Wpisy w kategorii „Bez kategorii”

Geje i lesbijki w Ameryce wygrywają bitwę o małżeństwo

7 sie 2010

Definiowanie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny narusza konstytucję – wyrok sędziego może doprowadzić do zmiany modelu amerykańskiej rodziny

O wydanym w tym tygodniu orzeczeniu sędziego federalnego informowały wszystkie najważniejsze media. Sprawa lesbijki Kristin Perry, która pozwała do sądu gubernatora Kalifornii Arnolda Schwarzeneggera, bo władze stanu nie pozwalają jej wziąć ślubu z partnerką Sandrą Stier, może bowiem przejść do historii USA. Dotąd bowiem – zgodnie z poprawką do stanowej konstytucji, przyjętą w wyniku referendum w 2008 roku – małżeństwo było w Kalifornii związkiem kobiety i mężczyzny.

Sędzia Vaughn Walker – znany obrońca praw homoseksualistów – napisał jednak w podsumowaniu 138-stronicowego orzeczenia, że poprawka broniąca takiej definicji małżeństwa nie ma „żadnego racjonalnego oparcia” i w gruncie rzeczy nie wnosi niczego poza „uświęceniem poglądu, że pary heteroseksualne są lepsze niż homoseksualne”. Uznał więc ten przepis za dyskryminujący gejów i lesbijki i sprzeczny z konstytucją.

Aktywiści gejowscy cieszyli się, że „zwyciężyła równość, miłość i tolerancja”, i podkreślali, że „prawa gejów to prawa człowieka”. Zwolennicy tradycyjnego małżeństwa obawiają się zaś, że orzeczenie sędziego Walkera zagrozi 45 innym stanom, które prawo do ślubu zastrzegają dla kobiety i mężczyzny.

Zaniepokojenie wyrokiem wyraził także Kościół, zauważając, że jest on pogwałceniem woli większości Amerykanów, i przypominając, że małżeństwo kobiety i mężczyzny to fundament życia społecznego i majstrowanie przy tej instytucji nie służy dobru wspólnemu. Sędzia Walker dał jednak jasno do zrozumienia: duchownym i wiernym wara od homoseksualistów. „Moralna dezaprobata” to – jego zdaniem – za mało, by odmawiać praw gejom i lesbijkom.

Obie strony konfliktu wiedzą, że to bardzo ważny wyrok. Pierwszy raz sprawą małżeństw osób tej samej płci zajął się bowiem sąd federalny. A to oznacza, że po apelacji – geje i lesbijki ufają, że liberalny sąd drugiej instancji podtrzyma korzystny dla nich wyrok – sprawa trafi do Sądu Najwyższego. Jego orzeczenie ostatecznie rozstrzygnie zaś o prawach homoseksualistów w całej Ameryce.

Obecnie – mimo kampanii w liberalnych mediach i posiadania „swojego” prezydenta (geje i lesbijki przy wielu okazjach przypominają, że Barack Obama mógł liczyć w wyborach na ich masowe poparcie) – homomałżeństwa legalne są tylko w kilku spośród 50 stanów: Massachusetts, Iowa, Connecticut, Vermont, New Hampshire i Dystrykcie Kolumbii.

Dla wielu liberałów już samo stawianie pytań dotyczących związków osób tej samej płci czy jakiekolwiek „mroczne rozterki” co do prawa adoptowania przez nie dzieci jest niepoprawne politycznie. CNN w ciągu ostatnich miesięcy nadała przecież wiele reportaży ukazujących szczęśliwe dzieci par homo czy dwóch panów z niecierpliwością czekających na poczęte przez siebie dziecko (oczywiście metodą in vitro, z udziałem zastępczej matki). Liberałowie zastanawiają się, dlaczego skoro nikt nie pyta o legalność związku czarnoskórego mężczyzny z białą kobietą (lub odwrotnie), to takie rozterki przychodzą do głowy komuś w sprawie małżeństw dwóch panów czy dwóch pań.

