Wpisy w kategorii „Bez kategorii”

Ameryka traci kilogramy Obamy

7 lis 2009

Rok po zwycięskich wyborach prezydenckich Barack Obama wygląda na jeszcze chudszego, niż był podczas kampanii przedwyborczej – zauważa portal Drudge Report, który opublikował najnowsze zdjęcia prezydenta wychodzącego z waszyngtońskiego klubu fitness.

Według portalu za dramatyczną stratę wagi odpowiadają „mecze koszykówki i rygorystyczne treningi na siłowni”. Zresztą nawet po odłożeniu sztangi na bok Barack Obama i tak musi dźwigać na swoich barkach problemy Ameryki i dużej części świata. „On bez przerwy pracuje dla kraju… i rzeczywiście, od czasu do czasu opuszcza posiłki” – tłumaczy anonimowy informator amerykańskich reporterów.

Zarówno Barack Obama, jak i jego żona Michelle regularnie odwiedzają siłownie. Dla opozycji chudy prezydent to już od dłuższego czasu okazja do złośliwych uwag. – On musi coś zrobić z tymi chudymi nogami. Może przekonamy go do robienia przysiadów. A potem zajmiemy się jego mizernymi ramionami – naśmiewał się z Obamy jeszcze podczas kampanii wyborczej rządzący Kalifornią mięśniak Arnold Schwarzenegger.

Do komentarzy w sprawie swojej sylwetki w końcu zmuszony został sam prezydent. – Próbowałem już to wyjaśniać… Tylko dlatego, że jestem chudy, nie znaczy, że nie jestem twardy – tłumaczył w Miami w zeszłym tygodniu Obama.

Amerykanie jednak martwią się, że w ciągu ostatniego roku Stany Zjednoczone straciły kolejne kilogramy swojego pierwszego obywatela.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Haniebne hołdy dla terrorysty

21 sie 2009

Oglądając powitanie Abdelbaseta Alego Mohameda al Megrahiego, można było pomyśleć, że na libijskim lotnisku wylądował wielki przywódca religijny lub bohater, który wrócił z misji ratowania ludzkości przed zagładą. Tyle że rozradowani Libijczycy witali jednego z największych morderców współczesnej historii. Terrorystę, który zabił z zimną krwią 270 osób rozerwanych na strzępy 10 tysięcy metrów nad Lockerbie, tylko dlatego, że w 1988 roku wsiadły do samolotu linii Pan Am.

Teraz morderca, który nigdy nie okazał skruchy, będzie się budził jako wolny człowiek, a umrze jako narodowy bohater.

Szkockie władze tłumaczą, że nie miały wpływu na zachowanie Libijczyków. Można je było jednak przewidzieć, podobnie jak rozżalenie rodzin pasażerów feralnego lotu. Doprawdy trudno dociec, dlaczego ich uczucia zostały zlekceważone. Dlaczego szkoccy sędziowie nie mogli przenieść al Megrahiego do więziennego szpitala, skoro powodem jego zwolnienia był stan zdrowia? Dlaczego pozwolili mu na powrót do Libii, choć gdyby w Trypolisie skazano Szkota odpowiedzialnego za zabójstwo ponad 200 muzułmanów, to zapewne powieszono by go na centralnym placu stolicy. I wtedy też skandowałby rozradowany tłum.

Tymczasem człowiek, który – jak mówią agenci służb bezpieczeństwa – spokojnie patrzył, jak startuje samolot z bombą na pokładzie, wyszedł na wolność, bo ma raka prostaty. Dlaczego? Bo pełne współczucia szkockie władze zaczytane w książkach głoszących konieczność traktowania morderców w sposób pełen miłosierdzia stwierdziły, że ma on prawo do godnej śmierci w gronie najbliższych. Prawo, którego nie miała żadna z jego ofiar. W takich momentach można zwątpić w liberalną demokrację w europejskim wydaniu.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Terroryści muszą kochać prawa człowieka

21 maj 2009

Kiedy administracja George’a W. Busha w ramach wojny z terrorem zwoziła do więzienia Guantanamo na Kubie podejrzanych o terroryzm, nikt nie przejmował się konwencjami, kodeksami czy prawami człowieka. Zapewne mało który oficer CIA martwił się też o skrupulatne, zgodne z amerykańskim prawem zbieranie dowodów, obciążających winą ludzi pojmanych podczas walk w Afganistanie.

„Zapewnić Ameryce bezpieczeństwo” – rządzący politycy po 11 września powtarzali to hasło jak mantrę i wszelkie działania podporządkowywali temu celowi. Udało im się. Od 2001 roku mieszkańcy USA nie słyszeli o tysiącach zabitych i nie musieli oglądać ludzi skaczących z płonących wież ani zrozpaczonych twarzy ich bliskich. Amerykanie poczuli się bezpieczniej, dlatego politycy znów chętnie mówią o prawach człowieka.

Oczywiście, nie można w nieskończoność przetrzymywać ludzi bez procesu, choćby byli oskarżeni o najgorsze zbrodnie. Dobrze więc, że Barack Obama – którego ekipa zmieniła do tej pory jedynie nazwę wojny z terrorem na zagraniczną operację kryzysową – postanowił poważnie zająć się problemem Guantanamo. Więzienia określanego przez radykalnych aktywistów broniących praw człowieka mianem amerykańskiego gułagu i wykorzystywanego przez przeciwników USA do pokazywania, że Ameryka nie ma już prawa zwracać komukolwiek uwagi na łamanie praw człowieka. Więzienia, które stało się negatywnym symbolem, z pewnością nieprzysparzającego przyjaciół Stanom Zjednoczonym.

Barack Obama, sprzątając pozostawiony przez poprzednią ekipę bałagan, musiał zdawać sobie sprawę z tego, że nawet za rządów George’a W. Busha agenci CIA nie porywali Bogu ducha winnych ludzi. Potwierdził to choćby ujawniony wczoraj przez „New York Times” raport Pentagonu, pokazujący, że co siódmy z 534 więźniów uwolnionych z Guantanamo wrócił do działalności terrorystycznej.

Obama stanął więc przed trudnym wyborem: prawo czy bezpieczeństwo. Na razie stanął okrakiem. Najgroźniejsi talibowie wciąż nie staną przed sądem i nie zostaną zwolnieni. W przypadku mniej groźnych podejrzanych zdecydował się na powrót do tradycyjnych amerykańskich wartości. Uczciwy proces musi podobać się rzeszom obrońców praw człowieka. Musi się też podobać terrorystom, którzy w jaskiniach na pograniczu afgańsko-pakistańskim oprócz nauki detonowania bomb uczą się już zapewne Konstytucji USA i paragrafów gwarantujących im ich niezbywalne prawa.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop