Proces, którego początki mogą zwiastować realizację przyjaznej transakcji przejęcia (w zależności od konfiguracji, których w rzeczywistości gospodarczej wiele) jednego przedsiębiorcy przez innego przedsiębiorcę nie zawsze kończy się happy endem. Niepowodzenie w negocjacjach, mała atrakcyjność oferty złożonej przez inwestora czy też inne powody – mniej lub bardziej zależne od stron potencjalnej transakcji – mogą doprowadzić do odejścia stron od stołu negocjacyjnego i całkowitej rezygnacji z transakcji. Mogą również – w przypadku wyjątkowej determinacji po stronie inwestora – doprowadzić do podjęcia przez niego próby tzw. wrogiego przejęcia.
Głośny przykład takiego scenariusza wydarzeń mieliśmy w ostatnim czasie okazję obserwować w Australii.
Po krótce – w pierwszej połowie 2011 r. browarniczy gigant na skalę światową SABMiller podjął próbę przyjaznego przejęcia Foster’s Group – lidera rynku browarniczego w Australii. Odrzucenie przez zarząd Foster’s Group pierwotnej oferty złożonej przez SABMiller skłoniło tego ostatniego do podjęcia próby wrogiego przejęcia spółki poprzez złożenie oferty zakupu akcji australijskiego giganta bezpośrednio jego akcjonariuszom giełdowym. Z momentem złożenia takiej oferty – transakcja, która pierwotnie zaplanowana była jako przyjazna, stała się próbą wrogiego przejęcia.
Czym różni się wrogie przejęcie od transakcji przyjaznej? W przypadku próby przejęcia spółki giełdowej (tzw. spółki-celu) jest to próba objęcia kontroli właścicielskiej nad spółką wbrew woli jej dominującego akcjonariusza a zatem – co do zasady – również wbrew woli jej zarządu. Wrogim przejęciem jest również próba przejęcia kontroli nad spółką, która nie ma większościowego akcjonariusza lub ustabilizowanej ich większości – wtedy jest to próba podjęta przede wszystkich wbrew woli jej zarządu.
Pozycja zarządu spółki, która staje się przedmiotem próby wrogiego przejęcia jest szczególnie skomplikowana. Zasadniczym celem działalności zarządu spółki kapitałowej i jego głównym obowiązkiem jest dbanie o interesy spółki. Działanie wbrew temu nakazowi może narazić członków zarządu spółki na zarzut działania na szkodę spółki. Konsekwencje mogą być surowe – do pociągnięcia do odpowiedzialności karnej włącznie.
A co w takim razie z relacją pomiędzy zarządem spółki, a kontrolującym ją akcjonariuszami? Czy w każdym przypadku dbanie o interes spółki będzie jednocześnie dbaniem o interesy akcjonariuszy spółki?
Zarząd spółki wbrew pozorom dysponuje środkami, które pozwalają mu na zapobieganie wrogim przejęciom lub na bezpośrednią ochronę przed takimi próbami bez bezpośredniego udziału akcjonariuszy spółki. Środkami takimi są np. zbycie lub obciążenie istotnych aktywów spółki (spada atrakcyjność spółki) lub dokonanie w ramach kapitału docelowego dodatkowej emisji akcji na rzecz określonego podmiotu (zmienia się wówczas układ sił wśród akcjonariuszy, utrudniając przejęcie kontroli nad spółką).
Fakt, że zarząd ma możliwość obrony przed wrogim nie oznacza, że podjęcie dostępnych mu kroków w celu utrzymania obecnej struktury akcjonariatu spółki będzie zawsze działaniem w interesie jej samej. Wejście do spółki nowego inwestora może być ze wszech miar pożądane – może on dostarczyć kapitału, know-how czy wprowadzić spółkę na nowe rynki. Z tej perspektywy działania obronne zarządu mogą być postrzegane jako co najmniej marnowanie dobrej okazji rynkowej, a nawet jako pewnego rodzaju niegospodarność.
Z drugiej jednak strony to, co jest korzystne dla samej spółki (oraz najczęściej również dla jej mniejszościowych akcjonariuszy, którzy nie mając realnego wpływu na spółkę czerpią korzyści z dywidendy) nie będzie z oczywistych względów korzystne dla akcjonariuszy większościowych, którzy zostaną pozbawieni kontroli nad spółką.
To, że wraz z utratą kontroli przez akcjonariusza większościowego posadę traci najczęściej także jego zaufany zarząd, dodaje dodatkowej pikanterii całej sytuacji i stawia zarząd w obliczu poważnego konfliktu interesów.
Jak wynika z powyższego, sytuacja zarządu spółki-celu nie jest ani jednoznaczna ani też godna pozazdroszczenia. W interesujący sposób z poruszonym problemem zmierzył się Adam Opalski. Warto zatem zajrzeć do jego artykułu opublikowanego w sierpniowym Przeglądzie Prawa Handlowego.
Jaki natomiast był finał historii SABMiller i Foster’s Group? Otóż kilka dni temu media poinformowały o uzgodnieniu pomiędzy stronami przyjaznego przejęcia Foster’s Group. Co najistotniejsze, ostateczna cena którą zgodził się zapłacić SABMiller za akcje jest ok. 10% wyższa od pierwotnie proponowanej. I wilk syty i owca cała.






