Posts Tagged „Tomasz Pietryga”<

Jak radca z adwokatem

15 maj 2012

Uzyskanie przez radców prawnych możliwości reprezentowania klientów w sprawach karnych może być początkiem prawdziwej rewolucji w zawodach prawniczych. Zniknie bowiem jedna z niewielu różnic, która oddzielała tę profesję od zawodu adwokata.

Kolejnym krokiem, uczciwym z tej perspektywy, może być więc zlikwidowanie zakazu pracy na etatach dla samych adwokatów. Wtedy różnica między zawodami pozostanie jedynie iluzoryczna. A to może oznaczać, że upadną ostatnie argumenty przeciwko fuzji obu zawodów, o której w środowiskach rządowych mówi się od kilku lat.

Plany resortu sprawiedliwości nie wszystkim się podobają. Niezadowoleni są przede wszystkim adwokaci, którzy podnoszą, że radcowie nie mają wystarczających kompetencji, aby prowadzić sprawy karne. Skutkiem tego mogłoby być obniżenie standardów obrończych.

Oczywiście jest takie zagrożenie, jednak patrząc w przód w perspektywie kilku lat, kiedy obecnie przeprowadzana zmiana wymusi również zmiany w systemie kształcenia aplikantów, świeżo upieczony radca nie będzie ustępował wiedzą młodemu adwokatowi. I oceniając projekt Ministerstwa Sprawiedliwości, warto o tym pamiętać.

Niewątpliwie zmiana dla części środowiska adwokackiego może mieć przykre skutki finansowe. Blisko 14-tysięczna korporacja będzie musiała bowiem zaakceptować w sądach karnych  -  przynajmniej teoretycznie  -  znacznie większą grupę 30 tys. radców. Zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, gdzie zapotrzebowanie na usługi prawnicze jest ciągle niewielkie, może to mieć znaczenie dla prawniczych kieszeni.

Z perspektywy klienta korzystającego z usług prawniczych sytuacja będzie wyglądać jednak zupełnie inaczej. Dla przeciętnego zjadacza chleba podział między radcami i adwokatami był kompletnie niezrozumiały. A poszerzenie kręgu kompetentnych obrońców może mieć tylko pozytywne skutki.

Stare strachy odżywają

3 paź 2011

PO straszy rządami PiS – pisze dzisiejsza Polska The Times. Utrzymująca się na poziomie ok. 3 proc., a więc na granicy błędu statystycznego przewaga PO nad PiS i realnie mający szansę na wejście do Sejmu ruch Janusza Palikota, który – jak wynika z badań – od trzech tygodni zaczyna już podbierać głosy nie tylko SLD, ale też jej samej – tak wygląda sytuacja na ostatniej, tygodniowej prostej przed wyborami.

Nic więc dziwnego, że w ostatnim tygodniu Platforma stawia przede wszystkim na rozbudzenie jak największych emocji. Przedsmakiem tego uderzenia PO jest pokazany wczoraj po raz pierwszy telewizyjny spot zatytułowany „Oni pójdą na wybory. A ty?”.

Jacy oni? Spot nie pozostawia wątpliwości. W filmiku najbardziej dramatyczne migawki walk na Krakowskim Przedmieściu obrońców krzyża z okrzykami „Jarosław, Jarosław” i „Tusk oraz Komorowski w łeb. Nienawidzę ich” przeplatają się z obrazami agresywnych kiboli, najgłośniejszych przeciwników Tuska w kampanii. Spotów w tym duchu ma być więcej – pisze Polska The Times.

O zaostrzeniu retoryki PO donosi też na pierwszej stronie „Rzeczpospolita”, opisując jak w weekendowych wypowiedziach liderzy PO mobilizowali wyborców, przestrzegając przed konsekwencjami zwycięstwa swoich największych przeciwników.

„Chodzi o to, czy wybierzemy na kolejne cztery lata bezpieczny wariant rządzenia. Wokół nas świat gospodarczy i finansowy chwieje się w posadach” – mówił w niedzielę w Krakowie premier Tusk.

Dzień wcześniej w Lublinie przekonywał, że tylko rządy PO uchronią nasz kraj od bycia drugą Grecją. – Każdy musi się zastanowić, co oznacza dla Polski premier Kaczyński, premier Napieralski czy premier Palikot – mówił. Przed wygraną PiS przestrzegali też minister finansów Jacek Rostowski i minister zdrowia Ewa Kopacz.

Strach przed PiS widać też na okładce dzisiejszego „Wprost”. Felietonista tygodnika Kuba Wojewódzki zwraca się z dramatycznym apelem do czytelników od 18-24 lat. A oto kilka cytatów:

„Potrzebny jest powszechny alert, bo sytuacja zaczyna  śmierdzieć obojętnością. A to może  zaowocować powtórka z pisowskiej rozrywki”.

„Nie idąc do wyborów, nie robisz władzy na złość. Robisz na złość swojej przyszłości”.

„Ktoś kto  głosuje na PiS, jest dla mnie  albo nieświadomym zakładnikiem kłamstwa, albo więźniem własnej ignorancji”.

Gazeta  Wyborcza w komentarzu na drugiej stronie tłumaczy niechęć części dziennikarzy do partii Kaczyńskiego.

„Kaczyński nie miał sobie równych w atakach na dziennikarzy. Jedną z radiostacji oskarżył o sprzyjanie interesom niemieckim, jedną z telewizji bojkotował, redaktorów porównywał do zdrajców ojczyzny albo krytykował ich życie prywatne.

Na pewno wielu dziennikarzom, także telewizyjnym, blisko jest do politycznego centrum i ma to wpływ na przygotowywane przez nich materiały, ale rozsądna polityka medialna PiS mogła tę tendencję zneutralizować. A że jest to możliwe, pokazała ostatnia kampania prezydencka, w której prezes PiS ogłaszał koniec wojny polsko-polskiej. Miał wtedy sympatię wielu mediów. I mógł ją utrzymać. Uznał jednak, że bardziej opłaca mu się iść na zwarcie. Może także dlatego, że poza swoją antysystemową retoryką ma niewiele więcej do zaoferowania” – zauważa Dominika Wielowieyska.

Czy strategia straszenia PiS-em przyniesie skutek? Eksperci maja wątpliwości.

– W 2007 r. kampania Platformy przebiegała pod hasłem strachu przed PiS oraz nadziei na lepsze, teraz wydaje się, że został tylko strach – ocenia tę strategię dr Jarosław Flis, socjolog z UJ.

Infrastrukturalna zapaść

6 cze 2011

Autorski przegląd prasy

Za rok, 8 czerwca 2012 roku rozpocznie się Euro 2012. „Trudno się chwalić reprezentacją, ale jeszcze gorzej jest z terminową budową stadionów i autostrad” – pisze Polska The Times. O problemach infrastrukturalnych wspominają wszystkie dzienniki.

„Pod koniec czerwca do Sejmu trafi kolejny raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący przygotowań do Euro 2012. Znajdą się w nim informacje o nieprawidłowościach nieznanych dotąd opinii publicznej” – dowiedział się nieoficjalnie dziennik „Polska The Times”.

Już poprzedni raport NIK z ubiegłego roku był bardzo krytyczny wobec spółki PL.2012, której zarzucono niegospodarność, nadmierny wzrost wydatków i rozrost kadry kierowniczej. Kontrolerzy stwierdzili też wtedy opóźnienia aż 41 procent inwestycji związanych z Euro 2012. Informator gazety „Polska The Times” mówi, że tegoroczna kontrola nie przynosi jak na razie wyników świadczących o poprawie sytuacji.