Mimo to z ostatniego sondażu Gallupa wynika, że 53 procent Amerykanów wciąż uważa, że homomałżeństwa nie powinny być uznawane przez prawo. Przeciwnego zdania jest 44 procent pytanych. Sędzia z Kalifornii pokazał jednak, że opinia większości Amerykanów – nawet wyrażona w prawomocnym referendum – nie ma żadnego znaczenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Rózga na rocznicę Obamy

20 sty 2010

Wielkie lanie od wyborców dostali właśnie amerykańscy demokraci. W Massachusetts – jednym z najbardziej liberalnych stanów w USA, w którym przez dwa pokolenia wyniki wyborów do Senatu było z góry przesądzone (i to bez angażowania w ten proces włoskiej mafii) – nagle wygrał… republikanin.

Scott Brown rozpoczynał wyścig po miejsce po zmarłym w sierpniu senatorze Kennedym ze straconej pozycji. Demokrata Edward Kennedy reprezentował bowiem ten stan od 1962 roku, a wcześniej ten fotel w Senacie wywalczył w 1953 roku jego słynny brat – JFK. Kandydatka demokratów Martha Coakley była więc tak pewna zwycięstwa, że początkowo wolała siedzieć przy kominku niż zabiegać na mrozie o głosy wyborców. Do ostrej walki przystąpiła, gdy w końcu Brown zaczął ją wyprzedzać w sondażach. Nie pomogły jej już jednak wówczas nawet zdjęcia z Billem Clintonem czy uściski z Barackiem Obamą.

Ogłoszone właśnie (w nocy polskiego czasu) wyniki wyborów to jednak nie tylko lekcja pokory dla Coakley. Z nudnego lokalnego głosowania zmieniły się one bowiem w sąd nad Białym Domem i polityką obchodzącego dziś rocznicę inauguracji Baracka Obamy. Oczy całej Ameryki zwrócone były na Massachusetts również dlatego, że demokraci tracąc jeden, stary fotel, jednocześnie utracili większość pozwalającą im na sprawowanie bezwzględnej władzy w Kongresie. Znów niepewny jest więc los słynnej reformy systemu opieki zdrowotnej, a także innych ustaw.

Wyrok ogłoszony przez wyborców musiał przyprawić o dreszcze demokratów, z których jesienią tego roku wielu będzie walczyć o reelekcję. Wielu z nich może już zacząć szukać nowej pracy, co wcale nie będzie łatwe, bo bezrobocie w kraju rządzonym przez laureata Pokojowej Nagrody Nobla, jest na poziomie nie widzianym w USA od 26 lat. Pytanie brzmi: co teraz zrobi Barack Obama, który w rankingach popularności spadł z 70 do 50 procent?

Odpowiedź poznamy niebawem. A na razie zachęcam do oceny pierwszego roku amerykańskiego prezydenta. Co Ty myślisz o Baracku Obamie?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Mierzyć czas jak Obama

16 gru 2009

Każdy mężczyzna, który chciałby choć trochę poczuć się jak noblista, a zarazem przywódca najpotężniejszego mocarstwa świata, może to łatwo zrobić. Wystarczy kupić ten sam typ zegarka, który nosi Barack Obama.

Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba w tym celu sprzedawać samochodu. Nie jest to bowiem rolex czy patek philippe za 50 czy 150 tysięcy złotych. Tradycyjny męski zegarek Jorg Gray 6500, który nosi amerykański prezydent, można nabyć już za równowartość 900 zł. Jak podkreślają media, Obama nawet przy najważniejszych okazjach – na przykład na bal inauguracyjny czy szczyt G20 – nie zakłada droższego zegarka.

Model ten jest więc reklamowany jako zegarek prezydenta i cieszy się ogromną popularnością. Na rynek trafiła nawet specjalna edycja z wygrawerowanym napisem „44. prezydent USA Barack H. Obama”, datą inauguracji i logo Secret Service.

Dlaczego Secret Service? Bo zegarek został zaprojektowany dla agentów strzegących prezydentów, a poza tym Obama dostał go od pracowników swojej ochrony.

W zegarkowej skromności Obama nie przebije jednak swojego poprzednika George’a W. Busha. Jego timex był wart zaledwie 140 zł.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop