Wpisy w kategorii „USA”

Śnieżna apokalipsa, czyli kolejny dowód na ocieplenie klimatu

7 lut 2010

Stolica USA praktycznie zamarła. Samochody zniknęły pod zaspami śniegu. Piesi spokojnie chodzą środkiem głównych ulic, bo poza właścicielami półciężarówek z pięciolitrowym silnikiem mało kto decyduje się na przejażdżkę. W niektórych miejscach zaspy mają ponad 60 cm wysokości. Wiele restauracji i sklepów jest zamkniętych, a z tych które nadal działają poznikały zapasy chleba, mleka, baterii, latarek i łopat do odśnieżania. Autobusy zostały w zajezdniach. Metro działa na pół gwizdka. Kościoły odwołały msze. A niektóre szpitale poprosiły o pomoc kierowców, którzy mają samochody z napędem na cztery koła, bo tradycyjne karetki nie wszędzie mogą się dostać.

Prezydent Barack Obama stwierdził, że to „śnieżny Armagedon” („Snowmageddon”). Dziennikarze piszą również o „śnieżnej apokalipsie” („snowpocalypse”). A wszystko to niecały miesiąc po powrocie amerykańskiego przywódcy ze szczytu klimatycznego w Kopenhadze, gdzie mędrcy świata zastanawiali się, jak nie dopuścić do podwyższenia temperatury i ile miliardów dolarów trzeba na to przeznaczyć. Zresztą, gdy w grudniu Barack Obama wrócił z Danii, to również przywitały go wielkie śnieżne zaspy, a zawieja była tak silna, że zamiast polecieć do Białego Domu śmigłowcem, prezydent musiał przebijać się przez miasto wielką, ciężką, opancerzoną limuzyną (raczej nie z gatunku zielonych samochodów).
Oczywiście, żaden prawdziwy ekolog nie ma wątpliwości: takie anomalie spowodowane są właśnie dlatego, że klimat się ociepla.

Mieszkańcy Waszyngtonu za bardzo się tym jednak nie przejęli i zamiast rozpaczać nad stanem planety, ruszyli do centrum miasta na wielką śnieżną bitwę. Tuż obok jednego z głównych placów miasta – Dupont Circle – grupa studentek z własnym radiomagnetofonem tańczyła do przebojów Lady Gaga. A jeżdżący na nartach przed Białym Domem podziwiali bałwanka ulepionego przez parę młodych ludzi. Kto wie, może to najlepsza recepta na apokalipsę, którą tak bardzo straszą nas uczeni klimatolodzy.

Zobacz zdjęcia, które zrobiłem w Waszyngtonie i Arlington

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kochanki szczęścia nie dają?

15 gru 2009

Ciężkie jest życie Tygrysa. Z jednej strony media wciąż trąbią, że to gatunek zagrożony, a z drugiej strony, gdy taki Tygrys już chce coś zrobić, by przynajmniej potrenować ratowanie gatunku, ci sami dziennikarze węszą, knują i krytykują.

Boleśnie przekonał się o tym Tiger Woods, który przez skandal seksualny musiał przerwać karierę sportową. Co prawda skandal jest nie byle jaki, bo na jego podstawie można by nakręcić co najmniej kilka filmów. Seria mogłaby się zaczynać od obrazu „Przyczajony Tygrys, ukryty hydrant”. Już sam wypadek samochodowy, w którym tuż przed swoją rezydencją Tiger skosił wspomniany hydrant i próbował powtórzyć ten sam wyczyn z drzewem, jest otoczony mgiełką tajemnicy. Tuż po wypadku przy niemal nowym cadillacu znalazła się jego żona z kijem golfowym. Wersja oficjalna jest taka, że kij posłużył jej do wydobycia z auta pokiereszowanego Tigera. Wersja nieoficjalna, rozsiewana przez złośliwe media, mówi jednak, że Tiger wskoczył do auta, by uciec przed pędzącą na niego z kijem żoną. Jego piękną szwedzką małżonkę miał rozwścieczyć fakt, że nie jest jedyną blondynką w życiu mistrza golfa. Tiger popadł w jeszcze większe tarapaty, gdy jego kochanki dowiedziały się, że były regularnie zdradzane. Zwłaszcza, że chodziło o co najmniej 13 kobiet.

Problem z kontaktowaniem się teraz z takim tłumem namiętnych kobiet mają nawet profesjonalne redakcje. A Tiger dawał radę, choć miał też przecież obowiązki wobec żony. I choć nie jest księdzem (nie jest nawet pastorem), ani politykiem walczącym z liberalnym rozluźnieniem obyczajów, i tak padł ofiarą medialnej nagonki.