O problemach infrastrukturalnych pisze też „Dziennik Gazeta Prawna”, który wraca do  kłopotów  z budową odcinka autostrady A2. Chińska Firma Covec powinna zapłacić 741 mln zł odszkodowania za niedokończoną budowę autostrady. Rzecz w tym, że nie ma żadnego majątku w Polsce, a jej gwarancje bankowe opiewają na zaledwie 130 mln zł.

DGP przypomina, że twardą reakcję na zatrzymanie budowy A2 zapowiedział premier Donald Tusk, a urzędnicy GDDKiA oficjalnie już poinformowali, że w takim przypadku będą dochodzić od firmy astronomicznej kary.

Tymczasem z informacji zebranych przez dziennik wynika, że to jednak puste groźby. Chińska firma nie dysponuje takim majątkiem.

Wygrywając przetarg w 2009 r. przedstawiła gwarancje bankowe na kwotę… 130 mln zł. „Gdzie był wtedy minister Cezary Grabarczyk i służby, które miały obowiązek dokładnie prześwietlić Chińczyków? – pyta były minister infrastruktury Jerzy Polaczek. Polski przedsiębiorca powiedział „DGP”, że w Szanghaju i Pekinie nie mógł znaleźć siedziby spółki. Gazecie zaś nie udało się dodzwonić pod chińskie numery telefonu podane na oficjalnej stronie COVEC.

Ale to jeszcze nie wszystko.

Od drogowego koszmaru, który czeka nas w wakacje rozpoczyna także „Rzeczpospolita”. W 400 miejscach rozkopane są drogi, 1400 km torów jest w remoncie. Sparaliżowany został kręgosłup komunikacyjny kraju, bo prace trwają na wszystkich kluczowych trasach łączących południe z północą Polski.

Jak się pozbyć Chińczyka

3 cze 2011

Kłopoty z budową Stadionu Narodowego w Warszawie i odcinka autostrady A2 po raz kolejny dobitnie pokazują, że niska cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Tymczasem w polskich przetargach publicznych to ona jest podstawowym kryterium. Dlatego dobrze się stało, że nasi legislatorzy wreszcie dostrzegli, jakie zagrożenia mogą płynąć z przesadnych oszczędności.

Sejmowa komisja „Przyjazne państwo” właśnie zastanawia się nad przepisami, które skłoniłyby urzędników do brania pod uwagę w zamówieniach publicznych również innych czynników. Obecnie zamawiający rzadko je uwzględniają, wyraźnie bojąc się zarzutu niegospodarności ze strony organów kontroli. Te zresztą właśnie na kryterium cenowym opierają ocenę inwestycji. Ostatnie wydarzenia pokazują, że taka filozofia może prowadzić donikąd.

Zamieszanie na budowie odcinka autostrady A2 ma jeszcze jeden ciekawy aspekt. Cała sprawa może mocno przyhamować ekspansję chińskich firm budowlanych w Europie. Ukończona autostrada miała stać się przyczółkiem, który dzięki pozytywnym referencjom otworzy im drogę do inwestycji w innych krajach Unii Europejskiej. Po tej wpadce może być o wiele trudniej, gdyż zamawiający dużo uważniej będą się przyglądać ofertom Azjatów, czując jednocześnie presję rodzimej branży budowlanej. Ta zresztą na chińskiej wpadce może wyjść najlepiej.

Od samego początku wśród polskich przedsiębiorców pojawienie się kolegów z Państwa Środka wywołało spory niepokój – obawiali się utraty dużej części rynku budowlanego. Stąd też protesty wysyłane do Brukseli wskazujące na potrzebę zamknięcia przed Chińczykami europejskiego rynku, a także cichy ostracyzm branży w stosunku do firm, które zdecydowały się na kooperację z Azjatami. Teraz rynek odetchnął z ulgą, bo Chińczycy wywrócili się sami.

Wypada mieć nadzieję, że nasze państwo wyciągnie z tego wnioski i zmieni przepisy tak, aby zapobiegać podobnym wpadkom cenowym w przyszłości. A Chińczycy? Niech to będzie już ich zmartwienie.

