(Note: Podane poniżej linki do Wiki są w miarę przyzwoicie opracowane, stąd można je traktować jako punkt wyjścia do poznania danego zagadnienia).
W ostatnim czasie miałem okazje przeczytać dwie interesujące pozycje procesowe, a mianowicie: K. Piasecki, Postępowanie sporne w sprawach cywilnych, Warszawa 2011 oraz pracę zbiorową Dowody w postępowaniu cywilnym, Warszawa 2010 (C.H. Beck). Do tego zapoznałem się z publikacjami w „Rz”, tj. tekstem Mec. J. Olmy z 4.04.2011 r. oraz Mec. W. Natowskiego z 17.10.2011 r., dotyczącymi kwestii dopuszczalności w postępowaniu cywilnym dowodów uzyskanych w sposób „niezgodny z prawem”. Postanowiłem badanie nieco poszerzyć, i okazało się, że – zgodnie z obserwacją jednego z powyższych autorów – poważnych opracowań na ten konkretnie temat z ostatnich 20 lat jest jak na lekarstwo.
Zaliczyć do nich wypada na pewno opracowanie A. Laskowska, Dowody w postępowaniu cywilnym uzyskane w sposób sprzeczny z prawem, Państwo i Prawo 2003/12, s. 88. Znalazłem też ciekawą opinię na ten temat przygotowaną przez MS w lipcu tego roku. Jako że zdaje się panować uniwersalny konsensus, co do niedopuszczalności w postępowaniu cywilnym dowodów uzyskanych „nielegalnie” lub „w sposób sprzeczny z prawem”, postanowiłem się zagadnieniu przyjrzeć nieco bliżej. Co wyłania się z przytoczonych źródeł?
Pierwsza, dość zaskakująca obserwacja jest taka, że polscy autorzy mają wątpliwe pojęcie o prawie common law w Stanach Zjednoczonych, i nie byłoby w tym nic niezwykłego (niezwykle jest na pewno opieranie się na 30-letnich opracowaniach książkowych…), gdyby nie fakt, że te wątpliwie obserwacje są publikowane i tworzą mylne wyobrażenia.
Np. A. Laskowska, na stronie 89 poświęca cały akapit omówieniu exclusionary rule (reguła wyłączania dowodów), która wywodzi się z IV Poprawki do Konstytucji USA, a więc – w uproszczeniu – na prawie karnym (http://en.wikipedia.org/wiki/Fourth_Amendment_to_the_United_States_Constitution); cytuje nawet podręcznik do karnego prawa procesowego (McCormick on Evidence). To, o czym nieprecyzyjnie pisze autorka można podsumować następująco: reguła wyłączania dowodów uzyskanych z naruszeniem prawa, wywodząca się z gwarancji konstytucyjnych i stanowiąca kanon prawa karnego procesowego obowiązuje w postępowaniu cywilnym, tzn. dowody uzyskane przez Państwo (organy ścigania) w toku czynności operacyjnych z naruszeniem norm konstytucyjnych są co do zasady niedopuszczalne zarówno w postępowaniu karnym, jak i cywilnym (między państwem a obywatelem; zob. przypis 14 do opracowania Wiki) (zob. http://en.wikipedia.org/wiki/Exclusionary_rule). Analogiczne zasady stosuje się w odniesieniu do V Poprawki czyli ochrony przed samooskarżeniem, tzn. ma on zastosowanie we wszystkich postępowaniach (nawet w takich, w których Państwo nie jest stroną, czyli szerzej niż IV Poprawka). Doktryna „owoców zatrutego drzewa” również wywodzi się z i stanowi kanon prawa karnego, i jest pochodną tradycyjnej exclusionary rule. Doktryna ta dotyczy wykluczenia z postępowania dowodowego takich dowody, które zostaną uzyskane przez Państwo (organy ścigania) w sposób prawidłowy na podstawie nielegalnych dowodów, np. zeznania świadka, którego tożsamość ustalono na podstawie informacji zdobytych w toku nielegalnego przeszukania mieszkania) (zob. http://en.wikipedia.org/wiki/Fruit_of_the_poisonous_tree). Pisanie więc o tych doktrynach w kontekście postępowania cywilnego jest nieporozumieniem i dowodzi nieznajomości tematu. Kilka uwag na powyższe tematy w kontekście właśnie prawa karnego znajdą Państwo również tutaj: http://www.palestra.pl/pdf_pliki/42_karolczyk_masz_prawo.pdf
