadzą też wojewodowie – pieniądze można „pożyczyć” i ponownie wpisać do przyszłorocznego budżetu. Ministrom, którym zaczyna brakować pieniędzy, pomaga to, że pewne faktury można zapłacić w przyszłym roku, do którego nie zostało już wiele czasu. Podobne „rolowanie faktur” było charakterystyczne dla końcówki 2008 roku.

Tyle że ta finansowa ekwilibrystyka coraz bardziej przypomina stąpanie po kruchym lodzie. Bo co by było, gdyby udało się zrealizować rządowy plan przyspieszenia unijnych inwestycji? I rezerw na to by nie było? Pewnie znalazłyby się inne, ale takie funkcjonowanie finansów państwa trąci rozpaczliwą prowizorką.

Szkoda, że nie możemy być pewni, iż w przyszłym roku sytuacja się nie powtórzy. Bez naprawdę dobrego budżetu może być naprawdę trudno.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop