Niedoinwestowanie prokuratury już dziś jest faktem, który niestety przekłada się na obywateli. Na przykład w Łodzi, gdzie prokurator wypuścił na wolność podejrzanego o gwałt 15-latki, gdyż nie ma pieniędzy na wykonanie badania DNA – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
Pani prokurator Beata Mik w swojej polemice z moim tekstem „Mit prokuratorskiej niezależności” („Rz”, 9 czerwca 2011 r.) zarzuca, że artykuł i przyjęta w nim argumentacja wynikają z nieukrywanych sympatii politycznych. Zarzuca mi też nieznajomość spraw, o których piszę.
Pierwszy z zarzutów pominę milczeniem. Bo jest to zużyta i mało elegancka metoda dyskredytowania autora. Czy stawianie takich zarzutów dziennikarzowi bez poparcia dowodami przystoi prokuratorowi? Pozostawiam to sumieniu pani prokurator. Z chęcią odniosę się jednak do dalszej części jej polemiki. W swoim tekście starałem się pokazać kilka mechanizmów w ustawie o prokuraturze osłabiających niezależność prokuratora generalnego, które w sytuacji konfliktu czy złej woli politycznej mogą być wykorzystane wbrew intencjom ustawodawcy.
Pani prokurator zdaje się nie widzieć tych zagrożeń, uznając, że po oddzieleniu tego urzędu od ministra sprawiedliwości i obwarowaniu licznymi gwarancjami niestraszne już są polityczne naciski. Trudno się z wywodami pełnymi odwołań do konstytucji nie zgodzić. Życie tymczasem sobie…