Żadna z dwóch powyższych zasad nie obowiązuje w „amerykańskim postępowaniu cywilnym”. Niestety, podobną nieznajomość rzeczy można zaobserwować na stronie 257 w K. Piasecki, Postępowanie sporne w sprawach cywilnych, jak również w uwagach Mec. Olmy oraz Mec. Nartowskiego. Ograniczenia dowodowe (o nich poniżej) nie mają w USA uzasadnienia moralnego. Już Oliver Wendell Holmes Jr., ojciec realizmu prawniczego w swoim słynnym przemówieniu na Boston University Law School w 1897 r. pt. “The Path of the Law” powiedział (cyt. w oryginale):
“***The first thing for a business-like understanding of the matter is to understand its limits, and therefore I think it desirable at one to point out and dispel confusion between morality and law, which sometimes rises to the height of conscious theory…*** When I emphasize the difference law and morals I do so with reference to a single goal, that of learning and understanding the law.***The law is full of phraseology drawn from morals, and by the mere force of language continually invites us to pass from one domain to the other without perceiving it, as we are sure to do unless we have the boundary constantly before our minds. The law talks about the right, and duties, and malice, and intent, and negligence, and so forth, and nothing is easier, or, I may say, more common in legal reasoning, than to take these words in their moral sense, at some stage of the argument, and so to drop into fallacy.***”
„[Z]a wyjątkiem kilku uprzywilejowanych obszarów, proces cywilny [w Stanach Zjednoczonych] nie zna świętości” (cyt. z orzeczenia Cola Bottling Co. v. Coca-Cola Co., 107 F.R.D. 288 (D.Del. 1985), s. 290). W tym orzeczeniu, którego tłem był spór o zobowiązania umowne między producentem a spółką, która butelkuje napój, sąd nakazał Coca-Cola Co. ujawnienie składu syropu Coca-Cola (w tym tajnego składnika znanego pod nazwą Merchandise 7X; zob. http://en.wikipedia.org/wiki/Coca-Cola_formula). Jeżeli jest to Państwu temat nieznany, to powiem jedynie, że jest to jeden z najpilniej strzeżonych sekretów na świecie. Dokładny przepis na syrop Coca-Cola znają każdorazowo 2 osoby w całej korporacji, i nie latają one nigdy tym samym samolotem. Coca-cola nie zdecydowała się na produkcję w Indiach (rynek 550 mln potencjalnych konsumentów), albowiem rząd indyjski nakazał ujawnienie Merchandise 7X. W przytoczonej sprawie sądowej Coca-cola naturalnie odmówiła, i poniosła przykre tego konsekwencje procesowe.
Aby w ogóle mówić o tzw. przywilejach dowodowych w amerykańskim common law trzeba poczynić kilka niezbędnych uwag porządkujących. Po pierwsze, proces dzieli się na dwa wyraźne etapy, przygotowawczy (pre-trial) i rozprawę, która co do zasady odbywa się przed ławą przysięgłych (trial). Zakres informacji, które nie podlegają ujawnieniu w sporze cywilnym, w myśl amerykańskiej procedury federalnej, jest zasadniczo minimalny i zależy od etapu postępowania. Na etapie pretrial reguluje to procedura cywilna sensu stricte, na rozprawie reguluje to dziedzina prawa znana jako prawo dowodowe (evidence).
W Stanach strona – zanim rozpocznie się rozprawa – ma procesowo zagwarantowany (za pomocą różnych mechanizmów) dostęp do w zasadzie wszystkich potencjalnych dowodów strony przeciwnej i jest to – w moim osobistym odczucie – zaiste piękne. Wszystkie kwestie dotyczące dopuszczalności dowodów rozstrzyga sędzia w sposób kontradyktoryjny, tzn. wysłuchując obu stron i przed rozpoczęciem rozprawy. Jeżeli taka kwestia pojawia się w toku rozprawy, rozstrzyga ją sędzia zasadniczo bez obecności ławy przysięgłych (tzn. albo in camera, albo na sali rozpraw po uprzednim wyprowadzeniu przysięgłych – nie dotyczy to przesłuchiwania świadków, gdzie decyzje zapadają „na bieżąco”). W procesie bez udziału ławy przysięgłych kwestie dowodową może rozstrzygać inny sędzia, aniżeli ten który rozstzrygnie sprawę merytorycznie. Jeżeli więć ktoś pisze, że w Polsce dąży się do prawdy w procesie, a w Ameryce nie (albowiem obowiązuje tu zasada prawdy formalnej), to po prostu nie ma pojęcia o czym mówi.
