Archiwum z gru 2009

Mierzyć czas jak Obama

16 gru 2009

Każdy mężczyzna, który chciałby choć trochę poczuć się jak noblista, a zarazem przywódca najpotężniejszego mocarstwa świata, może to łatwo zrobić. Wystarczy kupić ten sam typ zegarka, który nosi Barack Obama.

Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba w tym celu sprzedawać samochodu. Nie jest to bowiem rolex czy patek philippe za 50 czy 150 tysięcy złotych. Tradycyjny męski zegarek Jorg Gray 6500, który nosi amerykański prezydent, można nabyć już za równowartość 900 zł. Jak podkreślają media, Obama nawet przy najważniejszych okazjach – na przykład na bal inauguracyjny czy szczyt G20 – nie zakłada droższego zegarka.

Model ten jest więc reklamowany jako zegarek prezydenta i cieszy się ogromną popularnością. Na rynek trafiła nawet specjalna edycja z wygrawerowanym napisem „44. prezydent USA Barack H. Obama”, datą inauguracji i logo Secret Service.

Dlaczego Secret Service? Bo zegarek został zaprojektowany dla agentów strzegących prezydentów, a poza tym Obama dostał go od pracowników swojej ochrony.

W zegarkowej skromności Obama nie przebije jednak swojego poprzednika George’a W. Busha. Jego timex był wart zaledwie 140 zł.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kochanki szczęścia nie dają?

15 gru 2009

Ciężkie jest życie Tygrysa. Z jednej strony media wciąż trąbią, że to gatunek zagrożony, a z drugiej strony, gdy taki Tygrys już chce coś zrobić, by przynajmniej potrenować ratowanie gatunku, ci sami dziennikarze węszą, knują i krytykują.

Boleśnie przekonał się o tym Tiger Woods, który przez skandal seksualny musiał przerwać karierę sportową. Co prawda skandal jest nie byle jaki, bo na jego podstawie można by nakręcić co najmniej kilka filmów. Seria mogłaby się zaczynać od obrazu „Przyczajony Tygrys, ukryty hydrant”. Już sam wypadek samochodowy, w którym tuż przed swoją rezydencją Tiger skosił wspomniany hydrant i próbował powtórzyć ten sam wyczyn z drzewem, jest otoczony mgiełką tajemnicy. Tuż po wypadku przy niemal nowym cadillacu znalazła się jego żona z kijem golfowym. Wersja oficjalna jest taka, że kij posłużył jej do wydobycia z auta pokiereszowanego Tigera. Wersja nieoficjalna, rozsiewana przez złośliwe media, mówi jednak, że Tiger wskoczył do auta, by uciec przed pędzącą na niego z kijem żoną. Jego piękną szwedzką małżonkę miał rozwścieczyć fakt, że nie jest jedyną blondynką w życiu mistrza golfa. Tiger popadł w jeszcze większe tarapaty, gdy jego kochanki dowiedziały się, że były regularnie zdradzane. Zwłaszcza, że chodziło o co najmniej 13 kobiet.

Problem z kontaktowaniem się teraz z takim tłumem namiętnych kobiet mają nawet profesjonalne redakcje. A Tiger dawał radę, choć miał też przecież obowiązki wobec żony. I choć nie jest księdzem (nie jest nawet pastorem), ani politykiem walczącym z liberalnym rozluźnieniem obyczajów, i tak padł ofiarą medialnej nagonki.

Z tego powodu zapewne straci nie tylko kochanki, ale i dziesiątki milionów dolarów. Pewien producent maszynek do golenia nie chce na przykład, by Tiger wciąż reklamował jego produkty, bo nie wiadomo, czy boski żigolo nie zaszkodzi wizerunkowi żyletek. A przecież im więcej kochanek, tym częściej i dokładniej trzeba się golić, więc menedżerowie powinni być Woodsowi wdzięczni za poszerzenie targetu reklam.