Jaka jest cena przetrwania Seremeta

9 maj 2011

Prokuratura, odseparowana od rządu, miała być całkiem apolityczna. Miało już nigdy nie być populistycznych konferencji prasowych, na których rzucane są genialne pomysły na walkę z przestępczością…

Andrzej Seremet wytrzymał cały rok. Od czasu objęcia stanowiska prokuratora generalnego wydawał się być odporny na różnego rodzaju „akcje” podejmowane przez rząd, mające – przynajmniej w teorii – służyć poprawie naszego bezpieczeństwa. Aż do wczoraj – kiedy nagle, w świetle reflektorów, zaczął rzucać pomysły na walkę z chuligaństwem doskonale wpisujące się w piarowską akcję rządu. Zaskoczył wszystkich, którzy wierzyli w nową jakość w prokuraturze.

Do tej pory dyżurnym orędownikiem populistycznych zmian w prawie karnym był Krzysztof Kwiatkowski. Minister gładko, niemal drukowanymi literami potrafił wskazać opinii publicznej niebezpieczeństwa i sposób ich szybkiej prawnej likwidacji. Teraz dołączył do niego prokurator generalny. Kwiatkowskiego można zrozumieć, wszak to polityk. Seremeta usprawiedliwiać trudno.

Szkoda, że tak się stało. Po rozdzieleniu stanowisk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego miał dbać o prokuratorską niezależność i sprawne działanie struktur tej instytucji, z dala od polityki i telewizyjnych kamer. Dając się wciągnąć w polityczną akcję rządu, prokurator generalny zaprzeczył swojemu posłannictwu.

A może taka jest cena przetrwania? Sprawozdanie z rocznej działalności Andrzeja Seremeta ciągle przecież czeka na opinię premiera. To ona zdecyduje o jego losie.

Tylko, czy dla niezależnej prokuratury nie będzie to cena zbyt wysoka?

Kto wypłaca i zabiera…

23 mar 2011

Niektóre firmy ubezpieczeniowe domagają się od powodzian zwrotu części wypłaconych odszkodowań. Argument jest prosty: skoro otrzymaliście dodatkowo pomoc od państwa, to oddajcie część pieniędzy z polisy. Bo dostaliście zbyt dużo.

Pokrętna to logika i chyba może zaszkodzić samym ubezpieczycielom.

Od lat za pośrednictwem mediów powtarzane są apele do mieszkańców terenów powodziowych, rolników, że warto wykupić polisę na wypadek kataklizmu. A teraz ci sami ludzie otrzymują od ubezpieczycieli prosty przekaz: nie płaćcie składki na ubezpieczenie, bo jeśli dodatkowo pomoże wam państwo albo ciocia z zagranicy, to i tak zabierzemy wam część pieniędzy z polisy. Macie przecież więcej, niż potrzeba np. na odbudowę domu.

Dla firm ubezpieczeniowych nie ma przy tym znaczenia, że czym innym jest pomoc państwa, a czym innym umowa zawierana na warunkach rynkowych, która w uproszczeniu brzmi tak: ty płacisz składki, przestrzegasz warunków ubezpieczenia, a my w razie szkody wypłacimy ci odszkodowanie.

Tego rodzaju zakusy na sumy należne z polis były już czynione w przeszłości. Kiedyś ubezpieczyciele uznali, że wypłata z zasiłku pogrzebowego powinna pomniejszać odszkodowanie z polisy. Takie interpretacje sądy jednak szybko ukróciły. Teraz sprawa wraca.

To zły znak, zwłaszcza że chodzi o dramatyczne i wrażliwe społecznie sprawy. Bo do problemów z wypłatą odszkodowań np. za wypadki komunikacyjne wszyscy się już przyzwyczaili. Myślę, że jest to ważny sygnał dla organów nadzorujących rynek ubezpieczeniowy, aby dokładnie przyjrzały się praktykom działających na nim firm.