Obowiązkowy proces uzyskiwania przez strony dowodów od siebie nawzajem nazywa się discovery i jest to zbyt obszerne zagadnienie, aby je tym miejscu omawiać. Nadmienić można jedynie, że strona w ramach discovery ma nawet dostęp do informacji, które same w sobie mogą być niedopuszczalne na rozprawie (inadmissable evidence), o ile dzięki nim uzyska dostęp do dowodów dopuszczalnych. Ochrona na tym etapie dotyczy najbardziej sensytywnych interesów prawnych, mianowicie: tajemnicy zawodowej adwokata (attorney-client privilege), jest to zakaz absolutny; materiałów przygotowanych przez stronę w toku przygotowań do sporu (work-product privilege), w tym zakresie istnieją wyjątki np. w niektórych okolicznościach można uzyskać dostęp do przed-procesowych oświadczeń świadka zdobytych przez adwokata strony przeciwnej, o ile zostały one przez niego utrwalone w formie pisemnej; tożsamości i materiałów przygotowanych przez biegłych, którzy nie będą zeznawać na rozprawie (non-testifiying experts exception); tajemnica lekarska (patient-doctor privilege) i tyle. Wyjątki opierające się na ochronie tajemnicy przedsiębiorstwa czy prawie do prywatności są niezwykle wąskie i rzadko stosowane. W takich sytuacjach strona zazwyczaj wnosi o wyłącznie jawności postępowania (w określonym zakresie).
Powyższe przywileje naturalnie rozciągają się na rozprawę, natomiast dowód (zeznanie świadka) może być niedopuszczone w toku rozprawy ze względu na szczegółowe reguły dowodowe, lecz przede wszystkim ze względu na to, że jest nieistotny (Adwokat: Objection Your Honour! Sędzia: Grounds? Adwokat: Relevance Sędzia: Granted albo Denied). Podsumowując, reguła wyłączania dowodów to jedno, doktryna owoców zatrutego drzewa to drugie, żadna z nich nie jest doktryną (federalnej) procedury cywilnej, która nie zna terminu „dowód uzyskany w sposób sprzeczny z prawem” czy „dowód nielegalny”. Dowód ukradziony bądź zdobyty przez wynajętego prywatnego detektywa bądź zdobyty potajemnie lub bez wiedzy drugiej strony lub osoby trzeciej jest co do zasady dopuszczalny w postępowaniu.
W kolejnym poście próba uchwycenia problemu w prawie polskim, podziału argumentów przeciw wykorzystaniu dowodów „nielegalnych” na grupy i krytyka przeważającego w tej sprawie stanowiska.







Ciekawy tekst. Wiedza o tym (przynajmniej podstawowa) przydaje się w tłumaczeniu zachowania prawników w amerykańskich filmach Jednak zasadniczo nie podzielam podglądu, że „zdaje się panować uniwersalny konsensus, co do niedopuszczalności w postępowaniu cywilnym dowodów uzyskanych „nielegalnie” lub „w sposób sprzeczny z prawem”. Przeciwnie, wielokrotnie w orzecznictwie sądów powszechnych miałem z tym do czynienia i sądy NIGDY nie odmówiły przeprowadzenia dowodów z dokumentów zdobytych „nielegalnie” (np. nagranie rozmowy bez wiedzy rozmówcy czy dokumenty zdobyte w „wątpliwy” sposób).
Witam, dziekuję za komentarz. W sprawie „uniwersalnego konsensusu” mialem oczywiscie na mysli doktryne prawniczą:)
Witam ponownie,
Jeżeli interesuje Pana nieco poglębiona analiza porównawcze tego zgadnienia (PL-USA), to – nieco nieskromnie, ale polecam moje opracowanie naukowe na ten temat, które ukaże się w Przeglądzie Sądowym na przestrzeni najbliższego kwartału. W opracowaniu tym polemizuję z tym „powszechnym konsensuem”.
Pozdrawiam,
Witam,
panie Karolu, czy mogłby Pan podać dokładną datę pojawienia się Przeglądu Sądowego z Pańską analizą naukową? Jestem w trakcie pisania pracy mgr i podejrzewam, że Pańskie opracowanie będzie dla mnie bezcenne. Pozdrawiam.
witam, nr kwietniowy. pozdrawiam i zycze owocnej pracy!
Panowie, najmocniej przepraszam. Chodzilo mi o Pana Bartosza, a nie o Pana Karola.