Archiwum z mar 2010

Ryzykowne zwycięstwo Obamy

22 mar 2010

Po kilkunastu miesiącach politycznych przepychanek i zakulisowych targów demokratom udało się w końcu przyjąć reformę zdrowia. I chociaż za ustawą głosowało 219, a przeciw niej aż 212 członków Izby Reprezentantów, Barack Obama odniósł sukces, o którym inni demokratyczni gospodarze Białego Domu marzyli przez ostatnie pół wieku.

Dzięki niedzielnemu głosowaniu pierwszy czarnoskóry prezydent zapisze się na kartach historii obok Franklina D. Roosevelta i Lyndona Johnsona, którzy doprowadzili do przyjęcia ustaw o Social Security i Medicare.

Obama, który uporczywie forsował ten projekt, chociaż jest przeciwko niemu większość Amerykanów, sporo zaryzykował. Gdyby wczoraj przegrał, byłoby to jego Waterloo. I chociaż wygrał, to zapłacił za ten sukces wysoką cenę. W ciągu roku jego poparcie zanurkowało o znacznie ponad 20 punktów procentowych. To właśnie przy okazji gorących dyskusji o reformie zdrowia zaczęto nazywać go socjalistą. I to właśnie prace nad ustawą zmieniającą system opieki zdrowotnej wzmocniły antyrządowy ruch Tea Party.

Idąc na wiele kompromisów – m.in. rezygnując z tzw. opcji publicznej – Barack Obama stracił jednocześnie wielu sprzymierzeńców po lewej stronie amerykańskiej sceny politycznej. W ostatnim wywiadzie dla Fox News wprost przyznał zaś w końcu, że „proces uchwalania ustaw zawsze był paskudny”.

Może się więc okazać, że przyjęcie reformy zdrowia będzie dla obozu demokratów pyrrusowym zwycięstwem. Podczas wygranych przez republikanina styczniowych wyborów w Massachusetts Amerykanie przekazali bowiem do Waszyngtonu jasną wiadomość: nie chcemy tej ustawy. Głosowanie „za” reformą może zatem podczas listopadowych wyborów kosztować posadę wielu demokratycznych kongresmenów.

Jedno jest jednak pewne. Barack Obama obiecywał zmianę i za pomocą tej ustawy rzeczywiście zmieni życie każdego mieszkańca USA. Czy na lepsze? To już wkrótce ocenią wyborcy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Polacy utkną na szarym końcu

11 mar 2010

Administracja Baracka Obamy ogłosiła, że już wkrótce Grecy wyjeżdżający do Stanów Zjednoczonych nie będą potrzebowali wiz. Gdy porozumienie wejdzie w życie – a ma się to stać w ciągu 30 dni – Grecja zostanie 23 członkiem Unii Europejskiej, objętym programem ruchu bezwizowego (VWP).

Kto poza Polską znalazł się w gronie wykluczonych? Czechy? Litwa? Węgry? Może chociaż Słowacja? Nie, nie, nie. Wszystkie te kraje zawarły już odpowiednie porozumienia z USA. W wizowym ogonku oprócz nas jest już tylko Bułgaria, Rumunia i Cypr. Obywatele tego ostatniego kraju mają jednak szansę stosunkowo szybko dołączyć do bezwizowych szczęśliwców. Wystarczy, że Cypr spełni stawiane przez Waszyngton wymogi dotyczące bezpieczeństwa – m.in. wprowadzi paszporty biometryczne.

Wiele wskazuje więc na to, że Polska na długo utknie w gronie ostatnich trzech państw UE, których obywatele muszą tracić nerwy, czas i pieniądze (najpierw na umówienie spotkania z konsulem, 4 zł za minutę plus VAT, a potem 131 dolarów za rozpatrzenie wniosku wizowego) na wizytę u amerykańskiego konsula.

Dlaczego Stany Zjednoczone bardziej boją się nielegalnej inwazji mieszkańców Polski – wiernego sojusznika i gospodarczego tygrysa Europy – niż tego, że to pogrążeni w kryzysie Grecy będą masowo szukać szczęścia w ojczyźnie rosnącego w siłę dolara? Odpowiedź jest prosta. Zgodnie z prawem, żeby móc jeździć do USA bez wiz, poziom odrzucanych wniosków nie może przekraczać w danym roku limitu 3 procent. W Polsce wskaźnik ten wyniósł zaś w 2009 roku aż 13,5 proc. I marnym pocieszeniem jest fakt, że w Bułgarii czy Rumunii wyglądał on jeszcze gorzej (odpowiednio 17,8 i 26,3 proc.).

Oczywiście Bruksela naciska na Waszyngton, by objęła ruchem bezwizowym wszystkie kraje UE. Wydaje się jednak, że w obliczu strachu przed nielegalnymi pracownikami, jak i przed terrorystami, trudno będzie przekonać Biały Dom do szybkiego poluzowania polityki wizowej. Zapewne zmieni się jedynie ton naszych polityków, którzy będą konsekwentnie przekonywać, że kwestia zniesienia wiz nie ma tak naprawdę znaczenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop