Czasem dostaje maile z Polski z prośbą podania informacji o życiu tak zwanych zwykłych Polaków na Białorusi. Nie tych, związanych ze Związkiem Polaków na Białorusi (ZPB) pod kierownictwem Anżeliki Orechwo (wcześniej Andżeliki Borys), czy reżimowym ZPB (pod kierownictwem biznesmena Stanisława Siemaszki).
Odpowiadajac na ostatniego maila z podobną prośbą, napisałem, iż życie Polaków na Białorusi, niczym się nie różni od życia reszty białoruskiego społeczeństwa. Białoruscy Polacy pracują, często ulegają rusyfikacji, zapominają o korzeniach i tradycji, robią karierę w strukturach łukaszenkowskiego państwa. Są także tacy, którzy działają w opozycji demokratycznej.
Zabawne, iż sam Łukaszenko nieraz personalnie identyfikował narodowościowo swoich oponentów jako Polaków, próbując zagrać na ksenofobii Białorusinów. W ten sposób Polakiem został okrzyknięty jeden z liderów białoruskiej opozycji, Białorusin Aleksander Milinkiewicz. Nawet pierwszy przywódca niepodległej Białorusi Stanisław Szuszkiewicz, został przez Łukasenkę zidentyfikowany jako Polak.
Ksenofobiczne ataki Łukaszenki trafiają jednak w próżnię, gdyż większość mieszkańców Białorusi wcale nie odczuwa niechęci do Polski i Polaków. Dlaczego? Rosjanie mówią o sobie: jeśli glębiej skrobnać każdego Rosjanina, to wynurzy się z niego Tatarzyn (aluzja do 300-letniej niewoli mongoło-tatarskiej na Rusi). Wydaje mi się, że dość podobnie jest z mieszkańcami Białorusi, zwłaszcza Zachodniej. Jeśli skrobnąć zachodniego Białorusina, wynurzy się z niego, może nie Polak, ale na pewno jakiś wątek związany z polskością.
Mam znajomą Olgę. Nie jest Polką, lecz etniczną Rosjanką, mieszkającą w Grodnie. Wobec rozpętanej po ostatnich wyborach prezydenckich w łukaszenkowskich mediach antypolskiej kampanii propagandowej mawia do mnie: „No zobacz, jak nas znowu oblewają pomyjami!”
Jej świętej pamięci ojciec miał na imię Georgij, a jego rodzice zamieszkali w Grodnie jeszcze za czasów cara. Georgij urodził się gdy powstawała II Rzeczypospolita i, mimo rosyjskiego pochodzenia, zdobył w Polsce dobre wykształcenie. Wyuczył się w Warszawie na księgowego. Wojnę spotkał w rodzimym Grodnie, które po 17 września znalazło się w składzie ZSRR. W 1941 roku Georgij zaciągnął się do Armii Czerwonej, w której walczył do zakończenia wojny. Najlepszą lekcję życiową zawdzięczał komisarzowi, rekrutującemu żołnierzy. Zgłosił się bowiem do armii ze wszystkimi papierami, również ze świadectwem ukończenia warszawskiej uczelni. Komisarz okazał się, jak twierdził sam Georgij, „dobrym człowiekiem” i na oczach rekruta spalił w piecu wszystkie dokumenty świadczące o życiu Rosjanina w przedwojennej Polsce. „Jeśli chcesz przeżyć, zapomnij o tym” – radził komisarz. Georgij nawet po wojnie nie ujawnił, że – jak mawiał już po rozpadzie ZSRR – „uczył się księgowości u najlepszych warszawskich profesorów”.
Kwalifikacje i wiedza okazały się lepszym skarbem, niż dokument świadczący o ich zdobyciu. W ZSRR Georgij zrobił karierę księgowego, mając zapisane w ankiecie ukończenie zaledwie szkoły średniej. Był głównym księgowym Grodzieńskiej Fabryki Tytoniowej, a gdy w Grodnie zaczęto budować jedne z największych w ZSRR zakłady chemiczne przeniósł się tam. Georgij kierował księgowością największego grodzieńskiego przedsiębiorstwa przez kilka dziesięcioleci, miał wyróżnienia państwowe i inne nagrody. O swoim przedwojennym życiu w Polsce opowiadał tylko najbliższym. Chwalił kompetencje przedwojennych warszawskich wykładowców, opowiadał o tym, jak był obecny w Wilnie na pogrzebie serca marszałka Józefa Piłsudskiego, którego darzył niezwykłą sympatią, choć był Rosjaninem i musiał tę sympatię przez całe życie w ZSRR ukrywać.
Dzisiaj jego córka Olga wylewane przez białoruką propagandę na Polaków i Polskę pomyje traktuje jako obrazę osobistą między innymi ze względu na dobrą opinię o Polsce i Polakach, którą odziedziczyła po ojcu.
Miało być o Polakach na Białorusi? Uprzedzałem, że będzie o „niezwykłych”.
Ich historie są bowiem najbardziej pouczające i to one tłumaczą, dlaczego wymierzone w Polskę i Polaków ksenofobiczne ataki propagandy łukaszenkowskiej mijają się z celem. Do niezwykłych Polaków, zaliczam między innymi białoruskiego oficera wojskowego w stanie spoczynku Jana Pieczynskiego, który podnosi z ruin zamek Radziwiłłów w Lubczy. Należy do nich także Lucyna Chalip (Belzacka), córka przedwojennego polskiego jazzmana żydowskiego pochodzenia Jerzego Belzackiego i matka Iryny Chalip, dziennikarki oraz żony więzionego przez KGB rywala Łukaszenki w ostatnich wyborach prezydenckich Andreja Sannikaua.
A co ze zwykłymi Polakami? Nie wiem gdzie są i czym żyją.