Kto się boi Balcerowicza

31 sty 2011

Autorski przegląd prasy

Ataki PiS przysparzają nam sympatii wyborców, atak Leszka Balcerowicza to wyrwa w naszych murach obronnych – pisze „Gazeta Wyborcza”, cytując wiceszefa klubu PO Jarosława Gowina.

Nagły zjazd Platformy w sondażach zaniepokoił polityków z władz partii. Kolejne sondaże pokazują spadek poparcia dla partii Donalda Tuska. Dystans, który ją dzieli od PiS, zmniejsza się do kilku procent. PiS niewiele zyskuje. Beneficjentem staje się raczej SLD – donosi „Rz”.

Przez dwa tygodnie o 16 punktów proc. spadło poparcie PO – wynika z najnowszego sondażu OBOP dla „Gazety Wyborczej”. Chce na nią głosować 38 proc. badanych, a na PiS co czwarty. Dystans między głównymi konkurentami w sondażu Homo Homini dla Polskiego Radia wynosi niecałe 6 proc.

Po krytyce nieudolności premiera w kwestii wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej, rząd znalazł się pod ostrzałem ekonomistów, z prof. Leszkiem Balcerowiczem na czele, za plany zmian w OFE. – Dla sporej części naszego elektoratu Balcerowicz to autorytet – ocenia Gowin. Podobne obawy słyszymy też w otoczeniu premiera.

Zdaniem „Rz” zmiany w Otwartych Funduszach Emerytalnych zostały źle marketingowo przygotowane. Premier najpierw deklarował, że nie będzie zmian, potem niejasno tłumaczył, dlaczego są one konieczne. A kwestia OFE jest dla wyborców PO bardzo ważna. Ten elektorat na finanse, także własne, jest bardzo wrażliwy.

„Siłą rzeczy obie strony sporu przyjęły jasną taktykę: im solenniej nawołują do rzeczowej debaty, tym skrzętniej przemycają czystą demagogię” – komentuje Polska The Times

I konkluduje, że do niedawna nie do pomyślenia w oficjalnym dyskursie było takie jawne – choć eleganckie – wyśmiewanie się np. z prywatyzacyjnego zacięcia Balcerowicza i jego efektów. Jeden cytat: „Sprzedaliśmy PZU za 5 mld, żeby po 10 latach odkupić za 18 mld”. I bądź tu profesorem ekonomii.

I kto tu mówi o skandalu panie Graś?

15 lis 2010

- Absolutny skandal, ocierający się wręcz o zdradę – tak Paweł Graś, rzecznik rządu, mówił o wyjeździe Antoniego Macierewicza i Anny Fotygi do USA, gdzie będą apelować do republikańskich kongresmenów o pomoc w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej. Reakcje polityka opisują dziś wszystkie ogólnopolskie dzienniki.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza” Fotyga i Macierewicz mają zabrać list prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Jego treść nie jest znana, ale według nieoficjalnych informacji prezes napisał, że śledztwo prowadzone jest w sposób niesuwerenny.

Według „Rzeczpospolitej” była szefowa MSZ i szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy mają rozmawiać w USA m.in. o projekcie rezolucji,  którą w czerwcu zgłosił republikański kongresmen Peter King. Proponuje powołanie niezależnej międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Zapowiedź wyjazdu oburzyła część polityków.  Jak pisze Polska The Times już dawno nie było takiej zgody pomiędzy Platformą Obywatelską a Sojuszem Lewicy Demokratycznej w ocenie wydarzeń toczących się na polskiej scenie politycznej. Politycy zarówno jednej, jak i drugiej partii niemal jednym głosem oceniają pomysł parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości.

Najostrzej zareagował jednak Paweł Graś. Jego wypowiedź dla radia ZET cytuje dzisiejsza „Rzeczpospolita”.

