Niedawno jeden z autorów bloga w tym portalu precyzyjnie opisał zasady dotyczące tzw. efektu zachęty. Mechanizm ten, zgodnie z założeniami twórców przepisów unijnych i krajowych, ma na celu wymuszenie na ewentualnych beneficjentach pomocy publicznej korzystania z tej pomocy wyłącznie w sytuacjach, kiedy ma ona realny wpływ na przeprowadzenie inwestycji bądź jej rozmiar.
Założenia są jak najbardziej słuszne, gdyż niewątpliwie pomoc publiczna powinna być udzielana jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Niestety, rzeczywistość gospodarcza skrzeczy – zwłaszcza w przypadku pomocy udzielanej dużym przedsiębiorcom.
Przypomnijmy: zgodnie z art. 8 Rozporządzenia Komisji (WE) nr 800/2008 z 6 sierpnia 2008 r., w przypadku dużych przedsiębiorstw efekt zachęty uznaje się za spełniony, jeżeli przedsiębiorca wstrzymał się z rozpoczęciem projektu do momentu złożenia wniosku o pomoc oraz jeżeli przed przyznaniem pomocy państwo członkowskie sprawdziło, że dokumentacja przygotowana przez beneficjenta zakłada spełnienie jednego lub więcej kryteriów, które pozwalają na wykazanie wpływu pomocy na inwestycję (np. znaczące zwiększenie rozmiaru projektu w wyniku udzielenia pomocy publicznej).
W przypadku ubiegania się o wsparcie w postaci grantów pieniężnych, powyższe oznacza przede wszystkim konieczność wstrzymania się z rozpoczęciem inwestycji do momentu złożenia wniosku. Powstaje pytanie czy takie uregulowanie gwarantuje uzależnienie udzielania pomocy od jej wpływu na rozmiar inwestycji czy tylko prowadzi do przesunięcia terminu rozpoczęcia inwestycji. Jest pewną naiwnością zakładać, że decyzje o inwestycji podejmuje się dopiero po złożeniu wniosku o dotację unijną, zwłaszcza że we wniosku i biznes planie należy dokładnie opisać planowany projekt. Poziom szczegółowości tego opisu jest tak duży, że każdemu, kto ma chociaż szczątkowe pojęcie o prowadzeniu biznesu, trudno jest uwierzyć, że po tak dokładnej analizie wszystkich elementów inwestycji może ona nie być zrealizowana w Polsce. Dobrym przykładem jest konkurs w ramach działania POIG 1.4 (dofinansowanie prac badawczo-rozwojowych), gdzie na etapie wniosku trzeba streścić inwestycję – mówiąc przenośnie – do czwartego miejsca po przecinku.
Być może na tym polega efekt zachęty w przypadku takich grantów, że pochylenie się nad planami inwestycyjnymi dla potrzeb wniosku wymusza przywiązanie się do idei inwestycji w Polsce. Przygotowanie planów inwestycyjnych wymaga bowiem zaangażowania wielu działów wewnątrz firmy, a czasem i kilku firm z grupy w zakresie kwestii związanych z finansami, technologią produkcji, zatrudnieniem oraz ochroną środowiska. Gorzej, jeżeli dana korporacja międzynarodowa uzna, że koszty przygotowania wniosku w ramach wzmiankowanego działania 1.4 mogą przewyższać poziom dotacji, która pozwala na refundację jedynie 25% kosztów badań rozwojowych. Tym samym przez rzeczony efekt zachęty firma zdecyduje się na inwestycję bez ulg w kraju, gdzie np. już prowadzi działalność badawczo-rozwojową, bez ponoszenia kosztów szczegółowej analizy zaangażowania poszczególnych pracowników w okresach miesięcznych, zużycia energii elektrycznej i innych mediów w tychże okresach oraz zdobywania odpłatnych opinii o innowacyjności danych rozwiązań od przedstawicieli uczelni (to ostatnie wiąże się z koniecznością wtajemniczania w rozwiązanie technologiczne osób postronnych co na wysoce konkurencyjnym rynku jest dla firm dość niekomfortowe).
Sprawa wygląda jeszcze bardziej zniechęcająco w przypadku starania się o rozszerzenie terenu strefy ekonomicznej. Proces starania się o rozszerzenie strefy wymaga zmiany rozporządzenia określającego granice strefy i trwa kilka miesięcy od momentu złożenia przez potencjalnego inwestora listu intencyjnego. Przez ten okres inwestor nie ma prawa rozpocząć inwestycji, nie ma też żadnej gwarancji co do czasu trwania rozszerzania strefy – może to być okres trwający 4 miesiące, ale równie dobrze 8 miesięcy. W tym czasie do naszego inwestora wdzięczą się instytucje rządowe innych krajów (np. Czech czy Słowacji). W rezultacie, udowadniając efekt zachęty i czekając na decyzję MG inwestor co do zasady się zniechęca.
Tak jak podkreśliłam na początku efekt zachęty powinien być przy okazji inwestycji udowadniany; pytanie tylko czy przepisy wdrażające poszczególne programy pomocowe czy też praktyka udzielania pomocy nie wypaczają w sposób istotny skutków obowiązku wykazywania tego efektu. Wydaje się, że pomocne w zwalczeniu niekorzystnych skutków konieczności wykazania efektu zachęty byłyby bardziej ogólne wymagania dotyczące inwestycji we wnioskach, które pozwolą inwestorowi zagranicznemu opowiedzieć o projekcie bez zaangażowania nadmiernych środków. W przypadku stref natomiast efekt zachęty nie miałby negatywnych skutków, gdyby procesy zmian granic były szybsze i sprawniejsze.






