Posts Tagged „MAK”<

Dziwne milczenie rządu

16 sty 2011

Nadal nie wiemy, na jakiej podstawie prawnej MAK prowadził badanie przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem. Dlaczego strona polska nie potrafi tego ustalić?

Z analizy w sobotniej „Rz” wynika, że konwencja chicagowska mogła nie obowiązywać przy badaniu przyczyn katastrofy Tu-154. Nie stosuje się jej do wypadków samolotów państwowych, w tym wojskowych. MAK wziął z niej jedynie procedurę badania katastrof (załącznik 13). Oznacza to, że rząd – wbrew słowom premiera Tuska – może nie mieć jak odwołać się od wyników raportu wynikających z konwencji.

Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski odpowiada: „Nie mamy żadnej deklaracji ze strony rosyjskiej, że konwencja chicagowska strony rosyjskiej nie wiąże. Poczekajmy na informacje”. Postawa „poczekamy, zobaczymy” mocno dziwi. Od dziewięciu miesięcy najwyżsi przedstawiciele rządu informowali, że strona rosyjska działa według konwencji chicagowskiej, i jest nią związana. A teraz chce czekać na jej deklarację.

Zatem czy Polacy wiedzą, czy nie, na jakiej podstawie prawnej działał MAK? Czy istnieje jakieś polsko-rosyjskie porozumienie, umowa lub inny dokument wykazujący, że strona rosyjska zobowiązała się do działania według konwencji? Kiedy i między kim zostało zawarte?

Czy rząd zapyta stronę rosyjską, czy ta zamierza respektować przepisy konwencji? Uzyskanie tej deklaracji jest kluczowe, bo dotychczasowe wypowiedzi zdają się temu przeczyć. Według konwencji Polska ma prawo do odwołania, tymczasem MAK twierdzi, że raport jest ostateczny. Czas najwyższy na jasną odpowiedź premiera.

Najwyższy czas na dyplomacj

13 sty 2011

Jeśli nie ustali się faktycznych relacji między MAK a rządem Rosji, Donald Tusk, kwestionując raport o katastrofie smoleńskiej, zabrnie w ślepą uliczkę

Analiza „Rz”

Donald Tusk mówił, że Polska nie akceptuje raportu MAK, gdyż nasze zastrzeżenia nie zostały w nim uwzględnione. Jego zdaniem naruszono konwencję chicagowską, która mówi o konsultacjach w przypadku nieporozumień. Tych jednak nie przeprowadzono.

Premier przywołał art. 84 i 85 konwencji, które otwierają nam furtkę do wyrażenia sprzeciwu oraz określają tryb postępowania w razie sporu.

Sęk w tym, że w przywołanych regulacjach mowa jest o relacjach między państwami-stronami konwencji. Przedstawiony przez MAK raport nie jest tymczasem dokumentem rządowym Federacji Rosyjskiej, lecz instytucji o niejasnym statusie międzynarodowym. O wejście z nią w spór może być trudno.

To zaś, że Rosja nie zamierza być stroną w tym sporze, zapowiedział wyraźnie szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow. – Śledztwo prowadził MAK, który jest niezależną organizacją międzynarodową – podkreślił.

To stwarza zupełnie nową sytuację, gdyż wydawało się dotąd, że MAK działa na zlecenie, a nawet w imieniu rosyjskiego rządu. Rodzi się wiele pytań. Czy MAK jest związany zapisami konwencji chicagowskiej, skoro mowa w nim o państwach-stronach, a Kreml się od tego wyraźnie odcina? Jaki jest faktyczny status MAK na arenie międzynarodowej? Kto 10 kwietnia wyznaczył tę instytucję do badania katastrofy? Czy było jakieś porozumienie, na mocy którego uczynił to rząd Federacji Rosyjskiej? Czy polski rząd, akceptując model śledztwa, był świadomy całej sytuacji? Czy rola MAK była z Polską konsultowana?

Określenie relacji MAK – rząd Rosji jest kluczowe dla ustalenia strategii działania polskiego rządu. Na razie wydaje się, że premier porusza się na oślep, powołując się na przepisy, których zastosowanie będzie kwestionowane.

Wizja nieprzychylnego raportu wisiała nad nami od ponad dwóch miesięcy, kiedy otrzymaliśmy wstępną jego wersję. Dlaczego już wtedy nie powołano zespołu ekspertów, którzy opracowaliby analizę prawną dającą podstawę do dalszych działań?

Zawiodła też dyplomacja: świat usłyszał o polskim bałaganie i pijanym generale, a nie o naszych wątpliwościach co do rzetelności raportu.

Oczywistym instrumentem nacisku na Kreml powinna być teraz ofensywa dyplomatyczna na forum międzynarodowym, która skłoni Rosję do działania lub przekonania MAK do ustępstw.

Smoleńska bezradność

11 sty 2011

Możemy zapłacić za oddanie całego śledztwa Rosjanom. W środę się okaże, czy Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), publikując końcowy raport z badania przyczyn katastrofy smoleńskiej, uwzględnił polskie zastrzeżenia do poczynionych ustaleń.

Ich lista – jak informowali przed kilkoma tygodniami przedstawiciele naszego rządu – była długa. Co jednak, jeśli te uwagi nie zostały przez Rosjan zaakceptowane?

Możemy niewiele. Formalnie do raportu zostanie dołączony protokół rozbieżności, w którym znajdą się polskie zastrzeżenia. Ich praktyczne znaczenie będzie niewielkie. Na ich podstawie bowiem MAK nie wznowi badań katastrofy, nie dokona także żadnych uzupełniających czynności wyjaśniających.

Pozostaje droga przewidziana w konwencji chicagowskiej. Możemy przesłać raport z zastrzeżeniami do Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego. Zdaniem ekspertów raczej nie należy się spodziewać, że z powodu rozbieżności organizacja ta wejdzie w spór z Rosjanami. Potraktuje raport jako materiał poglądowy, jak zapewnić w przyszłości większe bezpieczeństwo w ruchu lotniczym.

Może więc spór międzynarodowy? Zdaniem prof. Genowefy Grabowskiej, ekspert prawa międzynarodowego, jego rozpoczęcie może być bardzo trudne. Rząd Federacji Rosyjskiej nie byłby w nim stroną. Autorem raportu jest przecież MAK, organizacja niezwiązana bezpośrednio z rosyjskim rządem, o niejasnym statusie prawnym. Nie jest więc dla polskiego rządu partnerem do prowadzenia klasycznego sporu międzynarodowego.

Gdyby MAK był agendą rządową, sprawa byłaby prostsza. W takiej sytuacji są środki prawne, aby taki spór rozwiązać, choćby powołując wspólną komisję badawczą, która rozstrzygnie rzecz co do faktów.

Komisje śledcze międzypaństwowe można ustanowić na podstawie konwencji haskiej o pokojowym załatwianiu sporów z 1907 r.

Jedynym wyjściem z sytuacji mogłoby być przerzucenie sporu o treść raportu z poziomu MAK na poziom rosyjskiego rządu, wykazując, że to on jest odpowiedzialny za rzetelne wyjaśnienie przyczyn katastrofy na swoim terytorium i nierespektowanie polskich zastrzeżeń i uwag.

Cała operacja może się jednak nie udać, gdyż w kwietniu 2010 r. rząd Donalda Tuska zaakceptował rosyjskie zasady gry, jeśli chodzi o wyjaśnianie katastrofy. A to, że nikt wtedy nie pomyślał o konsekwencjach takiej decyzji, nie powinno być teraz żadnym argumentem dla Kremla.

Raczej nie możemy też liczyć na wsparcie Brukseli. Nadziei na umiędzynarodowienie śledztwa upatrywano w unijnym rozporządzeniu w sprawie badania wypadków i incydentów w lotnictwie cywilnym oraz zapobiegania im, które weszło w życie 2 grudnia 2010 r. Raczej się ono jednak nie przyda. Rosja nie jest członkiem Unii Europejskiej, nie jest więc tym aktem prawnym w żaden sposób związana.

Cóż więc pozostaje? Zwykłe środki komunikacji międzynarodowej. Protesty wysyłane przez naszych dyplomatów wzywające rząd Federacji Rosyjskiej do zajęcia się sprawą. Czy będą skuteczne? Widząc postawę Rosjan, choćby jeśli chodzi o przekazywanie materiału dowodowego, można mieć duże wątpliwości.