Herbatka u Obamy

07 lis 2010

Liberalne elity popularność Tea Party tłumaczyły rasistowskim strachem białych przed rządami czarnego polityka. Przedstawiano sympatyków tego ruchu jako paczkę zbirów i prostaków – pisze amerykański korespondent „Rzeczpospolitej”

Gdy w 2008 roku zwyciężał Barack Obama, Tea Party w ogóle nie istniała, a komentatorzy przekonywali, że rozbita Partia Republikańska na długo odejdzie w niebyt. Minęły zaledwie dwa lata, a Obama stracił już status cudotwórcy i mesjasza, a konserwatyści odbili Izbę Reprezentantów.

Oczywiście, zwycięstwo opozycyjnej partii w połowie kadencji prezydenta nie jest w USA niczym szczególnym. Triumfalny powrót republikanów do Kongresu jest jednak o tyle ciekawy, że w dużej mierze umożliwił go zupełnie nowy herbaciany ruch. Intrygujący jest też fakt, że prawica zdołała szybko pozbierać się po porażce, mimo że miała przeciwko sobie większość mniej lub bardziej lewicowych mediów.

Przeczytaj cały artykuł na rp.pl


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.

Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Geje i lesbijki w Ameryce wygrywają bitwę o małżeństwo

07 sie 2010

Definiowanie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny narusza konstytucję – wyrok sędziego może doprowadzić do zmiany modelu amerykańskiej rodziny

O wydanym w tym tygodniu orzeczeniu sędziego federalnego informowały wszystkie najważniejsze media. Sprawa lesbijki Kristin Perry, która pozwała do sądu gubernatora Kalifornii Arnolda Schwarzeneggera, bo władze stanu nie pozwalają jej wziąć ślubu z partnerką Sandrą Stier, może bowiem przejść do historii USA. Dotąd bowiem – zgodnie z poprawką do stanowej konstytucji, przyjętą w wyniku referendum w 2008 roku – małżeństwo było w Kalifornii związkiem kobiety i mężczyzny.

Sędzia Vaughn Walker – znany obrońca praw homoseksualistów – napisał jednak w podsumowaniu 138-stronicowego orzeczenia, że poprawka broniąca takiej definicji małżeństwa nie ma „żadnego racjonalnego oparcia” i w gruncie rzeczy nie wnosi niczego poza „uświęceniem poglądu, że pary heteroseksualne są lepsze niż homoseksualne”. Uznał więc ten przepis za dyskryminujący gejów i lesbijki i sprzeczny z konstytucją.

Aktywiści gejowscy cieszyli się, że „zwyciężyła równość, miłość i tolerancja”, i podkreślali, że „prawa gejów to prawa człowieka”. Zwolennicy tradycyjnego małżeństwa obawiają się zaś, że orzeczenie sędziego Walkera zagrozi 45 innym stanom, które prawo do ślubu zastrzegają dla kobiety i mężczyzny.

Zaniepokojenie wyrokiem wyraził także Kościół, zauważając, że jest on pogwałceniem woli większości Amerykanów, i przypominając, że małżeństwo kobiety i mężczyzny to fundament życia społecznego i majstrowanie przy tej instytucji nie służy dobru wspólnemu. Sędzia Walker dał jednak jasno do zrozumienia: duchownym i wiernym wara od homoseksualistów. „Moralna dezaprobata” to – jego zdaniem – za mało, by odmawiać praw gejom i lesbijkom.

Obie strony konfliktu wiedzą, że to bardzo ważny wyrok. Pierwszy raz sprawą małżeństw osób tej samej płci zajął się bowiem sąd federalny. A to oznacza, że po apelacji – geje i lesbijki ufają, że liberalny sąd drugiej instancji podtrzyma korzystny dla nich wyrok – sprawa trafi do Sądu Najwyższego. Jego orzeczenie ostatecznie rozstrzygnie zaś o prawach homoseksualistów w całej Ameryce.