Tak czy owak zmuszono go do przerwania kariery. I z tego powodu boję się o Woodsa. W ten sposób straci on ostatni azyl. Nikt chyba nie ma bowiem wątpliwości, dlaczego tak świetnie radził on sobie na polu golfowym? Przecież tylko w czasie turniejów i treningów Tiger mógł choć na chwilę odpocząć od nękających go kobiet. Zgodnie ze starym dobrym dowcipem, mężczyzna powinien mieć bowiem i żonę i kochankę. Bo gdy nie ma go w domu, to żona myśli, że jest u kochanki. Kochanka, że u żony, a on tup tup tup i … do biblioteki.

Poniżej link do serii tragikomicznych „Breaking News” o Tigerze Woodsie:
Ciężkie jest życie Tygrysa – link wideo

Przeczytaj artykuł „Tygrys traci sponsorów”

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Obamy wojna i pokój

10 gru 2009

Czy wysyłając na wojnę do Afganistanu dodatkowych 30 tysięcy żołnierzy amerykański prezydent nie zawiódł przypadkiem oczekiwań Komitetu Noblowskiego? Przecież Norwedzy nie przyznali mu Pokojowej Nagrody Nobla za wielkie osiągnięcia, bo tymi Obama nie może się jeszcze pochwalić. To była zaliczka! Czy Amerykanom naprawdę wszystko trzeba mówić wprost?

Przywódca Stanów Zjednoczonych podpadł też pacyfistom, nie podpisując niedawno konwencji o zakazie użycia min przeciwpiechotnych. I chociaż Departament Stanu wyjaśniał, że Amerykanie przeznaczają krocie na pomoc ofiarom min, to na laureata Pokojowej Nagrody Nobla i tak czekają w Oslo antywojenni aktywiści.
Wielu z nich jest wściekłych, choć przecież sam Barack Obama wyraźnie podkreślał, że nie zasługuje na to, by znaleźć się w gronie Matki Teresy i Dalajlamy. Amerykański prezydent był jednak wówczas zbyt skromny, a pacyfiści są z pewnością dla niego zbyt surowi.

Ok, rzeczywiście zaledwie kilka dni temu wysłał on na front kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. Ale czy ktokolwiek widział przywódcę jakiegokolwiek mocarstwa, który zagrzewałby naród do walki w sposób tak spokojny, tak pokojowy i tak ambiwalentny jak Barack Obama? Przecież świetnie przygotowany retorycznie amerykański przywódca mógłby bez trudu porwać zgromadzonych w auli West Point kilku tysięcy kadetów i miliony ludzi przed telewizorami. A jednak tego nie zrobił!

Miny większości słuchaczy naczelnego dowódcy jednej z najpotężniejszych armii świata wskazywały raczej na to, że zamiast wyobrażać sobie triumf sił Zachodu w afgańskich górach, walczą głównie z uczuciem znużenia i przygnębienia. I chociaż fotoreporterzy wypatrzyli w tłumie kadetów studenta zaczytanego w książce „Kill Bin Laden”, to już prezydent do zabijania nikogo w swojej wojennej mowie nie wzywał.

Przyparty do muru przez generałów zarządził co prawda wielką ofensywę, ale od razu zapowiedział, że po 18 miesiącach zaciętych walk amerykańska armia zacznie wycofywać się na z góry upatrzone pozycje. Kto wie, może talibowie postanowią przeczekać ten czas w jaskiniach i dzięki temu uda się uniknąć zbędnego przelewu krwi? Obama i demokraci będą wtedy mogli pochwalić się sukcesem przed wyborami do Kongresu. A w drugiej dekadzie XXI wieku będzie można rozpocząć pokojowe przekazywanie Afganistanu talibom.

Do tego czasu może się też udać rozwiązać kwestię Iranu. Jeśli prezydent Obama nadal będzie wierzył w dyplomatyczne rozwiązanie atomowych aspiracji tego teokratycznego reżimu, ajatollahowie będę mieli szanse stworzyć przyzwoity jądrowy arsenał. Wówczas o żadnej zbrojnej interwencji nikt nie odważy się mówić, a Norwedzy w zamian za obietnicę powstrzymania się od planów wymazania Izraela z mapy świata, będą mogli przyznać Pokojową Nagrodę Nobla Mahmudowi Ahmadineżadowi.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop