Dość powszechnie można zetknąć się z takimi określeniami jak „dowód bezprawny”, „dowód nielegalny” czy „dowód uzyskany z naruszeniem prawa” etc. Nie są to jednak określenia normatywne, albowiem – jak już wielokrotnie zauważano – k.p.c. nie reguluje expressis verbis zagadnienia dopuszczalności takich dowodów, ani nie zawiera żadnej relewantnej definicji legalnej.
W literaturze procesowej mogą Państwo odnaleźć różne próby zdefiniowania takiej kategorii dowodów (np. za „dowód uzyskany w sposób sprzeczny z prawem” uznaje się dowód uzyskany w sposób niezgodny zarówno z prawem materialnym, jak i z prawem postępowania cywilnego; przez „dowód niedopuszczalny”, jako kategorię szerszą, rozumie się nie tylko dowód uzyskany w sposób sprzeczny z prawem, ale i „z zasadami współżycia społecznego, normami etycznymi, które są powszechnie akceptowane”). Jest to moim zdaniem przedsięwzięcie nie tylko nieuzasadnione, ale i skazane na porażkę, albowiem clue problemu nie leży w definicji, i niech nas łaskawy los uchroni od takiej legislacji. Nie mam w zwyczaju posługiwać się rzymskimi premiami, ale tutaj poczynię wyjątek: omnis definitio in iure civili periculosa est: parum est enim, ut non subverti potest.
Zdaniem autorki opracowania, które doczekało się w polskiej doktrynie powszechnej, jak się wydaje, akceptacji, w Polsce brak jest generalnego zakazu wykorzystywania w postępowaniu cywilnym dowodów uzyskanych w sposób sprzeczny z prawem, ale analiza obowiązujących przepisów, tzn. Konstytucji RP, k.p.c., k.c., ustawy o ochronie danych osobowych, ustawy o ochronie informacji niejawnych i ratyfikowanych przez Polskę umów międzynarodowych, uzasadnia tezę o niedopuszczalności wykorzystywania w postępowaniu cywilnym dowodów uzyskanych w sposób sprzeczny z prawem.
Moim zdaniem, jest jednak dokładnie na odwrót. Przemawiają za tym regulacje konstytucyjne, oraz funkcjonalna i systemowa wykładnia przepisów postępowania cywilnego.
Zwolennicy poglądu, jakoby w Polsce obowiązywała taka zasada odwołują się do wielu różnych aktów prawnych, niekonsekwentnie przeplatają dyskusję kontekstami z różnych reżimów (prywatnego, karnego lub administracyjnego) oraz źródeł prawa (krajowego, obcego oraz międzynarodowego). Prowadzi to do zagubienia istoty problemu, zaś z procesowego punktu widzenia świadczy przede wszystkim o słabości stanowiska, które dominuje aktualnie w doktrynie.
Po drugie, jest zupełnie dla mnie niezrozumiałe, dlaczego – na poziomie dyskursu procesowego – nie dokonano jeszcze jakiś podstawowych podziałów zagadnień, które się krzyżują w jego toku. O co mi chodzi? Otóż, weźmy przykładowo art. 247 k.p.c. (Dowód ze świadków lub z przesłuchania stron przeciwko osnowie lub ponad osnowę dokumentu obejmującego czynność prawną może być dopuszczony między uczestnikami tej czynności tylko w wypadkach, gdy nie doprowadzi to do obejścia przepisów o formie zastrzeżonej pod rygorem nieważności i gdy ze względu na szczególne okoliczności sprawy sąd uzna to za konieczne). Czym jest przepis, jaki jest jego cel i funkcje? Czy chroni on jakiejś wartości społeczne poprzez odniesienie do kryterium przedmiotowego lub podmiotowego? Niezupełnie. Można przykładowo stwierdzić, że celem jest ochrona przepisów materialnych o formie czynności prawnej, a także domniemania wiarygodności dokumentów, przyznanie prymatu dowodom z dokumentu nad dowodem z zeznań świadków, funkcją zaś jest ograniczenie dopuszczalnego zakresu postępowania dowodowego. Tego rodzaju przepis pełni funkcję ograniczenia (zakazu) dowodowego. Taki dowód jest niedopuszczalny, czyli wniosek dowodowy strony powinien zostać oddalony („sąd postanowił oddalić wniosek dowody strony powodowej… ze względu na brzmienie art. 247 k.p.c.”).
Sprawa komplikuje się w przypadku np. art. 259, 261 k.p.c. Pojawiają się kryteria podmiotowe oraz przedmiotowe, wszystko wrzucone do jednego garnka bez jakiegokolwiek pomysłu i konsekwencji. Pojawiają się kwestie, które w Stanach określa się mianem przywilejów dowodowych. Są to kategorie ograniczeń dowodowych, których celem jest ochrona określonych relacji międzyludzkich, albowiem uznaje się, że stanowią one wartość wyższą, aniżeli rozstrzygnięcie sporu cywilnego w oparciu o ustalenia faktyczne oparte na prawdzie. Przykładowo, uniwersalną zasadą w świecie zachodnich cywilizacji jest zakaz zmuszania osoby do bycia świadkiem przeciw samemu sobie lub przeciw swoim bliskim (ale osoba taka może, o ile działa bez przymusu, inkryminować siebie lub swoich bliskich, itd.) Przywileje dowodowe obejmują również komunikacje między klientem a adwokatem, między lekarzem a pacjentem, między małżonkami itd. Niekiedy, przywilej będzie nakierowany na ochronę źródła informacji (np. informatorzy prasowi), chociaż można równie dobrze stwierdzić, że chodzi o ochronę relacji dziennikarz-niejawny informator.
Jeżeli mamy ograniczenie dowodowe, w takiej czy innej formie, przydałaby się również norma sankcjonująca naruszenie (normy sankcjonowanej). Takowej jednak w polskim systemie prawnym w mojej ocenie brak.
Kodeks postępowania cywilnego nie reguluje dopuszczalności dowodów uzyskanych w naruszeniem ustawy, czyli ograniczenia dowodowego, ani nie zawiera definicji legalnej, która byłaby przydatna dla rozważanego zagadnienia. Wyrażając tę myśl nieco precyzyjniej i bez zbędnej kazuistyki należy kategorycznie stwierdzić, że: (1) w k.p.c. nie ma żadnego przepisu zakazującego stronie zgłoszenia wniosku dowodowego obejmującego dowód uzyskany w sposób sprzeczny z ustawą; oraz (2) w k.p.c. nie ma żadnego przepisu nakazującego sądowi oddalenie wniosku dowodowego strony w sytuacji, gdy sąd – z urzędu bądź wskutek stanowiska strony przeciwnej – poweźmie uzasadnione podejrzenie co do sposobu pozyskania dowodu objętego wnioskiem.
W Polskim prawie nie ma ani przepisu, ani normy prawnej, która mówi, że nagranie lub fotografia osoby trzeciej bez jej zgody nie może być dowodem w sądzie.
Zdziwienie budzą więc sprzeczne wewnętrznie twierdzenia, jakoby zakazy korzystania z lub dopuszczania dowodów nielegalnych w postępowaniu cywilnym były wprawdzie „nieskodyfikowane w ustawie”, ale jednocześnie miały charakter „bezwzględny” i „podstawowy”. Autorzy tego rodzaju propozycji nie dostrzegają najwyraźniej dwóch zupełnie fundamentalnych zasad obowiązującego porządku prawnego.
CDN