- Uważam, że to jest absolutny i totalny skandal, ocierający się wręcz o zdradę. Gdyby w każdych innych warunkach doszło do sytuacji, że mamy legalne państwo, legalny rząd, legalne władze, legalne instytucje i ktoś zwraca się do obcego mocarstwa mówiąc, że te instytucje są niewiarygodne, że to państwo jest nieważne, że to, czym to państwo się zajmuje budzi wątpliwości, (…) to jest sytuacja absolutnie skandaliczna i niedopuszczalna – powiedział rzecznik rządu.

Czy rzeczywiście tak jest?

Graś się myli, trudno nazwać zdradą zwracanie się przez polskich parlamentarzystów, z największej opozycyjnej partii o wsparcie do sojuszników. Trudno nazwać zdradą inicjatywę polityczną ludzi wybranych w demokratycznych wyborach, reprezentujących nie małą grupę obywateli, niezadowolonych z tego jak się sprawy mają.  Nieakceptujących postawy najważniejszych polskich instytucji, których pan Graś jest przedstawicielem, dla których sprawą bezdyskusyjnie priorytetową powinno być szybkie wyjaśnienie przyczyn katastrofy. Instytucji, które w sensie politycznym zrobiły niewiele aby sprawę wyjaśnić.

Mija 7 miesiąc od tamtego dnia. Opinia publiczna codziennie bombardowana jest rewelacjami: o złym szkoleniu pilotów, o tym kto siedział za sterami „Tutki”, o sztucznej mgle, a także o tym, że sprawy idą we właściwym kierunku, a współpraca z Rosjanami układa się wzorowo.

Mija 7 miesiąc i nadal nic nie wiemy. W zamian za to można usłyszeć: jest dobrze, zrobiliśmy wszystko na co pozwalały nam ramy prawne, a uwagi i pretensje kierujcie do niezależnego przecież Prokuratora Generalnego. Zlękniony, z pustką w oczach Seremet powtarza tymczasem jak mantrę: nie wiem, czekamy na dokumenty, realizację wniosków, a w zasadzie to współpraca z FR układa się bardzo dobrze.

Dlatego nie powinno bulwersować pana Grasia, że komfortowa pozycja, w jakiej ustawił się rząd Donalda Tuska w sprawie smoleńskiej jest dla wielu obywateli po prostu nie do zaakceptowania. Trudno bowiem zaakceptować fakt, że nie zrobiono nic aby zagwarantować sobie wpływ na prowadzenie śledztwa. Zignorowanie porozumienia z 1994 r. umożliwiającego wspólne badanie katastrofy, niewykorzystanie instrumentów presji międzynarodowej, nie udzielenie polskim prokuratorom wyraźnego i zdecydowanego wsparcia politycznego w kontaktach z rosyjskimi prokuratorami.To wszystko sprawiło, że nasz wpływ na przebieg śledztwa jest iluzoryczny. Efekty? Gnijący przez wiele miesięcy wrak samolotu, niezabezpieczony teren, ludzkie szczątki, odcięcie prokuratorów od jakichkolwiek materiałów źródłowych, przykłady można mnożyć.

A czas płynie. I wszystko to coraz mniej dziwi. Wiem, że to słowa i pretensje nie nowe, że wyprane politycznymi sporami uległy trochę denominacji. I ktoś zapyta, więc po co wciąż do tego wracać? Powodów jest  bardzo wiele, aż biją w oczy. Ale może nie o tym.

Zwykły obywatel może naiwnie wierzy, oczekuje od państwa, że w takich sytuacjach stanie na wysokości zadania. Wierzy, że instytucje w obliczu narodowej tragedii są silne i gotowe do bezkompromisowego, ponad politycznego działania w imię racji stanu. Świadomość że tak nie jest upokarza. Tylko, do życia w upokorzeniu jakoś trudno jest się przyzwyczaić.

I kto tu mówi o skandalu panie Graś?