Z tego powodu zapewne straci nie tylko kochanki, ale i dziesiątki milionów dolarów. Pewien producent maszynek do golenia nie chce na przykład, by Tiger wciąż reklamował jego produkty, bo nie wiadomo, czy boski żigolo nie zaszkodzi wizerunkowi żyletek. A przecież im więcej kochanek, tym częściej i dokładniej trzeba się golić, więc menedżerowie powinni być Woodsowi wdzięczni za poszerzenie targetu reklam.

Tak czy owak zmuszono go do przerwania kariery. I z tego powodu boję się o Woodsa. W ten sposób straci on ostatni azyl. Nikt chyba nie ma bowiem wątpliwości, dlaczego tak świetnie radził on sobie na polu golfowym? Przecież tylko w czasie turniejów i treningów Tiger mógł choć na chwilę odpocząć od nękających go kobiet. Zgodnie ze starym dobrym dowcipem, mężczyzna powinien mieć bowiem i żonę i kochankę. Bo gdy nie ma go w domu, to żona myśli, że jest u kochanki. Kochanka, że u żony, a on tup tup tup i … do biblioteki.

Poniżej link do serii tragikomicznych „Breaking News” o Tigerze Woodsie:
Ciężkie jest życie Tygrysa – link wideo

Przeczytaj artykuł „Tygrys traci sponsorów”

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Obamy wojna i pokój

10 gru 2009

Czy wysyłając na wojnę do Afganistanu dodatkowych 30 tysięcy żołnierzy amerykański prezydent nie zawiódł przypadkiem oczekiwań Komitetu Noblowskiego? Przecież Norwedzy nie przyznali mu Pokojowej Nagrody Nobla za wielkie osiągnięcia, bo tymi Obama nie może się jeszcze pochwalić. To była zaliczka! Czy Amerykanom naprawdę wszystko trzeba mówić wprost?

Przywódca Stanów Zjednoczonych podpadł też pacyfistom, nie podpisując niedawno konwencji o zakazie użycia min przeciwpiechotnych. I chociaż Departament Stanu wyjaśniał, że Amerykanie przeznaczają krocie na pomoc ofiarom min, to na laureata Pokojowej Nagrody Nobla i tak czekają w Oslo antywojenni aktywiści.
Wielu z nich jest wściekłych, choć przecież sam Barack Obama wyraźnie podkreślał, że nie zasługuje na to, by znaleźć się w gronie Matki Teresy i Dalajlamy. Amerykański prezydent był jednak wówczas zbyt skromny, a pacyfiści są z pewnością dla niego zbyt surowi.

Ok, rzeczywiście zaledwie kilka dni temu wysłał on na front kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. Ale czy ktokolwiek widział przywódcę jakiegokolwiek mocarstwa, który zagrzewałby naród do walki w sposób tak spokojny, tak pokojowy i tak ambiwalentny jak Barack Obama? Przecież świetnie przygotowany retorycznie amerykański przywódca mógłby bez trudu porwać zgromadzonych w auli West Point kilku tysięcy kadetów i miliony ludzi przed telewizorami. A jednak tego nie zrobił!

Miny większości słuchaczy naczelnego dowódcy jednej z najpotężniejszych armii świata wskazywały raczej na to, że zamiast wyobrażać sobie triumf sił Zachodu w afgańskich górach, walczą głównie z uczuciem znużenia i przygnębienia. I chociaż fotoreporterzy wypatrzyli w tłumie kadetów studenta zaczytanego w książce „Kill Bin Laden”, to już prezydent do zabijania nikogo w swojej wojennej mowie nie wzywał.

Przyparty do muru przez generałów zarządził co prawda wielką ofensywę, ale od razu zapowiedział, że po 18 miesiącach zaciętych walk amerykańska armia zacznie wycofywać się na z góry upatrzone pozycje. Kto wie, może talibowie postanowią przeczekać ten czas w jaskiniach i dzięki temu uda się uniknąć zbędnego przelewu krwi? Obama i demokraci będą wtedy mogli pochwalić się sukcesem przed wyborami do Kongresu. A w drugiej dekadzie XXI wieku będzie można rozpocząć pokojowe przekazywanie Afganistanu talibom.

Do tego czasu może się też udać rozwiązać kwestię Iranu. Jeśli prezydent Obama nadal będzie wierzył w dyplomatyczne rozwiązanie atomowych aspiracji tego teokratycznego reżimu, ajatollahowie będę mieli szanse stworzyć przyzwoity jądrowy arsenał. Wówczas o żadnej zbrojnej interwencji nikt nie odważy się mówić, a Norwedzy w zamian za obietnicę powstrzymania się od planów wymazania Izraela z mapy świata, będą mogli przyznać Pokojową Nagrodę Nobla Mahmudowi Ahmadineżadowi.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop