Posts Tagged „kibice”<

Wróg publiczny numer jeden

25 maj 2011

Od kilku tygodni cały aparat polskiego państwa został wciągnięty w walkę z agresywnymi kibicami. W sprawę osobiście zaangażował się premier. Zamykane są stadiony, upubliczniane zdjęcia bandytów.

Na konferencjach prasowych znów bryluje niezastąpiony minister Krzysztof Kwiatkowski. Wraz z prokuratorem generalnym snuje plany legislacyjne, które mają raz na zawsze zlikwidować problem. Oprócz nadzwyczajnych rozwiązań prawnych (sądy na stadionach) państwo chce rzucić na front walki z chuligaństwem najnowocześniejsze zdobycze techniki: elektroniczne obroże, rozprawy online. Słowem – zero tolerancji.

W całej tej wrzawie najmniej ważne okazują się fakty. A policyjne statystyki pokazują, że pseudokibice nie są w Polsce poważnym problemem społecznym. Po co więc angażować nadzwyczajne środki, czyniąc z burd na stadionach temat ważniejszy od dziury budżetowej, śledztwa smoleńskiego czy rosnących cen?

Odpowiedź jest niestety taka sama jak zwykle. To kolejny zabieg marketingowy rządu. Kiedyś wrogiem publicznym numer jeden był król dopalaczy Dawid Bratko, dziś w tej roli obsadzono „Starucha”.

Akcja z dopalaczami się skończyła, sklepiki zlikwidowano i ogłoszono, że problem został rozwiązany. Towar można kupić jedynie przez Internet. Czy to znaczy, że problemu już nie ma? Oczywiście, że jest, tyle że do jego rozwiązania konieczne byłyby społeczne programy zniechęcające młodzież do substancji odurzających. A one zazwyczaj nie są spektakularne.

Z chuligaństwem będzie podobnie. Efektownie wyglądało, gdy agresywnych kibiców o poranku skuwano kajdankami i wywożono na policję. Kilku najpewniej przykładnie skaże się na więzienie. A za kratami stadionowi chuligani staną się rasowymi przestępcami. Kiedy już wyjdą, rozróba na stadionie może im nie wystarczyć. I wtedy zacznie się prawdziwy problem.

Jaka jest cena przetrwania Seremeta

9 maj 2011

Prokuratura, odseparowana od rządu, miała być całkiem apolityczna. Miało już nigdy nie być populistycznych konferencji prasowych, na których rzucane są genialne pomysły na walkę z przestępczością…

Andrzej Seremet wytrzymał cały rok. Od czasu objęcia stanowiska prokuratora generalnego wydawał się być odporny na różnego rodzaju „akcje” podejmowane przez rząd, mające – przynajmniej w teorii – służyć poprawie naszego bezpieczeństwa. Aż do wczoraj – kiedy nagle, w świetle reflektorów, zaczął rzucać pomysły na walkę z chuligaństwem doskonale wpisujące się w piarowską akcję rządu. Zaskoczył wszystkich, którzy wierzyli w nową jakość w prokuraturze.

Do tej pory dyżurnym orędownikiem populistycznych zmian w prawie karnym był Krzysztof Kwiatkowski. Minister gładko, niemal drukowanymi literami potrafił wskazać opinii publicznej niebezpieczeństwa i sposób ich szybkiej prawnej likwidacji. Teraz dołączył do niego prokurator generalny. Kwiatkowskiego można zrozumieć, wszak to polityk. Seremeta usprawiedliwiać trudno.

Szkoda, że tak się stało. Po rozdzieleniu stanowisk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego miał dbać o prokuratorską niezależność i sprawne działanie struktur tej instytucji, z dala od polityki i telewizyjnych kamer. Dając się wciągnąć w polityczną akcję rządu, prokurator generalny zaprzeczył swojemu posłannictwu.

A może taka jest cena przetrwania? Sprawozdanie z rocznej działalności Andrzeja Seremeta ciągle przecież czeka na opinię premiera. To ona zdecyduje o jego losie.

Tylko, czy dla niezależnej prokuratury nie będzie to cena zbyt wysoka?

Mit szybkiej sprawiedliwości

4 maj 2011

Do niedawna na stadionach piłkarskich mieliśmy sędziego głównego, technicznego i liniowych. Ostatnio dołączono dwóch sędziów bramkowych. Wiele wskazuje na to, że podczas Euro 2012 pojawi się kolejna nowość – sędzia odmiejscowiony.

To spektakularny pomysł naszego resortu sprawiedliwości. Celem jest zagwarantowanie bezpieczeństwa podczas piłkarskich mistrzostw Europy. Miecz sprawiedliwości ma być wyjątkowo szybki. Zatrzymany pseudokibic zostanie osądzony od razu na miejscu – za pomocą połączenia wideokonferencyjnego.

Prokuratorzy już na internetowych forach żartują, że procesy powinny się odbywać podczas przerw, na płycie boiska, w obecności 50 tys.widzów. Widowisko byłoby nie lada, taki powrót do średniowiecza, kiedy nieszczęśników sądzono na rynkach miast i miasteczek.

Rzeczywiście, projekt ministerstwa trąci absurdem. Jako żywo przypomina osławione sądy 24-godzinne, które przez swój krótki żywot zajmowały się sądzeniem głównie woźniców i rowerzystów za jazdę po pijanemu. Czystym populizmem można nazwać argument, że dzięki sądom na stadionach uniknie się odbijania z policyjnych konwojów zatrzymanych. Bo nic nie wiadomo o tym, jakoby takie napady na konwoje były dotąd poważnym problemem.

Mało przekonujący jest też argument o szybkim tempie, w jakim sprawiedliwość dosięgnie pseudokibiców. Doświadczenia sądów 24-godzinnych pokazują, że szybko osądzić się nie da. Bo albo pseudokibic nietrzeźwy (a takiego sądzić nie wolno), albo nieletni, albo na dowód z monitoringu trzeba będzie czekać kilka dni, albo nie będzie obrońcy… A do tego większość pomeczowych burd wszczynana jest poza stadionami.

Pytanie więc po co to wszystko? Odpowiedź jest prosta. Akcja „kibic” wpisuje się w ton taniego piaru, którym raczy nas rząd Tuska, gdy pojawiają się jakieś problemy. Kibice demolują Litwę, na Legii rządzi „Staruch”, na meczach IV ligi tłuką się niemiłosiernie – trzeba więc pokazać, że coś robimy, nieważne jak, nieważny efekt, ważne, żeby było głośno i spektakularnie.

Dlatego dobrze się dzieje, że już teraz – zanim jeszcze przepisy zostały uchwalone, krytycznie reaguje środowisko prawnicze i Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego, która wcześniej wielokrotnie populistyczne zmiany w prawie karnym akceptowała bez protestu.

Kibole znowu górą

4 kwi 2011

Po porażce Legii z Ruchem warszawscy kibole opluli piłkarzy, a ich herszt uderzył w twarz obrońcę swojej drużyny Jakuba Rzeźniczaka. Ochrona chuligana nie zatrzymała, klub go nie ukarał – pisze Gazeta Wyborcza.

Po meczu „Staruch”, herszt kiboli Legii, przeskoczył barierkę oddzielającą trybunę od murawy. W tunelu prowadzącym do szatni dopadł Rzeźniczaka i obrzucił go obelgami, piłkarz dostał po twarzy.

Dlaczego Legia nie broni piłkarza przed kibolem? Dlaczego natychmiast nie ukarała „Starucha” zakazem stadionowym, choć daje jej to prawo nowa ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych? Dlaczego ochroniarze nie oddali go w ręce policji?- pyta dziennik

Legia milczy, ale od dawna wiadomo, że zależy jej na dobrych układach ze „Staruchem” i jego kompanami. Klub, bojąc się niskiej frekwencji na wybudowanym przez miasto za 450 mln zł stadionie, przestał z kibolami wojować i znów oddał im trybuny. Za obietnicę braku dużych zadym przymyka oko na mniejsze grzeszki.

GW przypomina, że kilka dni temu stadionowym chuliganom znów rząd wypowiedział wojnę, bo sparing reprezentacji Polski z Litwą zakończył się zdemolowaniem Kowna. Przed Euro 2012 o bezpieczeństwo stadionów w Polsce niepokoi się europejska federacja UEFA. Politycy mówią jednak, że wpływu na kluby nie mają.

A mieć powinni tworząc prawo, które zmusi ich do dbania o bezpieczeństwo.

Z patologią mamy do czynienia od lat. Problemu nie rozwiąże się konferencją prasową ministra sprawiedliwości i wysypem szybkich pomysłów na poprawę bezpieczeństwa. Nowe zakazy stadionowe, elektroniczne obroże, sądy na stadionach. Wszystko to bardzo spektakularne, ale czy przemyślane.

Jak bardzo to przypomina  osławione już  sądy-24 godzinne, które szybko miały ukrócić problem chuligaństwa. I równie szybko okazały się porażką- bo pijanego kibola sądzić szybko nie można, a na materiał dowodowy z monitoringu trzeba czekać tygodniami.

Tworząc te przepisy nikt o tym nie pomyślał, bo zamiast rzetelnej analizy ważny był polityczny zysk, hasło walki z chuligaństwem.

Teraz pewnie skończy się podobnie, bo w Polsce nikt tak naprawdę sprawą chuligaństwa na poważnie się nie zajmuje. Bo czy tak trudno zbudować zespół ekspertów, który powoli, bez fleszy przygotuje rozwiązania, na bazie np. tych które od lat sprawdzają się w Wielkiej Brytanii. Czy naprawdę trudno jest zmusić kluby do nieakceptowania na swoim terenie przestępczych hord? A PZPN do większej aktywności w tym zakresie.

Wolimy pospolite ruszenie po kolejnej zadymie i konferencje prasowe na którym zabłyśnie minister – pokazując że coś robi.

Budujmy więc nadal piękne stadiony, pytanie tylko dla kogo…
…………………………………………………………………………………………………………………………………………

Zaproszenie od redakcji rp.pl: Złóż swój wpis w refleksyjnej księdze wspomnień

Jak wyglądał Twój dzień 10 kwietnia 2010? Czy pamiętasz swoją reakcję po ogłoszeniu komunikatów prasowych? Podziel się z nami swoimi wspomnieniami w rocznicę tragedii smoleńskiej. Zjednoczmy się, celebrując w ten sposób pamięć o zmarłych.