Obecnie – mimo kampanii w liberalnych mediach i posiadania „swojego” prezydenta (geje i lesbijki przy wielu okazjach przypominają, że Barack Obama mógł liczyć w wyborach na ich masowe poparcie) – homomałżeństwa legalne są tylko w kilku spośród 50 stanów: Massachusetts, Iowa, Connecticut, Vermont, New Hampshire i Dystrykcie Kolumbii.

Dla wielu liberałów już samo stawianie pytań dotyczących związków osób tej samej płci czy jakiekolwiek „mroczne rozterki” co do prawa adoptowania przez nie dzieci jest niepoprawne politycznie. CNN w ciągu ostatnich miesięcy nadała przecież wiele reportaży ukazujących szczęśliwe dzieci par homo czy dwóch panów z niecierpliwością czekających na poczęte przez siebie dziecko (oczywiście metodą in vitro, z udziałem zastępczej matki). Liberałowie zastanawiają się, dlaczego skoro nikt nie pyta o legalność związku czarnoskórego mężczyzny z białą kobietą (lub odwrotnie), to takie rozterki przychodzą do głowy komuś w sprawie małżeństw dwóch panów czy dwóch pań.

Mimo to z ostatniego sondażu Gallupa wynika, że 53 procent Amerykanów wciąż uważa, że homomałżeństwa nie powinny być uznawane przez prawo. Przeciwnego zdania jest 44 procent pytanych. Sędzia z Kalifornii pokazał jednak, że opinia większości Amerykanów – nawet wyrażona w prawomocnym referendum – nie ma żadnego znaczenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ryzykowne zwycięstwo Obamy

22 mar 2010

Po kilkunastu miesiącach politycznych przepychanek i zakulisowych targów demokratom udało się w końcu przyjąć reformę zdrowia. I chociaż za ustawą głosowało 219, a przeciw niej aż 212 członków Izby Reprezentantów, Barack Obama odniósł sukces, o którym inni demokratyczni gospodarze Białego Domu marzyli przez ostatnie pół wieku.

Dzięki niedzielnemu głosowaniu pierwszy czarnoskóry prezydent zapisze się na kartach historii obok Franklina D. Roosevelta i Lyndona Johnsona, którzy doprowadzili do przyjęcia ustaw o Social Security i Medicare.

Obama, który uporczywie forsował ten projekt, chociaż jest przeciwko niemu większość Amerykanów, sporo zaryzykował. Gdyby wczoraj przegrał, byłoby to jego Waterloo. I chociaż wygrał, to zapłacił za ten sukces wysoką cenę. W ciągu roku jego poparcie zanurkowało o znacznie ponad 20 punktów procentowych. To właśnie przy okazji gorących dyskusji o reformie zdrowia zaczęto nazywać go socjalistą. I to właśnie prace nad ustawą zmieniającą system opieki zdrowotnej wzmocniły antyrządowy ruch Tea Party.

Idąc na wiele kompromisów – m.in. rezygnując z tzw. opcji publicznej – Barack Obama stracił jednocześnie wielu sprzymierzeńców po lewej stronie amerykańskiej sceny politycznej. W ostatnim wywiadzie dla Fox News wprost przyznał zaś w końcu, że „proces uchwalania ustaw zawsze był paskudny”.

Może się więc okazać, że przyjęcie reformy zdrowia będzie dla obozu demokratów pyrrusowym zwycięstwem. Podczas wygranych przez republikanina styczniowych wyborów w Massachusetts Amerykanie przekazali bowiem do Waszyngtonu jasną wiadomość: nie chcemy tej ustawy. Głosowanie „za” reformą może zatem podczas listopadowych wyborów kosztować posadę wielu demokratycznych kongresmenów.

Jedno jest jednak pewne. Barack Obama obiecywał zmianę i za pomocą tej ustawy rzeczywiście zmieni życie każdego mieszkańca USA. Czy na lepsze? To już wkrótce ocenią wyborcy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop